Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od bardzo dawna nie zaznałam takiej Ciszy. Uczę się jej tutaj na nowo.


Kiedy w domu wyłączą prąd, milknie wszystko, urządzenia elektryczne przestają szumieć, lodówka i telewizor nie sapią . A my razem z nimi, jakby oddychanie też było napędzane prądem. Nie śmiemy się odezwać, poruszyć, aż do końca awarii.

Brama jest zamknięta. Może dlatego czujemy się jeszcze bardziej samotni. Tu każdy jest samotny, nie wszystko można przeżyć wspólnie, nie wszystko można z kimś. Krok za krokiem, bezsłownie. Każdy kamień pod stopami ma swoją historię - problemem jest jedynie jej poznanie. Po tych kamieniach "z historią" podążamy, a krok wydaje się być równy, wyłapujemy tę Ciszę spomiędzy kolejnych stąpnięć. Dzielimy ją między siebie. Mijamy biały budynek - jego nazwa może przerażać.
Jest wieczór, pierwszy z wiosennych, ciepłych wieczorów. Tutaj też bywają ciepłe wiosenne wieczory, tutaj też bywają...

Zacznijmy od bramy. Na każdym filmie najpierw pokazują bramę. Robią takie ujęcie od dołu żeby wydawała się bardziej monumentalna. W napisie jest błąd, ktoś odwrotnie przytwierdził literę B i duży brzuszek jest na górze. Niepozorna, rozpoczynająca tyle historii, leżała już na wagonie, ale nie wywieźli, ktoś zauważył, poznał, złożyli i mogą od niej zaczynać, tak jakby miała jakieś znaczenie.

Więc jakie znaczenie ma brama, przedmiot, zwykla rzecz, o dwóch funkcjach. Można ją otworzyć i można ją zamknąć. Dwa tak ambiwalentne znaczenia łączą się w pięciu literach popularnej nazwy. b r a m a. Otworzyć-skojarzenie typowo pozytywne, dające wolność, szeroko pojętą nadzieję. Zamknąć, zamykać, zamykają...

Ta brama otwiera się codziennie, wychodzą , przy akompaniamencie orkiestry, ponaglającej, przyspieszającej im kroku. Ta sama brama zamyka się za tymi co wracają i za tymi których niosą wracający. Dzisiaj także zamykają ją na noc. Takie bramy powinno się otwierać na zawsze....

Dlatego ja zacznę od szczoteczki do zębów.

Przedmiot obecny w każdym domu w odpowiedniej ilości odpowiadającej liczbie domowników. Nikt, szczególnie, nie zastanawia się nad trwałością zwykłej szczoteczki. Na ogół plastikowe, kolorowe, z miekkim lub twardszym włosiem, mniejsze dla dzieci, większe dla dorosłych.

Zwykła szczoteczka rozlatje się po 60-ciu latach. To dużo? Biorąc pod uwagę, że minęło akurat 60 lat, zmienia się perspektywa postrzegania czasu i teraz ktoś musi myśleć o tym jak zakonserwować setki szczoteczek do zębów.

Ostatnio na ulicach pojawili się ludzie w kolorowych butach. Różowych, czerwonych, białych, pistacjowych i wydaje nam się, ze mamy coś "nowego", kolorowe buty. Rzadko już bywają brązowo-czarne sklepy obuwnicze. Hit sezonu, może wraz ze zmianą ustroju ( a raczej długo po niej, bo trochę to trwało zanim zmieniliśmy koloryt). Niech nam się nie wydaje że jest się czym szczycić.

Buty były misterne, w każdym niemal kolorze, trochę tylko przygasły barwy, wytarły się paski, spłaszczyły obcasy. Tu również mamy te mniejsze jak i te większe, do pary i bez drugiej połówki , i podobny problem. Nic nie jest wieczne, więc jak przechować kawałek w wieczności.

Włosy za to nie mają rozmiarów. Zjednoczyły się już kolory. Modne były długie warkocze, kobiece włosy nierozczesywane co wieczór i każdego ranka, sznury gładzone tylko przez marynarzy. Utrwalone w wierszach warkoczyki i mysie kitki.

Czemu od tego także każdy zaczyna. Czy jakąś historię w ogóle można zacząć od środka, a nawet od końca?

Może to jest tak jak z poznaniem człowieka. Najpierw widzimy jaki jest obecnie, a dopiero później możemy dowiedzieć się czegoś o jego przeszłości. O jego wspomnieniach, przeżyciach, lękach i radościach. Możemy, jeśli tylko mamy na to ochotę. Historia jest jak nowopoznany, tajemniczy, ale bogaty przyjaciel. Ma jeszcze jeden plus, możemy nie tylko ja poznać, ale i współtworzyć. Obawiam się jednak , że dla populacji ludzkiej to zbyt duże wyróżnienie.

