Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Beata czytając zapowiedzi kinowe ujrzała plakat reklamujący film „Ono”.

- Słyszałem, że to piękny film. – stwierdził Mateusz zatrzymując się przy niej.
- Tak? A o czym?
- Młoda dziewczyna jest w ciąży i dowiaduje się od lekarza, że dziecko już słyszy to, co dzieje się na zewnątrz. Postanawia ukazać mu piękno świata i zaczyna z nim rozmawiać. Świetna muzyka do tego i podobno całkiem niezłe zdjęcia. Co Ci jest? Źle się czujesz?... Beata?

Dziewczyna słysząc opis filmu straciła kontakt z rzeczywistością i wróciła myślami do gabinetu lekarskiego „przykro mi...”, „W większości przypadków kończy się to śmiertelnie”. Przed oczami stanęły jej zdjęcia wyskrobanych płodów, które pokazywała jej kiedyś koleżanka – zagorzała przeciwniczka aborcji.. Zaczęło ją mdlić do nieprzytomności. Mateusz widząc, że zaraz zemdleje chwycił ją w pasie i odprowadził na pobliską ławkę.

- Beata! Ocknij się dziewczyno, co Ci jest? – ale nie była w stanie nic powiedzieć, ledwo go słyszała, wciąż kotłowały się jej słowa lekarzy „to nieuleczalne, ...dziecko na pewno będzie chore”, „...chyba nie chce go pani skazać na męki?”, „Skrzywdziłaby je pani...”.
- Nie.. – szepnęła.
- Co nie? Wzywam pogotowie. – Mateusz wybrał odpowiedni numer i zdał relację z niepokojącego stanu Beaty. Dyżurny obiecał, że za kilka minut przyjedzie na miejsce karetka. – No już... spokojnie Beatka, trzymaj się. – jednak blada dziewczyna ledwo siedziała podtrzymywana przez jego ramię, oczy nabrzmiałe łzami tępo patrzyły przed siebie a ustami co jakiś czas łapała płytki oddech lub wypowiadała „nie.. nie”.



Po ośmiu minutach lekarze z karetki dotarli na miejsce.

- Może pani iść?
- Nie sądzę – odpowiedział za Beatę Mateusz.
- Stoimy niedaleko, przeniesiemy ją. – sanitariusze zaprowadzili słaniającą się na nogach dziewczynę do karetki.
- Jest pan jej krewnym?
- Nie.
- A może pan zawiadomić kogoś z rodziny?
- Zajmę się tym jak dojdzie do siebie. Do którego szpitala ją zabieracie?
- Do Kopernika. Janek, jedziemy! – krzyknął sanitariusz do kierowcy, ale wtedy Beata zaczęła krzyczeć. Mateusz chwycił zamykające się drzwi karetki:
- Co jej jest!?
- Proszę mi powiedzieć, co panią boli. – Beata zwinęła się na łóżku trzymając się za brzuch.
- Jak ona ma na imię?
- Beata.
- Beato, boli cię brzuch? Połóż się. Wcześniej zdarzały Ci się takie bóle? – gdy lekarz sprawdzał stan Beaty sanitariusz tłumaczył Kubickiemu, że nic tu nie pomoże i muszą już jechać do szpitala.

Drzwi do karetki zamknęły się z hukiem. Pojazd ruszył i po chwili zniknął za zakrętem pozostawiając Mateusza na ulicy. Stał chwilę analizując, co się przed momentem stało, po czym ruszył w kierunku Targu Rakowego, gdzie zostawił samochód.
Przepełniała go troska o dziewczynę, której nie potrafił sobie wytłumaczyć. Czuł wyraźną chęć pomocy Beacie. Blisko godzinę temu śmiała się z jego opowieści o nieudanym wypadzie na ryby a teraz?



- Pani Beato, proszę się uspokoić.
- Nie, zostawcie moje dziecko, nie zabijajcie go! – zaczęła się szamotać w karetce nie dając się lekarzowi przebadać.
- Chcemy Ci pomóc, nikt nie wyrządzi krzywdy Twojemu dziecku.

Beata rozpalonym wzrokiem obrzuciła wnętrze pojazdu i mężczyzn. Starała się wyrównać oddech, gdy nagle ogarnął ją silny ból podbrzusza. Podano jej leki przeciwbólowe i uspokajające, które po chwili wprowadziły ją w półsen.


