Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A tutaj ja się nie zgodzę - akurat bicie dzieci ma bardzo poważny wpływ na społeczeństwo (pomijając brak logiki u pana, bo przecież "społeczeństwo" to całość, a nie część).

fakt - społeczeństwo.

Ale ja nie powiedziałem, że bicie dzieci nie ma wpływu na społeczeństwo, podobnie, jak ma wpływ bezstresowe wychowanie dziatwy. Prosiłem o podanie przykładów akceptacji przez społeczeństwo, bicia dzieci. Stawianie tezy, że akceptujemy bicie dzieci, jest nadużyciem.

Jaka jest różnica między milczącym przyzwoleniem społeczeństwa, a jego akceptacją?
  • Odpowiedzi 70
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



fakt - społeczeństwo.

Ale ja nie powiedziałem, że bicie dzieci nie ma wpływu na społeczeństwo, podobnie, jak ma wpływ bezstresowe wychowanie dziatwy. Prosiłem o podanie przykładów akceptacji przez społeczeństwo, bicia dzieci. Stawianie tezy, że akceptujemy bicie dzieci, jest nadużyciem.

Jaka jest różnica między milczącym przyzwoleniem społeczeństwa, a jego akceptacją?

Wbrew pozorom, znaczna.Nie wie Pan? Odsyłam do słowników.

Odbiegamy od tematu, przypominam zdanie, o którym dyskutujemy - "Bicie dziecka to najczęściej zbrodnia, na którą społeczeństwo udziela przyzwolenia".

Czuję się częścią społeczeństwa ( a, Pan ?) i jak jego znakomita większość, potępiam bicie dzieci - dla mnie, cytowane powyżej zdanie, jest zbyt ogólne, a zatem - nieprawdziwe. Proszę o precyzyjne wybijanie tez i nie manipulowanie ogólnikami. Są źli ludzie, którzy niewłaściwie traktują dzieciaki i należy ich za to bardzo surowo karać.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przepraszam, powyżej są dwa zdania - jedno absurdalne, drugie nieprawdziwe.

Dziecku można powiedzieć, że nie pojedzie na wycieczkę, nie dostanie jakichś bibelotów, płyty, gry komputerowej na święta - i będzie to traktowało jako karę. Zostaje ewentualnie szlaban, który jest już czymś w rodzaju kary stricte. Często skuteczny (znam z autopsji) i lepszy, niż lanie pejczem (tu o autopsji przemilczę). Choć nie na wszystkich to działa - im mniej wrażliwy, tym niestety mocniej/konsekwentniej należy zareagować.

Proszę nie łapać za słówka - jest to absurd pozorny. Widocznie nigdy nie próbowaliście tego "kuglarstwa". Na społeczeństwo informacyjne wychowane w kulturze masowej wytwarzającej sztuczne potrzeby - działa to wyśmienicie.

Poza tym - absurdów w rzeczywistości jest znacznie więcej.
A analogia nie zawsze się sprawdza.

Umiarkowane przyzwolenie na bicie jest obecne w naszej kulturze - chociażby przez stosunkowo częsty brak reakcji sąsiadów. Znieczulica lub strach przed konsekwencjami - "a jeśli nie udowodnią, to wyjdę na idiotkę i sąsiad będzie mi psie gówna na wycieraczkę podkładał".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ta, widziałem ten filmik. Cóż rzec, On - niezbyt roztropny delikatnie mówiąc (widziały gały, co brały), a ona - poniżej wszelkiej krytyki. Jak "dziewczynki" coraz częściej mają takie poglądy na seks i są dumne ze swojego prostactwa, to świat idzie w złym kierunku.
ps: a chłopak CHYBA stał się ofiarą. To zależy jak naprawdę ich stosunki seksualne bądź relacje wyglądały. Mogło się zdarzyć, że np. ją napastował, a ona się popisuje jak idiotka. Bądź w ogóle nic między nimi nie zaszło i lasencja kłamie jak z nut.

