Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest mi bardzo miło ogłosić nowy konkurs na www.poezja.org, Tym razem będą trzy nagrody (za co należą się serdeczne podziękowania Oxyvii)

1. Miasto - zbiór wierszy i opowiadań Oxyvii, Joanny Iwanickiej i Barbary Szafrańskiej,
2. Odbicia - almanach wierszy i opowiadań grupy literackiej Terra Poetica,
3. Słowiańska woda pamięci - antologia z XXIV Ogólnopolskich Literackich Spotkań Pokoleń w Kruszwicy.

Tematem przewodnim będzie "miasto". Styl tym razem dowolny, regulamin jasny i przejrzysty jak ostatnio - wklejamy po jednym wierszu, do końca październiku, jury oceni je i poda wyniki do 10 listopada.

Skład jury:
Michał Kiliński
Grzegorz Gniady
Pijaczyna OK

z pomocą:
Kaliope X

Ruszamy!!!

Opublikowano
Miejskie


z obserwacji miejskich

miasto przypomina
wielkie imadło
na wrażliwość

interesy kwitną
jak zaskoczone
jabłka na
gołych jesiennych
gałęziach jabłoni

druga twarz zieleni
ciemnieje
pod szarówką nieba

latarnia aniołem na ćmy
i głupia nocna lampka
jest mi bardziej światłem
od bazgrania

pan Dymarczyk
maluje pejzaż miasta

siedzi na gałęzi
wierzby pod teatrem

życie nie teatr
panie Bonifacy
życie nie...

pan wie
pana pobili

tak wyginęli
genius loci
tego miasta

jak zaskoczone jabłka w sadzie
na jabłoni
Opublikowano

Pociąg

Słońce paliło oczy
mleczną nieba rozetą.
Pejzaż ciosany, cicho odchodził
w zaspane białe echo.

I ty rzeźbiarzu
(niepodobny obłokom)
stałeś patrząc na place
falujące w płomieniach wysoko.

Przystanki drzew zamarzały
odarte z puchu
Mrówka na iglicy konała
podobna powiece zbyt krótkiej
I szary szum porastał dzwony
zamiast gołębi, które uśpione
Czekały daremnie jutra...
chociaż nocy...

Wosk ci w ceglanych palcach spłonął

Jesteś jak ten plac
tylko serce masz spuchłe
glinę w żelazny sennik wklejoną
i rozpryśniętą w pędy twarz...

Opublikowano
Dotlenianie w Hirschberg

Ktoś potargał wszystkie klony
ludzkim krokiem bezimiennym,
most nad Bobrem pomarszczony
- cały w barwach rdzy - jesienny.

Domy, wozy, trotuary,
grube ryby i żebracy.
Jakie miasta są zamiary,
skoro obcy obcym tacy?

Tynkiem muru zawinięci,
zapędzeni w minę Muncha.
Tutaj wszyscy wszystkim święci
- ale jakby w marność ducha.

Jak wyznaczyć pewne kroki
nocnym chodem - tak niewiernym,
gdy wśród ulic mętne zwłoki
pełzną z melin do tawerny?

Żeby wygrać swe igrzysko
trzeba upaść bardzo nisko...
Żeby ludzie ludziom bliżej
- trzeba upaść jeszcze niżej.

Jak swe rany tu zabliźnić?
Jak, co, komu to tłumaczyć,
gdy bez naszych własnych bliźnich
- żadne miasto nic nie znaczy...
Opublikowano

Bawimy się dalej? może nie rymowany, ale trwialno- niewiadomojaki, wieć może się wstrzele w jakąś kategorię:

Kiedyś cała ta Ziemia
zarośnie jak trawą
domami

(. . .Bangalore. . . )

wiosek nie będzie
pozżerają je miasta

(. . .Bangalore. . .)

ogromne metropolie
na ludzkich zgliszczach

(. . .Bangalore. . .)

pewnie znajdzie się mądry ktoś
z nową jednostką
zrobi nam przyjemność
zrachuje ten koszmar

