Ferdynand Wspaniały – streszczenie

Autorka streszczenia: Marta Grandke.

„Ferdynand Wspaniały” to książka dla dzieci, której autorem jest Ludwik Jerzy Kern. Opowiada ona o przygodach pewnego psa o imieniu Ferdynand.

Spis treści

Ferdynand Wspaniały – streszczenie krótkie

Ferdynand to pies prowadzący spokojne życie u boku swoich właścicieli. Pewnego dnia we śnie postanawia jednak opuścić dom i spróbować życia w mieście jako elegancki pan. U krawca zaopatruje się zatem w stylowy strój i z dumą spaceruje ulicami, wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Odwiedza restaurację, gdzie zyskuje sympatię gości, a następnie trafia do hotelu, w którym spędza kilka dni. Po wyjściu z hotelu zwiedza miasto, ogląda pomniki, waży się na ulicznych wagach i trafia na dworzec kolejowy.

Tam, nieświadomy zagrożenia, zasypia w wagonie pociągu i staje się celem złodziei. Budzi się jednak w porę, obezwładnia przestępców i doprowadza ich na komisariat. Po tym wydarzeniu udaje się do parku, gdzie uświadamia sobie, że uszkodził ząb. Z tego powodu trafia do gabinetu dentystycznego, gdzie lekarz przygotowuje mu złotą koronę, wykorzystując w tym celu medal zdobyty na wystawie psów. Po zabiegu Ferdynand budzi się na swojej ulubionej kanapie w domu obok śpiącego pana. Właściciel nie widzi złotej korony Ferdynanda, kiedy ten szczerzy zęby.

Ferdynand Wspaniały – streszczenie szczegółowe

1.

We wtorek pies Ferdynand najadł się podczas obiadu. Następnie pies postanowił poleżeć na ulubionej kanapie. Mebel ten dało się już określić jako wiekowy i w jednym miejscu wyraźnie się zapadał. Właśnie w tym zagłębieniu zwierzak leżał najchętniej, równocześnie wsłuchując się w dźwięki dobiegające z kuchni. Docierało stamtąd brzęczenie garnków, szczęk talerzy oraz stukot łyżek, widelców i noży. Sprawiało mu to ogromną przyjemność, ponieważ odgłosy te przypominały mu rozmowę prowadzoną między naczyniami. W drugim pokoju pan domu wraz z panią pili herbatę i prowadzili pogawędkę, której tematem był Ferdynand. Po pewnym czasie pan sięgnął po gazetę i wszedł do pokoju z kanapą. Gdy na niej usiadł, sprężyny zapiszczały i zabrzęczały. Ferdynand doskonale znał ich mowę i nieraz wdawał się z nimi w ciche rozmowy.

Pan bardzo szybko zapadał w drzemkę. Gdy tylko to następowało, pies zręcznie przejmował ludzką gazetę. Potem przeglądał ją z zainteresowaniem. Poznawał w ten sposób mnóstwo nowych wiadomości. Kiedy jego właściciel zaczynał chrapać, Ferdynand odpowiadał mu warczeniem, jakby prowadził z nim dialog. W końcu jednak ta rozrywka przestała go bawić. Zeskoczył z kanapy i podszedł do zamkniętych drzwi. W tym momencie usłyszał dzwonek do drzwi. To przyszedł listonosz. Wykorzystując chwilę nieuwagi pani, zajętej rozmową, Ferdynand szybko wymknął się na ulicę. Szedł dumnie z uniesioną głową. Tam mijały go tramwaje, autobusy, samochody oraz ludzie na chodnikach. Zatrzymał się przy lustrze wiszącym przed kwiaciarnią, obejrzał się uważnie i postanowił udać się do krawca.

2.