Fakt faktem, że gdyby się nie zabił, zostałby oskarżony o pedofilię. I tutaj tkwi szkopuł. Czy takie nagranie mogłoby być dowodem na jego niewinność?

I druga sprawa, czy małomiasteczkowy ostracyzm zabił tego chłopaka? Czy patrzenie na niego jak na pedofila w kontekście tego nagrania jest sprawiedliwe?

Albo czy seks z czternastolatką MOŻE nie nosić znamion pedofilii? Niby powrót do sprawy Polańskiego, a jednak nie do końca. Każdy sobie odpowie sam. Ja mam określoną opinię ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jaka jest różnica między milczącym przyzwoleniem społeczeństwa, a jego akceptacją?

Wbrew pozorom, znaczna.Nie wie Pan? Odsyłam do słowników.

Odbiegamy od tematu, przypominam zdanie, o którym dyskutujemy - "Bicie dziecka to najczęściej zbrodnia, na którą społeczeństwo udziela przyzwolenia".

Czuję się częścią społeczeństwa ( a, Pan ?) i jak jego znakomita większość, potępiam bicie dzieci - dla mnie, cytowane powyżej zdanie, jest zbyt ogólne, a zatem - nieprawdziwe. Proszę o precyzyjne wybijanie tez i nie manipulowanie ogólnikami. Są źli ludzie, którzy niewłaściwie traktują dzieciaki i należy ich za to bardzo surowo karać.

Pozdrawiam.

Spodziewałem się tego chwytu ze słownikami, miałem jednak nadzieję, że nie będę musiał tracić czasu na precyzowanie tego. Napiszę więc inaczej: Jaka jest różnica między tymi dwiema rzeczami dla dziecka? Różnica praktyczna, a nie słownikowa, opierająca się na różnych definicjach? W jednym i drugim przypadku jest bite. Zgoda, można się tu kłócić o określenie "najczęściej", bo pewnie tak nie jest, ale istnieje mnóstwo przypadków takich rodzinnych tragedii, o których sąsiedzi, otoczenie zwyczajnie milczy, nie chcąc się wtrącać. Może i w duchu potępiają oni sprawców tych wydarzeń, może nimi gardzą, ale co z tego?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ta, widziałem ten filmik. Cóż rzec, On - niezbyt roztropny delikatnie mówiąc (widziały gały, co brały), a ona - poniżej wszelkiej krytyki. Jak "dziewczynki" coraz częściej mają takie poglądy na seks i są dumne ze swojego prostactwa, to świat idzie w złym kierunku.
ps: a chłopak CHYBA stał się ofiarą. To zależy jak naprawdę ich stosunki seksualne bądź relacje wyglądały. Mogło się zdarzyć, że np. ją napastował, a ona się popisuje jak idiotka. Bądź w ogóle nic między nimi nie zaszło i lasencja kłamie jak z nut.

Fakt faktem, że gdyby się nie zabił, zostałby oskarżony o pedofilię. I tutaj tkwi szkopuł. Czy takie nagranie mogłoby być dowodem na jego niewinność?

I druga sprawa, czy małomiasteczkowy ostracyzm zabił tego chłopaka? Czy patrzenie na niego jak na pedofila w kontekście tego nagrania jest sprawiedliwe?

Albo czy seks z czternastolatką MOŻE nie nosić znamion pedofilii? Niby powrót do sprawy Polańskiego, a jednak nie do końca. Każdy sobie odpowie sam. Ja mam określoną opinię ;)
Nie o pedofilię, ale o czyn nierządny z małoletnim (Art. 200 k.k.), czyli osobą, która nie ukończyła 15 roku życia. Technicznie rzecz biorąc, jeśli ona ukończyła lat 15, prokurator mógłby go pocałować w trąbkę.
Pedofilia jest pojęciem odnoszącym się do skłonności do obcowania seksualnego z dzieckiem. Granicą jest tutaj okres pokwitania.