(. . .Bangalore. . .)

jest jednak nadzieja
że ludzie zapomną
jak krzesi się ogień
wtedy upadnie
nawet Bangalore

Opublikowano
Portret z rzeką

puste mosty jak klamry
spinają dwie części miasta
choć brzegi nie chcą połączenia

rzeka wije się jak zaskroniec
złapany w potrzask

dzisiejszy beton i szkło
walczą z wczorajszą cegłą
i spleśniałą dachówką
rdza aut wtapia się w brąz
leżących liści

lewa strona miasta świeci czystością
tysiącem neonów
woda połyka kolorowe światło

przeciwległa część jak czarna mgławica
leży w ciemności

nocą nad całym rozciąga się
fosforyzujące niebo
w dzień ta sama zmęczona jasność
po obu stronach
mieszkają nieszczęśliwi ludzie

Opublikowano

los rzucił mnie w miasto
bloki ulice parki
choć duże czasem
wejdzie się w Ciasną
zapuści w zakamarki

przejścia rozpozna nieznane
skróty dziwnie tajemne
którymi złodziej ucieka
a czasem gra się w szukane

inna jest w mieście wiosna
mniej świeża niż ta na polach
mniej syta i mniej pachnąca
jak zupa odgrzana od wczoraj

lato też bardziej gorące
spłynie lodem po rękach
zdyszane się rozkołysze
w kobiet barwnych sukienkach

niejedna miłość tu się zagubi
niejedna miłość odnajdzie
bo jakoś tłumniej tu ciaśniej
i tęskniej bywa też bardziej

Opublikowano

Moje

stary park w centrum miasta jak zawsze gościnny
dęby pamiętające wojny zawieruchy
ukłonami zapraszają nas szeleściwie
ławeczki szepczą :usiądź dodamy otuchy

rzeka wciąż szemrząc podpowiada : unieś głowę
wysoka skarpa średniowieczny mur obronny
za nim fara strzelista zachwyca budowlą
artyści trudzą się malując cegły dzwony

rynek wokół uliczki wąskie jak paseczki
przechodnie ocierają się o siebie i wpadają
uśmiechają beztrosko bez żalu zaczepki
co w gości przybyli starówkę podziwiają

osiedla te wysokie i niskie przykuwają
ciekawskich oczy architekturą bo piękna
zielenią topi się dokoła już od maja
zalotnych świateł błyski stopu na zakrętach

gdy zmierzcha włącza się sodowe słońce ulic
tak mocą w noc lśni niczym w bajce moje miasto
już nie zamienię go na inne nigdy za nic
a strudzeni ludzie ludziom ślą mile dobranoc

(panorama)

Opublikowano

Miasto...

Miasto moje
wciąż się zmienia
Patron Miasta
zmienił cokół
stanął dumnie
przy Ratuszu
z skwerku się
wyłonił mroku

Odnowiony
odświeżony
opłukany
letnim deszczem
w blasku ulic
rozświetlonych
wierzy że to
sen jest jeszcze

A na skwerku
gdzie na spacer
wielu mieszczan
chętnie chodzi
wszyscy widzą
wszyscy wiedzą

wreszcie się
fontanna rodzi

Planowana
wyczekana
wodnym szalem
skwer ozdobi
tchnie wilgocią
w gardło smoga
i gorące dni ochłodzi

- 2007 -

Opublikowano

Ten co rozmawia z drzewem nie potrzebuje wcale psychiatry!
Niestety, sporo ludzi uważa inaczej (powiedział kiedyś znany ktoś)
I właśnie to mnie martwi, że nie mam za bardzo z kim pogadać, idąc przez miasto:(

Na zawsze w sercu Kielecczyzna
Mą sadybą, ojczystym domem
Tu każdy zabytek jak numizmat
Z dumą reprezentuje ikonę

Buta miasta, wizytówka
To zieleni ogromne zasoby
Oraz Kadzielnia i Karczówka
Nasze rezerwaty przyrody

Ach Kieleckie jakie cudne!
Ciężko Markowi nie przyznać racji
I choć drogi mamy nierówne
Nikt tu nie myśli o emigracji

Jednakże jest coś, co mnie złości
Co mnie w nocy, ze snu wyrywa
To urbaniści i ich skłonności
By lokować, tu swoje aktywa

Betoniarka niczym buldożer
Chce nam zmajstrować Amerykę
Paszoł won! Przyrody cenzorze!
Bo nam spartolisz estetykę!

