Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od bardzo dawna nie zaznałam takiej Ciszy. Uczę się jej tutaj na nowo.


Kiedy w domu wyłączą prąd, milknie wszystko, urządzenia elektryczne przestają szumieć, lodówka i telewizor nie sapią . A my razem z nimi, jakby oddychanie też było napędzane prądem. Nie śmiemy się odezwać, poruszyć, aż do końca awarii.

Brama jest zamknięta. Może dlatego czujemy się jeszcze bardziej samotni. Tu każdy jest samotny, nie wszystko można przeżyć wspólnie, nie wszystko można z kimś. Krok za krokiem, bezsłownie. Każdy kamień pod stopami ma swoją historię - problemem jest jedynie jej poznanie. Po tych kamieniach "z historią" podążamy, a krok wydaje się być równy, wyłapujemy tę Ciszę spomiędzy kolejnych stąpnięć. Dzielimy ją między siebie. Mijamy biały budynek - jego nazwa może przerażać.
Jest wieczór, pierwszy z wiosennych, ciepłych wieczorów. Tutaj też bywają ciepłe wiosenne wieczory, tutaj też bywają...

Zacznijmy od bramy. Na każdym filmie najpierw pokazują bramę. Robią takie ujęcie od dołu żeby wydawała się bardziej monumentalna. W napisie jest błąd, ktoś odwrotnie przytwierdził literę B i duży brzuszek jest na górze. Niepozorna, rozpoczynająca tyle historii, leżała już na wagonie, ale nie wywieźli, ktoś zauważył, poznał, złożyli i mogą od niej zaczynać, tak jakby miała jakieś znaczenie.

Więc jakie znaczenie ma brama, przedmiot, zwykla rzecz, o dwóch funkcjach. Można ją otworzyć i można ją zamknąć. Dwa tak ambiwalentne znaczenia łączą się w pięciu literach popularnej nazwy. b r a m a. Otworzyć-skojarzenie typowo pozytywne, dające wolność, szeroko pojętą nadzieję. Zamknąć, zamykać, zamykają...

Ta brama otwiera się codziennie, wychodzą , przy akompaniamencie orkiestry, ponaglającej, przyspieszającej im kroku. Ta sama brama zamyka się za tymi co wracają i za tymi których niosą wracający. Dzisiaj także zamykają ją na noc. Takie bramy powinno się otwierać na zawsze....

Dlatego ja zacznę od szczoteczki do zębów.

Przedmiot obecny w każdym domu w odpowiedniej ilości odpowiadającej liczbie domowników. Nikt, szczególnie, nie zastanawia się nad trwałością zwykłej szczoteczki. Na ogół plastikowe, kolorowe, z miekkim lub twardszym włosiem, mniejsze dla dzieci, większe dla dorosłych.

Zwykła szczoteczka rozlatje się po 60-ciu latach. To dużo? Biorąc pod uwagę, że minęło akurat 60 lat, zmienia się perspektywa postrzegania czasu i teraz ktoś musi myśleć o tym jak zakonserwować setki szczoteczek do zębów.

Ostatnio na ulicach pojawili się ludzie w kolorowych butach. Różowych, czerwonych, białych, pistacjowych i wydaje nam się, ze mamy coś "nowego", kolorowe buty. Rzadko już bywają brązowo-czarne sklepy obuwnicze. Hit sezonu, może wraz ze zmianą ustroju ( a raczej długo po niej, bo trochę to trwało zanim zmieniliśmy koloryt). Niech nam się nie wydaje że jest się czym szczycić.

Buty były misterne, w każdym niemal kolorze, trochę tylko przygasły barwy, wytarły się paski, spłaszczyły obcasy. Tu również mamy te mniejsze jak i te większe, do pary i bez drugiej połówki , i podobny problem. Nic nie jest wieczne, więc jak przechować kawałek w wieczności.

Włosy za to nie mają rozmiarów. Zjednoczyły się już kolory. Modne były długie warkocze, kobiece włosy nierozczesywane co wieczór i każdego ranka, sznury gładzone tylko przez marynarzy. Utrwalone w wierszach warkoczyki i mysie kitki.

Czemu od tego także każdy zaczyna. Czy jakąś historię w ogóle można zacząć od środka, a nawet od końca?

