Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Berenika97 zawsze urzeka mnie metaforyczna czystość, sterylność wręcz. Tutaj jest ona przedstawiona jako koniec. To obrócenie logiki, gdyż śmierć kojarzona jest powszechnie z mrokiem i ciemnością. Mamy tutaj proces zapadania się człowieka w ową czystość, której początkiem jest drobinka szronu. 

Pięknie. 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Berenika97 Niestety nie czytałam książki, więc muszę odczytać wiersz intuicyjnie.

Raczej nie poszłam przy interpretacji w kierunku śmierci, a bardziej w kierunku wyzwalania się z różnych oplotów życiowych, chyba przede wszystkim w relacjach z ludźmi.

Tematyką utworu może być niszczący, destrukcyjny związek, w którym, jak piszesz - "słowo zamarzło", czyli zabrakło już nadziei na komunikację i wzajemne zrozumienie.

Krystalizacja ładnie pokazuje drogę od punktu zwrotnego do realizacji celu i samoświadomości.

Wszelkie toksyczne relacje mają to do siebie, że odbierają to, co każdy ma - z psychologicznej perspektywy - najcenniejszego, czyli poczucie własnej wartości.

Brak tegoż - uruchamia szereg lęków.

Kostka lodu pod językiem - najpierw rani, to pierwszy etap, kiedy wyjście z impasu wydaje się przerażające. Temu uczuciu towarzyszy stan bezradności (wyuczonej) - gdy codzienność traci smak, bo brakuje woli sprawczego wkomponowania się w nią.

Ale lód wygładza się - to symbolizuje odzyskiwanie siebie. Z upływem czasu w głowie otwierają się nowe, jasne możliwości.

Aż w końcu można podjąć ostateczną decyzję, uwolnić się - a podstawą jest wyzbycie się psychologicznych ograniczeń.

Pozostaje bezpieczeństwo i spokój.

Opublikowano

@vioara stelelor  Bardzo dziękuję! 

 

Jesteś genialna! Uświadomiłaś mi, że metafora wiersza okazała się na tyle pojemna, że pomieściła też relacje i wyzwolenie - to zresztą prawda, bo można tak odczytać. Przed opublikowaniem zrobiłam test na mężu i bracie - każdy z nich odczytał ten wiersz zupełnie odwrotnie. Mąż tak jak @Lenore Grey  a brat podał Twoją interpretację.  Zaczynam się zastanawiać nad tym dualizmem.    Serdecznie pozdrawiam! 

@Posem   Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. :) 

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Berenika97Można spróbować połączyć te dwie interpretacje.

Na przykład życie, z jego trudnościami, ciągłymi zranieniami, przeciwnościami losu - można w jakimś sensie porównać do toksycznego partnera, na którego jesteśmy skazani i który ciągle podejmuje działania, odbierające nam siłę, pewność siebie, nadzieję, radość.

To ktoś, kto ciągle na mówi "sprawdzam". Czy wytrzymasz, ile wytrzymasz.

Ale beze mnie ciebie nie będzie (to często powtarzają swoim ofiarom narcyzi, psychopaci).

Koniec życia może być postrzegany jako uwolnienie. Nie chodzi mi tu o myśli samobójcze, ale bardziej na dojrzewające, w miarę nabywania doświadczeń i krystalizowania się wewnętrznej siły, pogodzenie się z tym, że kiedyś nastąpi zmiana i że nie trzeba się jej bać.

Z tym, że oczywiście różnica tkwi w tym, na ile ten "kres" jest nieuchronny, ale poza naszą kontrolą, a na ile możemy sami go wywołać, bo wiersz oczywiście nikogo nie zachęca do desperackich kroków.

Opublikowano

@Berenika97 Niebezpiecznie przyjemny potrafi być moment, w którym przestaje nam zależeć. Zamiast dramatycznego krzyku, mamy tu „gładką kostkę” lodu pod językiem, która znieczula ból i zarazem odbiera smak światu.

 

Świetnie uchwyciłaś ten stan, gdzie lęk przed końcem zostaje zastąpiony przez estetyczny, biały spokój.

 

Bardzo mi się podoba!

 

Pozdrawiam

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97 Ja odczytałam wiersz dosyć dosłownie, jako powolne "przyzwyczajanie się" do bólu, a może raczej stopniowe popadanie w depresje.

 

"znużenie było tylko przeciągiem" - rozpacz przestała zaskakiwać, przestała być stanem który przychodzi nagle i po jakimś czasie mija, stała się nieodłącznym elementem codzienności.

 

"kres" jest dla mnie dosłowną myślą o śmierci.


