Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Być może poezja jest formą ucieczki nieudaczników. Pozwala im się realizować na nieobleganym gruncie, na polu nie obsadzonym zbyt gęsto przez konkurencję. Tworzą swój mały świat, walczą i konkurują jak siewki chwastów o wodę, składniki pokarmowe, światło. Nie chcą wiedzieć, że tu jest posiany rzepak i to on daje pieniądze, to on osiąga sukces, to on się liczy i on ma wartość użytkową . Opowiadają coś o wartości innej, duchowej, a ich słowa skręcają się coraz bardziej - jak od herbicydu.
Znaleźli dla siebie coś, co nikogo nie interesuje. Wierszopisarze czytają wierszopisarzy, a potem jadą do pracy wiezieni zdezelowanym polonezem sąsiada – świńskiego blondyna.

Jak trzoda wieziona na rzeź.
Jak marzenia ściętej głowy.

Opublikowano

hmm...mocne słowa...ale chyba nie mogę się z nimi zgodzić, chociaż z drugiej strony...

nieee....nie uważam się za 'nieudacznika', wręcz przeciwnie...mimo małych chwil zwątpienia:)
po prostu tzw. wierszopisarze, postrzegają świat trochę inaczej. obserwuję że gdy ktoś złyszy że piszę wiersze, to jest pod wielkim wrażeniem, ale...no właśnie, ale czym się tu w zasadzie zachwycać? pisanie wierszy jest dość powszechne, o czym świadczy chociażby to miejsce:)
bywają tu też osoby które same wierszy nie piszą (np. ostatnimi czasy ja).

a że czasem żyjemy w innym świecie...czy coś w tym złego? przecież każdy człowiem musi znaleźć sobie swoje miejsce na ziemi ( i nie tylko).

pozdrawiam
Agnes

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jakby wywalono jego wiersze ludzie czytali by kogoś innego, proste. robienie z poetów bóg wie kogo jest dla mnie śmiesze.
Opublikowano

Że co? Niby ten z rozwianym włosem (hehehe) i obłędem w oczach, myślący wierszem, patrzący w gwiazdy i potykający się o własne sznurowadła to typowy obraz poety? Jakiś stereotyp, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Oczywiście są tacy osobnicy, ale nie sądzę, aby była ich większość. To raczej wymierający gatunek. Mogę się zgodzić tylko z tym, że wierszopisarze czytają wierszopisarzy, a reszta naszego czcigodnego społeczeństwa nawet nie zamierza spojrzeć na zamknięty tomik poezji.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja - na ten przykład - jestem emerytem, krótko ostrzyżonym i w ogóle. Od zawsze broniłem się, żeby nie zostać literatem, bo jestem chudy tak, że określenie "chudy literat" mogłoby mnie zabić na śmierć. Raczej piszę w niedzielę, znaczy jako hobby, jak mnie jakaś muza natchnie. No, jestem nieudacznikiem, fakt, piniondz jest mi rzeczą nabytą, i to przelotnie. W swoim życiu osiągnąłem [ustawa o ochronie danych osobowych...], a teraz to nawet prywatną działalność gospodarczą musialem zawiesić, żeby się nie tłumaczyć niejakiemu Zus-u (znaczy płacą mnie ludzie do ręki na zasadzie gentelmańskiej umowy, no bo żyć z czegoś trzeba ;). Wydałem - owszem. Nie przebiłem. Się. Niekoniecznie na własne życzenie. Wynalazłem sposób, żeby czytali mnie nie wierszopisarze. Co jakiś czas drukuję tak ze 25 szt. zbiorku wierszy i rozdaję znajomym (niestety są - siłą rzeczy - wśród nich też 'poeci' - ale nie ma metod idealnych ;). Znaczy pan by chciał, żeby tomiki zamiast harlequinów w kioskach z gazetami były? Szlachetne.
A problem jest, proszę Pana, taki: żeby oni w ogóle chcieli czytać, a już rozumieć - to w ogóle. Ja - na ten przyklad jestem gotów. Nawet rozpocząć czytanie poezji na rekord świata: w ilości godzin, ilości wierszy czy nawet w ładnej choreografii, bo a nuż jeden z drugim usłyszy - zobaczy i może coś mu zostanie (nawet choćby nie chciał, choćby pluł z piwa pianą - jak go zahaczy, to kiedyś się odezwie). No a są przecież inne jeszcze pożytki z tego bezsensownego mielenia słów.
Szkoda gadać. Ogólnie Pana poparłem (chyba? :).
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja - na ten przykład - jestem emerytem, krótko ostrzyżonym i w ogóle. Od zawsze broniłem się, żeby nie zostać literatem, bo jestem chudy tak, że określenie "chudy literat" mogłoby mnie zabić na śmierć. Raczej piszę w niedzielę, znaczy jako hobby, jak mnie jakaś muza natchnie. No, jestem nieudacznikiem, fakt, piniondz jest mi rzeczą nabytą, i to przelotnie. W swoim życiu osiągnąłem [ustawa o ochronie danych osobowych...], a teraz to nawet prywatną działalność gospodarczą musialem zawiesić, żeby się nie tłumaczyć niejakiemu Zus-u (znaczy płacą mnie ludzie do ręki na zasadzie gentelmańskiej umowy, no bo żyć z czegoś trzeba ;). Wydałem - owszem. Nie przebiłem. Się. Niekoniecznie na własne życzenie. Wynalazłem sposób, żeby czytali mnie nie wierszopisarze. Co jakiś czas drukuję tak ze 25 szt. zbiorku wierszy i rozdaję znajomym (niestety są - siłą rzeczy - wśród nich też 'poeci' - ale nie ma metod idealnych ;). Znaczy pan by chciał, żeby tomiki zamiast harlequinów w kioskach z gazetami były? Szlachetne.
A problem jest, proszę Pana, taki: żeby oni w ogóle chcieli czytać, a już rozumieć - to w ogóle. Ja - na ten przyklad jestem gotów. Nawet rozpocząć czytanie poezji na rekord świata: w ilości godzin, ilości wierszy czy nawet w ładnej choreografii, bo a nuż jeden z drugim usłyszy - zobaczy i może coś mu zostanie (nawet choćby nie chciał, choćby pluł z piwa pianą - jak go zahaczy, to kiedyś się odezwie). No a są przecież inne jeszcze pożytki z tego bezsensownego mielenia słów.
Szkoda gadać. Ogólnie Pana poparłem (chyba? :).
pzdr. b