Niewzruszona, cement wylewa
Niwecząc pasma bujnej zieleni
A ja lamentuję, ubolewam
Bo nie mogę tego przerwać, zmienić

Pamiętam liście na deptaku
Kiedy jesień ogarniała miasto
Dzisiaj cierpię z powodu ich braku
Bo już nie jest tak drzewiasto

Przynajmniej cieszy się ikea
Będzie mieć materiał na meble
A takie śliczne stały drzewa
Jeden przy drugim, równolegle..

Urbanizacja matką rozwoju!
Rzekł w TV jakiś mądrala
Posłuchaj mnie rządowy gnoju!
Miasto - to nie miejsce dla drwala!

Opublikowano

Miasto

Iść, zwiedzać, wspominać -
tyle pięknych chwil które
były, będą, są.

Nawet ponura kawiarenka -
ta gdzie pierwsze spotkanie
tak owocne.

Nawet szary dworzec -
brudny dworzec
opowiada historię.

Nawet szare drzewo -
co dużo widziało
tak mało mówi.

Kąt, dom, kamień, rzeka -
i inne dogmaty miasta
szepczą nieustanie
historię sprzed lat...

Opublikowano

brzęczy i chrzęści rozgrzana życiem machina
tonem plugastwa rozpędzonych bezimiennych
od brzasku do brzasku me miasto nie zasypia
turkocząc na kołach świat marzeń nie spełnionych

zmieniają krajobraz społeczną nową falą
robotnik - pijak - matka z dzieckiem - niznany gach
kanciaste figury to płoną to znów gasną
jak wieczne czuwanie zniczy na ich cmentarzach

gęsty zapach smogu osiada na powiekach
poranną kawą cucimy własny rozsądek
ja na monocyklu słów przyspieszam - uciekasz?
mała zębatka - dziecko - pisk opon... to koniec!

Opublikowano

Melancholia ulicy

Ulice miasteczka które pamiętam
miały aurę z płótna de Chirica
domy ubrane w pióropusz dymu
witały cieniem zbłąkanych przechodniów
przydrożne drzewa kusiły owocem
kot na ganku grzejąc futro
szeptał sjestową mantrę

Ulice miasteczka jak szlaki pielgrzymek
zbiegały się u stóp kościoła
gdzie dzwon mierzył regularnie trans
między pianiem budzika a nieszporami
(tylko dziewczynki biegnącej za kółkiem
nie można było spotkać)

Opublikowano

Wolin 2006


Miasto.Miasteczko.Pustynny krajobraz.
Jak wielbłąd przemyka widmo zagłady.
Zlikwidowano wszystkie zakłady.

Poranek.Zwyczajny.Taki jak wiele.
Martwą ulicą przetacza się nuda.
Żadnego Boga w kościele.

Drzewa zastygły,nie trąca ich wiatr.
Zegar idzie na ósmą.
Zbankrutował czas.

Powietrze duszne.Bez ptasiego śpiewu.
Jabol trzy pięćdziesiąt.
Nabywca-zaśpiewa.

Chodnikiem płynie osada sprzątaczek.
Wiosłują słowami.Ostrożnie.
Wypłata gówniana,inaczej nie można.

Na targu warzywa i owoce.
Jarmark tego co możliwe.
Ale po co.

Iwona.Jedyna w mieście oaza.
Niedostępna jak zaświaty.
Nie przeszkadza.

Wszyscy już wiemy.Nic tu się nie zdarzy.
Burmistrz to olewa.
Jest szeryfem bez skazy.