Mateuszowi udało się w miarę szybko dotrzeć do szpitala, jednak nie bardzo mógł się zorientować, co się dzieje z Beatą.
- Przepraszam, czy nie wie pani gdzie zabrano pacjentkę z ostrym bólem brzucha?
- Naprawdę nie wiem, dopiero tu przyszłam. Niedawno przywieźli tu jakąś dziewczynę, ale była nieprzytomna.
- Aha, a gdzie ją przewieźli?
- Tam. – kobieta wskazała palcem szeroki korytarz, którym Mateusz pospiesznie ruszył.

Dowiedział się jednak tylko tyle, że Beacie robią w tej chwili badania i będzie mógł do niej wejść dopiero po ich zakończeniu. Czekał więc.

Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi w nieskończoność, więc gdy już nie mógł usiedzieć na miejscu spacerował po holach oglądając porozwieszane broszurki i plakaty.
Tymczasem lekarze starali się pomóc Beacie.


- Co z moim dzieckiem?
- Na razie jeszcze nic nie wiemy. Zaraz zawieziemy panią na USG.
- Pani doktor... proszę mi powiedzieć, czy matka - przyszła matka i jej nastawienie do dziecka ma na nie wpływ?
- Ma. I to spore znaczenie. Także proszę być dobrej myśli. – lekarka uśmiechnęła się do Beaty i dalej przeglądała wyniki morfologii. – Opowie mi pani, co się stało?
- Ech... To wszystko moja wina.
- Niekoniecznie, proszę mi dać to pod rozwagę.
- Jutro miałam mieć zabieg.
- Jaki? – dopytywała się lekarka, jednak Beata nie potrafiła ukryć łez. – Spokojnie pani Beato, proszę się nie denerwować. Na jaki zabieg miała się pani udać?
- Dziecko... jest chore. Moja ginekolog stwierdziła poważne wady i uznała, że najlepiej będzie... je usunąć – powiedziała niemal szeptem. – Prosiłam o powtórzenie badań, ale nic to nie dało. Ja nie chciałam tego dziecka. Nie jestem gotowa na bycie matką! – Beatę znów zaczęły ogarniać silne emocje – Ono wyczuło, że go nie chcę! I teraz...
- Pani Beato jest mi strasznie przykro, ale to nie pani wina. Zaraz wykonamy szczegółowe badania i zobaczymy, czy sprawa jest na tyle poważna, że trzeba się posunąć do tak drastycznych metod.
- To znaczy, że jest szansa..?
- Trudno mi ocenić. A jakie wady wykryto?
- Och... nie mam przy sobie tych wyników, tam były takie skomplikowane nazwy... jakiś zespół Pea... Och, naprawdę teraz nie pamiętam.
- Nie szkodzi, sami się dowiemy. Proszę teraz się położyć, zaraz przyślę do pani pielęgniarkę, która zaprowadzi panią do zabiegowego.
- Ale jak się dowiedziałam, jaka to jest straszna choroba...
- Proszę się nie denerwować, wszystko dokładnie sprawdzimy. A... powie mi pani jeszcze, z usług jakiego gabinetu ginekologicznego pani korzysta?
- Słucham? Ach... tak, oczywiście. Z prywatnego gabinetu ginekologicznego doktor Dobrawy Milewskiej.
- W takim razie skonsultujemy z nią wyniki badań. No, pani Beato, tylko spokojnie, bądźmy dobrej myśli.
- Dziękuję, pani doktor. – Beata słabo uśmiechnęła się do wychodzącej lekarki. Pomyślała, że może warto mieć jeszcze nadzieję?


Mateuszowi w końcu pozwolono odwiedzić Beatę. Na w pół leżała w sali z pięcioma innymi pacjentkami.
- Dzień dobry paniom.
- Dzień dobry – odpowiedziały niektóre.
Natomiast Beata spojrzała na niego tak, jakby nie poznawała. Zaskoczona, że zbliża się do jej łóżka spytała:
- Pan do mnie?
- No, a do kogo Beato?
- To my...? Och! Przepraszam Cię najmocniej. Zupełnie wypadło mi z głowy, że..
- Nic nie szkodzi, rozumiem. Jak się czujesz? – odpowiedziało mu ciężkie westchnienie.
- Czekam na wyniki...
- Ale co się stało? Dlaczego tak nagle...
- Jestem w ciąży. – przerwała mu. Mateusz nie zdołał ukryć zdziwienia. Jednak po chwili się opanował, jego twarz nabrała surowszego wyrazu.
- Czy... z dzieckiem wszystko w porządku?
- Nie wiem... – Mateusz bardziej się domyślił niż usłyszał dziewczynę.
- Na pewno wszystko jest dobrze.
- Nie jest.
- Jeszcze nic przecież nie wiesz.
- O to chodzi, że wiem.
- Więc? Co jest nie tak?

