Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'polityka' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. Dedykuję wszystkim rozbitkom promu „Jan Heweliusz” oraz ich Rodzinom. Jan Jarosław Zieleziński . . . _ _ _ . . . Requiem dla Heweliusza . . . _ _ _ . . . Mayday! Toniemy! Skąd przechył łodzi? Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Jak pomóc by firmie też nie zaszkodzić? Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Toć we wsi wiedzą co się rozchodzi! Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Knebel na usta rozbitkom z łodzi? Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Uczciwie to opowiedzieć się godzi. Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Niewinni pośród wściekłości powodzi. Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi. Prawda jak fala niechybnie nadchodzi... Wiadomo... wiadomo, o co tu chodzi... . . . _ _ _ . . .
  2. Satyra sejmowa 2023–2027 Nałożę królika na moją głowę Aby uczesać pomysły nowe! Będę wymyślał, mówił i słuchał! Aż „mądrość” dotknie króliczka brzucha. Idee popłyną już uczesane... Królika gazami poprzeplatane... Ażeby pozostać mądrym w tej dziczy — Z mym „talizmanem” przemówię z mównicy! „Nieuczesani posłowie, lenie! Ja tu się pocę, a banda drzemie!” Próbuję przemawiać i myśli układać, Ci przez sen mówią: „przestań pan gadać!...” Królik wariuje, dostaje spazmów. Posłowie nie chcą porzucić marazmu. Po cóż się męczyć? Jadem opluję! Sejm ten dla Polski nic nie zwojuje... ----- === -----
  3. W czasach niepokoju niech ten wiersz przypomina nam, Polakom, że siła narodu tkwi w jedności. Ubi concordia ibi victoria = Gdzie zgoda, tam zwycięstwo. *** "Gorący maj" Sto lat już minęło, a problem nie nowy: Czy znowu nas czeka przewrót majowy? Wróg podły zza pleców na Polskę spogląda – „Kto Polskę osłabi? Kto komu ją odda?” Lecz komu naprawdę Polska sercu bliska, ten jest Polakiem nie tylko z nazwiska. Polski patriota: kobieta, mężczyzna – ma blisko na sercu: Bóg, Honor, Ojczyzna. Dba o dobro wspólne i dba o rodzinę – gotów wojny domowej zażegnać przyczynę. Polacy już dawno rządzących przejrzeli. Wiedzą, kto chce zgody, wiedzą też, kto dzieli. Niechaj dobry Pan Bóg da mądrość i męstwo, bo gdzie naród zgodny, tam też i zwycięstwo. *** Wiersz nawiązuje do przewrotu majowego z 1926 roku.
  4. Kim są owe marionetki? Kto za sznurki wciąż pociąga? Kogo wrobić w rolę „betki”, kiedy wpadki cień nadciąga? To pytania do lalkarza, który swoim ryjem ryje, marionetki podłe tworząc, umoczone w smród po szyję. ----------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: ----------------------------------- Symbolika: - „Betka” → wabik chroniący prawdziwego agenta - Cień wpadki → ryzyko operacyjne - Lalkarz → nadzorca całej sieci agenturalnej Odniesienie historyczne: - Praktyki kontrwywiadu w PRL: osłony dla agentów, dywersja, manipulacja - Realistyczna alegoria mechanizmów władzy i inwigilacji Inspiracje: „betka”, agenci maskujący prawdziwych funkcjonariuszy, kontrola operacyjna. Źródła: 1. Łabuszewski, Tadeusz. *Służby specjalne w Polsce Ludowej 1944–1989*. Warszawa: Trio, 2002, s. 122–123. 2. Żaryn, Ryszard. „Kontrwywiad PRL wobec społeczeństwa”. *Biuletyn IPN*, 2010, nr 3, s. 49–51. 3. IPN – materiały online: „Metody kontrwywiadu w PRL: agentura, infiltracja i ochrona operacyjna” https://www.ipn.gov.pl/pl/publikacje
  5. Z Amb(ony) agentów cicho poucza Co mówić Polakom, jak trzeba żyć Zdrajców wszelakich werbując z klucza Nieustępliwie jak kret wciąż ryć Napomknę co to Amb(ona) jeszcze W tej konspiracji to hasło nowe Choć może wywołać zgorszenia dreszcze Zapewniam, że nie ma związku z kościołem