przez palce RB przemawia mądrość;)

od siebie mogę powiedzieć, że — na ten przykład ja — jestem egocentryczny, narcystyczny (to świeża obserwacja, z podziękowaniami dla otoczenia), jak to określiła kobieta, która podobno kiedyś była mi bliska: „zblazowany i zawsze najmądrzejszy”. Do tego złośliwy i wredny, o czym niezawodnie niektórzy członkowie tego forum się zdążyli przekonać.
Co jakiś czas dopada mnie atak nienawiści do świata tudzież depresja. Moim zdaniem poeci nie są nieudacznikami sensu stricte (choć w środowiskach kultywujących pieniądz można tak uważać) — są po prostu popaprańcami.:)
pozdrawiam
Opublikowano

Myślę, że Włodzimierz_Janusiewicz poruszył bardzo ważny temat. Kim jest osoba tworząca poezję? Jaka jest wartość tej twórczości dla samego poety jak również dla odbiorców?
Czy istnieje jakieś obiektywne kryterium podziału na nieudaczników i udaczników?
Co odróżnia artyzm od grafomanii? - wydaje mi się, że jedno i drugie uskrzydla piszącego; ale tylko to pierwsze – artyzm – również odbiorców. Ci ostatni - w ostatecznym rozrachunku - zadecydują o wartości każdej poezji.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mocne słowa.
Co do tego kto jest kim - nie uważam się za nieudacznika - skończona biologia, informatyka w biznesie, angielski. W wolnych chwilach poezja, karate, militaria, przyroda ... itp. itd.
A że mam inne, może bardziej wrażliwe :), podejście do zastanej rzeczywistości?
Takie życie.
Czuję się silniejszy moim postrzeganiem świata bez tomików na koncie.

