Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Annna2

 

 

no tak, rozpad "ja/ty” był tu kluczowy .

 

bardziej niż alegoria chodziło mi  o stan w którym relacja przestaje mieć kontur i zostaje samo trwanie.

 

coś pomiędzy   bytem a jego echem

 

dziękuję Aniu.

 

 

Opublikowano

@Migrena Jacku,

ten Twój 'fantom' niesamowicie porusza i trafia w punkt. Czytając o tym zacieraniu się konturów relacji

i braku twarzy, od razu pomyślałam o współczesnych awatarach. Niedawno oglądałam wstrząsający film o chłopaku, który tak bezgranicznie zakochał się w cyfrowym awatarze kobiety, że kiedy zderzył się z iluzją, chciał skoczyć z dachu – na szczęście uratował go genialny lekarz.

Sieć potrafi stworzyć potężne, emocjonalne fantomy, które udają życie, choć bywają tylko drżeniem na ekranie albo... anielską iluzją.

Piękny, głęboki wiersz do wielkiego zamyślenia.

Pozdrawiam poniedziałkowo! :)

Opublikowano

@Migrena

 

"Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,

 

A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

 

 I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,

 

I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...

 

 Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,

 

I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...

 

 Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!

 

I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

 

 "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -

 

Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

 

 Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!

 

Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

 

 Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...

 

I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!

 

 Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!

 

I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...

 

 I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!

 

I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?

 

 "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -

 

Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.

 

 Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!

 

I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...

 

I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...

 

I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!

 

 Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie!

 

I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!

 

 Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!

 

I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?

 

 "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -

 

Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.

 

 I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!

 

Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!

 

 Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!

 

Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!

 

 Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!

 

Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?

 

 Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,

 

Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów.

 

 I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie!

 

A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?"

 

B.Leśmian

Opublikowano

@Poet Ka

 

Poe.

 

czytam ten głos (Twój przecież gdy mówisz Leśmianem)  jak echo po murze, ktory nie był zbudowany z kamienia, tylko z potrzeby widzenia .

 


i może dlatego zawsze zostaje tylko to, co po drugiej stronie nie zdazyło się stać trescią.

 


u Leśmiana nawet pustka ma jeszcze scenę i narrację
u mnie nie ma już ani muru, ani jego zburzenia
jest tylko to  co nie zdążyło się rozróżnić.

 


i jesli coś tu jeszcze drży  to nie dlatego, że ktoś woła
tylko dlatego, że nie ma już kto powiedzieć, że to był głos 

 


cudownie mnie zadziwia że znalazłaś tekst, który tak precyzyjnie rezonuje z "fantomem” i   dopowiada mu własną, równoległą odpowiedź.

 

intelektualnie podniecające.

 

dzięki:)

 

 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

 

Alu.

 

zgadzam się z Tobą oczywiście.

 

fantomowi drapieżnicy.

 

ludzie którzy udają innych ludzi.

 

prężą muskuły których nie mają.

 

ale jest maj.

 

trochę nie taki.

 

za bardzo nie taki.

 

ale to maj.

 

to ja dla Ciebie słoneczka majowego.......

 

i tych zapachów majowych......

 

wszystkiego dużo:)

 

 

 

@Poet Ka

 

jak najbardziej 

Opublikowano (edytowane)

@Migrena

 

1.fantom, który ma formę

 

2.fantom rozproszony, rozpuszczony, odbity

 

-w pierwszym przypadku nieistnienie materializuje się przez pragnienie

 

-w drugim fantom to rozproszenie

 

*raz w pamięci po poprzednich "wcieleniach- wersjach"

 

*dwa w wyniku braku możliwości zlokalizowania

i zwizualizowania prawdziwego obiektu 

Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Poet Ka

 

 

Poe.

 

Twoje rozróżnienie dobrze dotyka dwóch kierunków w których ten fantom się rozsuwa .


ale w samym tekście nie zatrzymuje się on wystarczająco dlugo , żeby stać się ani formą, ani rozproszeniem.