  6. Wiersz ten dedykuję wszystkim Poznaniakom, ich Bliskim, oraz wszystkim tym, którzy doświadczyli życiowych tragedii wskutek wydarzeń poznańskiego Czerwca 1956 roku.... Autor wiersza - Jan Jarosław Zieleziński ---------------------------------------------- "Pięćdziesiąt sześć - poznańska rzeź" Skąd się w Poznaniu wzięła potrzeba, By wyjść z hasłami: „my chcemy chleba”? Po wojnie pustki, głód brzuch wciąż ściska, A partia? Tylko „śrubę dociska”... Tych, co ośmielą się protestować, Zaraz UB do więzień chowa, Albo ich bierze na przesłuchania i torturami wymusza zeznania. Partia drwi z ludzi, narasta frustracja, jak cisza przed burzą zapada stagnacja… Chcąc dobre z partią nawiązać relacje, Zakłady Cegielskiego ślą tam delegację. Aby się tam delegacja z partią dogadała, Żeby partia ludzi już tak nie nękała. Tymczasem delegacja ta jakby zanika. Czy UB ich trzyma? Narasta panika… Panika, bunt i niedowierzanie! Pójdźmy nań tłumem! – panowie i panie. Tak jak pomyśleli, tak też się i stało, i tłum maszeruje już ulicą całą. Biało-czerwone wśród ludzi sztandary, Transparenty z hasłami: „darujcie nam kary”. „My chcemy chleba, wolności i pracy” krzyczeli wtedy tak Poznaniacy. W końcu tłum dotarł na Kochanowskiego, Pod gmach bezpieki – siedziby złego. Ktoś krzyknął w nerwach, ktoś głazem cisnął, Koktajl Mołotowa jasnym ogniem błysnął. Na to z UB użyli hydrantu, Próbując rozproszyć tłum demonstrantów. Tłum rozwścieczony już do białości, Podpalić chce gmach w tej całej złości. Wtedy ktoś z partii i bez rozumu dał UB rozkaz: strzelać do tłumu! bezpieka strzela, po ludziach jak leci, padają młodzi, starsi i dzieci. Ludzi w pochodzie było bez liku, więc ranni i martwi są na chodniku. Tak w roku pańskim: pięćdziesiąt sześć, się rozpoczęła poznańska rzeź. Banasiak Ola, dziewczyna dziarska, Sercem powinność jej pielęgniarska. Kule świstają tuż nad jej głową, Ona nieść pomoc jest dalej gotową. Pan Czeszak Edmund, pracy szukając, Był w szoku do piekła tego wpadając. Nagle kolegi krew ściera ze skroni, Bo snajper z UB użył swej broni. Powstańcy dwa czołgi opanowali, Cel? Gmach UB — tam, tam, w oddali. I co, ubecja? Już nie takie chwaty? Kiedy śmierć patrzy wam w oczy z armaty? „Kto rękę z bronią na partię wyciągnie, temu tę rękę partia odrąbie!” – z radia Merkury zew zemsty śwista, grzmi Cyrankiewicz, ten komunista. Pan Majchrzak Jerzy – dzielny mężczyzna, miał zawsze w sercu: Bóg, Honor, Ojczyzna. Nie mogąc tknąć ojca, bezpieki machina, chcąc zabrać Jerzego, zabrała mu syna. Walcząc o kromki kawałek chleba, Poznańscy Herosi zrobili co trzeba. I chociaż do przodu czas goni i goni, miejmy w swym sercu wciąż pamięć o nich. ---------------------------------------------- Kilka słów wyjaśnienia: Poznański Czerwiec 1956 – był to pierwszy masowy protest robotniczy w powojennej Polsce, w którym zwykli ludzie wyszli na ulice, domagając się m.in. chleba, pracy i godności. Tekst łączy fakty historyczne z indywidualnymi losami uczestników, przywołując bohaterów takich jak: Aleksandra Banasiak, Edmund Czeszak czy Jerzy Majchrzak. Poprzez obrazowe opisy ulicznych starć, represji UB i odwagi demonstrantów, wiersz stara się utrwalić pamięć o tych wydarzeniach i o ludziach, którzy walczyli o podstawowe prawa człowieka w trudnych, powojennych czasach. *** Źródła wykorzystane w wierszu: 1. https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/swiadkowie-1956-odc-2/ 2. https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/swiadkowie-1956-odc-1/ 3. https://historiamowiona.poznan.pl/relacje/jerzy-majchrzak/ 4. https://historiamowiona.poznan.pl/relacje/aleksandra-banasiak/ 5. https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/ubowcy-przyznali-ze-strzelali-pierwsi/ 6. https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/chlopak-dostal-serie-glowa-rozbryznieta/ 7. https://pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Cyrankiewicz 8. https://historiamowiona.poznan.pl/swiadectwa/swiadkowie-1956-odc-3/
