Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'miłośc' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. jednak przysiadłem na naszej ławeczce o zwykłej porze już nakarmiłem rudą wiewiórkę pożegnałem bociany do ciepłych miejsc z alejki w parku po których oprowadzał nas wiatr mam jeszcze te liście we włosach przestałem nagabywać przechodniów upewniać się że mają dobrze nakręcone zegarki jak się czuję już nie odpowiadam mimo siebie puszczam ogólnikowe spojrzenia zastygła we mnie myśl nie biegnie życie snuje się po ulicach ruda wiewiórka nie ma apetytu . nie są pewne powrotu bociany smycz odłożyłem na krawędź w taki dzień nie ucieka mi już przez palce czas właśnie przysnął zmęczony pośpiechem moich oczekiwań niech śpi zanim zapyta na co czekam nie przyznam się że na Ciebie
  2. pytasz mnie czyim jestem więźniem odpowiadam: - miłości która przebrzmiała już w cieple gorącego lata i dogorywa teraz opromieniona umierającym słońcem jesieni tu powiew ciepła tam wieje chłodem lecz zima nie nadchodzi ni lato nie przybywa czekam wypatruję oznak odradzającej się wiosny 17 III 2025
  3. dziadkowie podarowali mi radio, abym mógł słuchać mojej płyty wyjąłem je z torebki i stanąłem jak wryty, jest zupełnie takie jak oni, eleganckie, stare, ale w dobrej kondycji, pomyślałem, że to początek nowej tradycji. naciskam włącznik i zalewa mnie fala spokoju, radio przez chwilę trzeszczy, coś w środku skrzypi i klika po chwili jednak rumor ten zanika, melodia się rozpoczyna, a mnie już nie ma w pokoju. *Wybiła 8:00, zapraszamy na zbiór wiadomości ze świata* jedziemy samochodem do Naszego domu poza miastem, są wakacje, a wokół pachnie świeżym ciastem, z głośników leci „Pan Twardowski”, w tle coś przygrywa a my śmiejemy się, bo „Ta karczma Rzym się nazywa” *kolejny raz na pierwszym miejscu listy przebojów* stoję przy blacie i biorę kubek do ręki, z radia sączą się ostatnie dźwięki nie pamiętam już jaka to była piosenka może to śpiewał pan, a może panienka siadamy do stołu i zaczynamy Naszą grę mijają godziny, ale nie poddajemy się to oni mnie nauczyli jak nazywać wszystkie kolory a ja, tak samo jak lata temu, nadal kocham te wieczory *dzień będzie słoneczny, a temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni* wita nas drewniana brama i silny zapach sosen, kolejny raz tu jesteśmy, kolejna z pięknych wiosen, To nasze miejsce, nasz park i nasza zagroda i żarty dziadka, których taka długa broda *zbliża się 20:00 pora na fakty sportowe* minęło wiele lat i wiele się zmieniło, Twardowskiemu na księżycu już całkiem się znudziło, Nasze gry stały się rzadsze, Nasz park już przekwita a nasza brama, no cóż, już nas nie wita I mimo że czasami jest mi trochę przykro, to wiem że to wszystko wcale Nam nie znikło, zwyczajnie z biegiem czasu to co Nasze się zmieniło, ale najważniejsze, że tam jest i zawsze było *żegnam się z Państwem i zapraszam na jutrzejszy program* jestem znów w pokoju i patrzę przed siebie. gdzie byłem, nie wiem? ale przez te wspomnienia ucieszony bardzo, wstałem, odłożyłem długopis i wyłączyłem radio
  4. Raz pewnej nocy depresją zgiętej w smutnym ogrodzie pełnym odniesień kwieciste słowa zwabiły usta zjedzone jabłko spadło człowiekiem Na mroczną przestrzeń spowitą cieniem pragnącą wrócić znowu do światła pośród zawiei i oddalenia przytulić miłość póki nie zgasła Nadzieją tli się płomyczek w ciele przez ciemność biegnie radosny krasnal wciąż między dwojgiem jest połączenie świt drzemie ale jeszcze nie zasnął
  5. bądź ziemią pod moimi stopami i miękką trawą zroszoną o brzasku muzyką dochodzącą z oddali spragnioną po ciszy w wieczności otulaj mnie szeptem złocistym aż czerwień zabarwi chłód nocy i popłyń pod skórą dreszczem gdy usta rozpieszczą aksamit
  6. Mama mnie rano budzi a w ten dzień uczucie się rodzi muszę dziś jechać do łodzi nuda straszna gdy jej nie ma mojego najlepszego przyjaciela ona dla mnie jak Achillesa pięta przy niej nietwardy ale dojrzały me oczy się jej poddały Gino choć zwykle incognito przy niej jak małe piwo choć ona woli wino ona go lubi on ją bardziej chcę podziękować jej otwarcie za całe okazane wsparcie pisarz marny lecz daje serce jak tej jednej kobiecie...
