Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Migrena zmienił(a) tytuł na nienasycenie tęsknotą
Opublikowano

@Migrena

...

wczoraj to nie sen 

to i bajka z dzieciństwa 

spojrzenie licealne na świat 

 

to potłuczone kolano 

które dziś krwawi 

nie zrozumiem wczoraj 

 

dziś miało być ...

piękne 

...

jak ja to rozumiem 

...

Pozdrawiam serdecznie

Miłego dnia 

Opublikowano

@Migrena Jacku

Wiersz pokazuje faceta, który nie zna umiaru,  (Ja to odczytuję z Twoich słów)

wlewa siebie całego, nie patrząc, czy druga osoba może to udźwignąć. To jest żar, który zachwyca, ale i parzy. Dla kogoś wrażliwszego, ostrożniejszego, może to być przytłaczające, nawet jeśli uczucie jest szczere.

Może klucz nie leży w nasilaniu tej intensywności, tylko w regulowaniu temperatury.

Pokaż jej obecność, nie żar – drobne gesty, które mówią - jestem tu -  bez dramatycznej, eksplodującej pasji niczym lawina.

Nie naciskaj, słuchaj jej reakcji – prawdziwa obecność oznacza reagowanie na to, co druga osoba faktycznie czuje, a nie na to co Ty.

 

A teraz dostanę po łbie, sorry, jestem po Waszej stronie, chciałam dobrze. 

Opublikowano

@andrew

 

urocze slowa :)

 

piękne dzięki :)

 

ukłony :)

 

 

 

@Alicja_Wysocka

 

Alu.

 

są w obiegu mądre słowa amerykańskiego dokumentalisty ktory stwierdził ;" cokolwiek by czlowiek zrobił lub czegokolwiek by nie zrobił, jego życie nie leży w jego rękach".

 

więc ja......bo miłość można rozwalić granatem albo głupim słowem.

 

nie wynaleziono jeszcze butaprenu na rozwaloną miłość.

 

nie chcę uników.

 

przed śmiercią też stanę twarzą w twarz.

 

jest czas.......

 

i w sumie już go nie ma .

 

 

Alu.

 

Twoje dobre slowa to skarb.

 

dziękuję:)

 

 

 

Opublikowano

@Migrena

 

To niezwykle poruszający, głęboko emocjonalny i piękny wiersz o traumie po stracie - niezależnie od tego, czy mówimy o rozstaniu, czy o śmierci ukochanej osoby. W niesamowity sposób oddajesz stan, w którym żałoba i tęsknota całkowicie przejmują kontrolę nad ciałem, umysłem i przestrzenią życiową.

 

Wiersz otwiera metafora - „idę przez siebie , jak przez dom po pożarze”. Podmiot liryczny jest wypalony od środka. Zewnętrzna struktura (ciało, „ściany”) wciąż funkcjonuje, ale wnętrze, czyli to, co nadawało sens i tożsamość („wszystko co miało imię”), zostało zniszczone. Życie zamienia się w wegetację i oddychanie toksycznym dymem wspomnień.

 

Nawet pustka staje się fizycznym, namacalnym i opresyjnym obiektem  (powietrze i łóżko). Nieobecność zajmuje każdy centymetr przestrzeni, nie pozostawiając miejsca na nic innego.

 

Dla mnie najmocniejszym fragmentem wiersza jest redefinicja utraty - „tęsknota nie jest brakiem, tęsknota jest obecnością odwróconą plecami”.

To zdanie odwraca tradycyjne myślenie o żałobie. Brak kogoś nie oznacza, że tej osoby nie ma. Ona tam jest, ale w formie ignorującej, niedostępnej i milczącej, co potęguje ból. Tęsknota staje się pasożytem, który rośnie („jak pęknięcie w szkle”) i żywi się oddechem podmiotu lirycznego.


Pamięć o osobie działa jak rdza, która unieruchamia i zżera od środka.

