Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pierwsza skorupa
Jak dwa filary trzymające łuk bezpieczeństwa
Tata i Mama pokazali mi gliniane nogi
I odtąd wędruje między gównemsięczuciem
A samouwielbieniem

Skorupa nr 2
Na kolejne szczeble edukacji począwszy od
Przedszkola wspinam się bez złudzeń
Ludzie desygnowani
Do zarażania narybku - przyszłości Narodu...
Są dziećmi nienasyconymi miłością

Skorupa Trzecia
Poczciwi ludzie wpajali zasady:
„Uczciwością i pracą itd.”
Może przyjdzie mi to do głowy, kiedy kolejny raz
Znów zabraknie na podstawowe produkty
Gdy pozostanie odegrać rolę płaszczki

Skorupa świeżo krwawiąca
Zawsze miałem mgliste pojęcie co do miłości
Ostatnia świętość, nietknięta przez pieniądz
Namiętność to nie miłość
[Nie mogłem tego się dowiedzieć bezboleśnie?]
Zapasy uniesień i przeciąganie liny
Okazało się, że intymność to dla niej fraszka

Została jeszcze ostatnia skorupa
Kiedy pęknie, wyleje się nadzieja



[sub]Tekst był edytowany przez kolekcjoner rozczarowań dnia 06-08-2004 01:28.[/sub]

Opublikowano

mi też, mi też! (się podobie)
dobrze się czyta,
literówki (wędruję, miałem)
hmmmmm masa porównań i metafor do mnie w sam raz trafiających, chyba nawet zabiorę sobie
po prawdzie dość brutalnie o rzeczywistości, ale w ciekawy sposób

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

A mi nie do końca (się podoba) :)

Trochę za prozatorsko miejscami i zbyt współcześnie jak na mój gust.
odtąd wędruje między gównemsięczuciem
A samouwielbieniem

możnaby to naprawdę ładnie lirycznie opisać,a tutaj jest dosadność straszna.
Do tego jeszcze przerzutnie w wierszu bez rymów i pytania retoryczne.
To nie pozwala mi cieszyć się tym tekstem,chociaż również mogę znaleźć całkiem interesujące fragmenty :)

Pozdrawiam serdecznie
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 27-07-2004 22:15.[/sub]

Opublikowano

dobry, mocny debiut
wydaje się być taaaki prawdziwy, że przeraża

Namiętność to nie miłość [nie mogłem tego
Się dowiedzieć bezboleśnie?]
ten fragment bardzo dobry

gratuluję, pozdrawiam i czekam na kolejne (może tym razem znajdą się jakieś dobre strony życia?)

Opublikowano

jak na debiut całkiem całkiem :)
dobry pomysł ze "skorupami"
nie do końca jednak klarowny
w niektórych momentach tak jakby się pan gubi

trzy pierwsze skorupy na 4 z plusem
natomiast ostatnia jakby na siłę napisana
jakby nie miał Pan pomysłu jak ją napisać

"Zawsze miałem mgliste pojęcie co do miłości"
tutaj proponowałabym "o miłości"
"że intymność to dla niej gra w klasy"
a stąd wyrzuciłabym "to"

końcówka dobra

jak na debiut (jak wspomniałam) - dobry początek
na pewno wstąpię poczytać kolejne wiersze :)

hmm..
i ja się doczekałam :))
na normalny wiersz a nie kiczowate próby i małoambitne bzdury o telewizji, klawiaturze i meteopatach

pozdrawiam
Emilka

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



hmm.. fakt
ale gdyby nie istniały naprawdę, nie znalibyśmy ich
i nie pisalibyśmy o nich.. niestety

widzę, że przygnębiony Pan dzisiaj..
głowa do góry, świat na szczęście nie kończy się tylko na czerni :)

