Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ciekawy temat malarza i malowanej kobiety. Subtelny dialog emocji, bo obraz to nie tylko ciało, ale próba sięgnięcia głębiej. Napisałem króciutkie opowiadanko "Lisa", dokładnie o tym, ale takie męskim okiem, z większa dawką erotyzmu, zresztą znasz mój styl:).

Pozdrowionka 

Opublikowano

@Berenika97

 

Nika.

namalowałaś słowami niezwykły poetycki obraz.

 

to poetyckie epitafium dla idei, że sztuka może zatrzymać czas i życie.

 

przekonujesz nas że w momencie, gdy twórca próbuje ulotną esencję miłości lub piękna przenieść na płótno dokonuje swoistego uśmiercenia.

 

pozostaje co prawda  ślad, lecz prawdziwe ciepło i ruch (czyli życie) ulatują.

 

końcowa refleksja Malarza, który uczy się patrzeć bez chęci posiadania, staje się więc testamentem pokory artysty wobec potęgi i wolnosci istnienia.

 

to wielopłaszczyznowo przejmujacy wiersz.

 

ozdobiony cudownością słów jak niebo ozłocone gwiazdami.

 

to piękne, widzieć przez strofy  wiersza poetkę.

 

Ciebie.

 

 

Opublikowano

@Berenika97

...

ja także kiedyś próbowałem 

ją namalować 

a ona 

ona każdym uśmiechem 

zmieniała nawet tło 

dodawała mu życia

kolorów 

 

pogubiłem się 

 

zamknąć naturę w ramy

nie udało się 

 

zostałem przy oryginale

...

Pozdrawiam serdecznie 

Miłego dnia 

 

Opublikowano

@Berenika97... za sam pomysł, od razu stawiam plus.! Dochodzi Twoja umiejętność prowadzenia słów,

która działa na wyobraźnię. Widzę ich oboje... malarza i kobietę... ich zamyślenia i tworzenie.. ciszy.. pomiędzy nią, w niej.. to wszystko, co opisałaś. Świetne.

Opublikowano

@huzarc

Dziękuję za te słowa. To "malarski" szczególnie mnie cieszy - chciałam, żeby czytało się to jak patrzenie na obraz.

@Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Świetnie, że wyczułaś zapach i to wymykanie się ramie - to jest dla mnie ważne.

@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! - znam Twój styl i już wiem, że ma swoją markę! :) Na pewno przeczytam!

Pozdrawiam! :)))

@Wędrowiec.1984 Bardzo dziękuję! Tak, Pigmalion gdzieś w tle tego jest. A to bagatelizowanie? Ciekawe spostrzeżenie, może ona po prostu broni się przed byciem tylko obrazem? Pozdrawiam. 

@Migrena

Dziękuję za te słowa wzruszają mnie, bo trafiłeś dokładnie w sedno tego, co chciałam powiedzieć. To, co napisałeś o pokorze artysty wobec wolności istnienia - to jest właśnie ta lekcja, którą malarz musi przejść. Uczenie się patrzenia bez posiadania to może najtrudniejsza rzecz. Serdecznie pozdrawiam. :)

@andrew

Bardzo dziękuję! "Zostałem przy oryginale" - to jest mądre i piękne. Może właśnie o to chodzi.

Opublikowano

@tie-break Bardzo dziękuję! Nie czytałam tego opowiadania, ale już nadrobiłam zaległość. :)

@Nata_Kruk Bardzo dziękuję - to, że widzisz ich oboje i tę ciszę pomiędzy nimi, jest dla mnie najpiękniejszym komplementem. Właśnie o to chodziło, żeby nie opowiadać, tylko pokazać. Pozdrawiam. :))

@Tectosmith Bardzo dziękuję za te słowa - bardzo mnie cieszą. Zależało mi, żeby każda z tych dwóch perspektyw miała swoją prawdę i swój język. Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. Pozdrawiam. 

@violetta@Omagamoga@JuzDawnoUmarlem@Simon Tracy Serdecznie Wam dziękuję! :)

@Adler Bardzo dziękuję! :)

Opublikowano

@Whisper of loves rainBardzo dziękuję! 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dokładnie tak myślę. Próba "zamknięcia" życia w formie artystycznej jest jak próba złapania motyla i przyszpilenia go do gabloty. Owszem, mamy motyla – możemy podziwiać jego formę i kolor. Ale straciliśmy to, co było jego esencją: lot, życie, ulotność. Pozdrawiam. :)

@Rafael MariusBardzo dziękuję! :)

Opublikowano

@Amber

Bardzo dziękuję! To trafne spostrzeżenie. Rzeczywiście chciałam, żeby wiersz stygnął, żeby temperatura opadała razem z tym, jak ciepło życia ucieka z obrazu, a potem zostaje tylko cisza. Cieszę się, że wyczułaś ten zabieg. :) Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...