W mieście znajdowały się liczne zakłady krawieckie, dlatego Ferdynand długo nie mógł zdecydować, który wybrać. Przyglądał się kolejnym szyldom tak długo, aż w końcu odkrył interes należący do pana Dogga. Po krótkim namyśle wykorzystał dzwonek przy drzwiach. Ferdynandowi otworzył sam właściciel, który zaprosił go do środka. Krawiec zaprowadził Ferdynanda do salonu, zdjął z niego miarę i poprosił, aby chwilę zaczekał. Znudzony Ferdynand przeglądał leżące w pobliżu gazety. Po pewnym czasie pan Dogg wrócił i przeprowadził przymiarkę marynarki. Niedługo potem ubranie było gotowe. Spodnie miał uszyć znajomy spodniarz, bez potrzeby dodatkowego mierzenia. Dla uzupełnienia stroju krawiec doradził koszulę w prążki, krawat w paski oraz melonik. Ferdynand nie zapłacił za marynarkę, ponieważ dla krawca wystarczającą zapłatą była wdzięczność klienta. Na pożegnanie Ferdynand podał mu łapę.

3.

Ferdynand, dumny z powodu wykwintnego stroju, przechadzał się wzdłuż najładniejszej ulicy w mieście. Spacerował tam i z powrotem, mijając drzewa oraz liczne latarnie. Nagle na jego drodze pojawiły się koty. Gdy pierwszy z nich wyskoczył z bramy prosto pod jego nogi, Ferdynand miał ochotę rzucić się za nim w pogoń. W ostatniej chwili opanował jednak swój instynkt i w celu uspokojenia się stanął przy okrągłym słupie, udając, że czyta wiszące na nim ogłoszenia. Całą sytuację obserwowała kwiaciarka stojąca nieopodal. Była przekonana, że Ferdynand wierzy w przesądy i boi się kotów. On jednak szepnął jej, że tak naprawdę bardzo lubi je gonić. Pani Biskupska, bo tak się nazywała kwiaciarka, nie mogła oderwać wzroku od eleganckiego przechodnia i podzieliła się swoimi spostrzeżeniami z panią Trybulską z kiosku. Z sympatii wyjęła z metalowego flakonika różowego goździka i wpięła go Ferdynandowi w klapę marynarki.

Z kwiatem w butonierce Ferdynand znów ruszył ulicą, rozmyślając o kupnie dwóch kotów. Swobodne, eleganckie chodzenie męczyło go jednak bardziej niż bieganie na czterech łapach. Postanowił zatem poszukać restauracji. Kierował się węchem i po długich poszukiwaniach trafił do lokalu o nazwie „Jak u mamy” i zdecydował się tam wejść.

4.

W restauracji panował duży ruch, zatem nie zwrócono uwagi na Ferdynanda. Elegancki gość wybrał sobie wolny stolik, usiadł przy nim ostrożnie i spoglądał na gości jedzących swoje posiłki. Nagle zjawił się kelner i podał psu kartę dań. Ferdynand grzecznie poprosił o „uprzejmą sztukę mięsa”. Gdy czekał na jedzenie, usłyszał rozmowę starszego pana, który skarżył się kelnerowi, że zamiast mięsa dostał same kości. Ferdynand zaproponował zamianę. On miał zjeść kości, a starszy pan otrzymać mięso. Pan Augustyn Radio był zdziwiony, lecz zgodził się i zaprosił Ferdynanda do swojego stolika.

Zadowolony Ferdynand gryzł kości. Goście przy sąsiednich stolikach przestali jeść i z ciekawością przyglądali się psu. Największe zdumienie okazała pani w zielonym kapeluszu, karmiąca psa ratlerka o imieniu Krokodylek. Ferdynand udawał, że nie zauważa drugiego psa, i zaczął wykonywać cyrkowe akrobacje. Ludzie bili brawo i rzucali mu przysmaki. Wszyscy byli zachwyceni. Kiedy skończył, chciał zapłacić, lecz pan Radio uregulował rachunek. Następnie obaj wyszli z restauracji.

5.

Panowie wyszli na ulicę. Pan Radio zaproponował Ferdynandowi, aby wyjął notes i sprawdził, czy nie zapisał w nim żadnych planów na wieczór. Ferdynand zaczął przeszukiwać kieszenie marynarki, udając, że szuka notesu, jednak po chwili przyznał, że go nie ma. Widząc to, pan Radio zaproponował wspólne wyjście do sklepu papierniczego i zakup nowego zeszytu. Gdy wyszli ze sklepu, starszy pan polecił Ferdynandowi zapisać w notesie dzisiejszą datę, a pod nią wyraźnie zanotować „WIECZÓR WOLNY”.