  7. Zimowy śnieg otula uśmiech jej, płatki śniegu spadają na nią z drzew. Ziemia czuje od niej śmiech, ciepła aura bije z oczu jej. Krajobraz podkreśla jej wdzięk, szelestny wiatr wciąż zawiewa, gdy zakochany bałwan patrzy na nią z nieba. Ona patrzy na bałwana, momentami zażenowana, bałwan – na kant pusty, ona jedyna widzi jego upusty. Styczeń się kończy, luty zaczyna, lecz jej cudowny blask nigdy nie przemija. Troszczy byczy wzrok za zarzuci, zima nie minęła, a bałwan się roztopił.
  8. Sans Amour... Bez miłości uczucia, Ginąć w nicości codzienności, Bez tej drugiej Osoby Bez jej przyjaźni ciepła poczucia, Bez wspólnej rzeczywistości na tym padole tutaj. Sans Amour... Tak patrzeć za okno Bez tej Osoby samotnie, I widzieć jak tylko zegar odmierza czas powoli mozolnie, Tak Bez nikogo... Sans Amour, A w tle leci utwór co przypomina ją, I tak znów sen spędza z powiek kolejna noc, Sans Amour a by powiedział do Kogoś przed snem Ti Amo.
  9. Ona nie wie czy dalej kocha, nie wie co czuję, kiedyś cieszyła, dziś w serce mnie kłuje, nie wiem co z tym zrobić, gdyż nadal ją kocham, chciałbym umrzeć spłonąć odpłynąć gdzieś w otchłań, w pustkę się zmienić, owa w mym sercu teraz gości, nie ma w nim już ani krztyny szczęścia czy radości, chcę umrzeć zniknąć lecz śmierci się boję, co mam robić? - nie wiem we własnych łzach tonę.
  10. Mam nadzieję że się chociaż trochę przyjmie, dopiero zaczynam przygodę z pisaniem i zależy mi ja szczerych opiniach, ewentualnie poprawkach <3 ps. Nie atakujcie za jakieś błędy mam dysleksję Ale się staram „Milość” Kobieta zmienna Naturę ma, Jak szukająca Światła ćma, Poszukuje i ja, Życia sensu W tym Nie trzeźwym Szaleństwu Prosty wybór mam, Honor uratować mogę, Niczym ludzka stonogę, Wszystko postawić Muszę, Bo inaczej, W poczuciu winy Się uduszę Obym dobry Wybór podjął, Czeka mnie Teraz rozterka, Patrzę się W lusterka, Wspomnienia Biorą górę, A ja to, Rozpatruje Przecież dalej Kocham ją, Rozsądek jeszcze Upaść nie może, Czarne ruchy Widzę jej, Obym wygrał Te grę
  11. W tłumie serc w morzu snów, Gdzie każdy dzień płynął jak rzeka, Zjawiłeś się nagle jak promień dnia, Ktoś taki jak Ty – to był cud, to był znak. Ktoś taki jak Ty, ktoś jak Ty, Zdarzył się w życiu tylko raz. Byłeś moim szczęściem, moim snem, Dzięki Tobie wierzyłam, że wszystko ma sens. Czasem świat był pełen łez, A przy Tobie milknął ból i gniew. Twoje słowa były jak dotyk, jak ciepły wiatr, Ktoś taki jak Ty – przy Tobie chciałam trwać. Każdy dzień z Tobą trwał jak sen, Bo tylko Ty byłeś jak piękne marzenie. Ktoś taki jak Ty – dar z niebios. Wypuściłam Cię, zostawiłam nas. Lecz los miał plany inne niż my, Rozdzielił nasze drogi, zburzył sny. Choć serce wołało, choć chciałam trwać, Nie każda miłość ma szansę się stać. Twoje słowa, ciepło – dziś tylko cień, Jak echo wspomnień, co wraca co dzień. Niebo, co dało dar tak piękny nam, Zabrało go z sobą, zostawiło żal. Nie była nam pisana ta wspólna pieśń, Los zapisał w księdze inny kres. Choć w sercu wciąż czuję Twój cichy głos, Wiem, że miłości pokonał los. Ale w pamięci zostaniesz na zawsze, Jak światło, co mrok w moim życiu zgasiłeś. I choć drogi nasze rozeszły się dziś, Ktoś taki jak Ty – w sercu na zawsze tkwi.