;)

Pozdrawiam
Piotr M.
Opublikowano

wszystko mi jedno, kim jestem
ale kiedy literki zaczynają się układać w słowa, a słowa w myśl tkliwą, to zanurzam sie w aurę ustawiania ich w szereg sensu jakiegoś całą sobą, jak zanurzamy się w zapach bliskiego ciała
czuję muzykę, jakieś obrazy biegają i czepiają sie dłoni
chcą, by nadać im cielesność, nazwać najprawdziwiej
i tak bawimy się w światło-cień
ktoś przegrywa, ktoś wygrywa
pisanie rymowanych strofek jest zabawą o wiele trudniejszą
ma ograniczoną gamę możliwości; trzeba wiele wysiłku, by zabrzmiały czysto, bez tonu fałszu
nie zawsze się udaje
jak to w życiu
prawdą jest, że chcemy uznania, choćby dostrzeżenia
pragniemy innym dać tę iskrę przeżycia własnego, myśli ulotnej, zadumy spokojnej
czasem najpiękniejsze wiersze piszemy na ulicy, bez możliwości zatrzymania potoku uczuć
chwalebny jest wysiłek pokazania swych okruszków innym tuptaczom życia
bo poeci najpiękniej nazywają to, co czują wszyscy
a piękne słowa może uszlachwtniają nas, może ...
taki ze mnie romantyczny wierszokleta i cieszę się, że nim jestem

ukłony ślę
seweryna

Opublikowano

calkowicie sie podpisuje pod tym co napisala natasza.
od siebie dodam jeszcze tylko ze nieudacznictwo nosi sie gdzies gleboko w sobie i jest efektem jakiegos zranienia. poezja moze byc swietnym sposoboem na przezywanie swiata, nie trzeba wcale pisac wierszy zeby ja czuc. odbierac jak powietrze z kazdym oddechem. w koncu to tylko slowa ktore "po niebie się tułaczą i udają ze znaczą coś wiecej niz znaczą"
poezja pomaga przetrwac trudne chwile i wsypac do wspolnego worka ogolnoudzkiej nadwrazliwosci troche gwiazd, mikolajowych podarkow, z ktorego w kazdej chwili mozna cos dla siebie wyciagnac i powiedziec nie jestem sam. a sukces slawa pieniadze; te rzeczy sie poprostu przydażają, niejako po drodze i przemijają jak wszystko, najwiekszy bol rodzi dopiero przywiazanie do nich i to ono wlasnie skazuje nas na nieudacznictwo.
w koncu w poezji chodzi o to by "w zawrotny przepych slońca wejsc bezrozumnie"

Opublikowano

też chcę powiedzieć o sobie :D
na ten, tak zwany przykład:

jestem egocentryczna i dlatego od razu spodobał mi się ten temat :)
piszę sobie a czasami innym
jak im się uda przebić przez prywatne moje filtry

a tak poza tym - jestem nieudacznikiem
i jestem z tego dumna
bo mam siebie 24 godziny na dobę i żeby to znieść
muszę siebie kochać ;)

pozdrawiam

Opublikowano

"Szczęśliwy nie fantazjuje nigdy; czyni to jedynie niezadowolony. Niezaspokojone życzenia są siłą napędową fantazji i każda poszczególna fantazja jest spełnieniem życzenia, korekturą niezadowalającej rzeczywistości."
- Z. Freud

"Twórczość jest według niej (Marii Komornickiej) uświadomieniem i nazwaniem tego, czego nam brak i czego pragniemy..."
- Maria Podraza - Kwiatkowska

Opublikowano

Przeczytałam, Kochani, Wasze wypowiedzi. Postawiłeś mądre pytanie, Panie Włodzimierzu! Jak to jest z tą poezją? jak z poetami? Dlaczego piszą i czy są nieudacznikami (życiowymi?)
Eh, chyba nie z tego powodu chwytają za pióra.. Sądzę, że nie potrafią przejść obojętnie obok wielu spraw, wzruszeń, ludzi. Może brak im pewności siebie i szukają tego w podobnych sobie istotach…
Czy są siewkami chwastów wałczących o podstawy przeżycia ? Zostawmy komercjalność poezji – to temat na potem.
Piszą, bo muszą i chcą – jak niektórzy kopią piłkę lub oglądają kopiących piłkę. Ładnie określiła poetów Seweryna – z wielką wrażliwością.
Bo kto może wyczuć, czy pani za ladą, która się ledwie uśmiecha, nie kołysze w sobie nowego wiersza, a złoty młodzian w Audi nie brzęczy pustogłowiem ?
Zadam pytanie – a czy nauczono nas w szkole czy w życiu tak naprawdę
czytać poezję, być wrażliwym? Czytamy prozę, gazety, sprawozdania etc. Czas na poezję przychodzi, kiedy coś rzuca nas w świat nadwrażliwości – jako twórcę lub odbiorcę, potrzebujemy bliższego kontaktu z kimś, kto „mówi tym samym językiem”.

