„Koniec świata nr 13” to powieść autorstwa Katarzyny Ryrych. Opowiada ona o wakacjach dwunastoletniej Sabiny Muzyk, w trakcie których dziewczynka przeżywa rozmaite przygody, gdy jej rodzice przebywają za granicą. Sabina sprawnie organizuje sobie wakacje, a przy okazji uczy się akceptować swój wygląd i sytuację materialną rodziny.
Spis treści
Sabina Muzyk zakończyła rok szkolny ze świadectwem z czerwonym paskiem, ale w przeciwieństwie do swoich znajomych nie otrzymała za to żadnej nagrody. W domu czekała na nią ekscentryczna rodzina: rodzice artyści, Wuj Psuj, który wszystko niszczył, Ciotka Plotka oraz Babcia Funia. Sabina czuła się niezrozumiana i uważała siebie za jedyną normalną osobę w rodzinie. W pokoju trzymała szczura Jurka, który później zjadł list gratulacyjny od dyrektora szkoły. Dziewczynka próbowała przekonać rodziców, że należy jej się nagroda za dobre wyniki, ale matka tłumaczyła jej trudną sytuację finansową rodziny.
Rodzice Sabiny dostali zaproszenie na plener artystyczny we Francji. Babcia Funia zamieszkała na czas ich wyjazdu w kamienicy przy ulicy Koniec Świata 13, a Sabina złościła się, że rodzice chcą wyjechać sami. W domu trwały przygotowania do podróży, a Ciotka Plotka opowiadała o przepowiedni końca świata przekazanej przez sąsiadkę Malinowską. Po wyjeździe rodziców Sabina została pod opieką babci. Dziewczynka oglądała stary album Ciotki Plotki i zauważyła zdjęcia, z których usunięto postać nieznanego mężczyzny.
Sabina próbowała zdobywać pieniądze samodzielnie. Sprzedawała butelki, pomagała w galerii sprzedającej prace matki oraz zanosiła rodzicom pieniądze potrzebne na wyjazd. Jej szczur zjadł później banknot stuzłotowy, co doprowadziło ją do furii. Dziewczynka wspominała też, jak uratowała Jurka w sklepie zoologicznym przed klientem, który chciał przeznaczyć go na karmę dla węża.
W nocy Sabina zaczęła dostrzegać tajemniczą postać pojawiającą się pod kamienicą. W furtce znalazła herbacianą różę z wiadomością o powrocie po latach. W pracowni matki odkryła gliniane ptaki i postanowiła je wypalić oraz sprzedać. Doprowadziła jednak do awarii prądu, dlatego musiała wezwać elektryka, który pomógł jej obsłużyć piec w zamian za jedną figurkę. Sabina podrobiła podpis matki na ptakach i razem z Bobkiem zaczęła sprzedawać je na starym mieście. Figurki szybko znalazły nabywców, a właścicielka galerii poprosiła o kolejne. Sabina próbowała także lepić własne ptaki, lecz przypominały raczej smoki.
Podczas sprzedaży figurek Sabinę zaczepił strażnik miejski. Pomógł jej mężczyzna, przed którym kiedyś ocaliła swojego szczura. Pojawił się również dziennikarz, któremu Sabina opowiedziała o zbieraniu pieniędzy na wakacje oraz o tym, że galeria zaniża ceny prac jej matki. Wkrótce ukazał się artykuł opisujący konflikt z galerią i politykami. Dzięki temu ojciec Bobka otrzymał szansę na zdobycie kontraktu na remont kamienicy Sabiny.
Do domu przyszły urzędniczki zainteresowane sytuacją dziewczynki. Uznały, że Sabina wychowuje się w patologii. Później rodzinę odwiedziła także kobieta z Policyjnej Izby Dziecka, która zagroziła wysłaniem Sabiny na kolonie nad morzem. W tym samym czasie Sabina dowiedziała się, że koledzy przezywają ją Ptaśką z powodu długiego nosa. Ciotka Plotka wyznała jej, że sama była kiedyś nazywana Ryjówką.