Ból to jedyny dowód na to, że miłość była prawdziwa - skoro miłość zniknęła, to fizyczne i psychiczne cierpienie jest ostatnim łącznikiem z utraconą osobą.

Ból ostatecznie staje się nową tożsamością bohatera („moją nową twarzą”).

 

Wspaniały tekst, dla mnie bardzo prawdziwy.  Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@Migrena

To bardzo mocny wiersz o żałobie po miłości i o doświadczeniu nieobecności, napisany w poetyce gęstej, obrazowej introspekcji. Niezwykle dojrzały wykład o miłości, która okazuje się być jedynie bolącym stygmatem w psychice człowieka.

Odznacza się niezwykle spójną metaforyką, konsekwentną atmosferą pustki I świetną pracą obrazów, które zwieńczone są bardzo mocnym finałem.

 

Opublikowano

@Berenika97

 

Nika.

 

napisałem ten wiersz a Ty go fenomenalnie przeanalizowałaś.

 

sam nie chcę uwierzyć w to co sam napisałem.

 

był kiedyś pisarz.

 

Erich Maria Remargue.

 

napisał kiedyś tak:

 

"ale być moze wszystko to czego się boję zniknie jak pył, kiedy znów stanę pod brzozami i nasłuchiwał będę szumu ich liści.

to niemożliwe zeby minęło bez śladu to co subtelne  

co burzylo mi krew.

niespodziewane i zdumiewajace,

te tysieczne zwidzenia przyszłości,

ta melodia z marzeń i książek,

ten szum, to przeczucie i wyczekiwanie kobiet,

niemozliwe  że zatraciło sie to......"

 

(z glowy to mogłem lekko pobłądzić).

 

i ten cytat przychodzi mi teraz do głowy.

 

bo wojna i miłość noszą czasami podobny cieżar, ból i rozterki.

 

ale wracając......

 

Nika, dzieki za intelektualną inspirację.

 

czuję się pewniej.

 

jakbym stanął nagle na czterech łapach.

 

jak wilk.

 

dziękuję Nika.

 

 

 

 

 

@huzarc

 

masz świetne komenty.

 

ten też taki jest.

 

dziękuję.

 

 

Opublikowano

@huzarc... Twój komentarz wyjątkowo mi podpasował. Podpisuję się.. @Migrena.. pod jego słowami.

Treść jak najbardziej, forma... cóż.. tak lubisz. Dla mnie zbytnio rozciągnięte, to nieco rozprasza...

Pytanie... dlaczego...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... ostatnie (?), a nie po prostu... twoje imię.

Pozdrawiam.

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@Alicja_Wysocka @Migrena

 

Ja się trochę wtrącę.

W obronie tego, aby każdy człowiek w miłości mógł być sobą.

Bo nie może być tak, że tylko odczucia jednej osoby się liczą, a druga ma się wciąż dostosowywać i gasnąć.

Nikt nie ma wpływu na intensywność i temperaturę przeżywania, na temperament.

Nakrywanie pokrywką doprowadzi do nagromadzenia i jeszcze większej erupcji.

Albo będzie to wybuch do wewnątrz i zniszczy tylko jedną osobę, albo na zewnątrz, i porani oboje.

 

Tak samo, jak

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

tak samo dla kogoś żarliwego, jak peel w tym wierszu, przytłaczająca musi być ciągła konieczność kontroli i tłumienia czegoś, co jest jego immanentną cechą, jak określony smak i zapach dla danego gatunku owocu.

 

Oboje wówczas się duszą.

 

 

Ale to działa zawsze w obie strony.

 

Czy da się znaleźć aurea mediocritas?

Z punktu widzenia jednej osoby - może mniej lęku, więcej zaufania i ciekawości, otwartości na doznania, których wcześniej nie doświadczała.