Beata jednak nie miała sił znów o tym rozmawiać. Odwróciła głowę w stronę okna. Mateusz zrozumiał, że nie powinien naciskać.
- W takim razie poczekamy na dokładniejsze wyniki.
- Nie musisz tu ze mną być.
- Muszę. Chcę. – dodał po chwili.
- Dziękuję...
- Powinnaś zawiadomić rodzinę. – Beata uświadamiając sobie, co by to oznaczało przestraszyła się.
- Nie, przecież nie mogą wiedzieć!
- Nic nie wiedzą o ciąży?
- Och, nie patrz tak na mnie. Wiem, co sobie myślisz. Młoda, głupia i naiwna dziewczyna! Boi się powiedzieć własnym rodzicom o tym, że zostaną dziadkami. Na pewno wpadła! I to z jakimś nieodpowiedzialnym szczeniakiem i teraz...
- Przestań, na Boga! Co Ty dziewczyno wygadujesz? Nic takiego nie myślę. – skołowana Beata patrzyła na niego z niedowierzaniem. – Wcale tak nie uważam.
- Nie..?
- Nie. Połóż się, powinnaś odpoczywać. Nie możesz się tak unosić. Masz w sobie nowe życie.
- Mam... – Beata dała się ułożyć wygodniej w łóżku. Położyła ręce na brzuchu i przymknęła na chwilę powieki. Mateusz dotknął jej czoła, ale w tym momencie otworzyła oczy i z przerażeniem krzyknęła – Nie! – Mateusz przytulił ją do siebie.
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować. Masz myśleć o czymś przyjemnym.
- Ale ja...
- Nic już nie mów. Najważniejsze byś wróciła do równowagi. Spróbuj zasnąć.
- Nie mogę. Od razu widzę... Och, to jest takie straszne! – Beata wtuliła się w niego i nie chciała puścić. Czuła się bezpiecznie zapominając o tym, że jeszcze rano nawet nie znała tego człowieka.

- Pani Krzemieniecka?
- Tak? To ja. – Beata ożywiła się z nadzieją wpatrując się w nowoprzybyłą lekarkę.
- Mam już rezultaty wszystkich badań. A pan, to...?
- Nikt z rodziny, właśnie wychodziłem. – po czym dodał do Beaty – Będę czekał na korytarzu.
- Dzięki. – obie poczekały, aż Mateusz zniknie za drzwiami od sali. – I jak pani doktor?



c.d.n.

Opublikowano

Niezła kontynuacja, choć wciaż nie rozumien tytułu.

"zaprowadzili snującą się na nogach dziewczynę do karetki." chyba "słaniającą."

"Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi niczym ser z gorącej pizzy"

Skojażenie dosc trafne, ale jakos nie pasuje mi do reszty opowidania, które utrzymane jest w tonie dość poważnym, nie żartobliwym.

Pisz dalej i nie kończ happyendem, bo to rzadko dobrze wypada. Przynajmniej wedłóg mnie.

Opublikowano

nie podoba mi się kilka zdań:

1)"Dziewczyna jednak słysząc opis filmu straciła kontakt z rzeczywistością i wróciła myślami do gabinetu lekarskiego" tu chyba nawet jest zła składnia prawda? Możę się mylę ale to "jednak" mi tu nie pasuje wyraźnie.

2) Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi niczym ser z gorącej pizzy,

Nie podoba mi się to porównanie...

I tam gdzieś powtarza się jeszcze: po sobie zemdlał i mdli,

jakoś tak nie bardzo, choć przyznaję, że przeczytałem pobieżnie bo temat ten kompletnie mnie nie interesuje. "Ono" czytałem kilka razy, a film jest beznadziejny jak "aktorka", która tam występuje, bo do gry jej strasznie daleko". Chyba Bella jak dobrze pamiętam.