pozdrawiam
Emilka


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Widziałem jak dajesz mu pieniądze  a ledwie wczoraj  gdy ja chciałem od Ciebie pożyczyć,  zbyłeś mnie tym,  że nie masz tyle  by jeszcze pożyczać innym. I ja bynajmniej nie potrzebowałem na wódkę a po drugie oddałbym Ci te drobne już dziś a on, zerknął przez ramię na kloszarda, który ściskał pięciodolarówkę,  tak mocno niczym  kochanego syna albo wyśnioną kochankę, będzie miał u Ciebie wieczny dług w piekle. Dziękuję, że traktujesz żuli spod sklepu, lepiej niż starych przyjaciół.     Wykonał ruch jak gdyby chciał, obrócić się i ruszyć do bezdomnego, wyrwać mu banknot  i wsadzić go sobie do kieszeni kurtki. W tym czasie  pozostawiony sam sobie kloszard,  skierował swe posuwiste,  niepewne kroki do sklepu. Mi w tym czasie udało się  ukierunkować rozmowę znów  na poprzednie, przyjemniejsze tory. Gdy wróciliśmy do dialogu  o dzisiejszej próbie naszego zespołu i zaczęliśmy omawiać koszta  związane z wynajęciem sali koncertowej, bezdomny opuścił sklep. Teraz w jego dłoni  zamiast dolara z Lincolnem, spoczywała niewielka butelka  najtańszej whisky.     Widać byłem finalnym darczyńcą tego dnia. Jego oczy śmiały się wręcz  do rubinowego płynu w środku. Alkohol widział w nim kogoś więcej  niż istotę z marginesu. Nie widział w nim ofiary  ani rzuconego w  otchłań choroby uzależnionego. Był naczyniem,  które skupiało w sobie procenty. Mistrzem powolnych,  wymierzonych dokładnie łyków. Lekarzem swej duszy. Szamanem inicjacji. Wyzwolonym z  systemu praw społecznych bytem. Był plamą na honorze krajobrazu, lub plamą honoru  pośród upadku ideałów społecznych.     Usiadł z butelką na niskim murku i pociągnął z niej solidny łyk. Dlaczego mu się tak przyglądasz? Liczyłeś na to że kupi sobie burgera i colę? Nie znasz go?  Zapytałem wybijając go lekko z rytmu. Że co? Czy z nim kiedyś gadałem? Nigdy w życiu. Raz, kilka lat temu  podszedł do mnie  i poprosił o drobne.  Kazałem mu spadać i grzebać w śmietniku. Czekaj, czekaj … a niby dlaczego  miałbym go znać? Gość jest legendą. Jeszcze żywą. Mój rozmówca zrobił wielkie, zdumione oczy. Legendą? Pijaków?  Pobił jakiś miejscowy rekord promili i przeżył? Czy obudził się w kostnicy  i kazał się zawieźć z powrotem na imprezę?     Pamiętasz sezon Sfinksów w dziewięćdziesiątym trzecim? Zbiłem go z tropu zupełnie. Wybacz ale jak przez mgłę, ironizował, miałem wtedy dwa lata i Ty zresztą też. A co to ma z nim wspólnego? Bo ten oto gość,  zapewnił nam wtedy  wicemistrzostwo stanu. Jedyne jak dotąd w historii. Do niego również należy  nie pobity rekord przebiegniętych jardów i celnych podań w historii klubu. Oto przed Tobą  James Crighton we własnej osobie.     Mój kolega nie dał się nabrać, choć była to czysta prawda. Pieprzysz! Crighton zarobił miliony  przez lata gry. Mam gdzieś jego platynową kartę w domu. Mój ojciec miał piłkę  podpisaną przez niego na jakimś festynie. Zrobił sobie z nim zdjęcie. Stało na kominku w zaszczytnym miejscu. Bliżej jego oczu niż własna rodzina. Crighton był bogiem. Kasyna, fury, kobiety, modelki, apartamenty. Kasa lała się jak szampan. Fakt, chyba miał tutaj kiedyś dom. Przepisał na syna, wtrąciłem,  tylko on mu został. Cały czas próbuję go wyciągnąć z ulicy  ale stary zawsze wraca pod sklep. A kasa? Nie da się przepić milionów. Ostatni majątek, który miał przepisał na syna. On nie nosi nazwiska ojca lecz matki. Jednej z setek kochanek Crightona. A kasa poszła w butelki, koks i ruletkę.     Normalnie historia na film, ironizował dalej, ktoś może kiedyś mu pomoże  na pewno nie ja. A ja tak. Pamiętam każdą noc i zimę  spędzoną na ulicy. Rękawice bez palców  nad rozpalonymi koksownikami. Napady na pustostany  jakiś miejscowych gówniarzy. Pożary i bójki. Godziny na komisariatach. Chociaż tam było ciepło. Jeden z policjantów  zawsze poratował świeżą kawą  a czasami wczorajszym donutem. Pamiętam odór wyziewów  z kratek ściekowych. Spało się na nich w plątaninie starych szmat i kocy, wyciągniętych ze śmietnika. Błagało się o resztki z restauracji albo drobne. Przeszukiwało budki telefoniczne  i kosze na przystankach. Cały dobytek mogłem zmieścić w marketowym wózku na kółkach. I broniłem go jak niepodległości. Pisałem dziesięć lat  z poziomu bruku i o bruku. Tragedie i dramaty o ludziach duchach. O swoim utraconym człowieczeństwie. Nie znałeś mnie wtedy i postąpiłbyś ze mną  tak jak dziś z Crightonem.     A ja mam wobec niego i innych dług. I spłacam go w tych kilku dolarach. Nie piszę o tym co ludzie chcieliby czytać a o tym czego nie chcą widzieć i czego nie chcą być świadkami. A ja nie boję się już żyć. Nie boję potknąć się i zderzyć z brukiem. Bo wiem, że na Crightona  i innych mogę liczyć. A ludzie niech dalej żyją sobie  na swoim biegunie. Chyba nie słyszał ostatnich zdań. Podszedł szybko do Crightona. Dał mu kilka banknotów z portfela. Uścisnął dłoń. Wyjął marker z torby na ramię a były gracz umieścił na niej swój autograf. Tak powinno czcić się legendy.          
    • @Berenika97 ... wrócić do siebie ...   pierwszy krok zrobiła  kota polubiła    on ją wyprowadzi  do parku na słońce  i psotami podsunie  myśli kwitnące    jak on  była kiedyś śmiała    więcej życia  już więcej  nie będzie się bała  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Berenika97 Smutny obrazek kobiety, która dała zbyt dużo siebie. Ładny wiersz. Pozdrawiam Cię

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97 dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...