Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mój wiersz jest z tych 

z gatunku nieprzystosowanych.

Dla nieprzygotowanych głów i myśli.

Co myślą jedynie w kategoriach,

łatwo, przyjemnie, pięknie.

A ja lubię chaos.

Gdy ogień kominka

pochłania zachłannie,

pobrudzony szkicami tworzenia,

poetycki papier.

Bo poezja, którą czasami 

chciałbym przekazać 

pochodzi z duszy i serca.

 

 

Nie mam ich już od dawna.

Więc muszę improwizować.

Wejść jak grzeszny demon

do Twojej głowy, ust, serca.

Wpełznąć przez tulące ramiona

do Twoich snów i pragnień.

Widzieć je jak na dłoni.

Doprowadzić Cię do tego stanu,

gdy będziesz mi się spowiadać 

ze swych powszednich dni.

Ukochanych

i znienawidzonych wydarzeń.

A ja jak kameleon.

Pokryje swe ciało kamuflażem.

Tysiąca masek i form.

I dobiorę tą jedną dla Ciebie.

 

 

Ale najchętniej uciekłbym 

na ukochany cmentarz.

I zaszył się w krypcie po wieczność.

Bo wiem, że światło

jest dla mnie zabójcze

a Ty nim emanujesz.

I gdy już moje szponiaste dłonie,

okrywają pieszczotą 

Twe alabastrowe ramiona.

Wtedy cierpię mimo braku serca.

Bo bliskość równa się zgubie.

A ja wolę być uczciwie zgubiony

w mrocznym potępieniu,

niż fałszywie mamiony,

myślą, mową i Twym uśmiechem.

 

 

Dlatego plany trawi ogień.

Łzawy skowyt

pośród zapomnianych mogił,

słyszą tylko Ci 

co tańczą nad

mgielną poświatą księżyca,

Słowa w wierszach 

są urwane, ułomne i zawiłe.

Muszę przeczekać

ten jasny, miłosny dzień.

I rzucić się na powrót w mgłę.

Zimowych, cichych borów.

Gdzie wilcze sfory, prowadzą 

ujadając i skomląc radośnie,

korowód Dzikiego Gonu.

Gdzie śmierć

jest godna hołdu i modlitwy

a miłość pod postacią anioła,

śpi snem wiecznym,

przebita z furią ostrym nożem.

 

 

Gdybyś tylko wiedziała 

ile krwi niewinnie przelanej 

miały na sobie te dłonie.

To nie brałabyś ich 

w swe uświęcone łaską ręce.

Pozwól umrzeć temu 

co dopiero zamierza się narodzić.

Niech przez wybite 

i skruszałe ściany grobowca,

przyświeca mi tylko

funeralne światło gwiazdozbioru jedynej trwałej marności.

Kostuchy i jej wyczekiwanych plag. 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • *** Rychły koniec, takiego związku, gdzie rosną prawa, kosztem obowiązków.   *** Gdy przystaję i zawracam, aby nie iść nadaremnie, nadsłuchuję głosu w duszy - bo mądrzejszy jest ode mnie. *** Żeby się podnieść nareszcie i wyprostować pomału, najlepiej zacząć od kroku, który schodzi z piedestału. *** Lubię słowa pełne gracji, czaru, smaku, akceptacji. Jedno wam na ucho powiem - musi stać za nimi człowiek.  
    • @Gosława dziękuję. Staram się :))  @bazyl_prost czasem same się stawiają  @KOBIETA miło mi. Ukłony :))  @vioara stelelor warto pisać dla takich komentarzy :)) @Marek.zak1 tak, też chyba najbardziej lubię w tę nieokreśloność skręcać. Pozdrawiam Marku!  @Mitylene dziękuję. To ja biorę w siebie te słowa i chyba z rozpędu machnę coś w podobnym stylu.  @Waldemar_Talar_Talar dzięki. Fajnie, że zwracasz na nią uwagę.  @piąteprzezdziesiąte to się bardzo cieszę 
    • @Migrena Ten wiersz czytam nie jako historię „przejęcia pałeczki”, lecz jako opowieść o podwójnym widzeniu. Robert jest dla mnie realny - zbyt konkretny w detalach, zbyt cielesny w swojej obecności, by był wyłącznie figurą rozszczepienia. Bardziej czuję, że narrator staje się mimowolnym świadkiem czyjegoś mroku, aż granica między obserwacją a przeżywaniem zaczyna się zacierać. Najbardziej porusza mnie nie młotek ani trofea, lecz ojcowska czujność. Strach o córkę jest prawdziwy, organiczny. To nie brzmi jak głos sprawcy, tylko człowieka, który boi się, że zło może przenikać przez samo patrzenie. „Śniłem o nim. Za niego.” – odbieram jako doświadczenie empatycznego wchłonięcia cudzego ciężaru, a nie jako przyznanie się do czynu. Ten wiersz pokazuje, jak blisko potrafi podejść cudza ciemność, jeśli długo się jej przyglądamy.   Ale orzech do rozgryzienia zostawiłeś  
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Tectosmith Mimo wszystko życzę Ci, żebyś zrobił kiedyś taką kanapkę i zatrzymał się nad nią na chwilę. Tak jak ja nad Twoim wierszem. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...