Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Stary_Kredens W kolejną rocznicę duch znów nawiedzi to miejsce i w kolejną również. Będzie tam gdy zostaną już tylko zawalone ruiny.

Będzie wtedy gdy zostaną jedynie ślady fundamentów.

U mnie zbrodnia i jej konsekwencje mają wymiar wieczny.

Klątwy nie da się odkupić,

zdjąć ani żałować.

Nie ma katharsis,

nie ma czyśćca ani żalu.

Jest byt który woli być demonem niż nikim tak jak za życia.

On nie pragnie zbawienia.

On pragnie trwania.

Jest dumny ze swojej zbrodni i wiecznego potępienia.

 

 

Opublikowano

@Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za przeczytanie i komentarz. 

Pozdrawiam serdecznie.

@Stary_Kredens Ja nazywam to metafizycznym buntownikiem.

Nie ma Boga który mógłby go osądzić.

Nie ma czyśćca w którym mógłby odkupić winę.

I wreszcie nie ma wystarczająco strasznego piekła, które mogłoby przyjąć tak idealnie okrutną i zimnie obojetną bestię do siebie 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Ten wiersz to gęsta, niemal lepka od emocji lekcja turpizmu i gotyckiego horroru.

Nastrój nie jest tutaj tylko tłem - on jest głównym bohaterem, który osacza czytelnika od pierwszych wersów.

"Nie zabił człowieka. Zabił przyczynę." - Podoba mi się ta zmiana -  nie wiadomo, czy bać się tego miejsca, czy go rozumieć. Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97 Tak mnie coś wczoraj wzięło na mroczne i gęste opisy rodem z grozy Grabińskiego.

Na tym mi najbardziej zależało, by to przestrzeń wokół żyła i osaczała Czytelnika.

Myślę, że nie ma tak spaczonej nawet moralności by zrozumieć taką bestię.

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Ta atmosfera naprawdę osacza - czuć w każdym zdaniu, że przestrzeń jest prawie namacalna, duszna. Grabiński byłby dumny. A ta ostatnia myśl o moralności i bestii... to mocne zakończenie, które zostaje w głowie. Czyli mam się bać i nie próbować zrozumieć - to już  rozumiem.  

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...