 

 


raczej przechodzi między tymi stanami zanim zdążą sie nazwać


i może dlatego nie chodzi o dwa typy fantomu  tylko o brak miejsca, w którym mógłby się na chwilę zdefiniować.

 

co o tym myślisz?

 

 

 

Opublikowano

@Poet Ka

 

Poe.

 

masz rację - nazwanie zawsze jest jakimś zatrzymaniem !!!!   

 

chocby na chwilę.

 

ale chyba blizej mi do myśli że tytuł nie tyle definiuje co wskazuje kierunek patrzenia .

 

jakby podsuwał słowo, które próbuje nadążyć za czymś, co i tak wymyka sie zaraz po nazwaniu .

 

"fantom” w tym sensie bardziej otwiera niż zamyka .

 

daje punkt zaczepienia, ale nie daje miejsca    w którym to coś mogłoby się naprawde zatrzymać.

 

może więc to nie definicja, tylko ślad próby definicji  taki, ktory już w momencie wypowiedzenia zaczyna się rozchodzić.

 

 

i chyba właśnie to "rozchodzenie się” było dla mnie najwazniejsze

 

 

mam już za sobą ścianę !!!

 

 

 

Opublikowano

@Migrena

 

Na początku wyjaśniam - nie czytałam wcześniejszych komentarzy, również adautorskich, aby niczym się nie sugerować. Więc może mój komentarz będzie "oderwany" ale ja tak to czuję. 

 

Bardzo podoba mi się subtelność wiersza połączona z jego egzystencjalnym charakterem i metafizyką. Działa obrazami pełnymi ciszy i powolnego zacierania się granic.

Piękne słowa - "nie ma ciebie , więc nie ma mnie" - pokazują tak głęboką relację, że miłość istnieje jako czysta energia i nie potrzebuje działań ze strony człowieka.


Czas jest niemożliwy do uchwycenia a przestrzeń jest niemal próżnią. Urzekł mnie paradoks - "cień nie ma się gdzie położyć", bo nie ma już żadnej stałej powierzchni. :)

 

W puencie czuje się niepewność. Z jednej strony po końcu świata - zdolność do odczuwania jest nieśmiertelna, ale z drugiej - to, co czuje, to nie człowiek, a jedynie echo kogoś, kto dawno odszedł. Wyśmienity tekst!

Opublikowano

@Berenika97

 

Nika.

czytam Twój odbiór i mam wrazenie, że dotykasz dokładnie tego miejsca, w którym wiersz przestaje być tekstem, a zaczyna być doświadczeniem.

to "nie ma ciebie, więc nie ma mnie” brzmi u Ciebie jak    nie tyle brak, co jakas osobliwa forma pełni  istnienie które nie potrzebuje już nośnika.

bardzo poruszyło mnie to Twoje odczytanie miłości jako energii bo ono odbiera jej ciężar gestu a zostawia czyste trwanie.

i ten cień, który nie ma się gdzie położyć .

pięknie uchwyciłaś jego bezdomnośsc.

jakby rzeczywistość została rozpuszczona do tego stopnia, że nawet ślad nie ma już oparcia.

Twoja puenta też jest mi bliska: że może zostaje nie tyle ktoś, co samo czucie, ostatnia zdolnosć, która nie wie już, do kogo należy.


dziękuję Nika za tę interpretację bo ona nie zamyka wiersza, tylko otwiera w nim jeszcze jedną ciszę.

Opublikowano

@Migrena

 