Tajemniczym mężczyzną okazał się Jerzy Przybyłowicz, dawny znajomy Ciotki Plotki. To on zostawiał róże w furtce i próbował odzyskać kontakt z Marceliną. Sabina i Bobek poznali historię ich dawnej relacji. Jerzy porwał także psa ciotki, Tequillę, by zmusić ją do spotkania. Ostatecznie Ciotka Plotka odzyskała psa i odnowiła relację z Jerzym. Wkrótce para zaręczyła się i zaczęła planować wspólny rejs.
W czasie wakacji Sabina coraz bardziej zbliżała się do Bobka. Chłopak pomagał jej w sprzedaży figurek, finansach i różnych pomysłach. Sabina wykonała dla niego exlibris i przyznała się, że kupiła jego rysunek przedstawiający Ptaśkę. Bobek uważał rodzinę Sabiny za niezwykłą i ciekawą, szczególnie w porównaniu ze swoją rodziną, która stale się kłóciła.
Rozpoczął się remont kamienicy prowadzony przez firmę ojca Bobka. Wuj Psuj został kierownikiem robót. W trakcie porządków odkryto obraz Babci Funi przedstawiający kuchenny kredens. Okazało się też, że rodzice Sabiny otrzymali stypendium twórcze i wracają z Francji razem z grupą artystów. Po ich przyjeździe wszyscy zebrali się w kuchni kamienicy. Sabina przedstawiła rodzicom Bobka oraz opowiedziała o remoncie finansowanym z funduszy unijnych. Wspólne spotkanie zakończyło się toastem.
Dwunastoletnia Sabina Muzyk siedziała w ławce i bez radości patrzyła na świadectwo z czerwonym paskiem. Wcześniej Marta uświadomiła ją, że takie świadectwo to obietnica czegoś szczególnego. Adam miał za to dostać nowy komputer, a Bogdan czerwony skuter. Sabinie musiał zaś wystarczyć sam czerwony pasek. Wróciła do domu, gdzie jej rodziców odwiedzał Wuj Psuj, który psuł wszystko, czego tylko dotknął. Piętro wyżej zaś mieszkała Ciotka Plotka, jedyna ciotka Sabiny. Dziewczynka uznała, że jest jedyną normalną osobą w rodzinie. Sąsiadka poprosiła Sabinę, by przekazała mamie, żeby ta zabrała z balkonu gipsowe głowy. Dziewczynka powiedziała rodzinie, że ma świadectwo z paskiem, i zdenerwowała się na wszystkich. W pokoju wypuściła Szczurka Jurka. Postanowiła, że list gratulacyjny da rodzicom dopiero wieczorem. Dostała wiadomość od Zuzy, wyszła z domu i spotkała się z koleżanką.
Sabina musiała o szóstej pożegnać koleżankę i wrócić do domu. Sąsiadka pouczyła Sabinę, że prosiła o usunięcie głów z balkonu, ale zobaczyła szczura i się go wystraszyła. Okazało się też, że szczur zjadł list gratulacyjny dla rodziców od dyrektora. Poszła do rodziców, by wyjaśnić, że za czerwony pasek należy jej się nagroda. Matka Sabiny próbowała jej wytłumaczyć, że niewiele zarabiają na swojej sztuce. Do ojca przyszedł pewien mężczyzna z synem. Okazało się, że był to prezes, który chciał zamówić portret wnuka, ale powstało zamieszanie dotyczące tego, czy ojciec Sabiny jest malarzem, czy muzykiem. Ciotka Plotka straciła zatem wszelkie szanse na korzystne koneksje.
Przyjaciele rodziców siedzieli w domu przy ulicy Koniec Świata 13 aż do samego świtu. Dziewczynka rano poszła do kuchni i pochwaliła się Babci Funi, że ma świadectwo z czerwonym paskiem. Babcia natychmiast zaczęła tłumaczyć jej, że w tym miesiącu nie ma już pieniędzy. Babcia narzekała też na to, że rodzice Sabiny nie potrafili się sami utrzymać. Mama Sabiny weszła do kuchni i powiedziała, że każda zła passa kiedyś musi się skończyć. Powiedziała też, że dostali zaproszenie na plener, na którym zarobią. Sabina postanowiła, że zostanie księgową. Sabina pojechała sprzedać butelki, żeby mieć pieniądze na wyjście z Zuzą, a w sklepie skomentowano jej rodzinę. Potem pojechała do galerii z pracami matki, gdzie po angielsku namawiała turystów do kupienia ich jako pamiątki. Sabina zabrała potem pieniądze za nie, by oddać je matce.