Pozdrawiam.

Opublikowano

dodałbym tylko zabłąkane ''w'' do wytknięć poprzedników:
- Na pewno wszystko jest w dobrze.

pierwszej części nie komentowałem, bo rozpisali się miszczowie i chyba mój koment wówczas był zbędny zupełnie. Jeżeli chodzi o tę część, jest świetnie napisana, poza paroma potknięciami, wciąga niesamowicie, dialogi poprowadzone szybko, nie da się zasnąć, krótko mówiąć: dziejesie. Świetnie.

pozdr.

Opublikowano

Przeczytałam właśnie obie części.
Wspomnę tylko, że ja też interesowałam się tą tematyką (napisałam scenariusz do sztuki tetralnej właśnie o tytule "Ono" :).
W Twoich tekstach jest rzeczywiście dużo dialogów, ale mnie to nie razi, ponieważ są bardzo dobre. Dialogi niedość, że zgrabnie nakreślają akcję, to jeszcze świetnie i celnie charakteryzują postaci. Ja też chcę umieć tak pisać... Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Podoba mi się.
Acha, ta pizza też mi zgrzytnęła :)

Opublikowano

akcja nabrała zdecydowanego tempa.
wplotłaś juz wątki mowiące i wygladzie u uczuciach postaci. barwne, kilku watkowe, ciekawe! i naprawde ciekawsze, czyta się jednym tchem!
pozdrawiam.

Opublikowano

Tam jest takie zdanie:
'Pomyślała, że może warto mieć jeszcze nadzieję?'
Może lepiej będzie:
- Może warto jeszcze mieć nadzieję. - Pomyślała.
To taka mała techniczna uwaga.
No i ten ser, też jakoś tu nie pasi.

Poza tym czyta się szybko, wciąga, nie powiem, i pozostaje mi tylko czekać na kolejne części:)

Pozdrawiam.

Opublikowano

Znakomicie. Śiwetne dialogi, interesująca akcja. Ser z pizzy, choć lekko żartobliwy, według mnie nie psuje całości. Czasami konieczny jest żart, choćby przez łzy.
Tylko dwie, drobne uwagi:
„to nieuleczalne, ...dziecko na pewno będzie chore”, „...chyba nie chce go pani skazać na męki?”, „Skrzywdziłaby je pani...”. - powinnwś być konsekwentna i rozpoczynać cytaty z małej litery
- Powinnaś zawiadomić rodzinę. – Beata uświadamiając sobie, co by to oznaczało i przestraszyła się. - tutaj usunąłbym myślnik (drugi) i przeniósł zdanie do następnego wiersza.
Z niecierpliwością oczekuję na kontynuację.

Opublikowano

tak, diolog toczy sie gładko, zero "drewna" chociaż cała historia zmierza zbyt wyraźnie w strone wyciskacza łez. kobieta, jej problem, jest jak najbardziej z krwi i kości, gorzej z Mateuszem, mam wrażenie że zesłał go na ziemię sam Bóg . mam nadzieję że się mylę...że facet nie okaże się kimś o anielskim sercu(bo na razie każdy jego ruch , zbliża go w tym kierunku ) i nie powie:słuchaj dziewczyno, zajmę się tobą i dzieckiem i będziemy razem szczęśliwi , bo to było by najgorsze wyjście. oklepane. cholera, nie lubie czytać w odcinkach...
poczekam z końcowa opinią do ostatniej częsci.

Opublikowano

uff, poprawione :)
zastosowałam się do wielu rad, za które pięknie dziękuję!
bo to taki brudnopis właściwie...

ser, kochani, usunięty! co chyba większosć cieszy :)

co do filmu "Ono", to naprawdę epizod, który nasunął mi się zupełnie przypadkowo, nawet nie oglądałam tego filmu, choć chorowałam na niego i zarzekałam się, że obejrzę :) ale...

względem kierunku w jakim z malachitem podążam.. cóż, chyba nie powinnam nic mówić, sami na koniec (kto dotrwa!) ocenicie jak wyszło, póki co wszystko jest jeszcze płynne :)

Krzyś, pracuję nad Mateuszem :) dzięki za wskazówki.

Leszku, te litery wielkie-małe (cytowane) miały oznaczać urywki zdań, ich początki, wyrwane fragmenty... miałam nadzieję, że to czytelne, pomyślę jeszcze czy by nie zmienić.