Głos muezina z kościelnej wieży.
Czy wierzyć w Pana Boga ?
Czy Pan Bóg - w nas wierzy ?


Opublikowano

"Bezmiastowy"

Ma je ten pan, ma je tamta niewiasta,
ma żul, makler, ma literatury znawca.
Moje życie co dzień goryczą zarasta,
bo ja nie mam swojego miasta.

Kartony, bilety, pożegnania i parapetówki.
A ja chcę mieć gdzie kupować ulubione parówki!
Swój dom, adres, park, cokolwiek,
ja, mam tylko ciężar swoich powiek.

Wciąż nowe uliczki, sklepy, urzędy i bzdety,
obce sąsiadki, języki, żarty i nawyki.
Dość!
Obojętne mi,
może być u Wikingów, u wuja Sama,
tam gdzie zielono, gdzie wielka tama,
u św. Patryka lub w grodzie Piasta.
No gdzie?
Ile mogę żyć bez swojego miasta?

Boże, czy Tobie się to kiedyś znuży?
Gdzie kres mojej podróży?
Ile mam jeszcze szukać, latać i płakać?
Moje życie zaczyna łzami przemakać!
Gdzie przyjaciele?
Czemu zmienia się ciągle tak wiele?
Czemu nie znają mnie w tym kościele?
Błagam! To przecież tak niewiele!

Chciałbym tak zwyczajnie, normalnie,
spokojnie i konwencjonalnie.
Wyjeżdżając,
móc jak ten pan, jak tamta niewiasta,
zostawić serce pod adresem mojego miasta.

Opublikowano

Nocmia

jestem ciekawa, jak mnie zapamiętasz,
gdy będę przeszła w ulice i skwery.
stanę się częścią osobnego miasta,
czy przejdę w nuty z łabędziej opery,

czy miniatury brązowych krasnali,
a we współczesnym skrzepnę horyzontem,
lub pod pręgierzem, jak bezbożne panny,
gdy prawi szydzą, dumni samosądem,

aż utknę w windzie, co nigdy nie wiozła
na siódme niebo zgłodniałych kochanków,
tuż przy fontannie - kropla w rynku, rosa,
osiądę chłodem na siódmym przystanku.

czy tylko w światłach, w drodze do nankiera
wtopię się w przepaść czarno-białej zebry?
wśród miejskiej, szklanej, dusznej menażerii
będę na głównym przy kasie MIESIĘCZNY.

10. 10. 2012.

Opublikowano

MIASTA CZAR

Wielkie miasto ludzi wielu
Dużo świateł mało tlenu
Mnóstwo ludzi dookoła
Już od tego boli głowa
Żagle tablic i bilbordów
Rozpraszają tych przechodniów
Ci odważni w wiecznym pędzie
Gonią za tym co nadejdzie
Pan z walizką buta wiąże
Pani z wózkiem zaszła w ciąże
Chłopiec biegnąc po kebaba
Chcąc ominąć panią, uderza w pana
TY stoisz gdzieś próbując zniknąć
Chcesz wyjechać gdzieś na stałe
I marzenia spełnić małe
Bezsens w bezsens jest ubrany
Ty nie widzisz złotej bramy
W tymże mieście tak ponurym
W melancholii marnej bzdury
Mówisz miasto srogie miasto złe
A to miasto wiele chcę
Podarować Ci malunki
I uśmiechów pełne trunki
I nie zrażaj się do niego
Ono wznosi tylko w niebo
Tańczyć Cię nauczy w parze
Ja go skarcić nie odważe
Nagle czujesz że coś w brzuchu
Ciągle lata dręczy kłuję
I tak mówisz już w bezruchu
Że te miasto Cię czaruję
Opublikowano

Moje miasto

Zmrok przetoczył się ulicą
tak leniwie, ociężale,
przywitał się z wieczornicą,
przy ratuszu siadł ospale.