Nie nauczyłam się jeszcze tej ciszy skoro ciągle odczuwam potrzebę mówienia. Podzieliliśmy ją na zbyt małe kawałki, żeby móc zabrać ze sobą. A może taka Cisza istnieje tylko w jednym miejscu. Było ono już zbyt gwarne, zbyt wielu wysłuchało, powierzono mu zbyt wiele tajemnic, strachu, łkań, okrzyków złości...zbyt wiele widziało, zasłużyło na tę ciszę wieczorną. Więc dajmy mu już spokój. Więc daję...
Cisza - od niej wszystko się zaczyna.


9 lipca 2005 r.




Luźne przemyślenia i refleksje z 4-dniowego pobytu w Auschwitz-Birkenau w marcu 2005.

Podziękowania dla mojego nauczyciela historii, całej grupy, dzięki której było łatwiej i mniej samotnie, oraz dla wszystkich pracowaników Muzeum Auschwitz-Birkenau

Opublikowano

Mimo suchego tonu bardzo proszę bez posądzeń o jałowość krytyki :)

lodówka nie sapie i telewizor - nie zaskodziłoby tego odrobinkę przeredagować, brzmi trochę jak "lodówka nie sapie i jest git". Nie lepiej: lodówka ani telewizor nie sapią?

krok wydaje się być równy - być jest zupełnie niepotrzebne. Kopia składni łacińskiej.

Dzielimy ją między (siebie) - nawias? to jest brudnopis czy jak? nie byłaś pewna? Podobnie z kursywą. Obserwuję to od jakiegoś czasu w nasilonym stopniu na forum poetyckim. O ile w wierszu strona graficzna ma swój udział w znaczącości formy, o tyle w mowie niewiązanej jest to zbyteczny ozdobnik. Chyba że cytat? ale nie wydaje mi się. Nie wydaje mi się też, żeby ten utwór miał specjalne ambicje poetyckie. Dlatego wszelkie upiększalniki wyglądają mi tu na zgoła niepotrzebne lampki choinkowe.

szeroko pojętą nadzieję - "szeroko" jest jednym z najbardziej nadużywanych i wyświechtanych słów we współczesnej polszczyźnie, spuścizna po minionym systemie. W tej chwili brzmi baaaaaardzo reklamowo, zwłaszcza jako "szeroko pojęte" i wszelkie wariacje na ten temat. Stylistycznie zgrzyta :|

Nikt, szczególnie, nie zastanawia - niepotrzebne przecinki.

(w) wieczności - znowu brudnopis. Przepraszam, ale moje skojarzenie i w wierszach, i w tekście prozatorskim jest jedno: denerwująca maniera.

żeby móc zabrać (ze) sobą - i dalej nie rozumiem.

Zupełnie na marginesie: w dacie nie stawia się kropki po numerze dnia, mimo że jest to liczebnik. Bardzo irytującą tendencją jest także to, że przede wszystkim w mediach obóz w Oświęcimiu przestał się nazywać Oświęcimiem-Brzezinką, zaczął natomiast Auschwitz-Birkenau. Dystans? wydaje mi się, że Polakom nie trzeba tłumaczyć, że nie była to Polska inicjatywa, gorzej na Zachodzie, gdzie mimo istnienia kategorii kłamstwa oświęcimskiego, młodzi ludzie mają kłopoty z uświadomieniem sobie kto tam kogo usiłował zmieść z powierzchni ziemi. Tak czy inaczej, na zachodzie nikt nie wymówi: Oświęcim-Brzezinka. My mimo wszystko wymawiajmy.

Agnes, sama rozumiesz, że porwałaś się na jakieś tabu, mimo że tekst ten jest zapewne n-1 tekstem na ten temat. Uważam, że jest nieźle napisany (nie czytałem wcześniej ani jednej Twojej wypowiedzi prozatorskiej, chyba wcześniej ich nie było?), ładny pod względem językowym, aczkolwiek miejscami rozkapryszony. Treściowo słaby, w moim odczuciu za dużo tu emocji. Za najlepszy moment uważam fragment o butach - jest cięty, celny, na swój sposób gorzko dowcipny.

Jeszcze raz proszę o wyrozumiałość co do tych kilku gderliwych linijek.

Życzliwie,
F.

Opublikowano

dzięki za tak konstruktywny komentarz. to wiele dla mnie znaczy, szczególnie że nie posługiwałam się prozą do tej pory. to moje pierwsze próby. wiem, że porwałam się na temat trudny, dojrzewa on we mnie od jakiegoś czasu i chyba odczuwam potrzebę podzielenia się z kimś swoimi przeżyciami. nie mam zamiaru nikogo szokować, do niczego nakłaniać. chcę powiedzieć o tym co ja czułam tam i co czuję po tej wizycie.

może masz rację, że w prozie nie powinno używać się żadnych upiększeń. chciałam odzielić kursywą przemyślenia dotyczące codziennego życia, od rzeczywistości "obozowej".

