Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 53
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Jeden ma siedemnastke i nie zna smaku wina, a drugi nioe pił do osiemnastki.

Macie silną wolę, albo jesteście sknerusy.

Ale jak sie utrzymaliście z wasza abstynencją w liceum, czy na wyjazdach, przeciez tam nie można nie pić, nie pić alkoholu na wyjeździe to grzech.

JA wytrzymałem tylko do konca podstawówki, a od poczatku liceum zacząłemme ostro nadrabiać zaległości na wszystkich zagranicznych wymianach, obozach, zielonych szkołach czy innch wycieczkach.

Opublikowano

JA do zeszłoroznych wakacji mogłem powedzieć, ze upiłem sie może ze 6 razy w tym raz do nieprztomosci, ale we włoszech upiłem się chyba z dziesięć razy i raz urwał mi się film. Podobno jeździłem windą hotelową. ;)

Opublikowano

Jaka ciekawa dyskusja ( i zwierzenia) się wywiązała ;)

Ja zacząłem pić tuż przed liceum (żeby nabrać wprawy i nie zbłaźnić się przed kolegami ;).
Pijam głównie piwa: Żywca, Tyskie, Lecha, ostatnio Okolim palone, czasem jakiś Porter też się trafi. Ale najgenialniejszym piwem jakie zasmakowałem było piwo pszeniczne, gorąco (choć na zimno ;) polecam!

Wina raczej czerwone, Tokaje całkiem mi pasują.

Wódki różne się piło ;) najlepsze 3 to: Finlandia żurawinowa, Dębowa i Żołądkowa gorzka (dobrze wchodzi :)

Pozdrawiam serdecznie
Coolt

Opublikowano

Mnie zawsze najbardziej cieszyły wypowiedzi matuzalemów: nie stronili od pracy i od wódki. Nie mam żadnej podbudowy teoretycznej, uważam że alkohol jest dla ludzi, a przy tym w kontrolowanych ilościach jest bardzo zdrowy (pouczający przykład śródziemnomorski :), tak sie po prostu złożyło że wpojono mi od dzieciństwa strach przed przeginaniem z niebezpiecznymi rzeczami ;)
Ulubionego alkoholu chyba nie mam, ale najczęściej sączę piwko (chyba?).

Może by tak temat co sądzicie o sztuce powstałej pod szeroko rozumianym wpływem? :)

Opublikowano

Mi by czuć sie przepitym wystraczyły zeszłoroczne wakacje we włoszech, do dziś gdy poczuje zapach wódki robi mi się niedobrze, a wypić moge tylko pare kiliszków do towarzystwa. Wyleczyła mnie troche Ukraina, tamtejszy kilmat dobrze n amnie wpływał. Piłem do późna, a rano wstawałem i zero kaca, tylko układ pokarmowy bardziej niz zwykle odmawiał posłuszeństwa, ale to chyba z odzwyczajenia. Znaczy się durchfal ;).

Co do twórczości pod wpływem to chyba mało kto przebije Gombrowicza.

Opublikowano

ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem smakoszem, smakoszem życia, a alkohole uważam za najwspanialszą używkę zaraz po__hmm__wiecie po czym, po tym co tygryski lubią najbardziej
ci, co mnie znają, wiedzą, że jestem małą czarną brown sugar, czasem zmieszaną cappuccino
pijącą stronga i czerwone wino;))
winka wytrawne produkcji własnej /dawniej pijałam chianti/
chociaż mamunia zrobiła pyszności: białe musujące półsłodkie i było__ymmm__wyborne
//uwielbiam wina musujące działają...pobudzająco /...//
natomiast po piwku doskonale wstukuję galopadę myśli, chwytam najbardziej subtelną nić i nawijam z niebywałą lekkością ///polecam
likiery -dobre do popijania damskich plotek, mój ulubiony to wiśniowy
wermuty -dobrze zmrożone z cytrynką albo/i oliwką
wódki -ooj, przepiłam kiedyś i na razie dziękuję, prócz żubrówki i w tym miejscu dochodzę do koktajli, a to już fantazja, poemat, pokusa tworzenia i smakowania boskich mieszanek, a potem damsko-męskie mieszanki w głowie

WSZYSTKIM
NA ZDROOOOWIE!

Opublikowano

A może triochę tradycji. Polecam artykuł o alkocholach:



Łowiec Polski 1.2004 r.

Nalewki staropolskie - chluba przeszłości, nadzieja przyszłości biesiady myśliwskiej


W początkach naszej państwowości Polacy pijali głównie piwo. Jeden z Piastów nie poszedł na wyprawę krzyżową i to za zgodą Rzymu, gdzie uznano jego racje, gdyż nikt nie mógł mu zapewnić codziennych dostaw piwa; a jak tu wojować, jak nie ma polewki piwnej na śniadanie. Piwo stanowiło w postaci zupy piwnej najważniejszy posiłek nie tylko podczas wypraw wojennych, ale głównie podczas polowań. Piwo miało bardzo dużą zawartość ekstraktu i wysoką procentowość, co gwarantowało pożywny posiłek i to, że można je było bardzo długo przetrzymymać. Popularne dziś piwa nazywano by pogardliwie cienkuszem, jedynie dzisiejsze strongi uznano by za krok w dobrym kierunku.