Może to jest tak jak z poznaniem człowieka. Najpierw widzimy jaki jest obecnie, a dopiero później możemy dowiedzieć się czegoś o jego przeszłości. O jego wspomnieniach, przeżyciach, lękach i radościach. Możemy, jeśli tylko mamy na to ochotę. Historia jest jak nowopoznany, tajemniczy, ale bogaty przyjaciel. Ma jeszcze jeden plus, możemy nie tylko ja poznać, ale i współtworzyć. Obawiam się jednak , że dla populacji ludzkiej to zbyt duże wyróżnienie.

Nie nauczyłam się jeszcze tej ciszy skoro ciągle odczuwam potrzebę mówienia. Podzieliliśmy ją na zbyt małe kawałki, żeby móc zabrać ze sobą. A może taka Cisza istnieje tylko w jednym miejscu. Było ono już zbyt gwarne, zbyt wielu wysłuchało, powierzono mu zbyt wiele tajemnic, strachu, łkań, okrzyków złości...zbyt wiele widziało, zasłużyło na tę ciszę wieczorną. Więc dajmy mu już spokój. Więc daję...
Cisza - od niej wszystko się zaczyna.


9 lipca 2005 r.




Luźne przemyślenia i refleksje z 4-dniowego pobytu w Auschwitz-Birkenau w marcu 2005.

Podziękowania dla mojego nauczyciela historii, całej grupy, dzięki której było łatwiej i mniej samotnie, oraz dla wszystkich pracowaników Muzeum Auschwitz-Birkenau

Opublikowano

Mimo suchego tonu bardzo proszę bez posądzeń o jałowość krytyki :)

lodówka nie sapie i telewizor - nie zaskodziłoby tego odrobinkę przeredagować, brzmi trochę jak "lodówka nie sapie i jest git". Nie lepiej: lodówka ani telewizor nie sapią?

krok wydaje się być równy - być jest zupełnie niepotrzebne. Kopia składni łacińskiej.

Dzielimy ją między (siebie) - nawias? to jest brudnopis czy jak? nie byłaś pewna? Podobnie z kursywą. Obserwuję to od jakiegoś czasu w nasilonym stopniu na forum poetyckim. O ile w wierszu strona graficzna ma swój udział w znaczącości formy, o tyle w mowie niewiązanej jest to zbyteczny ozdobnik. Chyba że cytat? ale nie wydaje mi się. Nie wydaje mi się też, żeby ten utwór miał specjalne ambicje poetyckie. Dlatego wszelkie upiększalniki wyglądają mi tu na zgoła niepotrzebne lampki choinkowe.

szeroko pojętą nadzieję - "szeroko" jest jednym z najbardziej nadużywanych i wyświechtanych słów we współczesnej polszczyźnie, spuścizna po minionym systemie. W tej chwili brzmi baaaaaardzo reklamowo, zwłaszcza jako "szeroko pojęte" i wszelkie wariacje na ten temat. Stylistycznie zgrzyta :|

Nikt, szczególnie, nie zastanawia - niepotrzebne przecinki.

(w) wieczności - znowu brudnopis. Przepraszam, ale moje skojarzenie i w wierszach, i w tekście prozatorskim jest jedno: denerwująca maniera.

żeby móc zabrać (ze) sobą - i dalej nie rozumiem.

Zupełnie na marginesie: w dacie nie stawia się kropki po numerze dnia, mimo że jest to liczebnik. Bardzo irytującą tendencją jest także to, że przede wszystkim w mediach obóz w Oświęcimiu przestał się nazywać Oświęcimiem-Brzezinką, zaczął natomiast Auschwitz-Birkenau. Dystans? wydaje mi się, że Polakom nie trzeba tłumaczyć, że nie była to Polska inicjatywa, gorzej na Zachodzie, gdzie mimo istnienia kategorii kłamstwa oświęcimskiego, młodzi ludzie mają kłopoty z uświadomieniem sobie kto tam kogo usiłował zmieść z powierzchni ziemi. Tak czy inaczej, na zachodzie nikt nie wymówi: Oświęcim-Brzezinka. My mimo wszystko wymawiajmy.

Agnes, sama rozumiesz, że porwałaś się na jakieś tabu, mimo że tekst ten jest zapewne n-1 tekstem na ten temat. Uważam, że jest nieźle napisany (nie czytałem wcześniej ani jednej Twojej wypowiedzi prozatorskiej, chyba wcześniej ich nie było?), ładny pod względem językowym, aczkolwiek miejscami rozkapryszony. Treściowo słaby, w moim odczuciu za dużo tu emocji. Za najlepszy moment uważam fragment o butach - jest cięty, celny, na swój sposób gorzko dowcipny.

