Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Niezręczne uniesienia bezsilności 

To jest dobre określenie na stan w którym czasami moza mnie zastać 

Niezwykle plastyczny jest ten Twój wiersz i taki trochę metafizyczny 

Tak jakby Ktoś patrzył przez fioletowy kawałek szkiełka 

Kiedyś była taka zabawa w "chłopka"

Dzieci rysowała sylwetę człowieka stworzoną z kwadratów i koła 

Na każde z pól rzucany był kamyk lub kawałek szkla 

Trzeba było uważać aby nie nadepnąć na linię 

Ja widziałam świat na zielono 

Najmniej wyraźnie widziałam przez denko od butelki 

Niby świat a jednak rozmyty 

Nie kasuj wrócę tu jeszcze 

Opublikowano

@Charismafilos

 

Niesamowity kontrast! Początek uderza zmysłowością i niemal gęstym, dusznym klimatem ("czekoladowa duszność", "rozgrzany dach"), by na końcu zderzyć się z apatią i tytułową dekadencją. "Fotel niezręcznych uniesień bezsilności" to  metafora upadku dawnych ambicji i rezygnacji. Świetny, bardzo plastyczny wiersz.


Zastanawia mnie jedna rzecz - czy znikające z pola widzenia "piramidy" to dla Ciebie symbol dawnych, wielkich idei, dla których zabrakło już miejsca w tej dekadencji?

Opublikowano

@Gosława cieszę się, że taką... wrażliwość u Ciebie uaktywnił... nie spodziewałbym się po nim.

@Berenika97 @Trollformel te piramidy bardzo dosłowne... widzę z okna ;) 

Z gołębiami z kolei jestem w nieustającej wojnie o balkon... one wygrywają w dzień, a ja w nocy ;)

To tak się pisze plastyczne wiersze... zastanawiałem się czy potrafię...

Pesymizm... krakowska bohema dekadencka... ;)

 

Dziękuję za Waszą obecność.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

@Charismafilos

To bardzo obrazowy  i wydaje mi się, że szczery  wiersz.  
Podoba mi  się "czekoladowa duszność" - niby słodko i pięknie, a nie ma czym oddychać.  
Z kolei "upudrowano  postrzeganie" sprawiło, że się uśmiechnęłam - skojarzenie z makijażem, którym kobiety coś maskują;)))

Co do całości: odbieram  to jako moment, kiedy jest  niby pięknie, ale zbyt głośno.  
Kiedy człowiek jest już wszystkim zmęczony, a jego "szczyty" kończą się pod  fotelem, bez siły na żadne uniesienia.

 

Po przeczytaniu naszła  mnie taka  myśl, że faktycznie czasem jest tak,  że  zewnątrz pozornie jest  wszystko  a w" środku" jest   pustka.

 

