Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

////Są rzeczy, które powodują dziwne drżenie i ciepło przyjemnie rozchodzące się po trzewiach. Niekiedy stan ten utrzymuje się dłużej, choć wtedy nie jest już tak przyjemny.
Najbardziej przyjemne są cyklicznie narastające fale wprawiające w drżenie niemal wszystkie zmysły, oblewające gwałtownie całą jaźń i cielesność, by potem spływać łagodnie od głowy po koniuszki palców.
Do TYCH rzeczy zaliczam podróże, a także...wróżby.
Na samą myśl o Francuskich specjałach ciało przechodzi przyjemny dreszczyk, a ślina obficie napływa, głośno ją przełykam; takie przełykanie zawsze oznacza myśl o czymś niezwykłym. Zasmakowałam tych pyszności dawno temu, a wszystko zaczęło się w Paryżu.

Na placu zebrane w grupkę kobiety głośno zagadywały przechodnia. Niewiele mogłam zrozumieć, język francuski szlifuję do tej pory, podeszłam więc bliżej.
-Dokąd idziesz, czego szukasz?- zagadnęła mnie jedna z kobiet. Wyglądała, jak cyganka, długie czarne włosy zebrane w koński ogon -lśniły w słońcu, a karminowy jedwab sukienki tańczył z wiatrem, ukazując oliwkowe nogi, nogi wyrzeźbione przez mistrza.
-Poszukuję esencji- wycedziłam powoli, mając tę naiwną nadzieję, że domyśli się czego właściwie szukam. Zwykle wiosną odwiedzałam zaprzyjaźnionego astrologa, jednak w tym roku spóźniałam się ze wszystkim. I tylko w porę wybrałam się w podróż, lato przyszło wcześniej, niż się spodziewałam, ale dzięki temu mam wspaniałą pogodę.
-Szukasz esencji?- spytała z ironicznym uśmieszkiem, właściwie to stwierdziła, uśmiechając się szyderczo.
-Chodź, zaprowadzę cię- rzekła stanowczym tonem i kiwnęła porozumiewawczo.
Wątpliwości i obawy -w mgnieniu zmrużonych powiek -zwyciężyła ciekawość. Dlaczego zastanawiając się mrużymy oczy, jakby chcąc zobaczyć więcej, dostrzec jakiś tajemniczą wskazówkę, niekiedy dopiero z zamkniętymi oczami dostrzegamy istotę sprawy.
Tym razem to wiatr nakazywał przymykać oczy, wokół wirowały drobiny przeszłości.
Przyszłość -otulona w jedwabie -szła przede mną.

Była piękną kobietą, pomimo odciśniętego na twarzy upływu czasu, ściągała zarówno męskie jak i damskie spojrzenia. Świadoma swego kobiecego uroku śmiało reagowała na zaczepki uśmiechając się zalotnie.

Dotarłyśmy na miejsce. Spojrzała w górę, jak patrzą wracający z podroży wędrowcy –pożądliwie z niekrytym zadowoleniem, delikatnie podnoszącym kąciki ust.
Dom posępnie spoglądał na nią i bujną, pełną życia roślinność, jakby miał żal, że przestał już tu pasować i tylko zalotnie wijący się bluszcz łączył go z resztą i odmładzał jego oblicze. Drzwi zaskrzypiały, zmęczone odwiedzinami natrętnych gości. W środku gęste wilgocią powietrze o słodkawym zapachu piżma, zdawało się oblepiać już od pierwszego kroku. Natarczywie dotarło między nogi, bezczelnie zostawiając mokre ślady gorącej obecności. Bordowa miękkość dywanu z wzorem wijących się liści akantu, prowadziła w głąb, pokrywając także drewniane schody. Stopnie łagodnie mruczały z każdym krokiem, miarowo, wręcz hipnotycznie wciągając w górę; czułam dziwną lekkość, pomimo obłapiającej całe już ciało lepkiej gęstniejącej materii, jakby jakaś siła wiodła mnie na spotkanie z tajemnicą. I tak dopadła mnie myśl, że lepiej niektóre zostawić samym sobie i nie ujawniać ich zanim dostatecznie dojrzeją, zanim nie przyjdzie ich czas. Hmm, wątpliwości mają to do siebie, że nadchodzą za późno.
Dywan rozwijał się dalej wzdłuż długiego mrocznego korytarza. W połowie, zatrzymała się przed drzwiami z numerem 30, dotknęła złotej klamki w kształcie kuli, drzwi ustąpiły bez sprzeciwu. W środku przywitał nas orzeźwiający chłód, przyprawiony zapachem wanilii. Poczułam się głodna, a stojące w rogu obite bordową skórą fotele, sprowadziły dziwną myśl, że muszą mieć smak wiśni i chętnie ich posmakuję. Skąd się biorą takie myśli? Chyba z głodu.
Całe wnętrze wprawiało w drżenie wszystkie zmysły, a może to przez ten chłodny powiew/?/
-Zaparzę herbatę- przerwała całą tę niedorzeczną nić. Więc jednak nie odkryła czego tak naprawdę szukam; zrobiło mi się jeszcze zimniej, więc mimo, że herbaty nie pijam odpowiedziałam:
-Proszę, tylko mocną
-Oczywiście
Nie zapadła niezręczna cisza, lecz zalew niezręcznych pytań, pytań o barwach tęczy i nocnych koszmarów.../////