Jeszcze raz proszę o wyrozumiałość co do tych kilku gderliwych linijek.

Życzliwie,
F.

Opublikowano

dzięki za tak konstruktywny komentarz. to wiele dla mnie znaczy, szczególnie że nie posługiwałam się prozą do tej pory. to moje pierwsze próby. wiem, że porwałam się na temat trudny, dojrzewa on we mnie od jakiegoś czasu i chyba odczuwam potrzebę podzielenia się z kimś swoimi przeżyciami. nie mam zamiaru nikogo szokować, do niczego nakłaniać. chcę powiedzieć o tym co ja czułam tam i co czuję po tej wizycie.

może masz rację, że w prozie nie powinno używać się żadnych upiększeń. chciałam odzielić kursywą przemyślenia dotyczące codziennego życia, od rzeczywistości "obozowej".

jesli chodzi o samą nazwę. toczy sie dysputa jak powinniśmy nazywać to szczególne miejsce. zmiana nazwy nie tyle wiąże się z zachodnią modą. po prostu zbyt wielu ludzi kojarzyło sam Oświęcim tylko i wyłącznie z obozem, a nie zapominajmy, że to także normalne miasto. żyją tam normalni ludzie, a obóz jest częścią tego miasta, bardzo znaczącą, ale jednak częścią. to trudne pytanie, jak mamy mówić Auschwitz-Birkenau czy Oświęcim-Brzezinka, dla mnie nie ma to większego znaczenia, jednak nauczyłam się oddzielać samo miasto od terenu poobozowego.

cenię Twoje rady, bardzo za nie dziękuję, nie należę do osób które boją się krytyki, spodziewałam się jej tutaj, bo nigdy to co robi się po raz pierwszy nie jest wystarczająco -dobre.

przeredaguję zgodnie ze wskazówkami i postaram się wyplątać z maniery :)

(nawiasy miały dodać wieloznaczności.....jeśli tego nie czynią, usunę)

pozdrawiam ciepło
kłaniam się
-agnes

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pytanie czy to wada czy zaleta :)

miło Cię tu widzieć, trochę sobie poraczkuję pod Waszym czujnym okiem, jeśli pozwolicie;)

pozdr. a
Opublikowano

aż się zarumieniłam po raczkujące stopy :)

dziękuję.....miło to słyszeć, szczególnie że zachęca do dalszego pisania, może jakieś cdn powstanie, choć najpierw musi się ułożyć w głowie....

czekam na jakieś wskazówki krytyczne:)

pozdr. a

Opublikowano

Przegapiłem, ale w końcu przeczytałem...

ech...wiesz, 8lat temu pisalem z tego maturę pytanie brzmiało:

Literatura o człowieku w czasach pogardy...piszesz,że wszystko zaczęło się od ciszy, i na ciszy niech pozostanie. Nie mogę się z tym zgodzić. O takich miejscach, o tych wydarzeniach, o tych ludziach i "nadludziach" trzeba mówić bez przerwy. Pamięć o holocauscie nie może umrzeć razem z AB. Musimy przekazywać prawdę z pokolenia na pokolenie. Mimo, że czytałem wiele utworów obozowych dzięki czemu zdystansowałem się do niej...już nie płacze, nie dziwię się, potrafię w to wszystko uwierzyć..twój tekst podoba mi się tchnie nowym spojrzeniem na tragedię ludzką...napewno zapamiętam ten krótki fragment.

Dzięki!

Opublikowano

ciekawa refleksja....
historia trwa, i żaden manewr nie zmieni przeszłosci,historia w ciszy zamknięta ma swoją Wielką wymowę i odczytałaś ją współczesnie
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witaj:) cieszę się że jednak nie przegapiełeś:)

ja, w tym roku, też pisząc maturę, pisałam o holocauście i jego spuściznie. to temat trudny. nie chciałam porywać się na pisanie o tej wielkiej tragedii jako takiej, jedynie o swoich uczuciach i przeżyciach z pobytu w Muzeum Auschwitz-Birkenau, swoje wrażenie rozpoczęłam od ciszy, bo ona dotknęła mnie tam, wieczornie, najbardziej. W dzień to miejsce jest bardzo gwartne, pełne wycieczek. Wieczorem puste, samotne, ale dostoje... z wielką czcią przechowuje tę historię.

