Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Heniek ostro zawrócił i sobie tylko znanymi skrótami szybko zajechał przed wskazany lokal. Dotychczas zaglądali tam w garniturach i z atrakcyjnymi kobietami przy boku. Teraz odwiedzali restaurację jako trójka ponurych, byle jak ubranych facetów, z których jeden był w stanie, delikatnie mówiąc opłakanym. Wszystkie stoliki były zarezerwowane, ale kierownik sali zrobił specjalnie dla Krystiana wyjątek. Rezerwacja obowiązywała od godziny 20.30. Zegar wskazywał 19.00, więc menedżer mógł zaryzykować, zwłaszcza, że czynił to dla stałego klienta. Krystian urządził tam kilkanaście spotkań biznesowych i uczcił okrągłą rocznicę urodzin bankietem na czterdzieści osób.
- Dzień dobry, nazywam się Krystian Tymon. Proszę trzy, nie dwie whisky z colą i jakiś sok.
- Dlaczego się pan przedstawia? – zapytała z uśmiechem kelnerka.
- Bo już nie jestem anonimowym alkoholikiem.
Oprócz „łyskacza”, na zaostrzenie apetytu zamówili Campari z sokiem pomarańczowym, piwo i kawę; jako przystawka miała służyć zupa z darami kilku mórz, w której każdy mógł z wielkiego gara wyłowić coś dla siebie. Danie główne każdy zamówił sam. Krystian wziął kaczkę, skromny jak zwykle Heniek makaron chiński z warzywami, Młody, choć chudy jak sierota z Kosowa, przepraszającym tonem oświadczył, żeby mu dużo nie dawać, ale jeśli już to poprosi o sajgonki, podwójny specjał szefa kuchni i może jeszcze małe co nieco na koniec. Krystian uwielbiał go karmić i patrzeć na wyrzuty sumienia chudego „przecinka”, że tyle potrafi w siebie włożyć. Nazywał go wtedy „kaczorem”, bo zaraz po posiłku Młody leciał do toalety i robił sobie miejsce na dalszą część ucztowania.
Po okresie dysforii nastrój Krystiana przeszedł błyskawiczną metamorfozę. Wódki chwilowo nie umiał pić - zwłaszcza, że picie z butelki przypominało mu o nie najlepszych czasach, ale Campari wyjątkowo mu smakowało. Kawa też czyniła błogosławione rzeczy. Przeciągnął się z rozkoszą i strzelił kośćmi palców, budząc zdziwienie pozostających w posępnej zadumie przyjaciół.
- Co jest, smutasy? - rzekł swobodnym tonem - Przyjechaliście mnie pocieszać czy dobijać? Kurwa, jeszcze nie umieram. Nie tak łatwo uwalić Tymona. Wciąż jestem stuprocentowym mężczyzną. Mam złoto na rękach, srebro na skroniach i stal w spodniach. A jutro jeszcze raz pokażę światu, jak się wychodzi z dołka.
- W to akurat wierzę – Młody uśmiechnął się ciepło – Już kilka razy przechodziłeś kryzys, a potem sięgnąłeś jeszcze wyżej.
- Kryzys, czyli szansa, przyjacielu - Krystian łagodnie położył mu rękę na ramieniu, jak zwykle czynił, kiedy przygotowywał się do pouczającej pogadanki - Nigdy o tym nie zapominam. Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. Tyle mi potrzeba.
Odłożył sztućce i zaczął jeść rękami. Strasznie go to bawiło. Teraz czuł się człowiekiem, który znajduje się we właściwym miejscu i czasie. Potrzebował tego rodzaju ostentacyjnych gestów, bo w ten sposób uwalniał tkwiące w nim głęboko urazy do świata. Teraz świat nie był dla niego przestrzenią do życia, lecz gigantycznym więzieniem, w którym każdy osadzony jest dodatkowo spętany przez przekleństwo cielesności i zdeterminowany kaprysami losu.
Inni goście restauracji zerkali ku niemu z konsternacją i oburzeniem, co dawało mu dodatkową satysfakcję. Czymże w końcu są występy bez publiczności? – pomyślał. Porwał kawał ociekającego sosem mięsa i wepchnął go sobie do ust. Pałaszował go z wielkim trudem, a sos ściekał mu po brodzie i plamił koszulkę na piersi. Starł go wierzchem dłoni i uśmiechnął się do rozbawionych przyjaciół.
- Wszystko, co mnie nie zabija, czyni mnie silniejszym - mruknął wraz z przyjściem kolejnej fali lepszego samopoczucia.