W ten sposób udali się do kina. Po seansie wybrali się jeszcze na spacer, podczas którego wymieniali się wrażeniami na temat obejrzanego filmu. Pan Radio był zachwycony grą aktorów i chwalił ich talent. Ferdynand natomiast nie podzielał tego entuzjazmu. Pies nie znał się na aktorstwie, a większą część filmu po prostu przespał. W pamięci pozostał mu jedynie jeden obraz, na którym pies Bingo biegnie za odjeżdżającym panem. Pan Radio zaczął zastanawiać się, czy zdarzały się przypadki psów przebierających się za ludzi. Ferdynand domyślił się, że pytanie dotyczy jego samego, dlatego postanowił nie ciągnąć rozmowy i pożegnał się ze starszym mężczyzną. Po chwili ogarnęło go zmęczenie. Marzył o swojej ulubionej kanapie, lecz zamiast niej trafił do hotelu o nazwie „Pod Wesołym Smokiem”. Postanowił spędzić tam noc. Wszedł do środka i zamówił pokój numer 423, podając nazwisko Wspaniały. W pokoju położył się na łóżku, ale długo nie mógł zasnąć, więc zeskoczył na podłogę i ułożył się na dywaniku. Tam wreszcie usnął.

6.

O trzeciej nad ranem w hotelowej portierni rozdzwoniły się telefony. Dzwonili kolejno goście z pokoi 422, 424, 323 oraz 523. Wszyscy skarżyli się, że z pokoju numer 423 dochodzi głośne warczenie przypominające psa. Zaskoczony portier postanowił sam sprawdzić, co jest przyczyną hałasu. Udał się na piętro i zaczął nasłuchiwać pod drzwiami, lecz panowała tam całkowita cisza. Wrócił więc na portiernię, jednak po chwili telefony znów zaczęły dzwonić.

Przytłoczony skargami gości portier wezwał dyrektora hotelu. Obaj natychmiast udali się do pokoju numer 423. Drzwi otworzył zaspany Ferdynand. Zapytany, czy trzyma w pokoju psa, odpowiedział, że nie, lecz często śni mu się, że jest samolotem i wtedy warczy. Dyrektor oraz portier uwierzyli w to wyjaśnienie. Wszyscy trzej zaczęli warczeć, czym obudzili niemal cały budynek.

7.

Dyrektorowi hotelu zrobiło się przykro, że zakłócił spokojny sen gościa. Postanowił więc jakoś mu to wynagrodzić. Zaczął wyliczać różne rzeczy, które Ferdynand mógłby otrzymać. Ten jednak myślał tylko o jednym, czyli o przejażdżce windą, ponieważ nigdy wcześniej nie podróżował w ten sposób. Mężczyzna zgodził się bez wahania. Następnie zabrał Ferdynanda do windy. Tak zaczęli jeździć przez osiem pięter, z których składał się hotel.

Dyrektor poprosił portiera, aby opuścił windę, i został sam na sam z Ferdynandem. Pokazywał mu po kolei, do czego służą poszczególne przyciski. Następnie znów ruszyli. W pewnym momencie Ferdynand nacisnął niewłaściwy guzik. Ku ogromnemu zdziwieniu dyrektora oraz gości obserwujących całą tę sytuację kabina minęła ostatnie piętro i wyleciała przez dach w powietrze.

8.

Winda powoli unosiła się coraz wyżej. Portier, który to zauważył, jedynie podrapał się po głowie i zawiesił przy schodach kartkę z informacją, że winda jest nieczynna. Tymczasem Ferdynand i dyrektor hotelu nieustannie się wznosili. Po drodze mijali lekkie, powoli płynące chmury. Ferdynand zaczął z nimi rozmawiać, a dyrektor chętnie dołączył do tej niezwykłej rozmowy. Od nich dowiedzieli się między innymi, na jakiej wysokości się znajdują. Po pewnym czasie do podróżnych dołączył ptak o nazwisku Gołębiowski. Widząc ich przerażenie, obiecał pomóc i odleciał. Ferdynand i dyrektor nadal lecieli, ogarnięci rozpaczą. Nagle otoczyła ich wielka, szara chmura i rozległ się szum skrzydeł. Był to pan Gołębiowski wracający z innymi gołębiami. Ptaki usiadły na dachu windy, tworząc piramidę. Dzięki temu obciążyły windę i zaczęła ona opadać.