Podając filiżankę zachwiała się oblewając moje prawe kolano.
-O przepraszam, oparzyłam panią, już przynoszę okład- zaszczebiotała piskliwie.
Okoliczności czasem biegną, jak stado dzikich koni, wolne, a jednak połączne niewidzialną wspólną gonitwą; właśnie przed chwilą opowiedziałam jej o kawie, która naznaczyła kiedyś moje lewe udo gorącym pocałunkiem. Chciałam pozbyć się tego osobliwego znamienia -zetrzeć dogłębnie, ale czy wymazując ten ślad byłabym nadal sobą? Chciałam też pokryć go tatuażem, to lepszy pomysł, bo ślad pozostałby, ale w ramach, tzn. między tygrysimi pręgami. W jaką bestię wpisałabym kolejną skazę?
Nic takiego się nie stanie, wróżka nadeszła już z pomocą. Najpierw podtrzymała mnie za łydkę, jakby bała się normalnej reakcji, czyli panicznego wierzgania, następnie delikatnie przyłożyła kojący kompres.
Nie byłam przyzwyczajona do takich zabiegów, jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników nawet zwana zimną suką, taka sytuacja trochę mnie krępowała, a nawet -hmm-wzruszyła.
-Oparzyłam panią- powtórzyła cicho
-Nic się nie stało- starałam się ciepłem słów roztopić ten plastikowy obrazek, chociaż powoli nabierałam przekonania, że jest w tym...prawdziwa troska, a może tylko chciałam ją zobaczyć, poczuć.
Dziwne, jak często dopatrujemy się tego, czego szukamy, czego tak nam brakuje.
Tak naprawdę, gorący dotyk nigdy nie był dla mnie bolesny, raczej chłód obojętności, albo mróz niezrozumienia, a nawet przełykanie letniej herbaty codzienności sprawiało ból. Nikt jednak tego nie mógł wiedzieć, ten słaby punkt zabezpieczyłam odpowiednim pancerzem, czasem tylko zaglądałam do środka odklejając kolejno wszystkie warstwy, smutny widok, ale czyniąc to samotnie -widziałam go tylko ja.
Nasączona tajemniczą miksturą zaczęłam się rozklejać, poprosiłam o chwilę samotności, tłumacząc się napadem migreny. Zaprowadziła mnie do sypialni, podała ciemną opaskę na oczy i opuściła rolety.
Na niebie myśli rozlał się słodki róż, zazwyczaj z lubością pogrążałam się w burzowych, ciemno-szarych chmurach; teraz, czuję smak różu, jest słodki i do tego ten paryski błękit z pąsowym obliczem słońca, wlewającym się jak ciepły karmel w lodowe przestworza zwiastującym zmianę klimatu.
Ulegałam zmianom; bez sprzeciwu poddałam się chłodnej pieszczocie jedwabnej pościeli. Zatapiałam się w nią, jak w morską otchłań. Stopy wyczuły delikatną fakturę dna, tę przyjemną wilgotną rozkosz, zupełnie jakby ktoś czule całował me stopy. Łagodne fale przeszły przez całe ciało, muskanie przenosiło się w górę, przechodząc raz na jedną, raz na drugą stronę; kolana, tu uwodzicielski taniec języka to rozpływał się wargami, to zataczał kręgi, wodził wzorem przyjemności, pisał poemat boskiej rozkoszy, powolnie kierując się w górę. Chciałam podciągnąć spódniczkę, lecz poczułam, że mam związane ręce, a zniecierpliwienie prężyło me ciało w błagalny łuk triumfalny - pragnienia...głębszej pieszczoty. Wiłam się jak ryba splątana w sieci pożądania. Sieci mają to do siebie, że im bardziej ofiara pragnie się z nich uwolnić, tym bardziej one zniewalają i w tym cała przyjemność, rozkoszna walka pragnień o spełnienie, którego bliskość potęguje rozpostarte w powietrzu napięcie.
Lecz batalia dopiero miała się zacząć.
Znienacka wśliznął się do środka i powolnie rozcinał wzdłuż, jak rozpoławia się soczysty owoc; zatrzymał się tuż nad najczulszym miejscem, w którym powinien był się zatrzymać, więc uniosłam biodra, by go namierzyć, lecz czmychnął, by po chwili wrócić i po-wo-lu-tku mie-szać szyki.
Jak kobiety uwielbiają takich smakoszy, co delektują się rozsmakowując każdym kęsem i kroplą; te powolne zaspakajanie, ssanie podszyte uwielbieniem, pocałunki składane w hołdzie kobiecości, te naprzemienne radosne brodzenie i rytmiczne nurzanie się w głębiach; te wycofania i powroty, zimne i ciepłe podmuchy, uwalnianie kolejnych fal, rytmiczne powalanie, głęboko i zdecydowanie, zgodnie z ruchem wskazówek, zgodnie z naturalnym rytmem ciała, serca i ziemi
w drodze do nieba