- Przydałoby się kiedyś wydać twoje złote myśli - rozmarzył się Młody.
Krystian wzruszył ramionami, ale ten pomysł sprawił mu przyjemność. Od tak dawna nic nie napisał, nie miał czasu nawet na rozmyślania. Tyrał od świtu do późnej nocy na chwałę swoją i gospodarki wolnorynkowej, zagłuszając przeszkadzające w tym uczucia i myśli. To wynikało z jego śląskiej natury. Kiedy decydował się za coś zabrać, robił to z pełnym zaangażowaniem. Poza tym był, jak to zwykł określać jeden z jego terapeutów, holikiem - człowiekiem wyjątkowo podatnym na wszelkiego rodzaju nałogi. Uczeni stwierdzili około 70 rodzajów uzależnień, miał więc oprócz alkoholu, całą paletę innych sposobów stymulacji. Przestał pić, lecz nie przestał być uzależniony. W zastępstwie popadł w pracoholizm, seksoholizm i hazard. Stosował je naprzemiennie wedle aktualnej potrzeby, zdając sobie sprawę, że bez tego nie mógłby normalnie funkcjonować.
- Fajna dupa - stwierdził, przyglądając się siedzącej przy barze dziewczynie, której kruczoczarne włosy spadały kaskadą na plecy, a opięte skórzaną spódnicą pośladki wabiły wzrok - Bierzemy ją???
- Daj spokój – zaooponował Młody - Jedziemy do domu.
- Co jest? Boicie się tego bojka?
Nie zdawał sobie sprawy, jak głośno się zachowuje. Spojrzenia gości i obsługi traktował jako naturalny przejaw zainteresowania jego osobą. W końcu był tu znany i szanowany. Zostawiał w tej knajpie pieniądze, zawsze pamiętając o pracownikach i szefie. Im dawał sowite napiwki, z nim dyskutował o ekonomii, życiu i polityce, płacąc sumiennie za każdą fakturę. Wiele razy dawał dowód, że jest człowiekiem z klasą. Teraz był w dole i pragnął to zademonstrować. Może to i była słabość, ale inaczej nie umiał. Uległ w końcu perswazji Młodego i dał się posadzić w samochodzie.
Przespał całą drogę do domu, lecz otworzył oczy, gdy tylko ucichł silnik. Przyjazna fotokomórka uświetniła ich przybycie strumieniem radosnego światła. Heniek zaparkował blisko drzwi, więc po dwóch krokach znaleźli się w domu.
Młody był tam prawie u siebie. Otworzył drzwi, wstukał kod dezaktywujący alarm i wpuścił ich do środka. Krystian zatoczył się w drzwiach, ale nie pozwolił się holować. W końcu poradził sobie sam: cisnął kurtkę i buty, a potem zwalił się na ławę w kuchni. Wszyscy wyłożyli telefony na stół.
- Od jutra zaczynam nowe życie - sapnął Krystian - Nie jęczmy już dzisiaj. Młody weź sobie piwo z lodówki, a Heńkowi daj Red Bulla.
Młody w mig wypełnił jego polecenie, z tym, że wziął sobie naturalnie schłodzone piwo ze spiżarki, w której zawsze była niska, piwniczna temperatura.
- Ja poproszę Martini - dodał Krystian - Lód jest w zamrażalniku.
Młody podał mu drinka i skoczył do pokoju, włączyć muzykę. Nie myślał długo. Dżem towarzyszył im od początku znajomości, a ”Outsider” stał się niemal hymnem ich włóczęgi przez świat. Krystian wypił niejedną flaszkę z Ryśkiem Riedlem i jego tekściarzami. Kiedyś o mało co sam nie zadebiutował jako autor piosenki. Teraz Sebastian Riedel szedł w ślady ojca, śpiewając w zespole Cree.
Popijali wolno, co kto miał, ale nastrój przygnębienia wciąż nie ustępował. Krystiana zaczynało to drażnić. Ilekroć napotykał taką sytuację, prawie stawał na głowie, żeby rozruszać towarzystwo i przegonić chmury. Tym razem nie potrafił.
- Nim ostatni raz wiatr dmuchnie w żagiel, nim oczy obolem mi obłożą, niech jeszcze raz posmakuję pomarańczy twoich ust - powiedział nagle, nie wiadomo do kogo.