  12. Dam ci dziś wszystko co mam, Dam ci dziś cały mój świat, Dam ci dziś wyśniony raj, Dam ci dziś kwiecień i maj. Ty zasługujesz na szczęście, wiem, Na czułość, miłość, spokojny sen. Ty jesteś jak kryształ wśród skał, Jak wiatru powiew w letni skwar. Chcę byś poczuła do życia chęć , By cię podniecał kolejny dzień, By twarz twa była zawsze radosna, Abyś pragnęła promieni słońca. Swe życie chętnie oddam ci, Byś tylko chciała ze mną być. Nic nie chcę w zamian, tylko bądź, Bądź mą jedyną, moją bądź. Bądź ze mną, razem nie straszna dal, Bądź ciemną nocą i w świetle dnia, Na zawsze pragnę z tobą być, Nic więcej nie chcę, więcej nic.
  13. Niewiele nam potrzeba by słońce mogło wschodzić głęboko, piętrząc żyły kaskady zrozumienia Niewiele nam potrzeba kochać chcę w głębi, wspierać być prawdą dla Twoich oczu tak żyć i tak umierać Niewiele nam potrzeba zostań królową mych dni szczęściem, co daje rym wiatrem, co rozgoni dym Niewiele nam potrzeba każda historia ma kres Miłość to świata sens dasz mi kawałek nieba? Niewiele nam potrzeba ile warte me słowa? gdy miłość się w cieniu schowa rodzina, to dni odnowa Niewiele nam potrzeba czuję jak ginie odległość w sercu maleje niepewność chcę Ci pokazać mą wierność Miłość to dni niepodległość
  14. Chcę Cię zdobyć. Planowałam to od lat. Ale moja duma Trzymała mnie za kark. Odciągała mnie od Ciebie, Tłumacząc, jak dziecku: "Nie rób tego, on Cię spali." A może ja chcę zginąć w płomieniach? Może chcę się poświęcić, Wejść na drewniany stos, Przywiązać moje nogi do pala? Oddam ci zapalniczkę w dłonie I powiem: "Podpal mnie. Patrz na mnie, kiedy płonę I weź moje prochy ze sobą. Z n i e w ó l m n i e." I tak, Prędzej czy później, Będę stracona.
  15. Idzie ulicą miłość i nicość promienie słońca deszczu czarne krople Idzie ulicą w kogoś wsiąka spojrzeniem zarzuci miłość czy nicość? Potykasz się robisz fikołka na rękach stajesz z ulicą się witasz i gonisz, gonisz miłość nagle wpadasz na nią a tu nicość Czerń od rana grafitowe tęczówki kranówka z E colą mielone z duszy i duszno Ci i trudno trudno... wszędzie tlenek niespełnienia
  16. Przychodzi tak niespodzianie, I nawet nie wiesz, że jest, Z tyłu za Tobą stanie, Cierpliwa, odporna na stres. Nie zmusza, nie skarży się, czeka, Na błysk spod Twojej powieki, A kiedy przybywasz z daleka, Zostałaby z Tobą na wieki. Jest jak bumerang na wietrze, Bo odrzucona powraca, Potrzebna nam jak powietrze, Samotność ją zaraz zatraca. Jej wadą wielka nieśmiałość, I czułość na słowa krytyki, Za to zaletą wytrwałość, I męstwo, nie pęka przed nikim. Jest wierna, nie liczy na zyski, Na materialne korzyści, I ciągle wierzy w to święcie, Że jej pragnienie się ziści. Że ją dostrzeżesz przy sobie, Nie ważne, wieczorem, o świcie, Poznasz, zaprosisz do siebie, I nowe rozpoczniesz życie. To miłość jest tak wytrwała, I zawsze podsyca nadzieję, Że przyjdzie kiedyś wspaniała, I w sercu ziarenko zasieje. Więc czujni bądźmy codziennie, Na każde objawy miłości, Ona nas szuka codziennie, I chciałaby w duszy zagościć.
  17. Twoje słowa. Owinęły moje ciało i do niego przylgnęły. Wtopiły się, złączyły z mięśniami, Wszczepiły się w kości. Twoje spojrzenie. Było jak kolce, nienależące do róży. To były ciernie, kłujące, wrastające się W moje serce, w mój brzuch. Twoje usta. Jak najpiękniejszy kwiat, wabiący motyle Błagając, prosząc o uwagę, o minutę sławy Osłabiają, wysysają energię. -otruły mnie- Twoje ręce. Z daleka wydawałoby się, że są ciepłe. Tak samo dobre jak osoba używająca ich Do zadania nożem ciosu silniejszego Od siły naszego przyciągania.