Słońce

Słońce rozlało się w paryskie błękity, tryskając deszczem, a wielobarwna tęcza połączyła dwa światy, przeszłości z przyszłością, która rzuciła ciepłe czerwienie, czułam, że tego właśnie brakowało w moim zimnym niebieskim świecie.

-Co oznaczało moje marzenie? -spytałam wychodząc
-Zmysłową esencję kryjemy w sobie –mówiła cicho, lecz wyraźnie –To, jak naczynia połączone: zmysły, słowa i pragnienia. Ty za dużo dawałaś, zbyt mało dostając; kobieta karmi -czułością, ale tego samego -potrzebuje -powiedziała poważnym i ciepłym tonem, podając bilecik -ciepły, karminowy, pachnący wiśnią.
-Zabawne- pomyślałam, mężczyźni również tu przychodzą, by odkrywać smaki?
ODKRYJ SMAK PRAGNIENIA –tak brzmiało hasło na bileciku Madame De Sir

Opublikowano

Niesamowicie zmysłowe i tajemnicze. Doskonały tekst.

Jedno zastrzeżenie: "jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników nawet zimną suką" W tym fragmencie cos mi nie gra. Chyba powinno być " jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników [zwana] nawet zimną suką.

pozdrawiam

Opublikowano

Hmm...rozmarzyłam się, że będę kiedyś tak umiała pisać. Co tu więcej dodać?
Wciąż jestem pod wrażeniem Paryża, z zeszłego lata. Będe tam jeszcze kiedyś, bo przecież zakręciłam się na tej płycie przed Notre-Dame. A na wspomnienie d`Orsay wciąż bije mi mocniej serce. Pozdrawiam/Ania

Opublikowano

o! troszkę nostalgii w twoim tekście! dodaje ona pikanterii i potem tak jak myślałam, dużo pieprzu, chili, odrobina imbiru! super! zauwaz ile wykrzykników
pozdrawiam

Opublikowano

Aniu!
no Ty chyba nie Musisz o tym marzyć
a ja się rozpływam i serducho przyspiesza, po takich słowach
MERCI

Aksjo!!!!!!
cieszy mnie Twa reakcja Wyczuwasz mnie i moją dietę, Jesteś (nie)SAMO/VITA
hmm, może jak już się wznoszę, to polecę coś z mego menu:
imbir, cynamon i kardamon dodaję do porannego koktajlu:
1banan, 2figi, parę migdałów, albo wiórki kokosowe, ewentualnie mak, 3łyżki cacao, wszystko zalane maślanką lub jogurtem zmiksowane i przyprawione powyższą mieszanką korzenną mniaaamm
natomiast chili i pieprz /marynowany/ dodaję np. do śledzi w sosie pomidorowym
/ 5zeszklonych cebulek +koncentrat pomidorowy +2zmiksowane łodygi selera naciowego z ząbkiem czosnku +cynamon +kardamon +goździki +gałka muszkatołowa, wszystko chwilę dusić +2łyżki sosu sojowego/
wymoczone w wodzie lub mleku płaty śledziowe skropić sokiem z cytryny, pokroić i przekladać warstwami z cebulą w sosie i dodać pieprzowe ziarenka
niestety trzeba poczekać parę godzin, aż się dobrze przegryzie

smacznego

Opublikowano

renatko- Ty jesteś wspaniała !
muskałem Twój tekst niebieskimi ślepiami,
a on rozlewał się we mnie w tęczę obejmującą
powoli całe moje ciało;
to było piękne przeżycie;
pozdrawiam - jacek

Opublikowano

Jacku
niemal czuję twą obecność
takie miłe łechtanie

Marri
więc wyraźnie działamy
/na siebie wzajemnie/

oh, Karol!
Dowcipnie to Ujęłaś
tak 3maj

Asher
the pleasure is all mine
tzn. uwielbiam drążyć te złoża i dzielić się nimi, a i tak cała przyjemność do mnie wraca, chociaż, jak pisałam -wszystkie znaki na to wskazują, że potrafię odbierać również bezpośrednio, tj. z ręki do ręki, czyli ktoś tankuje, a ja płacę;))

/i znów zawile, może troszkę wyjaśnię w kolejnej odsłonie/

  • 6 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...