Z punktu widzenia drugiej - może coś jak supermiłość (super - w podobnym znaczeniu jak we freudowskiej koncepcji superego), która pozwoli na świadome samoograniczenie i odnajdzie w tym poświęceniu źródło równie mocnych emocji, albo poszuka sobie surogatów (choćby poezja), jednocześnie nie odczuwając upokorzenia.

I jedno, i drugie, musiałoby się wykazać wyjątkową odwagą i siłą, by dopuścić myśl o częściowym przesunięciu swoich granic, w jedną lub w drugą stronę, aż osiągną optimum.

 

Paradoksalnie, ustępuje tu nie słabszy, lecz mocniejszy emocjonalnie.

 

Zawsze pojawia się pytanie, czy warto i co na to moje ego -  i o to rozbija się dynamika relacji.

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@vioara stelelor

 

vioara.

 

czytam Cię uważnie
i mam wrażenie, że dotykasz dokładnie tego miejsca,
z którego ten wiersz wyrósł -
nie z braku, tylko z nadmiaru,
który nie znalazł dla siebie wspólnej formy.


masz rację 
temperatura nie jest wyborem.

 


jest raczej czyms, co się nam przydarza,
jak sposób oddychania.


i może dlatego najtrudniejsze w miłosci
nie jest samo czucie,
ale zmieszczenie dwóch różnych intensywności
w jednym "my”,
które nie pęknie.


piszesz o równowadze  aurea mediocritas 
i myślę, że w relacji to nie jest punkt,
tylko proces ciągłego przesuwania granic,
czasem wbrew sobie.


i chyba rzeczywiscie ustępuje ten,
kto ma w sobie więcej siły,
bo tylko on może sobie pozwolić
na świadome nie-do-końca.


ale jest w tym też ryzyko,
że to „nie-do-końca” z czasem zacznie zjadać od środka.


ten wiersz jest chyba właśnie z tego miejsca tj.
z chwili, w której już nie wiadomo,
czy jeszcze chronimy drugiego,
czy już powoli tracimy siebie.


dlatego tak mocno wybrzmiała we mnie Twoja myśl,
że duszą się oboje.


bo może największym dramatem nie jest to,
że ktoś kocha za bardzo albo za mało,
tylko że nie potrafimy oddychać w tym samym rytmie.


dziękuję Ci za ten głos bo 
on nie tyle polemizuje,
co otwiera w wierszu jeszcze jedną warstwę,
której sam do końca nie umiałem nazwać.

 

dziękuję Vioaro pięknie :)

 

 

@Nata_Kruk

 

rozciągnięte ?

 

fakt.

 

jak bawelniany podkoszulek z epoki Jaruzela.

 

ten wiersz rozciąga się jak cholernie nieposkładane życie.

 

a "ostatnie" - już jest w poetyckim kuble na śmieci.

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jest dużo wspaniałych wersów w twoim wierszu ale ten najbardziej do mnie trafił... myślę, że gdy się kogoś kiedyś kochało, zabiera się trochę "blasku" tej osobie i właśnie gdy się patrzy w lustro, nawet własne oczy przypominają... ale to nie jest taki miły blask... to naznaczenie. Miłość i tęsknota rozrzucona na twarzy, to widać. Pozdrawiam serdecznie 

Opublikowano

@Myszolak

 

dziękuję serdecznie za takie pobudzajace słowa.

 

miło mi nadzwyczajnie.

 

bądź szczęśliwa.

 

pięknie szczęsliwa :)

 

 

 

@Christine

 

Chrissy miła :)

 

i co mam napisać ?

 

co to za miłość którą ktoś zadźga nożem ?

 

milość z której zamiast łez szczęścia i wzruszenia sączy się krew ?