czytam dużo literatury "wojennej" i choć dalej nie rozumiem, to wiem jaką wagę ma historia.

dziękuję za Twoją wypowiedź.
pozdr. serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witaj:)

naszczescie nic historii nie zmyje, nie da ona o sobie zapomnieć, o tym co "istniało" choćby było bardzo bolesne, to jednak pamiętać należy. Uważam , że czasem należy pamiętać w wewnętrznej ciszy,a nie gwarnie, tylko medialnie, czasem trzeba coś przeżyć samotnie, tak jak przeżywało to setki ludzi, wtedy....

dziękuję za przeczytanie i zatrzymanie się tu na chwilę
pozdr. a
Opublikowano
Tali Macieju dziękuję za tę zaklętą ciszę

Jay cieszę się że jesteś, Twoje słowa są dla mnie ważne, jeszcze na technice się "tu" nie znam, ale zagłębiam się w prozę powoli i z namysłem.

niektóre podróże są smutne i bolesne, jednak warto je odbyć, bo one naprawdę uczą

pozdr. serdecznie i jeszcze raz dziękuję
agnes
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

no poruszające... jak na pierwszy raz uważam, że jest naprawdę dobre;) nie będę zbyt wiele komentować, ponieważ nie uważam siebie za osobę kompetentną. Mnie się podobało.. bo to były Twoje, osobiste przemyślenia. Przemykając się przez to miejsce zobaczyłam i ujrzałam wiele Twoimi oczyma.. buziol:*

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dziękuję za te słowa i zatrzymanie przy tekście...
cieszę się że mogłaś tu coś zobaczyć...a do komentowania każy ma prawo i każda opinia jest ważna, dzięki jeszcze raz :)

