Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„oznaki humanistyczne to czynności ludzkie”


wyjebali mnie
swoim życiem duchowym że niby takie mają
wciąż te same teksty i te same ryje
delikatne lalusie z pornolami na łączach
delikatne panienki spod znaku pokoju

nie będzie ciszy
dobro to mit zwalonych teorii
skopiowanych bożków przy krwawym ołtarzu
wreszcie kapłanów wbijających nóż w serca
dla miłości i pisma

wyjebali mnie bo kiedyś wierzyłem
w obowiązki i uczciwość tez starców
ojców i matek i wszystkich po trochu
w opery mydlane i dobre zakończenia
a przecież to chore
że wszystko powtarza się cyklicznie

  • Odpowiedzi 42
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

wyjebny wiersz....;) sie robi ostro ciekawie, złożyło sie że M.Krzywak i amerozzo koło siebie, jebanie i porno w wierszach...mniam.

chyba sobie limit czasowy dostosuje;)

rozczarowanie i zgrzyt pomiędzy ICH wartościami a rzeczywistością. wartości, które peelowi wpajano, a które upadły. dzięki postępowaniu tych, którzy je wpajali

nie będzie ciszy czytam nie będę milczał.

czuć złość wściekłość, ja lubie takie pisanie
pzdr

Opublikowano

jestem na nie:(...widzę że dzisiejsze ,,tournee''po prawie wszystkich utworach tego forum:)...i jadowite komentarze nie wpłynęły zbyt pozytywnie:)...ale jako kulturalna czytelniczka powstrzymam sie od nagannych komentarzy... miłego dnia życząc

Opublikowano

Kolejny utwór z pornografią gdzieniegdzie... Zastanawiam się, czy to jakiś syndrom uzależnienia od site'ów youtubopodobnych. Taki skrawek podświadomości, który musi się zamanifestować jak w malapropizmach.

Mogę się mylić, bo dawno mnie nie było, ale odnoszę wrażenie, że utwory o tematyce i wydźwięku takich jak powyższy przykuły się do autora, jak sufrażystki do latarni. Może pora na jakieś zmiany?

No i jeszcze sama forma. Jakiś brak spójności tu dostrzegam. Mieszasz elementy stylu wzniosłego (chodzi mi tu o pojedyncze słowa i frazy: mity, krwawe ołtarze, wbijanie noży w serca, miłość i pismo itd) z językiem potocznym. Niestety nie daje to wcale gotyckiego efektu, a nie mogę sobie wyobrazić, jaki inny mogłoby wywołać, poza wrażeniem, że coś tu nie pasuje.

No i jeszcze pointa:

"wszystko powtarza się cyklicznie"

Nieco kliszą zajeżdża, a w ogóle to chyba pleonazm (o ile dobrze rozumuję, cykliczność sama w sobie zakłada powtarzanie się czegoś tam).

Pzdr

Opublikowano

jasiu zły:
ad1 - uzależnienie nie.
ad2 - zmian też nie będzie
ad3 - ano, zmieszało się
ad4 - jeżeli to jest pleonazm, to nie tylko ja mam ten grzech na sumieniu

Reasumując - zgadzam się, ale nic nie zmieniam.

Pozdrawiam.

Opublikowano

"skopiowanych bożków przy krwawym ołtarzu
wreszcie kapłanów wbijających nóż w serca"

to jest banalne:(

tym razem Pan chciał troszkę ostrzej, czuć tę złość itp, ale podobnie myślę jak jasiu zły w swoim komentarzu. Trochę tego, trochę tego, wyszedł taki kolaż, niestety nieudany.

Pozdrawiam.

Opublikowano

a mnie się tam podoba, choć panie Krzywak wciąż pan nie odpowiedział w ostatnim iwerszu o co tam właściwie chodizło i co się kryło pod pomidorami ;p
a ten mi się podobsa, co prawda jest wulgarny, ale ta wulgarność jest tu oczywiscie zamierzona i pełni bardo ważną funkcję - pozatym nawet tkai przykład jak nam w życiu nei dizie wszystko się wali, sami nei wiemy co robić, czy po prostu uderzymy się w nogę, rękę bo się zagapiliśmy - to nie mówimy:

Jak mnie to zdziwiła ta nagła przeszkoda,
wpaldłem w nią tak nagle - jak boli mnie noga ;)

tylko chyba raczej np. O k** czy różne takie. Taka już nasza lduzka natura i wulganrość to też część człowieka, o której też nalezy pisać i fjanei sotoswać w takich wierszach. Jak dla mnie ten wiersz jest dobry - to tkai krzyk sfrustrowanego cżłowieka, który niezbyt rozumie, ideały isę załamały, a sam nie moze dkogonic zmian i życie.

Niestety musze spadać, to napisze tylko,m że to mi najbardizje pryzpadło do gustu:

nie będzie ciszy
dobro to mit zwalonych teorii


pozdr.

Opublikowano

Michale, twój peel "wyje" jakby dopiero skończył maturę albo studia - po rozczarowaniach przychodzi najczęściej czas odbudowy wartości; obawiam się że takie trwanie w negacji i negatywiźmie zaprowadzi Twojego peela do nihilizmu - wiesz z Dostoja jakie to niebezpieczne;
wtedy tylko ucinanie "ryjów" sprawia satysfakcję, aż do własnego marnego końca;nie stać Cię na wielkodusznoś wobec żywych, wobec sztuki?
nie wojaczkuj zatem i nie krzyw się Krzywaku- życie jest piękne, nie tylko wstrętne (takie jest także - ale nie tylko, nie tylko...);
pozdrawiam! J.S

Opublikowano

Początkującym autorom wybacza się wiele : nieporadność stylu,ubóstwo językowe,przewagę emocji nad myśleniem,płytkość refleksji - zatem wybaczam i daję plusa jako zachętę do dalszej mozolnej pracy.Pozdrawiam.