  7. Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej i tragedii polskich elit w locie do Smoleńska 2010 ****************************** Pamiętam ten dzień doniosły, Gdy zaproszenie dostałem, los ofiar katyńskiej zbrodni pamięci bronić miałem. Otarłem łzy (ze szczęścia), z dumą patrząc w przyszłość, Bo z Prezydentem Polski w niebo polecieć przyszło. Odwiedzić elity polskie, haniebnie pomordowane, co w drugiej okupacji miały być zapomniane. Wraz z delegacją całą, rankiem, początkiem kwietnia, wzbiliśmy się w przestworza, w fotelach tupolewa, co wcześniej remont przeszedł w zakładach na Samarze, na kurs, na ścieżkę nie wszedł — co czas wkrótce pokaże. Nasi polscy piloci do końca – o nas walczyli. Z rękami na wolandach – gdy wybuch nasz lot przechylił. Zabił huk termobaryczny czy też kumulacyjny? Czy kiedyś czas pokaże za tą tragedię winnych? [*] ****************************** źródła (grafika: flaga z napisem + zdjęcia ofiar): https://pspkamiensk.pl/wiadomosci/492246/katastrofa-smoleNska https://www.polskieradio.pl/81
  8. Dedykuję ten wiersz pamięci Orląt Lwowskich oraz innych Polskich Patriotów – za ich odwagę, poświęcenie i niezłomną wierność Ojczyźnie – Polsce. Jan Jarosław Zieleziński +++++++++++++++++++++++++++++++++ „Na zawsze wierni – Tobie Polsko” Orlęta Lwowa w murach dzielnie stały, Podczas gdy wróg przejąć miasto chciał. Serca, odwagi, krwi – nie żałowały, Pan Bóg Polakom zaś zwycięstwo dał. Stanęły zwycięstwa nad Lwowem pomni, Lwy Polskie z tarczami – tak jak Polskie Wojsko. Na pierwszej wyryte: Na zawsze wierni, Na drugiej zaś dumnie: Tobie, Polsko. Nie da się zbrodni zakopać w ziemi, Nie da się prawdy zagłuszyć milczeniem. Polacy zza Buga, choć już dawno niemi, To krzyczą głośniej niż ludzkie sumienie. Polskie lwy dzielnie, pomimo cierni, Na straży poległych – jak wierne wojsko. Było na tarczy: Na zawsze wierni, Na drugiej zaś było: Tobie, Polsko. Wcześniej Lwów, Wołyń, a teraz Przemyśl? Tarcz Lwów rozkazy przepełnione troską. Pierwszy z rozkazów: Na zawsze wierni, Drugi zaś mówi: Tobie, Polsko. Zamiast pretensji, dąsów, wybryków, Roszczenia postaw wciąż pielęgnować, Godzi się spraw ekshumacji Polaków oraz obietnic wcześniejszych dochować. Polskie lwy dzielnie pomimo cierni Na straży poległych – jak wierne wojsko. I niezależnie jak było – tak będzie: Na zawsze wierni – Tobie, Polsko!
  9. Polecam także zajrzeć na mojego bloga literackiego. Tam omawiam dużo ciekawych problemów, o których wielu z nas boi się mówić. Link jest w opisie profilu. Jeśli chcecie, możecie podzielić się własną interpretacją tego wiersza w komentarzach. Zieleń albo czerwień! Wełna albo ciernie! Karta albo pustka!! Szabla albo chustka!!! Wojna albo kwiaty! Okna albo kraty!! Miłość albo wolność!!! Kaptur albo skromność!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! Fraki albo ścieki! Złoto albo szczeki! Wolność albo wartość!! Miło albo warto!!! Tłoczno albo pusto! Kredką albo chustą!! Pokaz albo skrycie!!! Pokój albo życie!!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! –– ((Brak wolności I szczerości…)) –– –– –– –– –– –– –– Zieleń albo czerwień! Wełna albo ciernie! Szczerość albo grono!!! Środkiem albo stroną!!!!! Leżeć albo chodzić! Dawać albo grodzić!! Miłość albo wolność!!!! WARTO ALBO WOLNO!!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! Albo jedno, albo drugie!!!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!!!! Z zamysłu: ten wiersz jest o tym, jak zero-jedynkowo postępujemy w tych czasach, ale jestem także otwarty na wasze interpretacje.