jesli chodzi o samą nazwę. toczy sie dysputa jak powinniśmy nazywać to szczególne miejsce. zmiana nazwy nie tyle wiąże się z zachodnią modą. po prostu zbyt wielu ludzi kojarzyło sam Oświęcim tylko i wyłącznie z obozem, a nie zapominajmy, że to także normalne miasto. żyją tam normalni ludzie, a obóz jest częścią tego miasta, bardzo znaczącą, ale jednak częścią. to trudne pytanie, jak mamy mówić Auschwitz-Birkenau czy Oświęcim-Brzezinka, dla mnie nie ma to większego znaczenia, jednak nauczyłam się oddzielać samo miasto od terenu poobozowego.

cenię Twoje rady, bardzo za nie dziękuję, nie należę do osób które boją się krytyki, spodziewałam się jej tutaj, bo nigdy to co robi się po raz pierwszy nie jest wystarczająco -dobre.

przeredaguję zgodnie ze wskazówkami i postaram się wyplątać z maniery :)

(nawiasy miały dodać wieloznaczności.....jeśli tego nie czynią, usunę)

pozdrawiam ciepło
kłaniam się
-agnes

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pytanie czy to wada czy zaleta :)

miło Cię tu widzieć, trochę sobie poraczkuję pod Waszym czujnym okiem, jeśli pozwolicie;)

pozdr. a
Opublikowano

aż się zarumieniłam po raczkujące stopy :)

dziękuję.....miło to słyszeć, szczególnie że zachęca do dalszego pisania, może jakieś cdn powstanie, choć najpierw musi się ułożyć w głowie....

czekam na jakieś wskazówki krytyczne:)

pozdr. a

Opublikowano

Przegapiłem, ale w końcu przeczytałem...

ech...wiesz, 8lat temu pisalem z tego maturę pytanie brzmiało:

Literatura o człowieku w czasach pogardy...piszesz,że wszystko zaczęło się od ciszy, i na ciszy niech pozostanie. Nie mogę się z tym zgodzić. O takich miejscach, o tych wydarzeniach, o tych ludziach i "nadludziach" trzeba mówić bez przerwy. Pamięć o holocauscie nie może umrzeć razem z AB. Musimy przekazywać prawdę z pokolenia na pokolenie. Mimo, że czytałem wiele utworów obozowych dzięki czemu zdystansowałem się do niej...już nie płacze, nie dziwię się, potrafię w to wszystko uwierzyć..twój tekst podoba mi się tchnie nowym spojrzeniem na tragedię ludzką...napewno zapamiętam ten krótki fragment.

Dzięki!

Opublikowano

ciekawa refleksja....
historia trwa, i żaden manewr nie zmieni przeszłosci,historia w ciszy zamknięta ma swoją Wielką wymowę i odczytałaś ją współczesnie
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witaj:) cieszę się że jednak nie przegapiełeś:)

ja, w tym roku, też pisząc maturę, pisałam o holocauście i jego spuściznie. to temat trudny. nie chciałam porywać się na pisanie o tej wielkiej tragedii jako takiej, jedynie o swoich uczuciach i przeżyciach z pobytu w Muzeum Auschwitz-Birkenau, swoje wrażenie rozpoczęłam od ciszy, bo ona dotknęła mnie tam, wieczornie, najbardziej. W dzień to miejsce jest bardzo gwartne, pełne wycieczek. Wieczorem puste, samotne, ale dostoje... z wielką czcią przechowuje tę historię.

czytam dużo literatury "wojennej" i choć dalej nie rozumiem, to wiem jaką wagę ma historia.

dziękuję za Twoją wypowiedź.
pozdr. serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witaj:)

naszczescie nic historii nie zmyje, nie da ona o sobie zapomnieć, o tym co "istniało" choćby było bardzo bolesne, to jednak pamiętać należy. Uważam , że czasem należy pamiętać w wewnętrznej ciszy,a nie gwarnie, tylko medialnie, czasem trzeba coś przeżyć samotnie, tak jak przeżywało to setki ludzi, wtedy....

dziękuję za przeczytanie i zatrzymanie się tu na chwilę
pozdr. a
Opublikowano
Tali Macieju dziękuję za tę zaklętą ciszę

Jay cieszę się że jesteś, Twoje słowa są dla mnie ważne, jeszcze na technice się "tu" nie znam, ale zagłębiam się w prozę powoli i z namysłem.

niektóre podróże są smutne i bolesne, jednak warto je odbyć, bo one naprawdę uczą

pozdr. serdecznie i jeszcze raz dziękuję
agnes
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

no poruszające... jak na pierwszy raz uważam, że jest naprawdę dobre;) nie będę zbyt wiele komentować, ponieważ nie uważam siebie za osobę kompetentną. Mnie się podobało.. bo to były Twoje, osobiste przemyślenia. Przemykając się przez to miejsce zobaczyłam i ujrzałam wiele Twoimi oczyma.. buziol:*

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dziękuję za te słowa i zatrzymanie przy tekście...
cieszę się że mogłaś tu coś zobaczyć...a do komentowania każy ma prawo i każda opinia jest ważna, dzięki jeszcze raz :)

pozdrawiam/a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...