Veggo, to zdanie akurat chyba w zapisie nie jest znów takie złe, bo wyżej zastosowałam podobne względem Kubickiego, gdy wspomina o rybach, też kończę znakiem zapytania. Pomyślałam, że właściwie czemu nie. Dzięki za zwrócenie uwagi na to, jeśli w dalszej części nie będę tego powtarzać to tu zmienię jak radzisz.

Aksjo, cieszę się, że już barwniej :)

Gosiu, dzięki za opinię, miło że dialogi spełniają swoją rolę :)

Jay, jakie potknięcia?! jak mi ich nie pokażesz palcem to nie zauważę, już taka ze mnie gapa :)
Dzięki za to "w" gdzieś mi wypadło... i śmielej do mnie, ja przecież każdego głosu słucham uważnie :)

Piotrze, masz rację, "jednak" usunięte, pizza też, a mdli-zemdli...hmm, jeszcze pomyślę, czym by to wymienić :) dzięki

Pedro, słaniająca, no jasne... dziękuję bardzo za wyłapanie tego,
a malachit niedługo zabłyśnie :)


Dziękuję raz jeszcze wszystkim za pomoc :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • sytuacja najgorsza

      znów piszę słowa 

      niech zechcą się rymować 

      niech wpadnie metafora i porównanie by poezja popłynęła a nie tylko szczekanie jak pies na pianie 

      wścieklizną się pojawie w twoim śnie 

      będę bał się wody która oczyścić potrafi ciało i krew a przede wszystkim serce i duszę 

      będę pompował w krwi obiegu gęsta ciemną maź

      nie krew bo ubogą w cały tlen 

      duszę się w twoim śnie 

      i płuca nie napełniają się w zyciodajną materię czyli (powtórzenie cholera ale inaczej sie nir da) z powietrza (jeszcze nie terwz uciekłem tym słowem ale zaraz padnie co w niedawnym wersie i oto jest juz tuz po nawiasie) tlen

      tlen 

      tlen 

      tlen 

      tlen (razy pięć widzisz to rymuje się ze sobą to samo słowo czy off)

      potrzebuję oddechu a jedyne co mam to dym z papierosów którym wśród czterech ścian oddycham i oddychałbym wszędzie tym nikotynowym szczęściem 

      na plaży i w lesie ale tam nie niesie mnie krok

      do monopolowego to jo

      ale nie dalej

      tylko gdy drobne uzbieram wyżebrać się uda na flachę 

      w kieliszek polane ale to niewystarczająca ilość 

      leję tani twardy alklhol w szklankę i wlewam w ryło 

      wuda do ryja

      vvdvdoryjv 

      czarnego skrzydła motyla

      zgubiony w pseudonimach 

      niesiony na skrzydłach 

      znikam

      by zasnąć w sen wieczny jako bezimmirnny

      i to moja nagroda 

      nie do wiary jaki jestem zjebany

      i przeklinać mogą niby inteligentni mówią słowa przysłowia ale prawdziwie mądrzy potrafią nie rzucić kurwą w stronę chama ggdy odpierdala bo w sercu mają miłość Pana i idą w jego słowa by na raj w życiu po sądzie ostatnim zapracować 

      a ja

      odchody piekła 

      robactwo co go diabeł się wyrzeka

      utopiony w rynsztoku z fekalii demonów i grzeszników z kotłów 

      po prostu 

      po kieliszku w szklance się żale 

      szczekanie a na pysku kaganiec

      zeby niepełne w szczęce i dziurawe

      nie obawę a odwagę wykarzesz gdy w twoim śnie będę nawiedzał cię 

      i eutanazję jak się należy z nabitej srebrem strzelby wymierzysz między oczy i nic nikogo tu nie zaskoczy 

      wyzionę tedy ducha i uleci w pył rozbita przez grzechy dusza i opuści atmosferę jak nikt mnie nie chce bo zrobiłem co mogłem by trafić w serce i zdradzić zaufanie i kolejną szansę zamienić na te ostatnie wzruszanie ramionami na nie