Jeszcze co do nagród i kar. Psychologia behawioralna dawno dowiodła nieskuteczności systemu kar. To łatwo przewidzieć nawet bez przeprowadzania wielu eksperymentów. Zadajmy sobie pytanie: co chcemy osiągnąć poprzez stosowanie systemu nagród i kar? mnie się wydaje, że głównie chodzi o modelowanie zachowania takie, aby doprowadzić do zachowań pożądanych. O ile stosowanie nagrody, czyli wzmocnienia pozytywnego ma oczywisty efekt - prowadzi do wzmocnienia występowania zachowania nagradzanego, z oczywistych powodów, to odwrotna logika - wzmocnienie negatywne osłabia zachowanie niepożądane - prowadzi na pewne manowce: oddala nas od celu, który przyświeca. Chodzi przecież o wzmocnienie zachowań pożądanych, stosowanie kary nie daje żadnej gwarancji, że zamiast zachowania karanego, pojawi się nagrodzone... pojawi się być może inne, być może inne niepożądane, być może neutralne, być może doprowadzimy do postawy unikowej albo do wyuczonej bezradności. Powiedzmy sobie uczciwie, że kary jako takie nie mają żadnej wartości wychowawczej, to prymitywna metoda odstraszania, to sposób na wylanie własnej złości i bezsilności.

Moim zdaniem jeżeli karanie ma w ogóle jakikolwiek sens, to tylko jako element ukazywania konsekwencji zachowania, na zasadzie "zapowiedziałem ci, że jeżeli będziesz krzyczał, to nie dostaniesz cukierka, zignorowałeś zasady, więc ponosisz konsekwencje"; ale to też nie może być wplecione w system ostrych kar, bo może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Tutaj nie chodzi o zestawienie wychowania stresowego i bezstresowego. Wychowanie bezstresowe nie istnieje, to eufemizm, który opisuje zgrabnie brak wychowania. To zaniedbanie albo błąd rodziców, którzy naczytali się poradników i zrozumieli z nich tyle, że na dziecko nie wolno krzyczeć. To, że nie powinno się krzyczeć na dziecko (tak samo jak na kogokolwiek, kto dzieckiem nie jest), nie znaczy, że trzeba ignorować to, co dziecko robi. To, że nie powinno się dziecka bić, nie znaczy, że należy tworzyć paranoje i traktować je jak pełnoprawnego partnera. A to, że nie może być tym partnerem nie znaczy, że mamy zapomnieć, że to czująca i myśląca istota. Podstawowy problem wychowawczy chyba to taki, że traktuje się dzieci jak ruszające się, przeżuwające, mówiące klocki.

Co do akceptacji bicia dzieci - myślę, że to nie jest rzecz, którą specjalnie można wyróżnić. Może tyle, że tutaj pewne stereotypy wychowawcze pozwalają na rozgrzeszenie się ze stosowania przemocy. Ale tu problem jest głębszy. Kary cielesne wobec dzieci stosują ludzie, którzy w ogóle bardziej "liberalnie" podchodzą do rozwiązań siłowych, bo jak można różnicować pomiędzy spraniem własnego dziecka a daniem po twarzy sąsiadowi, który zarysował nam błotnik ukochanego samochodu? znaczy, uderzenie własnego dziecka jest bardziej do przyjęcia? a na podstawie jakich to przesłanek? pomińmy, proszę, żałosne "to dla jego dobra"; masaż twarzy sąsiadowi także mógłby zrobić dobrze, koniec końców, następnym razem by bardziej uważał, nie?
Opublikowano