"słowo wreszcie zamarzło" - zamarznięcie słowa odczytuje jako smutek, który przestał być płynny i zmienny jak woda,
a zaczął być stały i wręcz namacalny, bardzo rzeczywisty. 


"Zaczęło się od drobinki
szronu na języku,
która zamiast tajać,
zaczęła narastać,
powoli wypełniając
sklepienie mowy." - przygnębienie zamiast być chwilowym stanem, dotyczącym np. jednej sfery życia, zaczęło ogarniać całą rzeczywistość. 


"jak przyjemnie
znieczula podniebienie,
jak odbiera smak
wszystkim innym sprawom." - człowiek, co niby trochę paradoksalne, ale jednak bardzo prawdziwe, zaczyna odnajdywać komfort w ogarniającej go apatii.

 

Przyglądasz się jej z bliska -
nie jest już ostra,
nie rani krawędzią.
Matowieje,
gęstnieje, - znużenie przestaje wydawać się wrogie, zaczyna być stanem, w którym człowiek odnajduje pewnego rodzaju równowagę i spokój.

 

Myśl o końcu rozumiem dosłownie, jako myśl o śmierci, która przynosi ulgę. 

Psychologicznie bardzo spójny wiersz.

 

Jeszcze dodam, że ta kostka lodu która staję się coraz gładsza jest genialną metaforą. Z początku jest ostra, człowiek wie, że jego stan się pogarsza, ale jest to świeże, jeszcze uwierające. Myśl o kresie przychodzi jako twardy kryształek lodu, myśl jest nowa, trudna, może nawet trochę straszna, ale z czasem robi się coraz bardziej znajoma, aż w końcu staje się taka "nasza", niepokojąco bliska i kojąca. 

Edytowane przez Myszolak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

 

Dla mnie jest to wiersz o oswajaniu się z bolesną myślą, która przestaje być bolesna (ta kostka lodu - to taka myśl, pomysł) aby pożegnać się z dotychczasowym życiem, albo z życiem w ogóle. Przejmujący jest ten proces osuwania się w coraz głębszej depresji. 

 

 

Opublikowano

Wspaniale opisałaś ten proces zobojętnienia na śmierć? czy na życie? ta kostka lodu z czasem tak ochładza myśli, że się już nic nie czuje i  ta sterylność zdaje się wybawieniem. Nie wiem czy dobrze zinterpretowałam wiersz , ale takie miałam odczucie.

Serdecznie pozdrawiam Bereniko:)

Opublikowano (edytowane)

Przemyślana bardzo, od początku do końca.. ta biel.. ciszy.. która zmieniała się w czasie,

w ociężała 'grubą' szadź, pod ciężarem której sporo struktur nie wytrzymało i pękło.

Zwieńczenie całości, daje pewne ukojenie...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zostawiam pełne zadowolenie po lekturze.

Do poczytania.. :)

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

 

Bereniko.



nie czytałem książki „pestki”  autorstwa Anna Ciarkowska, więc odczytuję ten wiersz wyłącznie jako autonomiczny tekst, bez odniesień do inspiracji .


ale Twój wiersz czytam  jako niezwykle subtelną medytację nad momentem, w którym człowiek   przestaje doświadczac świata w trybie przepływu, a zaczyna go doświadczać w trybie krystalizacji .

to nie jest tekst o spektakularnym końcu. to jest tekst o cichym twardnieniu sensu.

pokazujesz proces  i to jest jego filozoficzna głębia.

"znużenie” jako przeciąg to jeszcze stan przejściowy, coś niemal banalnego.

ale dopiero "kres” staje się kryształem, czyli formą.

to bardzo celne bo nasze graniczne mysli nie pojawiają się nagle.

one narastają jak szron.

najpierw ledwie wyczuwalne, potem coraz bardziej obecne, aż zaczynają wypełniac "Sklepienie mowy”  a więc nie ciało pierwsze stygnie, lecz język .


i to jest klucz do zrozumienia tego wiersza !!!

kiedy język zamarza, świat przestaje być płynny .

lód pod językiem można czytać jako metaforę myśli, która została oswojona.

obracanie chłodu – to gest kontemplacji, nie rozpaczy.

człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego, nawet do własnych najciemniejszych mysli .


najbardziej poruszające jest dla mnie to, że myśl o końcu zostaje "wybielona z lęku”. to zdanie nie gloryfikuje kresu .

ono mówi o pokusie sterylności. w świecie pełnym nadmiaru, chaosu i bólu
a  czystosć bywa kusząca.

cisza wydaje się piękna, bo jest uporządkowana.

w tym sensie  dotykasz bardzo egzystencjalnego doświadczenia .

pragnienia spokoju za wszelką cenę !!!


chciałbym też podkreślić niezwykłą konsekwencję obrazowania.

drobinki szronu,  gładką obłość to wszystko rozwija się organicznie i  świadczy o dużej świadomości warsztatowej i intelektualnej dyscyplinie .
ale do tego mnie już przyzwyczaiłaś.


to bardzo inteligentny, dojrzały utwór.

wymaga uważnosci, ale w zamian daje głębokie doświadczenie.

cisza w tym wierszu nie jest pustką ale jest przestrzenią, w której sens krystalizuje się powoli, boleśnie i pięknie zarazem .

a cisza i głębia to moje ulubione stany :)


wszystkiego dobrego Nika.