pozdrawiam/a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Z miasta, tutaj jest kawał drogi. A mimo to nie mogę odpędzić się od gości. Ciągną tu czasami całe karawany, jakby miały tu być okazałe świątynie, cudowne źródełka albo nieomylne wyrocznie. a jestem tylko ja. Stary, lekko zbzikowany  i podatny na plotki dawny król tych ziem. Da Pan wiarę,  abdykowałem przecież całe millenia wstecz  a są nadal Ci w mieście  co biją mi pokłony służalcze  a rada miejska  mimo zniesienia monarchii  nadal płaci mi zupełnie zbyteczną emeryturę. Więc na przekór im  postanowiłem się delikatnie odświeżyć. Teraz mój portret nad kominkiem  wygląda jak podobizna  mojego dziada lub pradziada.     Pan się przyjrzy. Wypiękniałem nie ma co. Faktycznie odmłodził się znacznie. Zniknął jego siwy zarost, zmarszczki  i pełne, wydatne policzki. Był teraz cudownej urody, młodym blondynem o zawadiackich, niebieskich oczach. Ubyło mu tuszy  a przybyło pokaźnej muskulatury. Jedynie humor pozostał bez zmian. Miał teraz około dwudziestu lat. Miał bo mógł. W krainie snu możemy nawet  zmieniać swój wygląd  i wszystko co z nim związane.     Dziwna to zaiste kraina  i gdyby nie  umiejętność nieskończonej wyobraźni, to łatwo popaść tu w paranoiczne szaleństwo. Bo jak racjonalnie miałbym opisać to, że siedzę właśnie w wiejskiej posiadłości, dawnego dworzanina Wilhelma Orańskiego, on jest dwa razy młodszy ode mnie, choć na ziemski czas, zmarł dwieście lat  przed mymi narodzinami. A odwiedzamy się tu co jakiś czas, gdy tylko marzenia senne skierują mnie  w okolicę miasta Braima, lub gdy muszę poprosić o radę  dużo mądrzejszego  i bardziej doświadczonego mistrza snów. Tak było i teraz.     Żeglowałem po tafli jeziora aż dwanaście dni, by tutaj dotrzeć. Bardzo dużo czasu  spędzam ostatnio na południu. Górnicy goszczą mnie chętnie  a nawet odstąpili mi jeden z domów  w centrum Lecudarib bym mógł  w spokoju śnić bez obaw o ciągłą wędrówkę. Moje sny są ostatnio krótkie i płytkie. Koszmarne duchy życia w teraźniejszej jawie, oblegają moje wyniszczone chorobą komórki. Moja wędrówka choć nadal  rozciągnięta w czasie krainy snu, jest rwana i obleczona ciągłym cieniem  nagłego zbudzenia się. Czasami zlany potem i ledwie rozbudzony, łkam w miękkość poduszek. Boję się, że stracę sen a zyskam tylko potworną rzeczywistość ludzi ograniczonych.     Słuchał mnie uważnie a potem stwierdził. Mistrzowie snu nie tracą jego właściwości, ale to prawda z czasem trzeba się opowiedzieć po jednej ze stron. Piękna snu lub koszmaru jawy. Niejednokrotnie słyszę  jak wiele zmieniło się na Ziemi, ile minęło lat? Dwieście ziemskich. Tu były to miliardy eonów i er. Tutaj czas nie ma władzy nad absolutem umysłu i jego kreacji. Na Ziemi czas zabija wszystko. Bałem się nieistnienia. Motywu zgasłej świecy życia. Dlatego w trakcie jednej z podróży, osiadłem tu na stałe. Opowiadając się na wieki ku życiu we śnie. Ziemia jest moją matką,  lecz sen jest wiecznym rajem. Nie żałuję i nie żałowałem wyboru nigdy. Wędruję Pan od bardzo dawna Panie Tracy, jest Pan w przededniu swego wyboru. Stąd ten stan niepewności.   Ostatnio śnił mi się Pan w ziemski sposób, można powiedzieć, że ten sen nasunął mi  koncept by prosić o radę… Zaśmiał się i rzekł Jak to jest być pogrążonym we śnie? To wspaniałe istnienie. Bez trosk, zmartwień, chorób i śmierci. Nie ma tu smutku, cierpienia i łez. Szczerze to nawet nie wspominam  o dawnym ziemskim życiu. Zapomniałem o nim i ludziach, których tam zostawiłem. Teraz mam kontakt jedynie z mistrzami snu i mieszkańcami krainy. Mistrzowie to mój jedyny,  pozostały kontakt z Ziemią. Wasze opowieści są bardziej niesamowite  niż to co widuję tutaj. A nie ma większych dziwów  niż te z krainy snu. Kto raz ujrzy alabastrowe wieże  i marmurowo szmaragdowe  schody nabrzeża w Celephais, ten zapomina o wszystkim.     Przecież sam Pan wie o tym. Nie może Pan zostać tu na stałe. Ciało się buntuję przeciw umysłowi. Widać jest w świecie realnym coś co Pana trzyma na smyczy rozsądku. Mam rację? Jest taki ktoś… ona … jej… chciałbym… Z nią zostać? Dokończył za mnie. Pokiwałem głową. Ona nie śni moich snów. Nie rozumie wierszy jakie tworzę. No i jest szczęśliwa z kimś innym. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Jak i tego,  że mógłbym mimo wszystko ją porzucić.     Zna Pan zasady Panie Tracy. My przechodzimy przez Las Głębokiego Snu, kiedy tylko mamy na to ochotę. Podróżujemy bez granic materii i czasu. Inni nigdy tacy nie będą. Pana wybranka nigdy tu nie trafi. Choćby bardzo się starała. Istnienie tutaj niesie za sobą cenę, odrzucenia powłoki człowieczeństwa. To narcystyczny hedonizm. Liczy się tylko moja wygoda i szczęście. Nic nie może zakłócać pogody w raju a już z pewnością nie niespełniona miłość. Musi Pan pożegnać definitywnie, albo mnie albo ją. Bycie w wiecznym rozdarciu  między światami zawsze prowadzi do klęski a nawet obłędu. Powodzenia w podjęciu decyzji.   