       

      czyli tak

      ja to pies 

      ja to pies chory na wściekliznę 

      za późno na ratunek należy ubić podłe złe zwierzę zagrożeniem jestem 

      oto nke pytam dziś pod koniec dziwnego tekstu kim jestem 

      bo wiem że dzięki nim (Oni) udało mi się dojść do błędu 

      obłędu w jakim tkwiłem

      sprawdź sobje wielbłada jako metafore w arabskich tekstach 

      ja nie jestem Nim

      demon z piekła mnie opętał 

      można powiedzieć 

      ale to nie inne byty kierowały mną a winnego mam siebie 

       

      to nie żale 

      to nie ku chwale

      to ku przestrodze dla ciebie żebyś widział dalej 

      niż ja widziałem 

      mimo okulara szkiełka tylko czubek własnego nosa dostrzegam 

      mimo uszu pełnych miodu nje słyszę szeptow innych niz krzyki ego które mi wmawia że jestem okej

      o jej

      olala 

      paczeko (fonetycznie z portugalskiego tłumaczy się na wysoko ale w niematerialnym sensie tylko wyniesion jakos tak nie wiem jak ci to wytlumaczyc sputaj w Hiszpanii) 

      ego 

      nie niosę światła myślę o sobie 

      ja jestem światłem 

      mów mi słońce 

      mówię o największej gwiezdzie którą znam też na b jak imię i ksywa które nadała mi rodzicielska decyzja i ksywka którą sobie sam potem wymyślam 

      b b b b b

      lubię choć nie wolno mi lubić nic tylko do siebie czuć wstręt i hejt jak nienawiść 

      czemu nie potrafię się zabić 

      skoczyć i skończyć 

      wybrać gałąź i owinąć szyję w pętle i runać niczym nazisci i skończyć jak Hussein tylko w pewności zostawić że napewno winny 

      zabiję cię 

      a to ja zasługuje na śmierć 

      przystaw mi broń do głowy i kurwa mać strzel

      niemetaforyczne jak liryczne zabójstwo tylko elektryczne krzesło ku ulgom 

       

      hau hau buda i łańcuch i kagancu na pysku a nie mi tu bazyliszku 

       

      oto ściana słów które nic nje znacząc cóż skąd miód i mleko i ze srebra zastawa na stole komus kto nie doceni nigdy bo jest matolem

