Do Jasia o fryzowaniu

Jasiu, ja lekce twego nie ważę rzemiosła,
Moda potrzebę jego po świecie rozniosła.
Obacz busta, portrety i dawne kroniki,
Wszędzie twoje grzebieniem słyną poprzedniki.
Spod ich ręki najmędrsze wychodzą peruki,
Spod ich ręki trefione pysznią się nieuki.
Ozdoby Watykanu, zaszczyty Sorbony,
Wszystko się schyla pod ich kutas ubielony.
Sędziowie parlamentu, prawniki, doktory
Nie są jak tylko puklów i harbejtlów zbiory.
Z zachowanych szczęśliwie tej sztuki dowodów
Widziemy kolej rzeczy i dzieje narodów,
Czyli kędy gust kwitnął lub czyli kraj który
Z grubości czy prostoty nie nosił fryzury.
Oboja płeć takowej używa ozdoby,
Lecz kobiety bogatsze w piękności sposoby.
Patrz na ten mnogi orszak rozlicznych tupetów,
Tu samych przez się fryzur, a tam spod kornetów,
Tu w miesiąc, tam w promienie, tu z włoskimi kwiaty,
Tu wcale wylizano, ówdzie tor kosmaty,
Tu z girlandą, tam z piórem, ówdzie z małym strojem,
To z szpilką, to z sołtanem, z hafteczką, z zawojem.
Wszystko to dzieła, Jasiu, twojej wielkiej sztuki,
Po nich my pomniem dziadów, nas pomną prawnuki.
Lecz nie dosyć na samej zręczności i wprawie,
Aby swe imię podać wiekopomnej sławie;
Trzeba mieć gust szczególny, co przystoi komu,
Przenikać stan umysłu, znać zdarzenia domu.
Inaczej się ubiera panna na wydaniu,
Inaczej młoda w modnym mężatka kochaniu,
Inszy werżet mąż nosi, gdy kędziory swemi
Gach pudruje po krzesłach, kanapie i ziemi.
Strojna na bal, a lekko chce być uczesana
Jejmość, kędyś na pewną godzinę wezwana.
Inaczej się fryzuje z wczorajszego rada,
Inaczej, kiedy komu wojnę wypowiada
Lub kiedy od leżącej na sofie dzień cały
Ma wzdychania i rozpacz słyszeć gach niestały.
Innej głowy chce doktór, innej metr do tańca,
Innej żołnierz, a innej od dworu posłańca;
Dwa razy trzeba ubrać młodego prałata:
W dzień ubrany wyjeżdża, w noc w negliżu lata.
Właściwą z tych każdemu dać należy postać.
Tyle to umieć trzeba, by fryzerem zostać!
Stąd też jest, że pierwszeństwo przed znacznymi dzieły
Wasze roboty, słusznie, od wieków zajęły.
Nikt się nie śmie na swoim pokazać urzędzie,
Póki z wami na radzie osobnej nie będzie.
Autory, pacyjenty i ministry czasem
Czekają przed pokojem, gdzie wchodzą z kutasem.
Skoro tylko otworzą domy i pałace,
I pierwszy do dłużnika lichwiarz zakołace,
Bieży zbielona rota działania gorąca,
Szulery, kredytory, balwierze potrąca,
A przez stosunki trafne i sposoby nowe
Gotuje miastu wzory i piękności dniowe,
Które potem w swe idąc rzędy, gdzie kto może,
Ozdabiają ratusze, pałace i loże.

Jasiu, po twej zdatności ja nie wątpię cale,
Że kiedyś poprzedników twych wyrównasz chwale;
I to właśnie, co moją chęć życzliwą skłania,
Dać ci jakowyś obraz twego powołania.
Gdy mnie zaś kiedy z dobrej zaczeszesz ochoty,
Niech zwierzchnia znakiem będzie wewnętrznej prostoty.

Czytaj dalej: Powązki - Stanisław Trembecki