Niezwykle poruszający, intymny zapis znikania. Ten wiersz brzmi jak pożegnanie ze światem fizycznym na rzecz czystego czucia. Metafora sekund ślizgających się jak szkło bez krawędzi – świetna!  Piękna, minimalistyczna metafizyka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • wieczór    spojrzałem w lustro  oczy lekko zamglone  łza  spadła na rękaw koszuli    mimo zmierzchu  lśni jak diament  mieni się kolorami    ze szczęścia    Pielgrzymka rowerowa    jadę …   kolejny raz  do Ciebie Królowo Polski    Jezu ufam Tobie  prowadź   7.2026 andrew  To wczoraj,  a dziś ruszamy o 6.00  z pod pomnika Jana Pawła II , na pielgrzymkę rowerową  Szczecin Częstochowa  Relacja na bieżąco w Facebooku  Jeśli ktoś chce, może duchowo przekazać intencje, zawiozę Matce Bożej.  
    • @Migrena możliwe, dziękuję  @Berenika97 Jak najbardziej też możesz mieć rację. Może ci od ścigła siłą rzeczy i okoliczności wręcz muszą iść absolutnie nietypową drogą i poza powszwchnościami ://
    • PENTAGRAMU ZNAK I. SZEŚCIOKĄTA  "Jest  .75 rok Renaud ma  23 W tej piosence krytykuje en bloc Wszystko, co czyni Francję i Francuzów jego czasów Bandą niemytych kutasów. Od stycznia do grudnia są wciąż con. Ta piosenka daje ziścić  Wolną rękę jego  nienawiści.  Na podstawie faktów, krytykuje to,  Co - według niego - jest słabością  Jego ludu. Fakty te są podzielone  Na dwanaście małych stronic Z dwuwierszami z podwójnością Miesięcy lub czterech wałów  (Z adnotacją do annałów)" Całują się, bo styczeń jest Dziś się zaczyna nowy rok Lecz Francja nie zmieniła się Tu od wieków to samo wciąż Dni mijają i tygodnie Lecz tu się zmienia tylko tło Każdy chce tylko żyć wygodnie: Nikt nie nie krzyczy, gdy widzi zło A w lutym nikt nie wstydzi się Wspomnieć o metrze Charonne Gdzie koronkowy założyli szew Pałkarze z wyższym dyplomem Bo ten kraj to raj dla policji Na każdym rogu jest suk 100 Nie potrzebują abolicji Bezkarnie im uchodzi mord Kiedy wieszają w marcu Za Pirenejami, obok tuż Anarchistę z Kraju Basków By w nim zdusić chęć na bunt To w krzyk, i wojnę chcą zaczynać By pomścić ten okrutny mord Zapominają, że gilotyna U nas też niezły zbiera plon Na świat przyjść w cieniu Sześciokąta To dziś dość nie zaszczyt, tylko ból Przecież nie z Niemiec się przyplątał To panujący durniów król W telewizji, w gazetach trąbią tak Mówią im każdego kwietnia, że Jeszcze nie czas zdjąć ciepły płaszcz  Lecz odwilż szybko zbliża się A zasad z prześwietnej przeszłości Przestrzegają co do joty I tradycji wolności, równości... Jak ja współczuję tym idiotom A w maju też uronią łzę Nad krwią, co spłynęła w róż czerń Nad klęską rewolucji tej Co prawie zmieniła historii bieg A ja pamiętam ten owczy pęd Głosujących sto razy tak Tak się wolności bali, że Za porządkiem stawiali znak Upamiętniają w czerwcu to Wyzwolenie Normandii plaż Gdy niezłomny GI Joe Przyszedł, by w piasku ukryć twarz Zapominają, że z dala od bomb Jedni krzyczeli: "Vive Petain" A inni zbiegli pod Big Bena schron A był jeden Jean Moulin Na świat przyjść w cieniu Heksagonu To nie zaszczyt, tylko ból Nie mów mi, że jest Lizbony Tu panujący durniów król A w lipcu znów cementują Pamięć dnia, gdy runął więzień mur Choć do dziś prosperuje Wyzyskiwaczy dwór Cieszą ich ludowe festyny Fajerwerki i Mirage'ów szyk Myślą, że utopią w winie