9.

Podczas lotu w dół Ferdynand i dyrektor mieli już tylko nadzieję, że wylądują na czymś miękkim. Zaczęli wymieniać miejsca, które nadawałyby się na bezpieczne lądowanie. Posprzeczali się nawet przez to. Dyskusja została przerwana, gdy dyrektor zauważył, że lecą prosto na pola tyczkowe, gdzie rosły groch lub fasola. Przerażeni poprosili o pomoc pana Gołębiowskiego, który do tej pory spał na szczycie ptasiej piramidy.

Gołębiowski pokierował ptakami w taki sposób, że winda zatrzymała się w powietrzu, równocześnie nie spadając dalej. Wtedy dyrektor przypomniał sobie, że w parku miejskim trwa właśnie wystawa psów, w której brał udział jego ulubiony jamnik Mercedes. Pan Gołębiowski postanowił zwrócić się o pomoc do Wiatru. Dzięki temu wszyscy wylądowali bezpiecznie w parku miejskim, gdzie psy zgromadzone na wystawie przywitały ich na swój sposób.

10.

Dyrektor i Ferdynand zaczepili windę sznurkiem o pień drzewa, a następnie udali się na wystawę psów. Zauważyli zbliżającą się grupę ludzi. Był to Komitet Wystawy, w którego skład wchodzili między innymi pan Prezes, pan Wiceprezes, pan Sekretarz oraz pan Skarbnik. Członkowie Komitetu czuli się zaszczyceni wizytą tak dostojnych gości, dlatego nie pozwolili im kupować biletów i postanowili osobiście oprowadzić ich po wystawie.

W głównej alei parku przy każdym drzewie stał przywiązany pies. Komisja wraz z Ferdynandem i dyrektorem skierowali się do psa oznaczonego numerem jeden. Był to groźnie wyglądający buldog o imieniu Bas. Gdy Ferdynand zbliżył się, by go pogłaskać, pies zaczął warczeć. Ferdynand odpowiedział tym samym. Po chwili buldog uspokoił się i podał mu łapę. Zebrani byli pod ogromnym wrażeniem. Pan Prezes nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył, i z tego powodu jąkał się bardziej niż zwykle.

11.

Cała grupa ruszyła dalej, przyglądając się kolejnym zwierzętom i wygłaszając różne opinie. Wszyscy byli zdumieni, gdy Ferdynand zabierał głos i oceniał psy bardzo fachowo. Ponieważ wykazywał się dużą wiedzą, postanowiono powierzyć mu funkcję głównego sędziego Wystawy.

Ferdynand długo nie mógł się zdecydować, którego psa wybrać. Na chwilę zamyślił się i wyobraził sobie, że to on sam zostaje zwycięzcą. Było to jednak zaledwie marzenie. Ostatecznie kazał wybrać dziesięciu kandydatów. Zwycięzcą został wilk o imieniu Magik, który otrzymał medal oraz dwa kilogramy wędzonych żeberek.

Pod koniec wystawy zorganizowano jeszcze jeden konkurs. Tym razem psy miały wskazać najmilszego spośród zwiedzających. Bez wahania ruszyły w stronę Ferdynanda siedzącego pod kasztanem.

12.

Pan Prezes z ogromną dumą przypiął Ferdynandowi wielki złoty medal do klapy marynarki. Na jego cześć wzniesiono tysiące okrzyków. Również dyrektor hotelu złożył gratulacje zwycięzcy. Następnie obaj postanowili wrócić do hotelu. Ferdynand przypomniał sobie o windzie przywiązanej do drzewa, lecz dyrektor nie chciał już nią podróżować. Polecił Ferdynandowi odwieźć windę dorożką, sam zaś postanowił wrócić pieszo, zabierając ze sobą jamnika Mercedesa. Gdy dyrektor schował się za drzewami, Ferdynand uświadomił sobie, że nie ma pieniędzy na dorożkę. Pobiegł więc za dyrektorem i poprosił go o kilka złotych.

13.