W czasach pierwszej Rzeczypospolitej oprócz piwa pijano: miody sycone, wina, najczęściej węgierskie, zwane węgrzynami, ciężkie włoskie i hiszpańskie, araki (liczne kontakty ze światem orientalnym), ale przede wszystkim polską specjalność - nalewki, w tym miody litewskie, dziś tak często mylone z syconymi.

Ludzie ubodzy pijali czystą wódkę zwaną okowitą. Wszyscy inni najczęściej z okowity robili nalewki. Każdy dom, szczególnie na Kresach, mieszczański, szlachecki czy magnacki posiadał swoje pilnie strzeżone przepisy na najlepszą wiśniówkę, tarninówkę, dereniówkę, jarzębiak, śliwówkę, morelówkę, orzechówkę, piołunówkę, na liczne nalewki ziołowe na miodzie lub plastrach miodu, z dodatkiem ziół i różnych owoców świeżych i suszonych, zwanych miodami litewskimi. Nalewki te miały od 25 do 75% czystego alkoholu, częściej słabsze niż mocniejsze. Czas od nalania okowity na owoce i zaszpuntowania dębowej beczki do pierwszego zlewu wahał się od trzech miesięcy do trzech lat. Beczki przechowywano w piwnicach, wystawiano na słońce lub zakopywano w ziemi. W późniejszych czasach nalewki nastawiano w gąsiorach szklanych. Z nalewkami postępowano podobnie jak Francuzi ze swoimi koniakami czy Szkoci z whisky. Były one mieszane i doprawiane według przepisów znanych tylko wtajemniczonym, stanowiły pilnie strzeżoną tajemnicę domu. Po rozlaniu nalewek do butelek czekano z pierwszą degustacją pół roku. W ten sposób powstawały trunki, których przyjemność picia była nie mniejsza niż delektowanie się wspaniałym winem. Cóż warte byłoby staropolskie biesiadowanie bez nalewek! Nalewki były słodkie, wytrawne, półwytrawne, słabe i bardzo mocne (do 75% alkoholu), a gama smaków bardzo bogata. Bardzo ważne dla tego miłego sercu tematu jest fakt, że cukier w powszechnym spożyciu jest dopiero od niecałych 200 lat. Wcześniej był on bardzo drogi. Głowa cukru była prezentem iście królewskim, co często odnotowywali kronikarze. Nalewki staropolskie były więc albo dosładzane miodem, albo najczęściej całkowicie wytrawne. Dopiero kiedy cukier stał się tani i ogólnie dostępny, każdy chciał się poczuć bogaczem i zaczęto dosładzać nalewki bez umiaru, a oszałamiającą karierę zaczęły robić likiery. Układając więc menu przyjęcia, proponowano na przykład kieliszek piołunówki na apetyt, wytrawnej morelówki do bażanta, wiśniówki do pieczeni z dzika czy jelenia (szczególnie jak sos wiśniowy), tarninówki do pasztetu z zająca, kieliszek nalewki z czarnej porzeczki do kaczki. I tak dobierano trunki do smaków sosów, potraw, kończąc przyjęcie deserami, czyli fetami, do których podawano nalewki półsłodkie i słodkie (te na miodzie). Orzechówka nieomal ratowała życie po przejedzeniu, a opowieści o polowaniu nie miałyby swojej siły wyrazu bez pucharu miodu litewskiego, który podawano uprzednio zapalając, szczególnie w chłodne pory roku i na dowód właściwej mocy. Nalewki to trunki ze względu na swoje walory smakowe bardzo chętnie pijane przez panie i kieliszek nalewki podany do kawy uprzyjemniał niejedno spotkanie towarzyskie oczekujących na powroty z kniei.

Nalewki są typowo polską specjalnością. Nie ma w słownikach tłumaczenia słowa "nalewka" na język angielski, chociaż za nalewkę należy uznać dżin. Po łacinie nalewka to "tinktura", tak dobrze znana każdemu aptekarzowi, gdyż tak przyrządza on lecznicze wyciągi alkoholowe z ziół. A więc apteczka domowa to początek kariery tych trunków.

Staropolska nalewka to połączenie działania alkoholu z leczniczym czy profilaktycznym działaniem wyciągów alkoholowych z owoców i ziół. Termin "nalewka" jako dobro narodowe powinien być prawnie chroniony, jak nazwa "szampan" we Francji, aby nie można było w naszym kraju sprzedawać napojów alkoholowych, które z prawdziwymi staropolskimi nalewkami oprócz nazwy nie mają nic wspólnego. Te, które powstają w ciągu kilku godzin z soku i alkoholu oraz wiedzy technologów o barwnikach i sztucznych dodatkach smakowych, nie powinny nosić tej szlachetnej nazwy. Jarzębiak był chętnie pijany, gdy produkowano go z jarzębiny, ale po zmianie sposobu produkcji i zastosowaniu tak zwanej "nowoczesnej technologii" zniknął z rynku.