 

 

 

jest serce krwią cieknące 

w nieładzie myśli 

samo

jedno

zostawione

 

 

dziękuję Chrissy :)

 

 

 

Opublikowano

@Migrena Niespełniona i nieodwzajemniona miłość to dwie "szkarady", które prześladują ludzkość od niepamiętnych czasów. Zasłużone czy też nie rany po takich doświadczeniach usuwają prawdziwą miłość w kąt zapomnienia.
Potrzeba dużo odwagi, aby spróbować jeszcze raz. Wiersz pierwsza klasa. Życzę wszystkiego najlepszego! 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dobry Boże, prośbę mam, zabierz moją duszę tam, gdzie inna już spożywa mleko i miód, i tu, na ziemi, nie cierpi już.   Kochany Boże, błagam Cię, połącz ponownie dusze dwie, bo jedna już zamknięte oczy ma, a druga, na ziemi, wciąż otwarte je ma.   Ojcze miłosierny, modlę się, abyś pozbawił mnie udręki tej, która po stracie ukochanej wciąż dręczy mnie i odbiera dalszy życia sens.   Panie Boże, nie wiem już, czy dam jeszcze radę przetrwać tu, jeśli nie weźmiesz wkrótce mnie, to ja odnajdę drogę tam, gdzie dusza mej miłości już na zawsze będzie trwać.  
    • Powiem ci szczerze jak litera literze jesteśmy w tym samym alfabecie pomieszanym przez języków wiele ale co z tego jak litery tylko wędrują od Alfy przez Betę do krótkich Omeg tworzymy razem najróżniejsze słowa bez których nic nie miałoby znaczenia zbieramy się tworząc złożone zdania zapisując się w kronikach świata tu nie ma żadnych zbędnych znaków każda z nas jest równie ważna żyjemy jak jeden wielki organizm oddychający znaczeniami jak byśmy się wszystkie zebrały tańcząc po wersach jak na balu powstałaby największa epopeja a wieszczem stałby się alfabet
    • Tak nasunęło mi się czytając wiersz i komentarze, iż mamy tu do czynienia z dość częstym paradoksem, iż: - chcąc zrozumieć innych, musimy przyjąć założenie, iż nie zawsze mamy rację lub czasem wogóle w jakimś aspekcie nie ma obiektywnych racji, po prostu różne sposoby reagowania - są też ogólnie przyjęte zasady typu poprawność pisowni (która też czasem się zmienia). Błazen to może ktoś, kto podpowiada inne rozwiązania, czasem ta forma satyryczna to jedyna możliwa, by się przebić, bo "pouczanie" właśnie zwykle nam źle wychodzi i na odwrót je ktoś odbiera. Ciekawa miniaturka. Błazen nie może pouczać, ale "błazen" to może ktoś, kto robi z siebie błazna. Mega trudny do przeanalizowania zrobił się ten wierszyk.  Pozdrawiam serdecznie.       Podobają mi się wszystkie wypowiedzi pod tekstem. Super :)
    • Żalił się tasiemiec tasiemce w jelicie: moja droga pani ja mam nędzne życie chorowity jestem, bo tu nie dojadam moja forma słabnie, a cera wciąż blada W Ameryce miałem wszystkiego dostatek starczyło i dla mnie dla babci i dziatek teraz to okruszki przeważnie zaś woda byłem taki piękny gdzie moja uroda?! Tasiemka milczała szczerze tym przejęta chciała bardzo pomóc kochała zwierzęta otarła się lekko o ścianki jelita a to wzmaga pracę gdyby ktoś zapytał No więc podziałało i to dość skutecznie bo nagle oboje wyszli na powierzchnie tasiemka szczęśliwa tasiemiec spłoszony zostawił tam w środku dzieci i dwie żony Nie wiedział że żony babcia oraz smyczki dawno już uciekli od anorektyczki!     (

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      )  
    • Gdy odejdziemy co się stanie z naszymi marzeniami czy przepadną jak kamień w głębokiej wodzie   Czy gdy odejdziemy to ktoś namaluje nasze sny  w których jak w bajce nie ma miejsca na łzy   A może gdy odejdziemy będziemy dalej marzyć kolorowo śnić czymś  co będzie cieszyć 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...