Fakt, że pionkami mają być W sierpniu jest już wolność, bo Po długim roku na linii Krzyczą: "Płatny urlop to jest coś" I zapominają machinę W Hiszpanii, Grecji czy Francji Zaśmiecają wszystkie plaże A ich wątpliwa elegancja Tam zagraża krajobrazom Gdy likwidujemy we wrześniu Co rok czyjąś wolność i kraj Głęboko w tropików sercu Tu w sercach wciąż kwitnie maj Nikt nie obrzuca pomidorami Ambasadora, co wraca do domu Faszyzm po plasterku salami W Chile czy Francji, po kryjomu A grać we Francji jedną z drugich ról To praca nadobowiązkowa To panujący durniów król Jest Francuzem, wierz mi na słowo A w październiku winobranie W beczkach kipi winny moszcz Chełpią się rocznikiem wygranym Swych "Côte-du-Rhône" i swych "Bordeaux" Eksportują krew ziemi jak ser Byle gdzie za granicę Ich pinard i camembert A głupoty mają bez ograniczeń W listopadzie na targach moto Będą podziwiać tysiące Nowy model Peugeota Na który nie mają pieniądza Kółka, ekran, i wyścigi Francja żyje narkotykiem  Poza nimi jest tylko na niby Na ten opium nie ma odwyku Grudzień to apoteoza Wielkie żarcie i drobny dar Nadal wszyscy w ślozach Za to w gettach każdy rad Ziemia może przestać się obracać Nie zapomin zapomną, że  rok nowy Chcę zobaczyć, jak srają w gacie I na grzybkow jad z ziemi schodzą  Na świat przyjść w cieniu Heksagonu To dziś jak powolny zgon Gdy król durniów pożegna się z tronem Będzie 50 milionów... walczących o tron II. MĘCZĄCE MIESIĄCE "Jest .26 rok Auteur ma 50+ W tej piosence rozlicza to, Co czyni jego nieco były już Kraj  niedawnych czasów Bandą przepitych smutasów. Od stycznia do grudnia są po wódce. Ta piosenka daje upust, Wolną rękę jego smutkom  Bezpodstawnie krytykuje lupus Co - według niego - atakuje ciało Jego ludu, które go wychowało.  Te kalumnie są podzielone Na dwanaście małych kolumn Z dwuwierszami z wieloznacznością  Dat lub ostrożnością (Bez wpisania do akt)" Piją w sztok, bo styczeń tuż Zaraz wybuchnie nowy rok Choć ten kraj zmienił się ciut To od wieków to samo wciąż Przeminął rok, przeminął wiek  I dekoracje zmieniły się Lecz wie to najstarszy człek: Nikt tu nie chce nigdzie biec A Styczeń to niebezpieczny czas; Najpierw my wyzwalaliśmy was  A wy nam kibić zwęziliście w pas Pas Uralu, gdzie zarliśmy las. Potem to wy zajęliście nas, To znaczy wyzwoliliście od A na słuczaj, że pójdziemy w las Zbudowaliście o taki płot O Lutym nie pamiętam nawet ja A przecież płynęła zielona krew  Z AK 47, a może sześć, Gdy krzyżyka brak to był ostatni znak A później z dekad chyba trzy Brak odwilży kaloryfery ściął  Mrozem, co stajał w jeden mig Gdy tiarę jeden góral wziął  A potem Marzec, wiosny kres Soixante huit, jeden mniej niż neuf  Akademicki założyli szew Pałkarze, co mieli smak na krew (Bo to raj dla policji był i jest: Na róg im wchodzi suk ze 100 Tylko że wtedy w każdy kąt A teraz tylko w jedną z dzielń) Lecz my eksportowaliśmy krwi zew  Na tygrysy, na Małej Strany brzeg To później, lecz przez granice bieg To kula w płot tu, gdzie zbiegł pół  Lew  Wstyd na świat przyjść w tym cieniu rodła  Gdzie gość w dom to nie Bóg  Gdzie mają krzyż tylko w godle Gdy spragniony chce wejść w próg  (Tu trudno sobie rąk nie pobrudzić Choć, obiecują, że odwilż tuż "A wiosny nie ma, ciągle Grudzień" Każdy uprawia parawan swój)   Więc Kwiecień, czas