Spojrzeli na niego zaskoczeni. Dopiero po chwili zrozumieli, że próbuje przypomnieć sobie o poezji. Nieraz opowiadał, jak coś go dusi i domaga się uzewnętrznienia, a on spycha to gdzieś w głębiny zapomnienia. Pewnego razu przez blisko godzinę czytał Modemu przez telefon napisany właśnie monolog. Nie nazywał tego poezją ani literaturą, tylko po prostu czytał to, co wypłynęło nieoczekiwanie z jego zduszonego wnętrza.
- Mów – mruknął Młody, kończąc piwo.
Krystian uśmiechnął się cwaniacko i zamknął oczy. Po chwili następna fraza wyłoniła się z pomroki jego duszy.
- W albumie mojego serca nie bledną fotografie, nawet te najstarsze wywołuję świeżo, niektóre mają ślady łez i pocałunków, inne rany rozdarte, bo chciałem zapomnieć: w zimowe wieczory chętniej tu zaglądam, dokarmiam ptaki, bezpańskim psom wynoszę jadło, pijaka podnoszę ze śniegu...
Świetnie pamiętał swoje wiersze. Nie napisał ich zbyt dużo, na pewno nie starczyłoby ich na jakikolwiek tomik, ale recytując je, zawsze w sercu czuł dziwne ciepło, które pojawiało się w chwilach naprawdę szczególnych. Popatrzył na Młodego przekrwionymi piekielnym ogniem oczami i wykrzywił usta, by powstrzymać napierające łzy.
- Teraz ty - mruknął.
Młody długo myślał. Nie miał nic gotowego. W przeciwieństwie do Krystiana pisał dużo i często – do gazet, czasopism, różnych almanachów i antologii. Nie był w stanie tego wszystkiego spamiętać.
- Do twojego domu wniosę razem z deszczem brzegi omuskanych chmur i zapach wiatru. Odłożę na później bezkres pól mojej wewnętrznej fikcji, usta nasmaruję miodem. A kiedy trupi jad wylezie mi z butów, wyjdę bez słowa zaśpiewać krokami drodze donikąd...
Krystian uśmiechnął się kącikiem ust, a potem poprosił o następne Martini. Przygotowując mu drinka, Młody wziął sobie następne piwo.
- Dzieciaki z osiedla wołają na mnie: poeta! tylko głowa nie ta! Bawi je piórko mego kapelusza, mnie zaś ich jasne spojrzenie cieszy - tak patrzeć na świat potrafią dzieci i wariaci; czasem kobieta tak spojrzy lub... śmierć.
Potrafił recytować, jak mało kto i wiedział o tym. Nawet z drugorzędnego tekstu potrafił wykrzesać pozornie nieistniejącą poezję. Tym razem Młody odpowiedział natychmiast:
- I tylko chudy facet z krzyżem w milczeniu kiwa głową. Jego już nic nie zadziwi...
Heniek ziewnął ukradkiem. Młody posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, dając do zrozumienia, że może już jechać. Odczekał krótką chwilę i wstał.
- Rodzina widziała mnie ostatni raz o świcie - powiedział i uścisnął zamyślonego Krystiana - Zajrzę do was rano.
Krystian wstał i uścisnął go serdecznie. Zostali sami. W oparach alkoholu i rozpaczy. Młody odstawił pustą butelkę po Martini i otworzył Campari. Potem zaatakował znienacka:
- Niech jeszcze raz poruszę wiosłami, a potem choćby na urwiska, niech zaśpiewają syreny, kusząc obietnicą lepszego świata.
Krystian spojrzał na niego przekrwionymi oczami, w których błyszczały świeże łzy i uścisnął go tak, że ten aż stracił dech. Tkwili tak: on rozparty na ławie, Młody wciśnięty w jego twarde, nabrzmiałe brzuszysko. Płakał i chciał, żeby Młody też płakał, ale nie potrafił.
- Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, co ci się przydarzyło – powiedział nagle Krystian miękkim głosem – Gdzie to ukryłeś?
- Najgłębiej, jak umiałem – odparł spokojnie Młody
- Okej, dzieciaku. Nie pytam po to, żebyś się otwierał. Chcę tylko wiedzieć jak to się dzieje, że tak dobrze sobie z tym radzisz.
- Przeżywałem to przez trzy lata, noc po nocy, nie mogąc odnaleźć uspokojenia. Kiedy je w końcu osiągnąłem, uznałem, że nie warto rozdrapywać rany. Mam na rozmyślania całą wieczność.
Krystian pokiwał w milczeniu głową, ścisnął go raz jeszcze i puścił. On chętnie rozpatrywał zagadnienia przeszłości, a Młody chętnie słuchał. W przeciwnym kierunku układ nie działał.