  10. Rankiem miny poważne I czarno białe stroje Wspólne i nasze ponad Jego moje i twoje W biel i czerwień ujęte Dostojeństwo powaga Przemów słowa ze złota Dumnie wzniesiona flaga Pamięć w świece i wieńce Uroczyście zaklęta Polska dla wszystkich jedna Drogocenna – i święta Lecz wieczorem ta jedność W klawiszy – poruszeniu Stanie się znów niebytem Nikłością nieistnieniem Przyczajone się zbudzą Trzy pomarszczone zmory Żale ze starych kufrów Posiwiałe upiory Uprzedzenia żarłoczne Znów kolcami pokłują Po raz tysięczny kogoś Osłem nazwą lub szują Po pojednaniu byłym Uschłe liście zostaną Kwiaty żarem omdlałe Szarfa zwiędła – pod bramą Zostaną słowa twarde I zaciśnięte pięści Nadziei ciało martwe Połamane – na części Tylko nikłe płomyki Przez dni kilka kolejnych Wyglądać będą cudu Który znów się – nie spełni
  11. W Sandomierzu na przedmieściu Żyło sobie braci sześciu Sześciu synów urzędnika Lenia oraz łapownika Jeden rudy piegowaty Drugi blondyn – lecz garbaty Trzeci nieuk – niemożliwy Czwarty szatyn – a złośliwy Piąty nygus oraz psotnik Szósty oszust – chociaż złotnik Wielki żarłok nie za swoje Wszyscy zaś lubili stroje Drogie buty garnitury Lustra heban i marmury Wybór drogich alkoholi I z zakąsek – co kto woli Lecz co robić kiedy pusta Głowa jest niczym kapusta Brak dyplomów dokumentów Miast mądrości – pełno mętów W końcu siedli pomyśleli (Omal ducha – wyzionęli) Co tu robić by zarobić Lecz się przy tym nie narobić Trzy wieczory tak spędzili I nareszcie uradzili By do partii wstąpić szybko Niczym po przynętę rybki Wie to proboszcz i kościelny Bierny mierny ale wierny Nawet głupiec słynny w kraju Dziś na posła się nadaje A po roku lub półtora Odpowiednia przyjdzie pora By umieścić te miernoty W spółce z pensją – milion złotych Może będzie to kopalnia Może tkalnia może pralnia Może giełda owocowa Lub mleczarnia Czarna Krowa? Mogą nie znać branży wcale Zamiast narad – robić bale I markować dobrą pracę Ważne to – że im zapłacą Gdy dziennikarz zaś zapyta Skąd twe świnie u koryta Prezes powie – drodzy moi To rodzina jest na swoim Wszak od wielu lat wiadomo We wsi każdej chacie domu W każdej dacie dniu godzinie Rząd dba wielce – o rodzinę…
  12. Agnieszka Charzyńska

    Zupa

    Politycy gotują nam zupę Z podłości, zawiści, niechęci, To jest przecież prawda dobrze znana, Że do władzy nie garną się święci, Do czeluści kipiącej i gorzkiej Wrzucą wiązki uprzedzeń, pomówień, I nieuctwa dwie szklanki pękate, I truciznę dorzucą – dla sumień, Filiżankę wrogości czerwonej Razem z gniewem utartym na wiórki, Butę wsypią – peklowaną w złości, I dwie całe – egoizmu skórki, Osiem pestek złocistych – chciwości I grubiaństwa kostki gorzkie cztery, I pijaństwa – grona już dojrzałe, Zawziętości twardej – pół patery, Cztery krople – na inność alergii, Hipokryzji – trzy strąki smażone, Łyżek osiem dojdzie – złej energii, Trzy korzenie tępoty – mielone, Bulwy pychy – duszone w niewiedzy I tchórzostwa – dwa pełne słoiki Wraz z dewocji ząbkiem usiekanym Oto kuchnia polskiej polityki…
  13. Agnieszka Charzyńska

    Skrzynie

    Ze skrzyń pękatych groźnie wyłażą (Pod redaktorów naczelnych strażą) Plotek zrudziałych, zszarzałych pęki I przez lat szereg spłowiałe lęki, Garść historycznych żalów obfita, O reparacjach zdarta już płyta, Bólów zleżałych pękate szklanki, Zburzone wioski, spalone zamki, Z rodzinnych kronik pożółkłe karty, Raz z Hitlerjugend dwa blond bękarty, Raz zdziwaczała z Luftwaffe ciotka, Raz inna głupio zmyślona plotka. Dziadek z Wehrmachtu w mundurze nowym, Donosicielki warkocze płowe, Dwóch komunistów – tych po kądzieli i wuj – Ormianin, co się zastrzelił. Imiona z obcych liter utkane I cyrylicą listy pisane, Gotykiem książki – w spróchniałym kufrze, Podpisy dziwne – pod srebrnym lustrem. Gdy trzeba – worek negacjonizmu, Kłamstwo wołyńskie i kult faszyzmu, O barwie stali pokrzykiwania I niewiadoma – ta z krzywd równania. I tak wyłażą mnogim szeregiem, Krzykliwych liter złośliwym ściegiem, Te historyczne strzygi i zmory, Wszak już niedługo będą wybory...
