Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wiadomo, że tylko gdy pada promień światła na obiekt, to ten rzuca monochromatyczne odbicie. Może modlisz się przy lampce? (całkiem prawdopodobne)

Znamiennym faktem historycznym, wykształconym w toku tradycji, jest wspólna modlitwa przy zgaszonym świetle. (oczywiście, teraz próbuje się to wypaczać poprzez różne amerykańskie serialiki).

Poruszając kwestię Boga i umieszczając podmiot liryczny w pierwszej osobie liczby pojedyńczej w określonych ramach czasowych (tu oczywiście współczeność), możemy spodziewać się filozoficznej polemiki i próby przedstawienia awangardowych ideii. Czy są one awangardowe? Wątpie.

Podmiot liryczny odczuwa pragnienie destrukcji, nie jest ono spowodowane jakimiś siłami, leżącymi poza wolą jego. Bóg jest nieobecny przy modlitwie (nawet jeżeli jest to cień, spowodowany przez sztuczne światło - u mnie jest to na równi z brakiem Stwórcy).

Kordianowski bunt? "Nie Amen". No, ale co z tego? Skoro Boga nie ma przy nim, to do kogo jest skierowany ten bunt? Wolę ascetyzmu może usłyszeć tylko "Amelia" - oczywiście tutaj można się domyślać, czy "ma ją przekazać Bogu" / "Ogłosić światu" etc.

Człowiek współczesny ma świadomość "pełzania około palców przeklętych" i sama obecność Boga w "dzień" już mu nie wystarcza. Potrzebuje oddania, poczucia poświęcenia się [dla wartości wyższych]. Dlaczego kobieta ma nie brać w tym wszystkim udziału? I gdzie ma uciekać? Interpretuję to w ten sposób, że jest ona "czysta moralnie" albo jest to nieodpowiedni "materiał do pokuty", do/dla Boga.

Tego typu tematykę poruszali często i gęsto: Erazm z Rotterdamu, Lorenzo Valla, Różewicz, nawet Platon w konfrontacji z religią. Najciekawsza i najbardziej dosłowna praca [jeżeli chodzi o ten temat] to - chyba - Ficina Pico dell Mirandol'a De homis celsitudine et dignitate.

Owszem, wiersz może się podobać - zmuszać do refleksji. Ale zachwyt nad nim, to jak odgrzewanie po raz tysiączny zupy pomidorowej, albo odkrycie [ta sama liczba ++1] Cabo da Esperanza. Plagiat. "Córki jerozolimskie, nie placzcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad wszystkimi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni kiedy mówić będą: 'Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły' Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż stanie się z suchym?"

Adamie: trudno dzisiaj o podanie nowych poglądów - oryginalnych. Bardzo trduno. A ty jeszcze prozujesz, budujesz nieciekawie klimat (chaotycznie) i tak pospolicie: "bym był do niczego".

Chciałeś komentarz więc masz. (pewnie i tak nie zrozumiałem przesłania wiersza i takie tam, więc proszę bez riposty...).

Pozdrawiam.

Opublikowano

no no no, widze ostatni koementarz bardzo profesjonalny, a że ja nie jestem profesjonalistką, nie znam sie na walorach artystycznych- pozwole sobie na komentarz ot taki po prostu bardzo subiektywny
mi się ten wiersz podoba od poczatku do samiutkiego końca, no modlić to sie tak nie będę- bo nie będę z ciebie zaraz Boga robic, wszakże nie ukrywam ze większośc twoich wierszy ma w sobie to coś, co saje o nich pamiętać, ja cały czas mam w glowie to zaskakujące dla mnie bandżi... ale wracajac do tematu- bardzo subtelnie sformulowany, zaciekawia, czyta sie dobrze i bardzo zaskakująco sie kończy...
jestem pod wrażeniem... wink.gif to rzeczywiście taka perełka
pozdrawiam!

Opublikowano

Wiersz jak cholera trudny do zrozumienia, rzeczywiście może pobudzać do refleksji, ale niestety mogą one być źle ukierunkowane przez choas, dla mnie osobiście brakuje treści, wiersz nie może sam w sobie być poskładany z kilku wyrazów.

Futuryzm, to już było i mnie nie bawiło, nudne, nieciekawe, nie wiele chciało przekazać, sztuka dla sztuki.

W Twoim przypadku jest trochę inaczej. Połączenie średniowiecznego romantyzmu z futuryzmem, mnie osobiście to nie pasuje, ale może akrat ktoś Ciebie wysłucha.
Wg mnie nikt od razu nie rodzi się artystą (ewentualnie poetą, jeżeli kogoś uraziłem), trzeba pisać, pisać i pisać.

Powodzenia i pozdrawiam

Opublikowano
CYTAT (Konrad @ Jul 8 2003, 10:02 PM)
Wiersz jak cholera trudny do zrozumienia, rzeczywiście może pobudzać do refleksji, ale niestety mogą one być źle ukierunkowane przez choas, dla mnie osobiście brakuje treści, wiersz nie może sam w sobie być poskładany z kilku wyrazów.

Futuryzm, to już było i mnie nie bawiło, nudne, nieciekawe, nie wiele chciało przekazać, sztuka dla sztuki.

W Twoim przypadku jest trochę inaczej. Połączenie średniowiecznego romantyzmu z futuryzmem, mnie osobiście to nie pasuje, ale może akrat ktoś Ciebie wysłucha.
Wg mnie nikt od razu nie rodzi się artystą (ewentualnie poetą, jeżeli kogoś uraziłem), trzeba pisać, pisać i pisać.

Powodzenia i pozdrawiam

O! Bardzo wydatna sugestia na koniec... Hmmm... Dobra, chyba zacznę pisać, pisać, pisać i jeszcze raz pisać, no to wtedy stanę się artystą. Fajnie wiedzieć, że też nie wpadłem na to, Panie Konrad.