Sabina wróciła do domu i dała rodzicom pieniądze z galerii, by mieli za co jechać na plener. Wszyscy byli w szoku, że Sabina zabrała dwa tysiące złotych w gotówce na basen. Dostała pięćset złotych na potrzeby wakacyjne, które próbowała jej zabrać babcia Funia. Sabina wspominała poprzednie wakacje, które rodzina zawsze próbowała spędzać w zrujnowanym domku w górach. Rodzice powiedzieli Sabinie, że na plener pojadą na miesiąc do Francji, a nią zajmie się babcia Funia, co zdenerwowało Sabinę. Rodzice wyjaśnili, że chcą tam jechać tylko we dwoje i wieść artystyczne życie. Sabina zastanawiała się, jak ma przeżyć cały miesiąc z Babcią Funią.
Babcia Funia przeprowadziła się na Koniec Świata numer 13, ojciec zaś naprawiał samochód ze znajomym. Babcia umieściła swoje rzeczy w nieużywanym pokoju. Rodzice Sabiny próbowali natomiast spakować się na podróż. Babcia Funia i Babcia Saper w kuchni przygotowywały dla nich jedzenie na drogę. Ciotka Plotka powiedziała, że sąsiadka Malinowska przepowiedziała koniec świata. Ojciec potknął się o sztalugę i nabił sobie guza. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nadchodzące dni mają obfitować w różne wydarzenia.
Sabina wieczorem oglądała z balkonu pokaz sztucznych ogni zorganizowany przez miasto z okazji pierwszego dnia wakacji. Rodzice natomiast byli ze znajomymi na koncercie urządzonym razem z pokazem, ale nic im się nie stało. O świcie ojciec odpalił samochód z okropnym warkotem. Szykowali się do wyjazdu. Sabina poszła się wykąpać, ale jej spokój zakłóciła Babcia Funia, wypominając jej zużycie gazu i wody. Zjadła śniadanie i zaczęła szukać swojego szczura. Przy okazji znalazła gruby album z czarno-białymi zdjęciami Ciotki Plotki. Niektóre zdjęcia przedarto na pół lub wydarto z nich ślady pewnego mężczyzny. Sabina pożałowała, że nie żył już Dziadek Jajusz, który by jej to wyjaśnił. Sabina uszykowała się na basen i zadzwoniła do Zuzy.
Głodna Sabina pojechała do domu i zjadła makaron z truskawkami i serem. Zaczęła się zastanawiać, na co iść do kina. W pokoju okazało się, że jej szczur zjadł banknot stuzłotowy. Wściekła, kopnęła rolki, krzyknęła z bólu i przywołała tak Ciotkę Plotkę. Wściekła Sabina zaczęła liczyć, ile mogłaby dostać za pozostawione w pracowni matki ptaki, a wtedy przyszła babcia, która uznała, że odprowadzi wnuczkę na seans do kina, chociaż Sabina już nie zamierzała tam iść po wypadku z banknotem.
Babcia Funia poszła z Sabiną aż pod same drzwi kina. Dziewczynka udała, że ustawia się do kolejki w kasie, a potem pobiegła nad rzekę, rezygnując z seansu. Poszła na plac zabaw, gdzie zwrócono jej uwagę, że huśtawki są dla dzieci. Potem wróciła do kina, skąd miała ją odebrać Babcia Funia. Usiadła przed kinem, gdzie zaczepił ją ochroniarz. Sabina skłamała, że jej opiekunką była babcia, która właśnie umarła. Potem przyszła Babcia Funia. Nagle spotkała Bogdana z jego nowym skuterem. Powiedział, że się na nim przewrócił. Sabina nagle przyznała się koledze, że szczur zjadł jej pieniądze. Bogdan zapytał, czy rodzina Sabiny ma szczury w pracowni, co rozzłościło dziewczynkę. Przypomniało jej się, jak w sklepie zoologicznym ocaliła Szczurka Jurka przed klientem, który chciał zrobić z niego karmę dla węża, wbrew protestom babci.
