Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


20:48

M.

7 Al-Si

[Jeśli mam mieć tylko Twój żar]
Jacques Brel

Jeśli mam mieć tylko Twój żar,
by odziać nas w cud
I ubrać w słońca czar
przedmieść tych tęczę złud,

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
Tylko dla tańca bzów -
Jest mojej piosenki wart
I ukojenia tchu...

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
Aby ranek ubrać - w mgłę,
Jak biednych i tych co ich czart.. -
W płaszcze wyszywane snem

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
I modły, które do nieba ślę
Za bolączki, jakie zna świat,
Jak trubadura śpiew

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
Aby ofiarować tym,
których jedyna gra
To wejść w światła rym

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
Aby wytyczyć szlak
I znaleźć drogę wśród mar
Tam, gdzie dróg wciąż brak

Jeśli mam mieć tylko Twój żar
By przekrzyczeć huk dział
I tylko ten hymn, co ciszę skradł,
By werblowi kazał, by zamilknąć chciał

Wtedy, mając jedynie za broń
Siłę, którą daje Twój żar,
Wtedy ujmiemy w dłoń,
Przyjaciele –
Cały świat!

"Zaraz będę
) za chwilę....(

I.
Od chryzantemy do chryzantemy
Rozpadają się przyjaźnie
Od chryzantemy do chryzantemy
Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy.

Od chryzantemy do chryzantemy
Inne kwiaty robią, co mogą
Od chryzantemy do chryzantemy
Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok.

Zaraz będę, za chwil parę,
Ale tak bym chciał jeszcze
Zawlec znów swoje kości stare
Do słońca, aż do lata,
Do wiosny, aż do jutra...

Zaraz będę, za chwil parę,
Ale tak bym chciał jeszcze
Zobaczyć raz, czy rzeka
Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka
Jest dalej przystanią, znów tam stanąć...

Zaraz będę, za parę chwil
Ale dlaczego ja, czemu teraz
Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ?

Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście,
Zawsze byłem tylko przybyszem...

Od chryzantemy do chryzantemy
Za każdym razem coraz bardziej stary,
Od chryzantemy do chryzantemy
Coraz bardziej nie do pary...

Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów wsiąść w miłość, na gapę,
Jak wsiada się w autobus,
By już nie być sam,
By być na czyimś progu,
Znowu czuć się dobrze, tam...

Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów gwiazdami nakarmić
Drżące ciało i paść martwy
Miiłością spalony jak słońcem,
Z sercem spopielonym...

Zaraz będę, za chwilę.,.
To nawet nie ty jesteś wcześniej -
To ja już się spóźniłem

Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę
Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"?

II.

Oczywiście, przechodziły(-ście) burze:
Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal -
Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze)
Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[

I każdy tu pamięta kąt,
W tej } szpitalni { bez kołyski:
Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd);
Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?)
Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!)
A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak,

Ale miłości ma
Ma słodka, ] nie-[czuła ma
cudowna miłości! Ja/Od
(jasnego!)świtu aż do {końca}
dniaWciąż cię kocham, wieszKocham
cię

Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia
Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me]
Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia
Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{

Oczywiście, miałaMś kilku kochanków
Musieliśmy (jakoś) zabić czas:
Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [
Ale w końcu, w końcu nad/nas...

Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz
Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi
{zejdź z ganku!}

Im więcej czasu nas otacza
I tym więcej )czasu( nas dręczy czas
Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza]
Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)?

Oczywiście, płaczesz trochę mniej,
wkrótce
Rozpadam się trochę później] kawałki/na[
Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce)
Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj(

Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!!
Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj)

[Instrumentalne zakończenie]


Moja płaska ziemia

Gdy Morze Północne uparcie bije w
wysokich wydm asfalt,
A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety,
Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt
A mgła szara opada na wałów szkielety,

Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia
A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie
Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia,
Moja płaska ziemia…
Moje stłamszone życie...

Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty,
Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów,
To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów...

Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów...
I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności,
A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności,
Wtedy moja ziemia czeka…
Moja płaska ziemia…
Na której nie ma
Ni zwierza,
Ni człowieka

Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę,
Gdy ciążące niebo uczy nas pokory,
Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem,
Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych,

Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery,
Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech,
Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery…
Moja płaska ziemia…
Mój wieczny bez, bezoddech...

Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu,
A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę,
Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu,
A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie
Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu,
Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem
Wtedy moja ziemia świętuje…
Moja płaska ziemia…
Moje serce już niczego
Nie żałuje...

───
WAŻNE STRONY


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W porcie Amsterdam
W porcie Amsterdam
Są żeglarze, co śpiewają
I sny, co sen odbierają,
U wybrzeży portu Amsterdam.

W porcie Amsterdam
Są żeglarze, którzy śpią
Jak sztandary, co lśnią
Wzdłuż ponurych brzegów.
Tam.
W porcie Amsterdam
Są żeglarze, którzy umierają
Pełni piwa i dramatów z annałów
O świcie, tam w porcie Amsterdam.

Lecz w porcie Amsterdam
Są żeglarze, co rodzą się
W gęstym upale i nie rzadszej mgle
Od oceanów ospały port Amsterdam, tam.

───

W porcie Amsterdam
Są żeglarze, którzy chcą jeść
Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść
Ociekająca rybami – port Amsterdam.
To nie przystań dla dam!

Pokazują ci zęby całkiem połamane,
Które sprawiają, że chcesz
W jabłko Fortuny wgryźć się,
Aby księżyc ubolewał,
Że całuny chcą żreć,
I pachnie dorszem żołądka treść...

W samym jądrze frytki,
Którą biorą w swoją wielką dłoń,
By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki.
W burzliwym hałasie
Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie.
W porcie Amsterdam
Tańczą marynarze,
Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe,
O brzuchy kobiet.

Kręcą się, tańczą jak w żałobie,
Jak wypluwane słońca,
W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca.

Wykręcają szyje,
Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje,
Aż nagle akordeon gaśnie.
Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie,
Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne
I piszą testament w synaptyczny atrament....

───

W porcie Amsterdam
Tańczą marynarze, którzy piją,
I piją, i piją znowu,
I piją jeszcze trochę, każdy sam.

Piją za zdrowie
Amsterdamskich kurw
Z Hamburga czy gdzie indziej tam:
Z wszystkich tych dziur.

Wreszcie piją zdrowie dam,
Które im udzieliły swoich pięknych ciał,
Które dają im swoją cnotę cnót,
Za złotą monetę obciągają drut.

A kiedy wreszcie nasycą się,
Wtykają nosy w niebo,
Wydmuchują nosy w całun gwiazd,
Sikają się, jakby im zbierało się na płacz
Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba...

W porcie Amsterdam,
W porcie Amsterdam,
W porcie nie dla dam,
Porcie, gdzie każdy sam.

───

Marieke
Jacques Brel

Aj Marieke, Marieke
Kochałam cię tak cudnie
Między wieżami
Gandawy I Brugii
Aj Marieke, Marieke
Dawno temu, zmienne l złudnie
Między wieżami
Brugii i Gandawy

Bez miłości, cudnej miłości
Wiatr wieje, cichy wiatr
Bez miłości, pełnej miłość
Morze płacze, szara morza dal...

Bez miłości, cudnej miłości
Światło cierpi, światło w cień
A piasek trze moją ziemię przemiłą
Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen

Aj Marieke, Marieke
Flamandzkich nieb
Kolor wież
Z Brugii i Gandawy niesie się

Aj Marieke, Marieke
Flamandzkie niebo daję w zastaw
Płacz ze mną
Od Brugii do Gandaw

Bez miłości, cudnej miłości
Gdy wieje wiatr, to już koniec
Bez miłości, pięknej miłości
Gdy morze płacze, już skończone

Bez miłości, gdzie jest cudna miłość?
Gdy światło cierpi, wszystko w cień
A piasek harata moją ziemię, co skryła...
Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen.

Aj Marieke, Marieke
Me flamandzkie niebo nieb
Czy było ciężkie zbyt, Marieke?
Z Brugii aż do Gandawy het?