  14. Gdy wróciła z pola walki W swej sukni czerwonej, Posilona jadem złości I zemsty spełnionej, Utuczona setką porcji Tłustych – okrucieństwa, Zdrady, gniewu i podłości I garncem – przekleństwa, Bardzo wciąż zadowolona Z haniebnych uczynków, Ze zburzonych chat i zamków, Szkół, kościołów, rynków, Z chmur purpurą oraz kirem Groźnie napuchniętych, Z życiorysów nożem śmierci Zbyt wcześnie przeciętych, Wnet poczuła się zmęczona Zbyt aktywnym życiem, Podpalaniem i strzelaniem, Kopaniem i biciem. I stwierdziła - Od dziś fach swój Całkowicie zmieniam I tryb życia spokojniejszy Świadomie obieram. Biuro jasne wnet wynajmę Gdzieś na Nowogrodzkiej I o wystrój dość upiorny Sama się zatroszczę, Czarne ściany w białe czaszki (Lubię te klimaty) I z wampirem oraz strzygą Dwa wielkie plakaty. Znad mej nowej klawiatury Gorycz będę sączyć, Tu podjudzać, tam oskarżać, Dzielić, a nie łączyć. Stworzę linię produkcyjną Plotek i pomówień, Rozprowadzę proszek gniewu Do stępienia sumień, Słów wulgarnych stos dowiozę Do każdej chałupy, I w promocji wyzwisk skrzynię (Twardych – niczym krupy). W przedwyborczych dniach gorących Kłamstw dostarczę worek, Butlę fejków przepełnioną (Aż wyskoczy korek), Haków zestaw na rywali (Rozmiar do wyboru), Skrzynie trzy stereotypów (Różnego koloru), Dziwacznych insynuacji Słoików dwadzieścia, Fotomontaż skandaliczny (Z imprezy u teścia). Gdy zasieję nowe ziarno O zielonej wiośnie, Krwawo gorzki plon mi wkrótce Sam bujnie wyrośnie. Będzie on dla spełnieniem dla mnie, Szczęściem i korzyścią, Wszak od wieków mnie Polacy Zowią – Nienawiścią…
  15. Agnieszka Charzyńska

    Bez zmian

    Choć zmieni się rząd oraz premier I skarbu otyły – minister, I nowych stu VIP ów przybędzie, Zostaną nam – sprawy nieczyste. Zostaną szkielety i trupy W dębowych wciąż szafach zamknięte, Jak dotąd – intencje niegodne I duchy jak zwykle – nieświęte. Na wiejskiej drodze – kolein Głębokich – pazury zdradliwe, W urzędach – te same pociotki, W kościołach zaś buta – i chciwość. Zostaną trzy garnki goryczy I sprawy – przegrane bezwstydnie, I wyzwisk – kolejne sagany, Cholery, matoły i bydło. Pustota, ciemnota, nieuctwo, Wciąż ostrzyć złe szpony swe będą, To samo bez końca – do mdłości, Aż braknie – i kminku i mięty. Od wieków zmarszczonych – mądrością Ludową to zdanie wszak było, Że wszystko powinno się zmienić By wszystko zostało – jak było…
  16. słaby pierwszy wyprowadza cios wygrzebie z garażu magnetron by straszyć promieniem śmierci za wodzem do końca pójdziemy przegra powiesimy dusze Kozaków lęgną się w czarnej ziemi na gołoborzach przedhistorycznych kamieni w tej rozpaczliwej walce obyś nie dał się poznać mężem Boudiki to nie kominkowe przemówienie Roosevelta ani patriotyzm na falach eteru Churchilla to kunszt oratorski po plecach roztaczający ciarki intelektualny przełom śpiesz się bo nie będziesz miał kraju
  17. Agnieszka Charzyńska

    Rycerz

    Chciałby odważnym być komandosem Albo rycerzem – z męstwa i stali, Zbójów i łotrów powalić ciosem, Krew im wytoczyć – w kolorze malin. Wielkich i świetnych dokonać czynów W imię Jezusa i Marii świętej, Do Palestyny z pielgrzymką przybyć, Maurów groźnych – wytrwale tępić. Ale do straży miejskiej test oblał (Bieg z przeszkodami – trudna do sprawa) Nie stanie zatem pierwszego września Z marsową miną – na straży prawa. Więc się zaciągnął już do legionu (Imię Michała ma – Archanioła) I stać na warcie będzie gorliwie Niedzielnym rankiem – koło kościoła. Przed pikietami kobiet obroni Księdza proboszcza oraz prałata, Czarne protesty pałką rozgoni, Gdy się pogrąży park miejski – w kwiatach. Kupił już mundur w kolorze moro, Jutro do szewca pójdzie – po buty, Ale wam szepnę teraz na ucho: Z rycerza tylko ma – łeb zakuty...