Sabina w nocy miała koszmary. Wyszła zatem na balkon i zobaczyła jakąś postać idącą bulwarem. Potem poszła znowu spać, a Ciotka Plotka pracowała w nocy nad swoimi lalkami. Rano Sabinę obudził zapach kakao w kuchni. Babcia wysłała dziewczynkę po bułki, a po drodze sąsiadka zagadnęła ją, by dla niej też wzięła pieczywo. W furtce znalazła wetkniętą herbacianą różę. Na bileciku ktoś napisał, że powraca po latach. W drodze powrotnej spotkała Ciotkę Plotkę. Sabina po śniadaniu myślała nad biznesplanem. W pracowni matki znalazła gliniane ptaki, które musiała pomalować. Babcie zaczęły jej szukać, a Sabina w internecie szukała, jak wypala się ceramikę w piecu. Sprawą postanowiła zająć się wieczorem. Pojechała do cukierni po eklery i zabrała je do Bogdana. Bobek pokazał jej powieść, którą zaczął pisać. Wieczorem obie babcie wróciły do siebie i Sabina została sama. Pod domem stała znów jakaś postać, a Sabina wsadziła ptaki do pieca.
Rano w niedzielę Sabina musiała wzywać elektryka do usunięcia awarii prądu, która powstała z powodu potężnego spięcia. Potem Sabina w sekrecie poprosiła go o pomoc z obsługą pieca, a on pomógł jej w zamian za jednego z ptaków. Sabinie udało się wypalić wszystkie figurki. Sabina podrobiła na nich podpis matki. Potem pobiegła na spotkanie z Bobkiem, który pomagał jej z finansami.
Sabina i Bobek poszli z ptakami na stare miasto. Tam Sabina zobaczyła tego samego nieznajomego, którego nocą widziała na bulwarze. Sabina zaczęła sprzedawać ptaki prosto z kartonu tuż obok galerii. Cała partia ptaków błyskawicznie się rozeszła. Właścicielka galerii przyszła później i poprosiła Sabinę o przekazanie mamie prośby o kolejne ptaki. Sabina uznała, że sama musi dorwać japońskich turystów i sprzedać im figurki. Bobek zasugerował, że Sabina powinna sama ulepić je z gliny.
Wieczorem elegancko ubrany Bobek odwiedził Sabinę w jej domu i poszedł z nią do pracowni. Ciotka Plotka przyniosła im truskawki. Sabina i Bobek spróbowali ulepić z gliny ptaszka, ale nie wyglądał jak ten robiony przez mamę dziewczynki. Ciotka Plotka dostała telefon, po którym osunęła się na kanapę. Potem Ciotka Plotka uznała, że z Sabiny może być artystka.
Sabina zaniosła kolorowe ptaki do galerii i wytłumaczyła, że jej matka zajmuje się projektem unijnym. Okazało się, że jej figurki przypominały chińskie smoki, co zauważyli japońscy turyści. Sprzedawała je poza galerią, aż zobaczył ją strażnik miejski i zapytał o jej opiekuna. Wtedy zjawił się mężczyzna, przed którym Sabina uratowała niegdyś swojego szczura. Okazało się, że jest on strażnikiem miejskim. Nagle pojawił się jeszcze dziennikarz. Sabina wyjaśniła mu, że gromadzi fundusze na wakacje, i powiedziała, jak galeria oszukuje jej matkę na cenach figurek. Sabina i Bobek wykorzystali okazję i uciekli. Nagle dopadł ich pewien nieznajomy, który zaczął ich pytać o polityka, Jerzego Naprawę, bo uznał, że zostali wynajęci do oczerniania go. Sabina zwróciła jego uwagę na fakt, że ich kamienica rozsypuje się, a jest zabytkiem, ale polityków to nie obchodzi.