Aj Marieke, Marieke
Od twoich dwudziestu lat
Które tak pokochałem w mig?
Z Brugii do Gandawyv aż

Bez miłości, cudnej miłości
Gdy śmieje się diabeł, czarny czort
Bez miłości, pięknej miłości
Gdy moje serce płonie, me serce, bo;

Bez miłości, cudnej miłości
Gdy umiera lato, smuci się czas
A piasek szoruje moją ziemię tak miło
Moja płaska ziemio, o Flandria na 5

Aj Marieke, Marieke
Czas powraca
powraca czas
Z Brugii do Gandaw żyje w nas

Aj Marieke, Marieke
Zawraca czas
Gdy kochałaś mnie
Z Brugią i Gandawą wraz

Aj, Marieke, Marieke
Wieczorem w sam raz
Entre les tours
De Brugges à Gand

Aj, Marieke, Marieke
Każdy staw
Otwiera wrota bram
van Brugge naar Gent (x4)
van Brugge naar Gent (x4)
van Brugge naar Gent (x4)


III.

Nie zostawiaj mnie
Już zapomnieć czas,
Co nam wszystko skradł
I: zapomnieć czas -
Życia wieczny zbieg
Zapomnieć nieporozumień czas
I straconych lat...

Wciąż martwić się, jak
Zapomnieć o dniach, które niosły jad
Wymierzając cios
W sam serca splot [2]

Nie zostawiaj mnie
Nie zostaw mnie tu
Mnie nie zostaw, nie
Mnie nie zostaw mu...

Nie zostawiaj mnie
Już zapomnieć czas,
Co nam wszystko skradł
I: zapomnieć czas
Życia wieczny zbieg
Zapomnieć nieporozumień czas
I straconych lat...

Wiedząc jak
Wciąż martwić się, jak
Zapomnieć o dniach,
które niosły jad
Wymierzając cios
W sam serca splot  [2]

Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj tu
Nie zostawiaj, chcę...
Nie zostawiaj: Złu

Ja dam ci
Perły dżdżu
Z krain tych,
Gdzie nie pada znów
I wydrążę z ziem
Aż po śmierci tlen
by skryć ciało twe
W całun światł i złót

I stworzę świat, gdzie
miłość będzie królem twym
miłość - prawem mym
A królową - ty

Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj, bo...
Mnie nie zostaw, nie
Nie zostawiaj, co...

Nazbieram ci słów
słów Bez sensu, lecz
Ty zrozumiesz je...
Opowiem ci baśń
O kochankach tych
Co widzieli razy dwa
Jak płoną serca ich

I: opowiem ci
Baśń, jak ten król
Co go zabił ból, bo
Nie mógł spotkać twych dni

Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj, kto...
Mnie nie zostaw, nie
Nie zostawiaj, to...

widzieliśmy nie raz jak
Ogień tryska znów
Z góry starej jak świat
Wulkanu, co wszak...
Nie nów

Przecież mówią wszem, że
Ze spopielonych ziem
lepszy diamentów plon,
Niż z kwietniów wszech, bo on..

A gdy nadejdzie sen
niebo w ogniu ma stać
Wtedy Czerwień i Czerń
swój ślub będą brać

Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj, czy...
Mnie nie zostaw, nie
Nie zostawiaj, mi...

Nie płaczę już
Nic nie mówię, bo...
Schowam się tuż tuż

Patrzę na twą dłoń
Patrzę przez twą skroń
Patrzę w twoją toń ...

Tańczę i śmieję się
I słuchając cię
Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie...

Daj mi ostać się
Jako cień
twego cienia cień
twojej ręki cień,a
nawet cień
twojego psa

Nie zostawiaj mnie
 Nie zostawiaj, już...
Mnie nie, nie
Nie zostawiaj, tuż...
... Tuż ...