  18. Po cóż wybory, skoro takie po nich zaplątanie? Gdy brak „… vox dei”, chcą mieć tą sentencję za równanie? Cięcie węzła powyborczego à la Aleksander [1] To okoliczność doprawdy bardzo jest nieszczęśliwa, Bo to zazwyczaj lepiej, gdy jeden wygrany bywa, Lecz, patrząc czy może głos mędrszy raz nie rzekł przez ogół: U granic Polski wojna; więc, że: „Czas zewrzeć szeregi Zamiast urządzać dla którejś partii korzystne „biegi”; Bo, gdy chcą od Polski, z różnych stron, każdy, co innego, Czy nie byłoby dobrze mieć dwóch wprawnych adwokatów?” – To wprost niemożliwe! Strony szukały na się batów…! Ale, czy nie lepiej, by w Alejach kłótnie i wojna, A wieś sielska, pod stabilnym rządem, dalej spokojna? Koalicja niechybnie a burzliwie się rozpadnie! Gdy zagrożenia w skrzyni „niespełnione” legną na dnie, – Czyż to źle? Skoro żadna koalicja nie małżeństwo. W takim sporze…, jakież dziedzin a idei prawidło? ? – Może: „Cuius [ministerium] regio, eius religio”? Tak, wiem, wszystkim się znów naraziłem, = czas na wyśmianie. Proszę, chociaż o pojedyncze mnie w łeb pukanie! A prozą? Myślę, że najprawdopodobniejsze, że wygra partykularyzm kosztem stabilności państwa i… przyśpieszonych wyborów. (To rozwiązanie jest stabilne, partyjnie – nie zasypuje podziałów.) Ale, źle by się stało, gdyby nikt nie zwrócił uwagi, że możliwe jest rozwiązanie odwrotne. [1] Już mnie znienacka przechrzczano na „Jezuska” (kolega) i „Napoleona” (pan prezes), – może teraz uda mi przewidzieć następną ksywę?
  19. Owoce Dnia trzydziestego marca, dwutysięcznego dwudziestego drugiego roku, kiedy – oczywiście znów było mi ciężko wstać – postanowiłem pójść na bazar po owoce, gdyż już zaczynało brakować ich w domu. Zadbałem o to, żeby być ładnie ubranym, aby móc się uśmiechnąć chociaż raz w ciągu dnia. Kiedy dotarłem na miejsce, zastałem kilka kobiet w podartych ubraniach, które o czymś głośno rozmawiały. – Ha! Ha! Ha! Nie żartuj, kochana! Mówisz, że jabłka są lepsze od gruszek! Ha! – Machnęła ręką. – Mylisz się, kochana! Przecież wszyscy ludzie wiedzą, że jest na odwrót! – Mylisz się! – Zabawne, zabawne! Najlepszym owocem jest oczywiście banan! – Banan?! On jest odrażający! Jak ty możesz tak mówić?! Spodziewałam się, iż jesteś rozsądniejsza! Arbuz jest najsmaczniejszy! Każda z pań mocno gestykulowała. Nagle jedna z nich wtrąciła. – Niemądre, niemądre! Winogrona są najsłodsze! – Co?! Kłamiesz!... Kłamiecie wszystkie! Chyba nigdy nie jedliście mango! Ono jest jeszcze słodsze! – A co z porzeczkami? – Wszystkie z tych kobiet mówiły przeraźliwie chłodnym tonem. – Są kolorowe! – Ja niegdyś po nich!... Ha! Zwymiotowałam! Najlepsze są jabłka! – Śliwki są najlepsze! – Kiedyś miałam po nich rozwolnienie! Po bananach nigdy! – Gruszki! – Jabłka! – Śliwki są najczęściej kupowane! – Arbuzy! – Mango! – Porzeczki! – Jagody! Na szczęście… już wkrótce kupiłem to, co zamierzałem, zatem prędko opuściłem bazar. Kiedy już byłem w domu, zacząłem rozważać. – Te kobiety, które były na bazarku, kłóciły się o to, jaki owoc jest „najlepszy”. Ja jednak uważam, że żaden nie jest lepszy albo gorszy od drugiego! Po prostu, każdy ma swój gust! Jedynie może jakiś w ogóle nie nadawać się do spożycia! Dokładnie tak samo jest z każdą dziedziną sztuki!... Ponadto – z powodu takich właśnie kłótni – wybuchają wojny!