Cmentarz ghouli na granicy świata snu. Gnił pod powierzchnią mogił i grobowców, ale i na morowej, skażonej trupimi wyziewami powierzchni. Wspiąłem się po drabinie na jego poziom i wbiłem czujny wzrok  w absolutny mrok wokół. Tutaj nigdy nie panowała cisza  tak znana z ziemskich nekropolii. Było to królestwo ghouli. Skakały i ganiały się w zapadliskach grobów  i otwartych odrzwiach grobowców. Śmiały się szyderczo i piskliwie,  śpiewały, wyły do gwiazd,  wznosiły modły z Necronomiconu  u ogniskowych ołtarzy. Ucztowały na rozkładających się zezwłokach. Uprowadzonych z nekropolii  na powierzchni świata widzialnego. Mlaskały, czkały,  oblizywały kości, wysysały szpik. Łamały czaszki, rozrywały mostki, wyrywały kręgosłupy. Robiły makabryczne płaszcze ze skór. Piły krew i grały w dosłowne kości. Spierając się, obrażając  a nierzadko bijąc i wszczynając burdy.     Było to z pewnością najmroczniejsze miejsce w całej krainie snu konkurujące jedynie  z Leng i Kadath w zimnej, samotnej postaci. Lecz ja miałem tutaj samych przyjaciół nie wrogów. Podszedłem do pierwszego z nich. Był zajęty porcjowaniem ciała  jakiejś młodej dziewczyny. Wyrwał jej kończyny  i wykręcił głowę niczym piłkę. A teraz odcinał poszczególne organy, prymitywnym, kamiennym ostrzem. Pozdrowił mnie jednak serdecznie gdy się zbliżyłem i zaoferował poczęstunek w postaci solidnie zgniłej, zielonkawej wątroby. Grzecznie odmówiłem dając mu znak by się nie krępował i zajadał sobie bez przeszkód. Wsunął ochoczo całość do ust i oblizał palce z gęstego krwawego śluzu.     Gdzie jest Pickman? Jest z Wami? Nie mogąc mówić przez zapełnione usta  pokiwał tylko głową i wskazał mi grobowiec  oddalony od reszty i wyglądający na najstarszy ze wszystkich w okolicy. Podziękowałem mu, jednak bez uściśnięcia dłoni. Przedzierałem się przez  prawdziwe błoto z krwi i kości, po chwili cuchnąłem nie gorzej od ghula. Zapukałem grzecznie w drzwi grobowca czekając na odpowiedź. Wejdź przyjacielu. Ty jedyny zachowujesz tu  nienaganne maniery. Miło że wpadłeś.     Zastałem Pickmana przy pracy. To jest przy sztaludze i płótnie. Obraz przedstawiał czystą makabrę  którą mogę skreślić jedynie pokrótce. W centrum obrazu namalował Pickman istotę, którą od razu poznałem choć patrzenie na nią wymagało nadludzkiego wysiłku  i samozaparcia by nie oszaleć z trwogi. Shub-Niggurath,  Matka Tysiąca Plugawych Młodych, trzymała setki ciał ghuli i ludzi  w swych mackach  i karmiła nimi swe koźlęta  a także akolitów Cthulhu. Był to realistyczny do głębi, malarski zapis wezwania  na bluźnierczej mszy  w okolicach wzgórz Dunwich. Był to nie obraz a akt czystego bluźnierstwa.     I za to kochałem Pickmana. Jeśli coś powodowało we mnie lęk. To jego stracona dusza i jego dzieła. Uściskał mnie serdecznie  i zapytał z czym przychodzę. Wyjąłem małe zawiniątko z kieszeni płaszcza. Było to jej zdjęcie. Jedyne jakie miałem ze sobą w krainie snu. Zakop proszę zdjęcie mojej ukochanej  na tym cmentarzu. Co ginie w krainie snu, nigdy już nie może się tu odrodzić. Chcę by ta miłość umarła. Zamierzam zostać na stałe.     Pickman zapomniał już jak to jest kochać, być kłębkiem nerwów a nawet człowiekiem. Ale wtedy objął mnie jak brat. Zapominasz drogi druhu do kogo przybyłeś. Zapomniałeś, że Pickman tworzy dzieła, których postaci wręcz wychodzą z ram. U mnie każdy detal ma w sobie życie. Nie zabiję jej a przeciwnie dam życie. Namaluję ją dla Ciebie. Tak starannie jak nigdy. By mogła żyć tu z Tobą. Na dobre i złe. W krainie wiecznego snu          
    • @lena2_ ból często przychodzi z zewnątrz... ale można pracować nad tym... co z nim zrobić. Odwagi! :)
    • nie dziw się gdy serce stygnie przybiera barwy ochronne są słowa z mocą rażenia których się nie da zapomnieć przylgną głęboko pod skórą wejdą w krwioobieg jak cienie można znów głowę podnosić ale już z innym spojrzeniem  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witam - serdecznie dziękuje za czytanie - strych to magiczne miejsce                które kryje wiele tajemnic - wspomnień  łez i uśmiechów -                                                                                                  Pzdr.serdecznie.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że ci się podoba - a z tym wiekiem masz rację -                                                                                      Pzdr.wieczorowo.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...