  18. Goniłam za światłem rozświetlającym tę noc, Na moją twarz spadały płatki kwiatów wiśni. Co chwilę sprawdzałam grunt pod nogami Po czym znowu podążałam za różową jasnością. Moje stopy pozostawiały odbicia na trawie. Z nich rosły nowe niepozorne domysły Wzrastające w stronę nieba bezsensownie Próbując dosięgnąć nieboskłonu swoimi liśćmi. Czułam letnią bryzę okalającą moje skronie Otwierającą każde serce, każdy zamknięty sekret. Światło zdawało się gasnąć z każdym oddechem. Biegłam próbując go nie stracić z oczu. Zwolniłam, po czym wolno opadłam na kolana Szukałam jego poświaty, coraz bardziej nerwowo. Na moje policzki spadły cztery szczere łzy. Po nich spłynęły dwie strugi oczyszczenia. Drobne kroki, pękające gałęzie upadłych drzew. Dochodzące do moich uszu niczym dym. Po czym poczułam dotyk czyjejś dłoni na szyi. Znajomy, zbyt znajomy, aby go nie rozpoznać. -Przecież nie zostawiłbym ciebie samej. Lampionów jest jeszcze dużo.
  19. przejmujesz władzę w ciele łatwo nie wrócę miłośnicze przywołanie dawnych wcieleń ustanowiło południe mocy pomijając wschody słoneczne wcześniejszy zmierzch nowy rytm ty ty i dalej ty z każdym oddechem wchodzisz niebem to żywy namiętności sen sczytałeś wszystkie moje gesty tętnię tobą magiczna
  20. Poranieni i niezabliźnieni – cóż przytulaliśmy się i bywało że całkiem mocno chcieliśmy się wzajemnie wesprzec szukaliśmy ratunku czułość miała nam zapewnić emocje dążyliśmy ku ujściu nie wiedzieliśmy i A nie rozumiała że tylko w ten sposób więcej krwi z nas wypływało ubywało i sączyło się jej że hej! (ciepłej i zimnej, dobrej i złej) (innymi słowy ludzkiej) Cena? Warszawa – Stegny, 12.09.2024r. Inspiracja – shesvenus (poezja.org).
  21. Drogi Nieznajomy, Czy długo jeszcze będę czekać, Aby na nowo się pozbierać, Nauczyć się żywić uczucie do kogoś innego, Zdmuchnąć jak kurz chłopaka byłego. Proszę niech on pójdzie w zapomnienie, Na Twoje palca skinienie..
  22. Panie, gdy to nastąpi moment uznania, zaszczytu nazwą me słowo wielkim... dorobią w życiorys - mitu... Panie, gdy to nastąpi będzie to dzień zwyczajny nic się we mnie nie zmieni wbrew sławie - te same barwy Panie, gdy to nastąpi uśmiechnę się Sercem, że można dogonić własne marzenia uwierzyć w siebie - do końca Panie, gdy to nastąpi podziwiać będę pejzaże pomagać innym ludziom odnaleźć ciszę w gwarze Panie, gdy to nastąpi przypomnę sobie Twe dary prawdę, co syci me oczy Miłość, co gasi koszmary Panie, gdy to nastąpi usłyszysz ode mnie: dziękuję za każdy dzień tutaj, spędzony za Miłość do dzieci i żony
  23. Nie dotknij mnie Przyśnie czar Odległości Spokoju Bordo Czerwone Mokre Przechodzi po ramionach Karku Gardło Gardło! Napełnij gardło!... Włosem Paznokieć Żelazo Kocha żelazo Jak neon z boku Ona Księżniczka w zamku A ja - w zielonej powłoce Smok? Może.
  24. zaplątała w słów przeciętność powiew wiosny burzą myśli ogarnęła niemoc błogą by uśmiechem móc nakarmić niedorosłym nawet tych co szczęście mają już za sobą gdy zakwitła świat zmieniła absolutnie to co szare nagle mieni się barwami i to życie które do tej pory smutne i zmęczenie ciągłą walką z wiatrakami taka piękna choć w spojrzeniu tak niestała ile miała któż wie dała tylko tyle była wiosną i młodością była całą i jak tęcza pojawiła się na chwilę
×
×
  • Dodaj nową pozycję...