  20. Wojnawa* Nie widzę… już nic!!! … –– – Nóg nie mam… i lic!!! … –– – Wszak stado… gdzieś jest… –– Waleczne…, lecz – test!!!! … –– –– I co… stanie się?!!! … –– –– Widzę… znowu Cię!!! … –– –– Jeno… pokaż się…, –– –– Pragnę… zmienić mię!!!!! … –– –– –– Nie mogę… rozmawiać…, –– –– Lecz będę… ostawać… –– –– Na drogach… szarości…, –– –– Wśród pyłów… i kości!!! … –– –– Nie mogę… tak czekać…, –– –– Przed rządem… uciekać…, –– –– Co z snów się… buduje!!! … –– –– Ty jednak… smakujesz! … –– –– To wojna…, nauka… –– –– – Rozmowy… ta sztuka!!! … –– –– – Prowadzi… do wojny…, –– –– LECZ ŚWIAT ŚPI… – SPOKOJNY!!!!! … –– –– Czy Ty to… widzisz też? … –– –– Spokojnie… siedź i leż…, –– –– Bo wojna… ciągle trwa… –– –– – CHOĆ POTRAL… – NIE CHCE ZNAĆ!!!!! … –– –– Nie widzę… już nic!!!! … –– – Nóg nie mam… i lic!!!! … –– – Wszak stado… gdzieś jest… –– Waleczne…, lecz – test!!!!! … –– (–– –– –– ––) –– –– –– –– –– –– –– –– –– –– –– –– Tak! – Ty… to widzisz też… –– –– – Więc – och! … – Kim jesteś? – Wiesz? … –– –– Wszak wiesz…, bo imię masz…, –– –– Gdyż mrok… wojenny znasz… –– –– (–– ––) –– –– *Wojnawa – imię bohaterki wiersza. Wiersz można interpretować na różne sposoby: nieszczęśliwa miłość, zauroczenie, problem wojny, a nawet konflikty polityczne. Myślę, że istnieje talże możliwość znalezienia własnej interpretacji. :)
  21. „Ojciec Wirgiliusz [1] Uczył dzieci swoje, A miał ich wszystkich Sto dwadzieścia troje. Hejże, dzieci, hejże, ha! Róbcie to, co i ja. Hejże, dzieci, hejże ha! Róbcie jak ja!” Adrjański Zbigniew „Złota księga pieśni polskich: pieśni, gawędy, opowieści”, Warszawa, Bellona, 1994, str. 192. Bardzo mi to przypomina demokratyczną politykę, Z jej metodami i częstym wynikiem: Wsze władze chcą, by za ich linią szły tłumy. Cóż, że chcą, skoro ich linie są z gumy, Choć Johann der Beständige [2] trwał przy linii; To cóż, dzisiejsi politycy są inni – Jak baletmistrz każą „uczniom” biegać za się, Raz w jedną, raz w drugą, choć nie zawsze da się… A nie ma w tym premii dla znawców rzemiosła? Ba, przeciw nim góra zarzutów też rosła, Bo skoro znawca, to wedle meritum twierdzi, Więc czasem wbrew, a to sierdzi, jakże sierdzi! Świetny wyborca podobnym do barana, – Idzie gdzie trza i bodzie nie swego pana. . . . Przykład? Kazano nam kochać Ukrainę. Dziś każą przeciw chłopom widzieć jej winę. Już „kochanie” wskazałem krótkie ma nogi, – Nawet zakochanych nie są proste drogi! Bez „słowa” nie on inny, z inną jaką? Prezydent Duda miał obśmianą myśl taką, Żeby dwa państwa znów włożyły obrączki… Głupi? Wbrew niej rządzi co trzymają rączki. Na targu próżności to a tamto kusi. – Wśród poselstw Chmielnickiego skonałaś Rusi: Moskwa obiecywała, toż i Warszawa, A Stambuł, a wśród zmian kursów padła sprawa. Dziś linie tam-tu każą wbrew wirowanie. – Jutro słuchać śmiechu z Kremla zostanie? Ilustracja: Edgar Degas „La classe de danse” („Klasa tańca”), 1875, w zbiorach Musée d'Orsay. [1] Podobno od Virgilia Caloriego, zwanego Virgiliusem, Wirgiliuszem, 1869-1874 tancerza i baletmistrza Teatru Wielkiego w Warszawie, a jego dzieci to uczniowie szkoły baletowej, do których kształcenia przykładał się. [2] Johann der Beständige – Jan Stały, elektor Saksonii.