Opublikowano

zastanawiam się, co to za peel. chyba akurat przechodzi jakieś załamanie nerwowe (albo go oświeciło :))
nie zajmę zdania podoba się-nie podoba się. nie moja broszka oceniać kogoś takiego jak Pan (z szacunkiem, i przepraszam za słodzenie), ale zostawiam ślad. byłam, czytałam,

pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgodzę się z tym.

Poza tym takie wybuchy czasem działają ożywczo, ale mnie przekonuje raczej... Wyrafinowana agresja (jeżeli już). Ten wiersz głośno szczeka. A powinien warczeć.



Dla mnie to wygląda tak, jakby peel nie wiedział, że ludzka natura jest co najmniej dwoista i że w każdym jest pierwiastek dobry i zły. No tak za młodzieńczo tym razem.

Swoją drogą, Panie Michale - po co tak potencjał marnować? Może dłużej nad tekstem posiedzieć. Niech poleży. Bo ten wiersz wydaje mi się tak na szybko napisany.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Prawdziwy wiersz, prawdziwy, jak cholera. Kolejny 'ostry' wiersz w ostatnim czasie na forum, ale też kolejny dobry. Peel zawiedziony cyklicznością życia, wkurwiony tym na serio. Podoba mi się.
Pozdrawiam

Opublikowano

Tytuł można dwojako potraktować, otóż jako czasownik w trybie rozkazującym, bądź nieco trywialnie, jako rzeczownik Przy pierwszej opcji podmiot liryczny wówczas właśnie wyłby z wściekłości, bo wszelka wiedza, którą dotychczas posiadał, okazuje się fałszywą Peel w takim wypadku jest osobą zagubioną, czy wręcz roztrzęsioną, zatem emocje są nieuniknione Biorąc pod uwagę drugą możliwość, co do interpretacji tytułu, podmiot liryczny staje się wyjem szarganym złością i goryczą Aczkolwiek myślę, że oba przypadki mogą być słuszne, poza tym sprowadzają się do tego samego wniosku

Podmiot liryczny odkrywa, że praktycznie wszystkie istotne dlań kwestie, czy te, z którymi miał jakąkolwiek styczność, są złudne, nieprawdziwe, zakłamane, puste Niewiele także uległo zmianie w porównaniu z poprzednimi okresami w jego życiu Peel zatem chce wykrzyczeć prawdę, której doświadczył Zdaje się, że podmiot liryczny po prostu dorósł, albo raczej wkroczył na drogę prowadzącą do pełnej dojrzałości i odpowiedzialności Wie on już bowiem, jak pełen hipokryzji i obłudy może być świat Dostrzega on także jeszcze jedno: te wszelkie zjawiska niestety się powtarzają bez względu na epokę

Dość ciekawy tekst przede wszystkim ze względu na przekazywane treści Do warsztatu również nie mam większych zastrzeżeń, chociaż nie wiem, czy nie lepiej byłoby skrócić nieco pierwszą i trzecią strofę Jakkolwiek przekonuje mnie tematyka utworu, dlatego skłonny jestem zostawić mu pozytywną ocenę

Pozdrawiam

Opublikowano

Rafał Różewicz -no chyba nie chce pan mi powiedzieć, że to miał być gotyk :)

adolf - bo nie czytał pan, co napisałem pod nim - że mnie nie będzie przez kilka dni (nie było mnie dłużej) i z góry przepraszałem za brak odpowiedzi. A pech chciał, że akurat rozgorzała pod nim dość rozbudowana dyskusja (Ty, Drax, Suicide) a mnie znowu musiało być głupio. No, ale dzieją się takie rzeczy, że jakbym o nich napisał wiersz, to nikt by nie uwierzył :)
W każdym razie dziękuje serdecznie.

JacekSojan - jestem zawsze pokojowo nastawiony. A w wierszu nie muszę ;)

H.Lecter - jest pan wielkoduszny, to miłe.

Rachel Grass - ja z tym peelem też nie mam nic wspólnego ;)

Rafał_Leniar - potencjał ma czas, spokojnie, damy sobie radę

Mr. Żubr - to jest moja propozycja patrzenia - nie każdemu podejdzie, trudno. A komu podchodzi, to tylko się cieszyć :)

Mr.Suicide - jestem Ci winny z beczkę napoju chmielowego za cały trud pracy. Przyjeżdżaj do Krakowa.

zak stanisława - mnie to tak w rzeczywistości wyj. fundusz zdrowia - no, ale kto nie ma pieniędzy, może sobie spokojnie umierać. Zawsze twierdziłem, że ten kraj jest co najmniej dziwny.

Pozdrawiam wszystkich.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




O jakim chamstwie mowa- nie kumam Bernadeto.
Czy ty jesteś małoletnia że tak cię zgorszył powyższy wiersz.
Michał pokazał kawałek życia w swym wierszu-życia prawdziwego.
I nie próbuj mi wmówić że się mylę albo że się podlizuję
pozd. autora kom. i wiersza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Maniuś   Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.   Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.   Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.   Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.   Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.   Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".   W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.  
    • Ograna w czasu saz cwana RGO    
    • Ograna w czasu saz cwana R.G.O.  
    • A da gnom Edytę - zdobiona baba, no i Bodzęty demon gada.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...