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie wiem co źle robię Ale ciągle myślę o sposobie Jak pokochać siebie Jak czuć się jak w niebie   Chciałabym być prosta jak kartka papieru Cienka idealna pełna manieru   Na kartce piszą da się ją przeczytać A ja jestem zamkniętą jak zszywacz   Chciałabym być otwarta i nic nie ukrywać A tak naprawdę muszę zgrywać Że jestem idealna i szczęśliwa jak pies Zawsze gdy ktoś mnie widzi nie wie co mi jest   Nie wie co czuję co się ze mną dzieje Ale co w tym dziwnego jak tylko się śmieje?   Kartka jest prosta czysta jak niebo gdy tylko ktoś na niej długopisem napisze  Brudzi się tylko od niego…
    • @Mitylene tak owszem, zawsze  takie majestatyczne:) dziękuję ci:) pozdrawiam serdecznie:)
    • @brt chce wypić to co ty poproszę namiary kompoty browary dzięki stary
    • @violetta zapach tulonych płatków przywołuje pamięć z dzieciństwa malując w tej miniaturze ciepłe wspomnienie. Podoba mi się metafora " kipiących bzów"- uwypukla bujność tych kwiatów i ich czarodziejski zapach...
    • No to tak  Co zauważam w tym tekście to ostatnie wers za wersem za wersem trzy razy. Super to ale może zedytuj do pięciu bo to cyfra bez skazy gdy ma się dwie piątki w urodzenia dniach daty to się czuje więź. Super wiersz o monecie i reszcie której nawet nie wyda ekspedienkta bo nie jest podmiot liryczny wart centa choć poleciał na wersach. Złamany grosz to coś jak ruletka którą wygrał ale kasyno no nie było stać go na wypłatę bo swoją wdowią monetą o której nawet nie wiedział postawił poewnie piątkę i spadła kulka na kole na tą cyfę a jak czytamy w słowach księgi Wdowi grosz do bardziej wartościowych należy niż bogacza żetonów stosik, gdzie to nadmiaru kawałek fortuny, I tak cebulka wydobyta z dna pod dnem, rzucona na planszy na znaczek z cyfrą jak pięć udała się przepowiedzieć gdzie wyląduje kula na kole ale ale ale  ale ale ale nieświadomość daru gracza nieświadomość gry nie daje im kasyno wygranej zresztą nie stać ich nawet bo ta resztka dobra w nim głęboko pod zgnilizną duszy generalnie (głuopio rymować generalnie słowem ale jakoś tak wychidzi że w wielu miejscach gdzie nic nie można na szybko sklkelić w rym genrealnie słowo daje ten stan ulgi gdzie sklejasz wers rymem tak tu jerst kumasz mnie czy nie pewnie jedno i drugie to tako mądre jak i głupie to tak samo stoi twardo na nogach ale wie jak to jest upaść i twarda podłoga na własne życzenie leży pod twoim cielem (wymyślone słowo przywilej który grafomanowi się takoż samo należy jak i poetom czyli lp w skrócie kmwtw tak tu jest ma rymować się generalnie wielokrotnie najlepiej bo to wyjebanie fajne usłyszane w przestrzeni wersy mówią mi kiedyś a dziś wiem że jak i religia chrześcijańska jak i licencja poetica powinny być mi przywileje odebrane i na nic amen i na nic rymowanie w tekstu ścianie to już nie fajne gdy dziecko we mnie martwe jak sam je zabiłem monster artowaniem na nieświadomości oczywiście jak to ja oto ja kurwa mać (a przekleństwa karmią szatana ale i jemu należy się strawa bo to dziecko Boże i Stwórca marzy może że i Lucyferowi ostatecznie należy się raj (no koniec wojen niech ta pierwsza przykład da i pogodzi się zbuntowany anioł z SYnem Bożym drugim razem narodzonym wśród ludzi i zbijając piątki skończą terror wrogów ze światów niematerialnie istniejących) (zapomniane główne wątki i co zrobić gdy się leci w te klawisze i nie ma czasu wracać do wcześniej co się pisze i się chce tylko stawiać kolejne litery w słowa sylabami ustawione które się spacjami oddzieli bez interpunkcji bez kropek i przecinków bez kitu tu tylko nawiasy z takich znaków dziewczyno chłopaku ratuj to głowa po mocnych trunkach kończy się flaszka za cudzy pieniądz którą w gardło ze szklanki się wrzuca no kurde (choć rymowałoby się kurwa ale te przekleństwa to taka sprawa jednak niezajebista bo raz że karmią szatana który wciąż chce dla nas piekła jak i drażnią ucho i nieprzyjemna nastroju rozmowy wibracja wpada do mózga przez ucha kanały ślimaki (nieporadzisz na te nawiasy już nawet nie chce wracać do głównej myśli do pierwszych fraz do frazy która ten wyrzyg zaczęła tak tu jest tak się dzieje i to nieraz i się niezmienia oto ja tylko do przodu bez pomyślenia jak gaz do dechy gdybym wsiadł do samochodu za kierownice i pewnie pierwszy zakręt powinien być dla mnie oszukać przeznaczenie cudzym cierpieniem i wciąż niedocenienie dobra wokoło tylko ból i cierpienie, zaufanie do człowieka stracone i wzgarda i hańba (pierwsza myśll mi się przypomina znienacka nagła iskra że to komentarz wiersza o monetach pisałem i wkładzie nieświadomym z cebulki kmwtw generalnie piszę generalnie nielubiąc generalnie ale często gęsto to słowo czyli generalnie rymuje się gdy nie wpada nic lepszego do głowy i można z ulgą rymem z generalnie słowa rymowankę złożyć)  O walucie wiersz spowodował że powstaje ściana z tekstu która bezsensem okazuje się i niepotrzebnie wysłana w komentarzu powinna nie była się zacząć by nie mogła się skończyć ale oto ja w tym czasu się dla pokazu i wyżycia wśród szumu trunku którego spożycia w nadmiarze znalazłem szansę i jakoś tak myśli mam niecodziennie dostępne gdy zaciemnienie na umyśle należne z zamknięciem pyska idące w parze którego pożądanie czuje wśród współpasażerów byłych już przedziału pociągu który wiezie mnie nie na miejsce i nie na odpowiedni przystanek o nieodpowiednim czasie zapowiadane co do minuty dotarcie po krzywych torach po szynach które były złe jak moja osoba. A co do wiersza to super że poezja Ci przyszła wena i wiersz się udał bo w rymach wersach i zwrotkach jest forma podziwiam przy tym dniu a to sobota pa
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...