  22. „On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: « Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali.»” „Ewangelia według Św. Łukasza”, rozdział 11, wers 17, tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Tako rzekł prorok mniejszy, Bo dziś każdy mądrzejszy. … Rozwolnić obyczaje! – Gdy mąż za żoną staje, Gdy wzajemnie małżonka, Gdy za wzorem dzieciątka… – Od społecznej komórki Przykład po państwa chmurki, To któż kraj-mur obali? Gdybyż „rycynę” brali, – Luźne płotu sztachety, Nikt za nikim „niestety”, Niech stracą funkcje części! …: Mąż rodzi cudze dzieci, Żona zakłada zbroję. Ten się napaść nie boję. Synom ojców obrzydzić! Ojców synami wstydzić! Czerni pluń karmazynom! Za wet – niech plebsy zginą! „Generał musi wzbudzać zaufanie. Jeśli nie wzbudza zaufania, jego rozkazy nie będą wykonywane, jeśli jego rozkazy nie będą wykonywane, w armii zapanuje chaos. Jeśli w armii zapanuje chaos, to już brak mi słów. Zaufanie to stopy armii.” Sun Tzu „Sztuka wojny oraz 36 podstępów” w tłumaczeniu Jarosława Zawadzkiego, z drobną korektą stylistyczną. Dół wbrew górze! – wzajemnie! = Bez potu płot się weźmie. To właśnie jest powód uznawanego za bardzo liberalnego cara Aleksandra do pretensji wobec władz francuskich po przywróceniu królestwa o srożenie się. Powód szerzenia na uznawane za wrogie przez ZSRR strony zepsucia przy jednoczesnym aresztowaniu w Moskwie osób ubranych zbyt swobodnie. A to obłudnie, ale też szczęśliwie zwiastuje starciu gdy „przeciwnicy” popsuci a „my” z jasnym czołem.
  23. Pierwotne duszy ambicje Niechaj dziś kompas drogę życia mi wskaże, Podejmę wyzwanie z ekscytacji ładunkiem! Niechaj ta przygoda się szczęściem okaże... Duszy w mym ciele jedności meldunkiem. Kompasem me serce spragnione uwagi, Jasną i silną wibracją niech mną wnet zawładnie! Niechaj mnie obdarzy mocą mej odwagi... W znakach się będzie objawiać dosadnie. Z tęsknotą ogromną do siebie wrócę, Odwagi nieśmiałość ubiorę w intuicję! Trwałe połączenie ze Źródłem przywrócę.. Odzyskując pierwotne duszy ambicje.
  24. to odmierzany śmiercią rozbiór Rosji cisza amerykańskich gabinetów niemiecki taniec francuski rozsuwają się kry ruskiej Pangei Kazachstan Tatarstan Czeczenia zaczyna się rwa pierwsze spłonie Świnoujście starcie machin gospodarczych metali ziem rzadkich barbarzyństwa Daszka z klasy mojej córki została matką dla trzech sióstr nie mamy broni lotnictwa siły fosfor nocą pakowanie ciał kolegów nad ranem jestem w piekle
  25. Lucastra1993

    Ewolucja

    Małpa nie człowiek.. lecz ewoluuje zmienia się kształt, kolor, masa zmienia się wzrost od góry do pasa zmienia się wszystko co małpa ma Głupiutka.. lecz nigdy zła.. Małpa nie człowiek, a ewoluuje zaczyna rozumieć, co to szacunek zaczyna dojrzewać, podnosi kwalifikacje i swoje zaczyna mieć racje. Małpa nie człowiek PSL i SLD.. Polityka Tych spraw nawet małpa nie tyka…
×
×
  • Dodaj nową pozycję...