Ferdynand wyruszył na poszukiwanie dorożki. Przez dłuższy czas nie mógł żadnej znaleźć. Dopiero po chwili natknął się na stojącą samotnie dorożkę niedaleko parku. Podszedł do woźnicy i poprosił, aby zawiózł go z powrotem do parku. Ogromne było zdziwienie dorożkarza, gdy na miejscu zobaczył przywiązaną do drzewa windę. Mimo to wspólnie z Ferdynandem załadował ją na tył dorożki i ruszyli w stronę hotelu. Po drodze spotkali kilku chłopaków, którzy zwykle zaczepiali dorożkarza. Ferdynand kazał się zatrzymać, zeskoczył z kozła i poprosił chłopców, aby biegli za dorożką i głośno śpiewali „Na spacerek jedzie dryndą pan Ferdynand ze swą windą!”. Chłopcy chętnie się zgodzili i narobili sporo hałasu. Ludzie wyglądali z okien, zdumieni tym niezwykłym widokiem.

14.

Gdy dorożka zatrzymała się przed hotelem „Pod Wesołym Smokiem”, winda sama wyskoczyła z pojazdu i poleciała prosto na swoje miejsce. W hotelu zapanowała weselsza atmosfera.

Tymczasem Ferdynand poszedł do swojego pokoju, wziął kąpiel i położył się na łóżku. Leżał tak cały tydzień, nie mając ochoty wstawać, ponieważ za oknem bez przerwy padał deszcz. Dopiero po siedmiu dniach obudził go hałas gradu uderzającego o szybę, a następnie pokojówka, która przyniosła śniadanie oraz rachunek za pobyt. Ferdynand był zdumiony jego wysokością. Koszt pobytu wynosił 726 złotych i 80 groszy. Nie miał przy sobie żadnych pieniędzy. Gdy grad przestał padać, zdjął z siebie ubranie, zwinął je w kłębek i wyrzucił przez okno. Następnie zbiegł na dół na czterech łapach, minął biurko portiera i opuścił hotel. Na zewnątrz ponownie się ubrał i wyszedł z bramy jako elegancki pan.

15.

Nastał słoneczny dzień, zatem Ferdynand uznał, że uda się na spacer po mieście. Tam samodzielnie odwiedzał muzea i podziwiał liczne pomniki. Zatrzymując się przy rzeźbie przedstawiającej konia, zastanawiał się, dlaczego to właśnie te zwierzęta są tak często upamiętniane przez ludzi. Nigdy nie widział pomnika psa, choć to on uznawany jest za najwierniejszego przyjaciela człowieka. Po obejrzeniu wszystkich posągów Ferdynand zauważył uliczne wagi. Bardzo chciał się na jednej z nich zważyć. Stanął na platformie, lecz wskazówka ani drgnęła. Wokół zgromadzili się ludzie, którzy zaczęli doradzać, co zrobić, aby waga zadziałała. W końcu ktoś wyjaśnił psu, że trzeba do urządzenia wrzucić 50 groszy. Ferdynand nie miał pieniędzy, więc zszedł z wagi i udał, że idzie rozmienić pieniądze. Po drodze znalazł na ulicy 50 groszy. Wrócił więc i ponownie stanął na wadze. Tym razem zadziałała. Tak bardzo mu się to spodobało, że zaczął szukać kolejnych monet. Kiedy jakąś znajdował, biegł do najbliższej wagi i uważnie obserwował wynik.

16.

Pies wędrował od jednej wagi do drugiej, aż wreszcie dotarł na dworzec kolejowy. Panował tam ogromny ruch. Jego uwagę przyciągnął pracownik przechowalni bagażu. Ferdynand zapytał go, czy mógłby przechować jego samego. Zaskoczony urzędnik odpowiedział, że nie przyjmuje ludzi na przechowanie. To porównanie bardzo ucieszyło Ferdynanda, który poczuł się dumny. Ruszył więc dalej zwiedzać dworzec. Po drodze spotkał mężczyznę w cyklistówce, który zaproponował mu nocleg w jednym z wagonów pociągu. Ferdynand przyjął propozycję i szybko zasnął. Tymczasem mężczyzna w cyklistówce rozmawiał ze swoim wspólnikiem. Planowali oni zorganizować napad na Ferdynanda.

17.