Ja się zastanawiam właściwie jaki sens miała reforma szkolnictwa tworząca sześcioletnie podstawówki i trzyletnie gimnazja, bo mowa akurat w tym momencie o gimnazjalistach, czyli uczniach powolnie dojrzewającyh, poupychanych w trzydziestoosobowych klasach. To tak samo głupi pomysł zachodnioeuropejskiego wzorca oświatowego jak słynny boloński wrzorzec modelu edukacji studenckiej rozdzielającej ciągłe studia magisterskie na studia pierwszego i drugiego stopnia, gdzie idea wnikliwego badania określonej gałęzi nauki wypierana jest na rzecz przystosowywania studentów do zawodu - obecnie na polonistyce student po pierwszym semestrze zmuszony jest określić pod kątem jakiej specjalizacji układany będzie dalszy plan jego zajęć na kolejne lata. Jak w fabryce.
Według mnie rzecz polega na tym, że system edukacji w ogóle nie funkcjonuje, tylko stwarza pozór funkcjonowania placówek o charakterze wychowawczym w założeniu, gdzie tak naprawdę na pedagogikę nie ma w ogóle miejsca i czasu; zdarza się przecież tak, że po trzech latach nauczania nauczyciel nie wie nic o swoim podopiecznym, bo ciężko mu się odnaleźć w tym całym majdanie, kiedy na możliwie największą ilość uczniów zatrudnia się możliwie najmniejszą ilość nauczycieli - w celu ograniczenia kosztów nauczania, w ramach wolnorynkowej filozofii zysków i strat mierzonych wyłącznie w pieniądzach, zapominając o priorytecie misyjności niektórych placówek publicznych, które powinny być - dla ogólnego dobra - od tej surowej filozofii całkowicie wolne; w szczególności, kiedy rzecz dotyczy wychowania dzieci.
Nie wiem, nie jestem nauczycielem, chociaż miałem projekt, który uległ modyfikacjom, bo to jest tak, że trudno na jakiekolwiek możliwości wprowadzania indywidualnych inicjatyw, w sytuacji, kiedy ministerstwo narzuca rygor w postaci podstawy programowej, której realizacja często jest fizycznie niemożliwa ze względu na ograniczoną ilość godzin lekcyjnych, co w konsekwencji wpływa na jakość nauczania, które odbywa się w trybie sprinterskim, ze względu na presję czasu - oby zdążyć. Natomiast sami nauczyciele rozliczani są z wykonania założeń programowych, a nie z realnych efektów nauczania; czyli zwykła schizofrenia.... Nie wiem, ale na moje oko stan oświaty i edukacji obecnie bardziej demoralizuje niż wychowuje i naucza.
Ja bym raczej zadał pytanie: co z politykami-idiotami?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Odpowiedź jest prosta: postęp-postępowy i obniżenie poziomu nauczania. Innej sensownej odpowiedzi nie ma.




Demoralizuje, pełna zgoda. Jedna z przyczyn tej demoralizacji to obowiązek nauczania do 18 roku - skutkuje to brakiem możliwości relegowania ze szkoły: idiotów, bandytów, leni, którzy skutecznie obniżają poziom, poprzez ustanawianie własnych standardów, na jakich raczą przebywać w szkole.

Tu dotykamy dwóch kwestii: autorytetu nauczyciela - bez niego wychowywanie jest nie możliwe; i wpływu takich osobników na dzieciaki w klasie.
I jeszcze jedno: bicie, terror psychiczny i fizyczny wobec młodszych i słabszych - zjawisko fali w szkołach.

To politycy - idioci uchwalili tak postępowe ustawy, by usatysfakcjonować ludzika-wyborcę( wicie rozumicie, my wam damy bezpłatne nauczanie - troszczymy się o was) i grupę nauczycieli, którzy widzą w takiej reformie swój partykularny interes. Symbioza LSDi i ZNP jest dowodem w sprawie.

Ideą przewodnią, w tych debilnych i nie pozbawionych sensu z punktu widzenia polityków-idiotów, jest EGALITARYZM. Podobnie w służbie zdrowia, ubezpieczeniach społecznych. Pełna gębą socjalizm.