 

 

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz

 

Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. :) 

 

Lecz choć spóźnione, to ciepłe tchnienie

Potrafi skruszyć najtwardszy głaz.

Zanim zapadnie głuche milczenie,

Warto spróbować – choć ten jeden raz.


Bo gdy odwilży poczujemy drżenie,

Nawet na lodzie wyrośnie kwiat.

Żal to nie tylko smutne wspomnienie,

Lecz most, co łączy pęknięty świat.

@vioara stelelor

 

Dziękuję za to połączenie - i za to, że dostrzegłaś tę granicę. Wiersz rzeczywiście dotyczy myśli samobójczych, konkretnie z ksiązki, gdzie bohaterka właśnie tak - stopniowo oswaja tę myśl. To, co opisałaś jako "krystalizowanie się wewnętrznej siły", w tej narracji jest czymś odwrotnym- pozornym uspokojeniem, które jest właśnie niebezpieczne, bo piękne. Wiersz stara się to pokazać od środka, bez oceniania.  Dziękuję Ci za tak głęboką analizę. To dla mnie bardzo ciekawa perspektywa. 

@Łukasz Jurczyk

 

Bardzo dziękuję! "Niebezpiecznie przyjemny" - to chyba najlepsze ujęcie tego, o co mi chodziło. Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Myszolak  Bardzo dziękuję!  

 

Na pewno byłaś w mojej głowie, gdy to pisałam.:) Trafiłaś idealnie w punkt, o to mi właśnie chodziło! Szczególnie ten paradoks komfortu w apatii, i to "nasze" oswojenie myśli, która z początku była obca i ostra. Właśnie o tej drodze chciałam napisać. Bardzo dziękuję za tak obszerny i ciekawy komentarz, przeczytałam z wielką przyjemnością.

Serdecznie pozdrawiam! 

@andrew

 

Bardzo dziękuję!   

Dziękuję za  wiersz -"lód i woda" to piękne domknięcie. Lubię, że zostawiłeś wielokropek, jakby ta przemiana była wciąż otwarta. :) Serdecznie pozdrawiam. 

@[email protected]

 

Bardzo dziękuję! 

Klasyk. Przynajmniej wiesz, że lód jednak rani - mój bohater jeszcze tego nie odkrył. :) 

Serdecznie pozdrawiam. 

@Christine

 

Bardzo dziękuję! 

Dziękuję - "osuwanie się" to dobre słowo, właśnie o tej stopniowości chciałam napisać. To, że myśl przestaje boleć, nie znaczy, że jest bezpieczna - i o tym jest ten wiersz.

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

Opublikowano

@viola arvensis

 

Dziękuję serdecznie! Książka jest warta uwagi - polecam. Mnie się podobała.

Sedecznie pozdrawim. :) 

@lena2_

 

Bardzo dziękuję!

 

Zinterpretowałaś świetnie - to właśnie ta dwuznaczność jest sednem- zobojętnienie na śmierć i na życie to w pewnym momencie jedno i to samo. I ta sterylność jako wybawienie - dokładnie o to chodziło.

Serdecznie pozdrawiam!

@Nata_Kruk Bardzo  dziękuję! 

 

Dziękuję -"szadź" to słowo, którego mi brakowało, a które idealnie tu pasuje. I dobrze, że finał daje ukojenie - choć nie wiem, czy powinien. :)   Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Migrena

 

Bardzo dziękuję! 

Piękny, rozbudowany i filozoficzny komentarz. "Nie ciało pierwsze stygnie, lecz język" - to zdanie zostaje ze mną. Trafiłeś w to, co dla mnie najważniejsze - że to nie jest wiersz o końcu, ale o procesie oswajania, o tym cichym twardnieniu, które jest groźne właśnie dlatego, że bywa piękne. I "pokusa sterylności" - tak, dokładnie o to chodziło. Cieszę się, że cisza i głębia tu są - bo są też w książce, która była inspiracją.  Twoje komentarze czytam tak, jak traktaty filozoficzne podawane na tacy z poezji.  Nie mam słów, aby wyrazić swój zachwyt. :))))

 

Serdecznie pozdrawiam. 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...