Pięknie napisane, 
Pozdrawiam

Edytowane przez wiedźma (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre ? dziękuję za wpis pod wierszem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @viola arvensis @Berenika97 dzięki serdeczne   @Bożena De-Tre jeśli nie jestem oryginalna- mamy kliszę- wprowadzam zmianę
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Próbuję znaleźć własną, niepowtarzalną formę przekazu. To trudne ... ale właśnie do tego dążę. Choć ostatecznie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Mnie też… taki, który po prostu chodzi i niczego nie udaje :) Dzięki
    • @Sylwester_Lasota Kto by tam wierzył poetom? Czy się śniło czy zdarzyło, piosenka jest :)
    • @Berenika97 Magiczny, pełen niedopowiedzeń utwór. Cudownie opisałaś moment narodzin relacji i oswajania przestrzeni. Zdanie o ciszy, która „przestała należeć wyłącznie do Luizy”, jest po prostu genialne. Jako miłośniczka kotów muszę też dodać, że Leon w roli idealnego pośrednika skradł moje serce! Gratuluję świetnego wiersza!
    • Dzisiejszej nocy miałem sen o rybie. Tak bardzo, że nie mogłem doczekać przebudzenia. Zatem jak tylko owe nastąpiło, wstałem i wybiegłem na ulicę, ale musiałem zawrócić, gdyż po usłyszeniu wrzasku sąsiadki→”Sodoma i Gomora” spostrzegłem, że zapomniałem założyć odzienia wszędzie.    Po jakimś czasie już wyglądając jak cywilizowany człowiek, stoję w sklepie rybnym niecierpliwie drepcząc. Szum niczym w muszli nabrzeżnej lub klozetowej, gdyż ludzi niczym śledzi w ławicy. Na moje szczęście stałem ostatni. Dlatego przyszło mi wybierać w ciszy.    Po chwili niezupełnie jednak, gdyż usłyszałem cienki, przytłumiony głosik. Dobiegał z półki, gdzie stały puszki z sielawkami. Sprzedawca nic nie słyszał, ale podał o którą poprosiłem. Na szczęście trafiłem w dziesiątkę. Czyli szepcącą.    W domu odwinąłem z apetytem blaszane wieczko, gdyż gadających jeszcze nie jadłem i byłem ciekawy smaku. Nagle patrzę, a tu malusie dziewczę, od połowy w dół rybką.    – A ty tu skąd – zapytałem ciekawie. – I czemuś tak czerwona? – Bom w pomidorach, głupolu. Wyciągnij mnie wreszcie, gdyż te oślizgłe trupy sielawek, dotykają moich ślicznych wdzięków. – A tyś kto? – Zaciąłeś się przy goleniu i tak ci zostało, że wciąż o to samo pytasz? – A jak cię wyciągnę, to co? – To wrzucisz do słoika z wodą, żebym urosła, chociaż bez wody, też egzystować potrafię, o czym zapewne nie wiedziałeś, głupolu. – No nie! Chyba?   Wiem. Moje zachowanie nie było zbyt mądre. Widocznie ta dziwna sytuacja, tak na mnie podziałała. Karmiłem ją w słoiku, później w większym, zaś akwarium kupiłem, później nie mogłem się kąpać, bo wannę zajmowała. Niby chciała, że mogę leżeć przy niej, ale łuski na jej udach, mnie drażniły. Aż w końcu się w niej zakochałem.    Lecz po jakimś czasie zaczęło ją ciągnąć do krainy ojców, czyli w kierunku morza. Zapakowałem ją przeto do samochodu, z ciężkim sercem rozstania, lecz jej szczęście było dla mnie ważniejsze. Kocem zakryłem jej łuskowane nogi. A właściwie jedną z ogonem, by w razie kontroli, władza nie dopytywała. Po namiętnym rozstaniu, tylko chlupnęła i tyle ją widziałem, mając zadrapania na całym ciele, po ostrych, rozkosznie czułych łuskach.   * Dzisiejszej nocy też miałem sen o rybie. Po przebudzeniu, coś mnie tchnęło z tej tęsknoty i włączyłem telewizor. Właśnie pokazywano rozbity o brzeg starodawny statek. Podobno kapitan i cała załoga oraz wszyscy na pokładzie, a nawet ich majtki, tak byli zauroczeni jakimś widokiem, siedzącym na kamieniu, wystającym z wody, że walnęli w skałę i wszyscy utonęli lub zostali rozszarpani przez rekiny, albo też z tęsknoty, za tym co widzieli.     Na drugi dzień i następne, obejrzałem podobne wiadomości, tyczące różnych stron świata. Dziwiłem się tylko, dlaczego te statki są takie stare. Jakby nie z mojego czasu. Jednakowoż przyznać muszę, że także współczesnych z zawartością, zaczęło ubywać, a plaże i miasta pustoszały.     W końcu postanowiłem, nie słuchać owych strasznych wiadomości, tylko pójść do sklepu rybnego. Było w owym całkiem pusto, gdyż większość mieszkańców, wypłynęła statkiem na wycieczkę i jeszcze nie wróciła. Został tylko sprzedawca.      Popatrywałem sentymentalnie na puszki z sielawkami, wspominając moją ukochaną.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...