Opublikowano

Lechu, kawal tekstu mi urwalo. biegne do siebie i doklejam. Nie dzwon i nie przelewaj kasy :)

Pedro, nie wiem, czy ma cos wspolnego z Indianami :) Na pewno istnieje i nagral trzy plyty. Sebek robi sie coraz bardziej podobny do ojca...

Opublikowano

Krystian uwielbiał go karmić i patrzeć wyrzuty sumienia chudego „przecinka”, że tyle potrafi w siebie włożyć = czegoś mi tu brak, może "na" wyrzuty sumienia?

jak to zwykł określać jeden jego terapeutów= jeden z jego
-----------

wyciszający fragment.

Opublikowano

Nie czytałam poprzednich części, postaram się to nadrobić. Ta podoba mi się, ale równocześnie wydaje mi sie dziwna. Jak dla mnie zupełne pomieszanie klimatów... Jednak czyta się świetnie, płynnie i szybko.
pozdrawiam

Opublikowano

Robię wiele dzwinych rzeczy i ta nie jest najdziwniejsza :) ale poprawiłam się i przeczytałam już wszystkie i to po kolei. Trudno mi jest skomentować całość. Styl świetny, tekst spójny, poezja dla oczu, bo czyta się znakomicie. Pisała to wprawna i lekka ręka. Fabuła jednak trochę przygnębiajaca, pesymistyczna... Może coś bardziej konstruktywnego wymyśle następnym razem...
pozdrawiam

Opublikowano

tyle sobie wydrukowalem w ubiegłym tygodniu. no i wyobraź sobie, czytam, czytam , dochodze do czesci piatej i .... musze poczekac na następną(e) tak z lekka mnie to wkurwi lo, nie powiem, bo nie lubie czekac na kontynuacje dobrych rzeczy... widze czesc 6 ...dobra.faceta nie ocenia sie po tym jak zaczyna , ale jak konczy. chociaz przy twoich dluzszych rzeczach , mozna spac spokojnie. co do krotkich mam mieszane uczucia.kozy zlote rybki, odzywajace sie z bebechow tasiemce -niezle napisane,ale , tak jak ci chyba ci juz gdzies napisalem, przeplukuje sie tylko nimi mózg, ale go nie wypełnia. inna sprawa ma sie z twoimim dlugimi tekstami - one w czlowieku zostaja. moze nie wszystkie , ale wiekszosc. ciesze sie ze masz rozmach i ze jestes plodny. i naprawde uciesze sie , jak ci ze znaku wezma cie pod swoje skrzydła(tylko uwazaj na umowe - jacka glebskiego znak swego czasu wyruchał przy jego "kryminaliscie", cos tam nie doczytal i pozniej patrzyl jak jego przetlumaczona ksiazka szla u faszystow jak cieple buleczki, ale on nie zobaczyl z tego ani jednego euro - sam mi to kiedys napisal w liscie)swoja droga , bardzo sie dziwie ze znak kaza ci sie czyms wykazac - albo sa , kurwa , slepi, albo glupi, bo piszesz dobre, przejrzyste
INTERESUJACE I WCIAGAJACE rzeczy, wiec bardzo sie dziwie ich postawie. mysle ze dobrze wypromowany, naglosniony, moglbys bez wiekszego problemu stac cie takim polskim drugim kingiem. masz zadatki i jestes zajebiscie plodny(zazdroszcze).a tak na marginesie... lubie kinga. podoba mi sie ze z najblachszego i oklepanego i wydawalo by sie najglubszego tematu, potrafi zrobic wciagajaca rzecz. to tak jak u ciebie....

Opublikowano

Jejku, dzieki za soczysta przemowe. Beda dalsze czesci, ale pisze wolno, bo robota niestety.
Poza tym pisze trzy rzeczy na raz i sam sie dziwie, ze jeszcze zyje :)

Strasznie mnie podbudowales, bo przed wyjazdem do Londka powysylalem fure propozycji do roznych wydawnictw. Trzy odmowily, trzydziesci milczy do dzis. Dostalem jeden krotki znak, ale bez gwarancji.

Opublikowano

takie wlasnie komenty kazdy z nas chcialby czytac pod swoimi tekstami. dlugie - chwalebne - dlugie - niechwalebne . w jednym i drugim wypadku podparte ARGUMENTAMI. krytyka bez nich jest gowna warta, pochwaly takze nie maja siły.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...