na ostrzu kosy  Gdy miał przyjść wiek wolności złoty Wyszło jak zwykle: Styczeń patrz  Chłop wrócił do roboty, i za twarz A, i niekontrolowane wzloty  By stał poostrzyć o ojców śmierć I jak zwykle, zamiast pozłoty  Wyszedł im całkiem zimny Lech (Przestrzegają czerwieni maków,  Tradycji, że krew nie piach  Stawiają duży kwantyfikator  Równając wolność z jak chce traf) A Maj? W maju pachnie siarką: Najpierw wziął zabawki Ziuk I dał wycisk, że poszły ciarki Zaciągnął już spłacony dług A potem chęć ucieczki z murów zasadzki Bunt tych, którym skończył się świat  Co mówili po Tłomackiem.  Niektórzy wciąż noszą zżółkły kwiat  I czerwiec: to starcie koziołków  W najbardziej ceglanej z hut I jak w Marcu:; garść fikołków I  szkoła bratania się pod but A potem był ⅓ głos  Lecz głos nie fatygował się I miał rację, choć za włos Wzięła go nie czerwień ale czerń Na świat przyjść w cieniu modlitw  To dziś nie cnota, ale grzech Bo nie z księżyca są czcigodni W tym kraju gdzie króluje czerń  A w lipcu szumi Zielony Las Gdzie runął wielki czarny krzyż (Choć jeszcze długo miał gwiezdny czas  I wciąż nie chce pójść a kysz) To też Wisły cudny czas Gdy w szyk najczerwieńszej z gwiazd Weszła Tuwimowska zieleń (I błękit też, choć raczej dzielił) W sierpniu jest kwestia wyboru: Najpierw to z kolan powstanie Po pięciu latach wreszcie bez nadzoru  (Lecz i tym razem bez zmartwychwstania) A potem krzyczeli "chleb to bytu kawał, Lecz co z igrzyskami po równo?" I wyjątkowo długi karnawał Lecz jak zwykle się skończyło..grudniem A w kwestii Września: był  chłop taki, Co mógł mieć przewóz, lecz wybrał wóz  I te niesforne dzieciaki, Co po niememu nie chciały mówić już I rzecz jasna ni guzika pół  W kupie raźniej i tak dalej Lecz jak przyszło karty wyłożyć na stół Znów się skończyło zawałem Na świat przyjść pod znakiem klęski W kraju tym, gdzie bądź to chciej  Gdzie nie spojrzeć, to remis zwycięski Było 6 milionów... 6 milionów mniej A w październiku głos zabrał Wiesław I dał odetchnąć, lecz jak się  okaże  Zaraz głos dawać przestał A dalej to już patrz Marzec  Temu miesiącowi natura dała: Edukacji kęs, biała tiara,  Co sczerniała, w Wiśle ciało W czarnej sukni, premier z KO... I jeszcze, choć datuje się na Listopad, Bitwa czerwonego z białym  Niby obok,a jednak kłopoty  W Lipcu zażegnane, lecz Wrzesień był dalej A wcześniej, lecz z tej samej serii Kieszonkowy pucz w marnej reżyserii Co się skończył jak zwykle prawie Tylko, że trochę mniej krwawo  I prawie zapomniałem: W 11., ten z Maja cieniem  Ukradł dom, wraz z zadaszeniem Takim trzem, co nań dybali (Wcześniej 1,2,3, go trzymali) I był pokój na pierwszego  (Do 26. No z wyjątkiem Grudnia ostatniego) I mamy Grudzień, ale à rebours Bo na mrok historii wziąłem kurs:  13: wywrót w wersji light I 17: jednak kilka ciał  A na koniec ofiaruję wam  22:z zwykłego powodu:  Higieny narodu, błękitny plan, tak ten sam, Co w lipca skwar, w Galerii Chęć głowę odciął nam  Na świat przyjść w cieniu Mordor To zawsze jest przepis na zgon Jeden  to nic, idą hordą   40 milionów... Więc nie pytaj, kogo bije dzwon    
    • W nowej kuchni w chałupie pod Bieczem Zbych kurczaka szabelką swą siecze i nadziewa na sztych. Uch! Nadzieję ma Zbych, że zwyczajnie to mu się upiecze.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...