Przez kolejne dni Sabina i Bobek cieszyli się wakacjami. Pewnego dnia Sabina rozmawiała z Wujem Psujem o tym, że wszystko wydaje się jakieś inne. Sabina snuła refleksje na temat natury marzeń. Kolejnego dnia przyszedł mężczyzna, który domagał się projektu kamienicy od Babci Funi i wyrażenia zgody na renowację budynku. Wyraziła ją Sabina, po czym podrobiła podpis matki na dokumentach. Okazało się, że artykuł o Sabinie pojawił się w bezpłatnej gazetce miejskiej, gdzie opisano jej spór z galerią oraz politykami. Sabina oburzyła się na wszystko i poszła do Bobka, by grać z nim na komputerze. Bobek cieszył się, że trafił do gazety, a jego tata miał szansę wygrać przetarg na remont kamienicy Sabiny.
Sabina siedziała z Bobkiem na balkonie. Rozmawiali o różach, które ktoś nieustannie zostawiał w furtce kamienicy, a także o tym, że Ciotka Plotka od pewnego czasu dziwnie się zachowywała. Bobek podpowiedział, że może była zakochana. Dzieci słyszały, jak sąsiadka wróży ciotce na piętrze. Bobek uznał, że Sabina ma fajną rodzinę, ale ona nie czuła się co do tego przekonana. Uznała, że Bobek nie wie zbyt dużo o życiu ze sztuki. Nagle do kamienicy przyszły dwie panie, które chciały porozmawiać z opiekunami Sabiny. Urzędniczki zaczęły pytać Sabinę o jej oceny w szkole, o pokój, w którym dziewczynka mieszka, a także o sąsiadów.
Urzędniczki doszły do wniosku, że Sabina dorasta w patologii. Babcia szykowała obiad i słuchała opowieści Bobka o firmie jego taty. Dzieci wysłano do sklepu po cukier puder, a Bobek hałasował sąsiadce gipsem na złamanej nodze. Sabina dowiedziała się, że reszta klasy uważa, że mieszka ona w slumsach i nazywa ją Ptaśką. Ze złości wpadła na mężczyznę, którego widywała już od pewnego czasu w okolicy swojego domu. To Jerzy Przybyłowicz, znajomy Ciotki Plotki, który zostawiał dla niej róże w furtce. Pokazał paszport i oszołomił Bobka liczbą krajów, które odwiedził. Jerzy opowiedział dzieciom historię tego, jak poznał się z Marceliną. Sabina i Bobek przerwali spotkanie, by iść po cukier puder dla babci. W domu Sabina dowiedziała się, że babcię odwiedziła pani z Policyjnej Izby Dziecka. Kobieta stwierdziła, że rodzina Sabiny jest patologiczna, a dziewczynce zagroziło wysłanie na kolonie nad morzem.
Wieczorem Sabina poszła porozmawiać z Ciotką Plotką. Ciotka zwierzyła jej się z problemów sercowych z Jerzym, który powrócił. Ciotka pouczyła Sabinę odnośnie Bobka, a dziewczynka skarżyła się na swój długi, ptasi nos, przez który ma przezwisko Ptaśka, wymyślone przez Bobka. Ciotka zwierzyła jej się, że przez jej nos nazywano ją Ryjówką. Potem razem zjadły kremówkę i wypiły czekoladę, a Sabina poczuła się lepiej z przezwiskiem Ptaśka.
Kolejnego dnia Sabina oswajała się ze słowem Ptaśka. Stworzyła nawet rysunek przedstawiający Ptaśkę i Ryjówkę przy stole. Wuj Psuj zaproponował Sabinie, że pokaże jej, jak się robi linoryt. Potem przyszedł Bobek, który bardzo lubił domowe obiady, bo u niego jadano tylko catering. Sabina przyznała się do tego, że kupiła jego Ptaśkę. Zrobiła też dla niego exlibris.