Co do futuryzmu. Pisze Pan, że "to już było i mnie nie bawiło". Było, ale Pana nie było, więc nie wiem o co chodzi... A może jest Pan takim starcem, że pamięta tamte czasy(1909 - 1914)?


Jak cholera pozdrawiam

Adam
Opublikowano

Hmmm..Dla mnie wiersz bardzo trodny..To po pierwsze..Nie wiem Adamie czy moje mysli dosiegaja do twoich i czy wogole jestem w stanie zrozumiec ten wiersz..

Powiem tak ..
Nie lubie takich wierszy..Malo co wnosza, i jak powiedzial moj poprzednik brak w nich tresci, a o ile to jest wogole futuryzm, to musze powiedziec ze moim ulubionym trendem w literaturze to napewno nie bylo..

Tak wogole to widze drogi Adamie , ze ktos cie tu wzial za amatora:
"Wg mnie nikt od razu nie rodzi się artystą (ewentualnie poetą, jeżeli kogoś uraziłem), trzeba pisać, pisać i pisać."
b.k. biggrin.gif

A tak przy okazji co to jest "Sredniowieczny romantyzm "?Bo nie pamietam takiej epoki..


Opublikowano
CYTAT (Dorma @ Jul 8 2003, 10:32 PM)
Hmmm..Dla mnie wiersz bardzo trodny..To po pierwsze..Nie wiem Adamie czy moje mysli dosiegaja do twoich i czy wogole jestem w stanie zrozumiec ten wiersz..

Powiem tak ..
Nie lubie takich wierszy..Malo co wnosza, i jak powiedzial moj poprzednik brak w nich tresci, a o ile to jest wogole futuryzm, to musze powiedziec ze moim ulubionym trendem w literaturze to napewno nie bylo..

Tak wogole to widze drogi Adamie , ze ktos cie tu wzial za amatora:
"Wg mnie nikt od razu nie rodzi się artystą (ewentualnie poetą, jeżeli kogoś uraziłem), trzeba pisać, pisać i pisać."
b.k. biggrin.gif

A tak przy okazji co to jest "Sredniowieczny romantyzm "?Bo nie pamietam takiej epoki..

Uwaga! Jestem dziś bojowym nastroju! Będę bronił tekstu do upadłego! laugh.giflaugh.giflaugh.giflaugh.giflaugh.giflaugh.gif

Mówisz, że mało w nim treści... Człowiek daje siebie za innego. Tyle powiem. Może mało treści?


Twoje myśli nie dosięgły moich widocznie, przyczyna moim zdaniem, napewno nie tkwi w różnicy itelektualnej, czy w czyms takim. Proszę, nawet tego nie sugeruj! Poprostu różnimy się bardzo i już.


Adam


Opublikowano

Nie mam pewnosci, ale sredniowiecze i romantyzm to dwie epoki literackie - jakby niebylo...

Poprostu mam wrazenie ze to o to chodzilo , anie zauwazylam zeby takowaepoka istniala..

Opublikowano
CYTAT (Dorma @ Jul 8 2003, 11:01 PM)
Nie mam pewnosci, ale sredniowiecze i romantyzm to dwie epoki literackie - jakby niebylo...

Poprostu mam wrazenie ze to o to chodzilo , anie zauwazylam zeby takowaepoka istniala..

Nie było nas na świecie, co my możemy o tym wiedzieć...? laugh.gifbiggrin.giflaugh.gifbiggrin.giflaugh.gifbiggrin.giflaugh.gifbiggrin.giflaugh.gifbiggrin.gif



Adam
Opublikowano
CYTAT (Dorma @ Jul 8 2003, 11:01 PM)
Nie mam pewnosci, ale sredniowiecze i romantyzm to dwie epoki literackie - jakby niebylo...

Poprostu mam wrazenie ze to o to chodzilo , anie zauwazylam zeby takowaepoka istniala..


"średniowieczny renesans" czy "średniowieczny mężczyzna" to przecież nie jest Średniowiecze i Renesans czy Średniowiecze i Mężczyzna. No chyba, że tylko u mnie tak "dziwacznie"... sad.gif
Opublikowano

Ależ dyskusja była,gdy mnie tu nie było.Więc znikam,naturalnie będąc na TAK!:)
Piękny wiersz,piękna wieczorna.
"Ojcze nie wszystkich,których kochasz".
Genialne,choć tak proste...Ale z perełkami to już tak bywa,prawda?;)
Pozdrawiam.:)

Opublikowano

to jest to co lubie:) krótko i na temat-
porywam do ulubionych:)-pozdrawiam
ale ucieczka... nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem problemów bo jak powiedzial Nelson Mandela: "W życiu nie jest wżne to by upaść
ale to by podnieść się z każdego upadku"
mam nadzieje, że mnie wyobraźnia nie poniosła i niedopuściłam się naditerpretacji:)
anna

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...  
    • chcę przenieść góry pagórki i łąki chcę dostać się do mojej ukochanej biedronki chcę bażanta widzieć w pełni krasie i w wiosennym budzić się to czasie chcę kochać ptaki na rzewnym niebie i wszystko dotykać co rośnie wokół w siewie motyle i pszczoły zawsze pielęgnować chcę modry naturę, i drzewa o las próbować chcę rzeką spłynąć niczym morzem tańczyć w kwiatach z młodym zbożem chcę Tulipany wąchać i je głaskać od róży miłości chcę ciągle wzrastać chcę powiedzieć jak cię lubię że w mych myślach się nie chlubię że poemat wietrzy czułą nową dłoń to miłości ze spojrzeniem moja skroń
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...