 

@Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          A same do kina? Ma Nikodem asa!
    • @Wochen piękny i wieloznaczny wiersz... @Wochen tytułem nawiązuje do Kundery    @Wochen dialoguje z nim
    • Bardzo poruszające, a picie kobiet to niestety powszechny problem, mniej widoczny niż facetów, bo babki to robią bardziej dyskretnie i się z tym dobrze kryją. Pozdrowienia dla peelki. 
    • @Mel666 Siostro:)))  Trzy pierwsze wersy są zapowiedzią (pomysł genialny!)  tego, co ten wiersz będzie w sobie zawierał, uff ! Mamy kolejno:resuscytację, reanimację i artystyczną defibrylację.  Pojawia się podmiot- kobieta w czerwieni. To ona będzie przechodzić przez te etapy/ procesy. Jej twarz jest odwrócona na płótnie, a wschód jest zachodem, a poludnie- północą. To jest obraz tego, że wszystko jest odwrócone tak, jak twarzy kobiety, odebrałabym też jako ogólnie rozumiany chaos - odwrócenie świata. Ten obraz " wierzga do góry nogami", a farba olejna " pluje" naznaczając znakiem zapytania naskórek. To nie jest dla mnie oczywiste, ale odbieram  jako to tak, że" obraz"  kobiety w przenośni sprawia ból a dokladnie  zderzenie farby z naskórkiem.  Podoba mi się także tatuaż, który jest zaszyty głęboko maszyną do szycia z satynową ( ! ) igłą.  Podbieram to tak, że tatuaż  jest   " na zawsze", bo jest głęboki  choć jest szyty za pomocą statynowej igly ( nie nici ! ).  To mnie to znaczy tyle, że jest delikatne, ale trwałe. Brzmi też odrobinę jak trauma, coś co jest tylko ozdobą ciała choć boli.  Z kolei " naznacza znak zapytania naskórek" jest dla mnie obrazem tego, że sztuka, tworzenie( np. pisanie)  nie jest ozdobą ( tak jak tatuaż), ma w sobie życie, " pluje". Sam znak pytajnika to niepewność. Dalej pojawia się  po raz drugi,  kobieta w czerwieni. To drugi etap. Reanimacja.Ona tańczy w piruecie na drewianym parkiecie w bladym świetle świec. Ma na sobie czerwone szpilki. Sama czerwień  kojarzy mi się tu z krwią, z życiem w szerokim znaczeniu, mamy tu też taniec. W ogólnym rozumieniu odbieram to tak, że sama " reanimacja" obudziła w podmiocie życie, jest kobietą z krwi i kości, nie jest już tylko obrazem. Blade światło  odbieram jako coś, co jest nietrwale, daje tylko iskrę zamiast ognia, płomień jest nikły. " Bije dzwon... krzyk nadgarstków w tle"  to dla mnie przejście to atystycznej defibliracji. Koniec poprzedniego etapu. " Purpurowa rzeka , która płynie w dół " i " krzyk nadgarstków"  w tle to obrazy tego, co już było. Czas na kolejny. Dalej, po raz trzeci, pojawia się kobieta w czerwieni.  Jest ona narysowna ołówkiem, naostrzona temperówką i wymazana gumką. Dla mnie to jest obraz tego, że jest to  kruchość, którą można łatwo zetrzeć, jest jednak na tyle " ostra", że naostrzona temperówką. @Mel666 Siostro ! Dla mnie ten wiersz jest wielowymiarowy. Można go odczytać tak,że  nawiązauje do życia podmiotu lirycznego, wtedy kobieta w czerwieni będzie dosłowna czy też  jako,  szeroko pojmowane,   same relacje międzyludzkie. Przychodzi mi także na myśl sam wymiar twórczy. Ostatnim odczytaniem były wymiar duchowy. Wiersz nie daje bezpośredniej odpowiedzi i sam nie kieruje w żadną stronę. Każdy z nas odczyta to sobą. To jest naprawdę wspaniały wiersz, który podniósł moją temperaturę ;), Buziole, Siostro ;)))        
    • @Natuskaa coś w tym jest. Zastanowiło mnie to. Po czym poznać wartość człowieka??? Hm.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...