Bobek zadzwonił, żeby powiedzieć, że następnego dnia zdejmują mu gips, a firma jego ojca wygrała przetarg na renowację kamienicy. Sabina zastanowiła się, dlaczego polubiła Bobka. W szybę trafił kamień rzucony przez ukrytego Jerzego, a na papierku, w który był owinięty, napisano, że Jerzy zamierza porwać psa ciotki. Sabina odpisała, wyjaśniając, dlaczego Tequilla się tak zachowuje. Zatęskniła za rodzicami. Rano okazało się, że Tequilla pobiegł za jakimś rowerem i uciekł ciotce. Przyszedł też Bobek z ojcem i dokumentami dotyczącymi renowacji. Wuj Psuj pokazał mu dawne zdjęcia kamienicy i jej plany. Okazało się, że psa porwał ktoś, kto żądał spotkania z Ciotką Plotką. Sabina dowiedziała się, że jej prapradziadek także miał duży nos.
Sabina i Bobek układali album rodzinny, kiedy przyszła Ciotka Plotka w eleganckiej sukience. Sabina i Bobek wyszli z domu i odkryli, że ciotka zbiera róże, które ktoś rozrzucił dla niej na podwórzu. Potem poszli za ciotką i dotarli aż do kawiarni, gdzie piła ona coś z Jerzym. Ciotka odzyskała swojego psa. Ich obecność odkrył Jerzy, który zaproponował im lody. Wyjaśnił też, że imię psa nie pochodzi od alkoholu, tylko od gry słów „te, killer”. Zaczął śpiewać słowik, a Sabina i Bobek zostawili parę samą. Rodzice Sabiny mieli już wracać do domu.
Ciotka Plotka oskarżyła Sabinę o to, że ta wiedziała, gdzie jest jej pies. Dowiedziała się też, że bratanica pozostawała w kontakcie z Jerzym. Dziewczynka zatęskniła za rodzicami i przyłapała Babcię Funię na malowaniu. Kolejnego dnia Sabina sprawdziła pracownię, ale ślady twórczości babci zniknęły. Sąsiadka dopytywała się o remont kamienicy i wróżyła, że źle się to skończy. Sabina zabrała jej bokserkę na spacer. W nagrodę dostała od sąsiadki srebrną bransoletkę. Sąsiadka opowiedziała też Sabinie historię tego, jak jej córka zmarła na szkarlatynę w wieku Sabiny, co ogromnie poruszyło dziewczynkę. Bobek przyniósł jej eklerki, a Sabina postanowiła zanieść jeden sąsiadce. Przyszedł też Jerzy, by odwiedzić Ciotkę Plotkę, i przyniósł szampana. Okazało się, że postanowili oni wyjechać razem na wakacje. Doszło też do ich zaręczyn.
Zaczął się remont kamienicy. Ciotka porządkowała szafę i pozwoliła wybrać Sabinie niektóre rzeczy. Sabina przepytała Jerzego, żeby sprawdzić, komu oddaje swoją jedyną ciotkę. Został zapowiedziany ich rejs statkiem. Przybiegł Bobek i wyjaśnił, że jego ojciec znalazł odpowiednie materiały budowlane do kamienicy. Wuj Psuj został kierownikiem robót.
Bobek znów stwierdził, że Sabina ma bardzo fajną rodzinę, bo u niego wszyscy się tylko kłócą. Wuj Psuj odkrył wspaniałe płótno autorstwa Babci Funi, które ukazywało wnętrze kuchennego kredensu. Mama zadzwoniła do Sabiny, by jej powiedzieć, że wraz z ojcem wracają do domu. Zapowiedziała też, że jadą z nimi wszyscy uczestnicy pleneru, a przybyć mają już wieczorem. Dostali też stypendium twórcze. Babcia Funia upiekła dla wszystkich szarlotkę.
Bobek i Sabina usiedli na rusztowaniu, by podziwiać widoki. Zobaczył ich strażnik miejski, ale Sabina zaprosiła go na szarlotkę. Nadjechali rodzice Sabiny wraz z głośnym warkotem samochodu. Sabina przedstawiła im Bobka i wyjaśniła im, że kamienica jest remontowana z funduszy unijnych. Goście zebrali się w kuchni i wznieśli toast. Sabina poczuła wzruszenie, że to właśnie jest jej prawdziwy dom.
Aktualizacja: 2026-05-30 18:32:13.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.