Nalewki to klucz do sukcesu. Powinny stać się one dla nas tym, czym jest whisky dla Szkocji, koniak czy szampan dla Francji czy metaksa dla Grecji.

Słynna dereniówka łowczego, tarninówka prezesa, orzechówka, cytrynówka czy śmietanówka powinny coraz częściej wypierać zwykłą czystą wódkę z naszego myśliwskiego życia.

Wielkim grzechem w stosunku do przyszłych pokoleń byłoby zaprzepaszczenie szansy, jaką daje odtwarzanie nalewek, które powinny wrócić w całym swoim bogactwie po długich latach nieobecności na polskie stoły, wypierając z nich czystą, czego państwu i sobie serdecznie życzę

Miód litewski, często krupnikiem zwany, robimy z miodu, który rozpuszcza się na gorąco spirytusem i wódką tak, aby moc ostateczna wahała się od 55 do 60%. Ilość miodu to sprawa uznaniowa. Trunek ten aromatyzujemy cynamonem, goździkami, imbirem i wanilą. Najlepiej te korzenie zawinąć w gazę i stosować jak saszetki z ekspresową herbatą.

Tajemnicą smakowitości tego eliksiru jest zbalansowanie słodkiego smaku miodu kwaśnym sokiem z cytryny. Należy tylko pamiętać o tym, że przy długim przechowywaniu spowoduje on niesympatyczne zgorzknienie trunku. Dobrze smakują na zimno, ale najlepiej podawać taki miód mocno zagrzany, szczególnie w duże mrozy na rozgrzewkę, w kamionkach, zapalając go przed wyserwowaniem najwygodniej wacikiem na długim patyczku, jak kiedyś do stawiania baniek. Gasimy płomień nie dmuchając (dla brodaczy to naprawdę może być niebezpieczne), ale odcinając dopływ powietrza. Z termosu na ambonie w nocy mieści się w kategorii leków ratujących życie.

Grzegorz Russak

źródło: http://www.lowiecpolski.pl

Aż sie człowiek błogo uśmiecha czytając o tych smakowitościach :))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie dla mnie takie magnackie luksusy, chyba ze zrobiłbym skok na bank ;)

"Jarzębinówka

Przemarzłe nieco jagody podpiec trochę na blasze w letnim piecu, nalać dobrą wódką tyle, aby je objęła i postawić na słońsu na pare tygodni. GDy naciągnie zlac z jagód i uzywać niezaprawioną cukrem"



"Miód do picia

Garniec miodu rozpuścić w 5 garncach wody, następnie przecedzić przez worek flanelowy połowę tego płynu do wybielanego garnka, nazanczyć iność płynu, potem wlać reszte i gotować. Gdy sie wygotuje do naznaczonej ilości, dodać drugie tyle zimnej wody i wygotować do połowy włożywszy do worka funt szyszek chmielowych zawiązanych w worku. Gdy sie wygotuje przelać płyn do innego naczynia i gdy przestygnie włożyć łut drożdży nasmarowanych na skórke chleba i zostawić tak, nim zacznie fermentoeać, co odbędzie się w ciągu kilku tygodni. Po upływie tego czasu przecedzićpłyn przez worek flanelowy, wlać do beczułki dębowej i mocno zaszpuntować."

źródło: Kucharz Warszawski rocznik nieznany str. 506

Miód najlepszy jest po trzech latach tzw. trójniak.

funt to około 0,5 kilograma a łut to ok 1/32 funta
Opublikowano

Piwo, wódka, i wszelkim innym alkoholom oprócz wina mówimy stanowcze i głośne NIE!!!
Hihih, ale winko lubię, niestety moja głowa nie nalezy do najmocniejszych, tzn, po dwóch kieliszkach robię się baaaaaaaardzo rozmowna=P

Opublikowano

"Likier waniliowy

Robi się z olejku mięty pieprzowej, biorąc na 3 kwarty spirytusu kwintę olejku i syropu gestego kwart dwie. Tym sposobem robią się likiery z innemi zapachmi"

Likier Kawowy

Trzy funty upalonej ;) kawy zemleć i nalć 6 kwartami spirytusu i dwoma kwartami wody. Po upływie tygodnia gdy naciągnie, przecedzić przez flanelowy worek i zaprawić zyropem z 4 funtów cukru"

źródło : Kucharz warszawski

funt to ok 1/2 kg
kwarta to 1/4 garnca (garniec to ok 4 litrów)
kwinta ( na chłopski rozum 1/5 garnca)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...