„Czuję się silniejszy moim postrzeganiem świata bez tomików na koncie.” (Piotr_Mogri) jest mocnym wyznaniem

Natasza podkreśla, że :”Stać się poetą może każdy – nieudacznik życiowy i światowy potentat systemów komputerowych .” ….i dalej :” nie ma nieudacznictwa na pewnym stopniu świadomości poety. Jest natomiast często zazdrość o innych poetów. I dopóki nie poczujemy, że nam jest łatwiej zrozumieć, że każda z osób piszących ma udział w triumfie drugiej, dopóty nie możemy liczyć na to, że nasza poezja będzie czymś więcej niż pisaniem wyłącznie dla siebie.”

Nazywać się nieudacznikiem może człowiek opierający się na lasce (nie wcześniej), którego oczy już nie czytają wierszy a pamięć nie potrafi wyłuskać własnych … ale wtedy ten ”nieudacznik” powie – jest gdzieś coś zapisane moją ręką, moją myślą, moją wrażliwością …
Teraz o sobie – nie czuje się nieudacznikiem, choć już mam prawo zrobić jak Bezet małe podsumowanko życiowe : piszę, bo materializuję myśl, bo szlifuję i pielęgnuję język, wzruszam się po odczytaniu własnego zapisu (narcyzm?) i chłonę słowa innych, przymierzając się do „przejścia do następnej klasy”. Idąc tą ścieżką - do „matury” mi daleko a do „dyplomu-tomiku” jeszcze dalej, ale nawet jeśli nie zdążę (może w innym życiu) i tak się nie przyznam najbliższym, że piszę. Dla mnie poezja jest SPEŁNIENIEM mnie samej i czuję się UDACZNIKIM. Pozdrawiam serdecznie Arena

Opublikowano

ze szkoły wyniosłem wiele: piórniki, książki, parę obrazów... to tak żartem. cytat z Laskowika. w rzeczywistości bardzo niewiele: nałóg palenia, lekceważący stosunek do obowiązków i maturę zdaną ze ściągawek. czy jestem nieudacznikiem? robolem jestem od początku życia. to właściwie był początek nauki i stąd cała wiedza, jaką posiadam. skromna. czy jestem nieudacznikiem? że nie wspomnę dóbr materialnych (mógłbym żyć bez pieniądza, ale moi wierzyciele jakoś nie), na koncie nie mam tomików ani nawet pojedynczych wydań moich "pisanek". bywa, że komu się spodoba, bywa, że nazwą mnie grafomanem. czy jestem nieudacznikiem?
nie śmiem się mienić poetą. czy jestem nieudacznikiem?
przeczytałem gdzieś, kiedyś, że ktoś znaczny powiedział: "poetą się nie jest, poetą się bywa" i tak bardzo przypadło mi to do gustu i tak bardzo się z tym zgadzam. bo kiedy, jak napisała Seweryna: "jakieś obrazy biegają i czepiają sie dłoni
chcą, by nadać im cielesność, nazwać najprawdziwiej", jak tu nie być poetą. to przecież nie zawód (choć może dla których) to przecież stan ducha. to chwila nabrzmiała wzruszeniem, co minie i zniknie. to słowa, co treści ciałem się stają, żeby je tylko tą treścią napełnić i związać.
i bywa, że wzruszam się czytając, co napisał ktoś inny, a czasem mój własny tekst mnie wzrusza. najczęściej przepełniony jestem niewiarą w to, że moje pisanie przydatne jest choćby psu na budę. czy jestem nieudacznikiem? pewnie jestem. tak wiele nie potrafię, tak wiele nie rozumiem, tak stanowczo porządek codzienności nakazuje zapomnieć o marzeniach, że bezradnie opuszczam ręce i tuptam w tłumie tuptaczy życia w tym samym z nimi kierunku. ku śmierci.

Lefski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...