Zapadł wieczór, a dworzec rozświetliły lampy. Wagon, w którym spał Ferdynand, dołączono do innego składu. Pociąg następnie ruszył. W środku znajdowali się także dwaj złodzieje, przygotowujący się do kradzieży jego eleganckiego ubrania. Gdy pociąg wjechał do tunelu, przystąpili do działania. Zdjęli ze śpiącego Ferdynanda część garderoby, lecz nie zdążyli uciec. Ferdynand obudził się, zaczął głośno warczeć i tym samym przeraził złodziei. Następnie chwycił każdego z nich zębami za ucho i zaprowadził do bagażowych. Wszyscy udali się na komisariat.

18.

Na komisariacie Ferdynand został przesłuchany. Komisarz zadawał mu pytania o imię, nazwisko, wiek oraz skradzione przedmioty. Ferdynand odpowiadał uprzejmie. Przeszukując kieszenie, zorientował się, że brakuje mu złotego medalu otrzymanego na wystawie psów. Komisarz udał się przesłuchać złodziei, a Ferdynand zaczął się ubierać. Po chwili komisarz znów się zjawił i pochwalił Ferdynanda za schwytanie groźnych przestępców. Ten jednak nie był zadowolony, ponieważ medal się odnalazł. Zaniepokojony pies chciał wiedzieć, ile lat spędzi w więzieniu za fałszywe oskarżenie. Komisarz tylko się uśmiechnął i polecił mu o wszystkim zapomnieć. Ferdynand pobiegł więc przeprosić złodziei za niesłuszne podejrzenia.

19.

Po nieprzyjemnym incydencie Ferdynand skierował się do parku. Tam zasiadł na ławce pod kasztanem, gdyż planował odpocząć. Nagle poczuł, że ułamał mu się ząb. Zaczął poruszać językiem, co zwróciło uwagę siedzącej obok pani. Kobieta, sepleniąc, zaczęła wypytywać go o przyczynę uszczerbku na zdrowiu. Gdy usłyszała, że stało się to z winy złodziei, nie uwierzyła mu i uznała go za wariata. Poradziła jednak, aby udał się do dentysty.

Ferdynand poszedł do gabinetu i zobaczył, że w poczekalni czeka wielu ludzi. Usiadł obok pewnego pana i zapytał, czy potrafi podać łapę. Zdziwiony mężczyzna spełnił prośbę. Po chwili inni pacjenci również zaczęli podawać sobie ręce. W poczekalni zrobiło się bardzo wesoło. Tak swoich pacjentów ujrzał doktor Diwro.

20.

Dentysta przyjmował kolejnych pacjentów. W poczekalni zostali jedynie Ferdynand i starszy pan. Aby uprzyjemnić sobie czas oczekiwania, mężczyzna zaśpiewał piosenkę o panu Jarząbku, który poszedł do dentysty z ostatnim zębem i bardzo bał się, że zostanie mu wyrwany. Po chwili dentysta wezwał kolejnego pacjenta i Ferdynand został sam.

21.

Doktor Diwro wyszedł do poczekalni i zaprosił Ferdynanda do gabinetu. Panowie chwycili się za ręce i tanecznym krokiem dotarli do fotela dentystycznego. Doktor obejrzał zęby Ferdynanda i był zdumiony, że są tak zadbane. Gdy dowiedział się o niewielkim ubytku, uznał, że nie wymaga on leczenia. Ferdynand ugryzł jednak lekarza w obie dłonie. Wówczas doktor zdecydował się wykonać koronę zębową z wykorzystaniem złotego medalu zdobytego na Wystawie Psów. Po zastrzyku Ferdynand zasnął.

Po pewnym czasie pies się znowu ocknął. Wtedy dostrzegł, że znajduje się na swojej kanapie, a obok nadal śpi jego pan. Po chwili opiekun psiaka się obudził. Wówczas Ferdynand szeroko otworzył pysk, prezentując mu nową koronę. Pan jednak jej nie dostrzegł i pomyślał, że zwierzak szczerzy na niego zęby. Od tego momentu Ferdynand rzadko chwalił się złotą koroną, a gdy to robi, ludzie często cofali się w obawie przed pogryzieniem.


Przeczytaj także: Ferdynand Wspaniały – bohaterowie

Aktualizacja: 2026-01-12 16:04:52.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.