Proces uczenia się nie jest egalitarny, w odróżnieniu od jedzenia i trawienia, lecz ELITARNY. Z przyczyn biochemicznych, socjalnych, genetycznych nasze zdolności intelektualne różnią się.
Właściwy proces edukacji w szkolnictwie otwartym, to podciąganie słabszych do lepszych, a jest odwrotnie.

Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest upadek systemu i ponowna odbudowa na nowych zasadach. Idea bonów oświatowych, które chciał wprowadzić M. Friedman miała zapoczątkować takie zmiany - konkurencję pomiędzy szkołami. W USA, to było niemożliwe do przeprowadzenia, tym bardziej u nas - jesteśmy biedniejsi. Łatwiej manipulować hasłami egalitaryzmu i wygrać wybory tym, którzy uszczęśliwiają nas za naszą kasę.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Komuś nie pasuje, niech się zwolni.


a jaka kara za bicie rówieśników?
Almare, każdego tygodnia w jednym powiecie przyjmowanych jest około dwóch-trzech zawiadomień o pobiciach w szkole. Proszę mi wierzyć, ani obcinanie palców, ani tylko grożenie kciukiem nie rozwiąże problemu. Podobno nauczyciele nie reagują na przemoc w wielu szkołach, rodzice jacy są, każdy może sobie obejrzeć w telewizji. Każdorazowy przypadek pobicia powinien zostać indywidualnie osądzony, a jak ostatnio widziałem zawodowych sędziów sądu okręgowego " ciągających" swoje kilkuletnie pociechy po pustym już areszcie sądowym i mówiącym do nich " zobacz, jak będziesz niegrzeczny to tu trafisz" to chyba jasne jest jaka kara za bicie równieśników.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miałeś nie wcinać się w ten wątek. Szczególnie, że nie masz nic do powiedzenia w tym temacie.

Dlaczego trolujesz?
www.trole.joemonster.org/?troll=bibliotekarz

Wyrażam opinię?
Nie mogę? chcesz biczować odmieńców, którzy nie zgadzają się z twoim bełkotem?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dlaczego trolujesz?
www.trole.joemonster.org/?troll=bibliotekarz

Wyrażam opinię?
Nie mogę? chcesz biczować odmieńców, którzy nie zgadzają się z twoim bełkotem?
nie, pytam dlaczego? Nie możesz odpowiedzieć?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wyrażam opinię?
Nie mogę? chcesz biczować odmieńców, którzy nie zgadzają się z twoim bełkotem?
nie, pytam dlaczego? Nie możesz odpowiedzieć?

Dlaczego? A nie mogę podyskutować? Coś ty taki chytrus się zrobił?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie, pytam dlaczego? Nie możesz odpowiedzieć?

Dlaczego? A nie mogę podyskutować? Coś ty taki chytrus się zrobił?
Nie obraź się, ale na video relacji ( jak słusznie zauważył jeden z orgowiczów) jesteś strasznie spięty, tak nie można. Chcesz poduczę cię trochę luzu przed kamerą... ( za darmo)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dlaczego? A nie mogę podyskutować? Coś ty taki chytrus się zrobił?
Nie obraź się, ale na video relacji ( jak słusznie zauważył jeden z orgowiczów) jesteś strasznie spięty, tak nie można. Chcesz poduczę cię trochę luzu przed kamerą... ( za darmo)

No spoko, przyjedź.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji. Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem. Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata.     Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca. Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.     Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż? Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.    
    • @vioara stelelor Spalić pamiątki, zniszczyć wspomnienia te nie po drodze nam.Jest tylko Kosmos i nasza Ziemia to teraz nasz ludzki czas..,
    • @hollow man   :) tak! Na przedmieściach, masz w oczach czerwień, neonu :)))  @KOBIETA hollow man:)))) uśmiechnij się:)))        
    • @KOBIETA Z każdej perspektywy.
    • @hollow man   od tyłu ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...