Jak mgła schodzi dzień oparem,
gaśnie taki umęczony,
księżyc wisi nad bulwarem,
i mrugają już neony.

Moje miasto sennie ziewa,
cichną domy, kamienice,
dookoła noc dojrzewa,
pustoszeją już ulice.

Jeszcze tylko przy Klasztornej
amfiteatr kończy właśnie,
satyryczny cykl wieczorny
i niebawem on też zaśnie.

Na ratuszu zegar bije
w nocnej ciszy północ głosi
do księżyca pies znów wyje
jakby z żalem o coś prosił.

Moje miasto już się budzi,
wschodzi słonka promyk złoty
na ulicy widać ludzi
już się spieszą do roboty.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Na starym strychu, gdzie mróz malował szyby, Płonęły w piecu niedopisane sny. Ty wśród płócien szukałaś barw dla świata, Ja zamykałem go w ubogich rymach swych.   Za oknem Lublin zasypiał białym puchem, A nam wystarczał chleb, herbata i śmiech. Byliśmy biedni, lecz młodzi jak płomień, Który nie wierzy, że może zgasnąć też.   Lecz przyszła zima cichsza od milczenia. Najpierw kaszlem zapukała do drzwi. I nagle sztuka stała się bezradna, Gdy nie potrafiła ocalić już nic.   Odeszłaś o świcie.   Na stole stygła herbata. Na sztaludze gasł błękit. Za oknem padał śnieg.   I tylko wtedy pojąłem, Że wszystko można utracić: Młodość, Marzenia, Poezję.   Prócz jednej chwili, W której było się dla kogoś Całym światem.
    • Widziałem człowieka z krwi i kości. Widziałem go, jak się modlił, błogosławił i dławił ością. Widziałem go uśpionego i rozgniewanego. Widziałem go obmywającego nogi i chowającego całe ciało przed światem.   Widziałem człowieka konającego, cierpiącego i obdarowującego innych. Widziałem człowieka miłosiernego.   I wszystko to ujrzałem w jednym spojrzeniu. Wszystko to zobaczyłem w oka mgnieniu, w maleńkim błysku, który spotkałem pewnego dnia na krakowskim rynku.   I zrozumiałem wtedy, że człowiek jest jednym spojrzeniem, jednym mgnieniem, jednym błyskiem, w którym mieszczą się wszystkie modlitwy.          
    • @Łukasz Wiesław Jasiński dzisiaj Havana klub:) dużo latynosów jest, idę z koleżankami na 19 na imprezę:) potańczymy salsę, pośmiejemy się :)
    • Półprawdy, miraże i lub inne pomyłki pamięci, Sytuacje, co naprawdę były, i sen, co żywy. Wszystko to jak koktajl na wieczór samotny, Co ma być reakcją na to, co było lub się nie zdarzyło.   Mitologia cała i zapach jej ciała, ale nie, to nie ona – To zapach żula, co w tramwaju chciał mnie wziąć w ramiona. Pomyłka się we wspomnienia wkrada: I to nie była impreza alkoholowa, tylko sala kinowa. Można se wkręcić różne historie, by ego podbudować, Można być generałem lub gwiazdą, ale... nie można Spać z każdą,   zbyt wielu się człowiek nie spodoba – Zbyt małe zasięgi, a i możliwości też. Zresztą, kto dojedzie na randkę na Guam? Ona nie poderwie każdego, a on nie prześpi się z każdą. Wiejski playboy ma najłatwiej – od obory do stajni, Mała kraina, to i większa spuścizna po nim zostanie.   Wielki świat nęci billboardami i sky line, Marzenia toną w pragnieniach bycia i przeżycia doświadczenia. Mnie urlop męczy, all inclusive nie jest radością, W podróży życie przestaje być celem, Złoty środek to pustka, masa też niewiele zmieni.      
    • Byle tylko spod tej blachy pozoru łatwości ,nie stawiała oporu intelektualnej po wszystkim zagwoztki , autorefleksji -ile mnie to kosztuje de facto.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...