Znajomi rodziców, którzy przyjechali z nimi z pleneru artystycznego, koczowali w domu Sabiny przez mniej więcej tydzień. W tym czasie panował tam absolutny chaos, połączony z rozpoczęciem remontu kamienicy. Ojciec Bobka z werwą wziął się do pracy, a Sabina widywała swojego przyjaciela codziennie, kiedy wraz z resztą ekipy przyjeżdżał na miejsce pracy.
W międzyczasie mama Sabiny odkryła brak nie tylko glinianych ptaszków, ale też i znacznej części materiałów, a także zmianę ustawień na piecu do wypalania. Przyciśnięta przez nią córka zeznała wszystko na temat swojej działalności artystycznej i handlowej, przez co Paulina aż złapała się za głowę. Wtedy Sabina przeszła do kontrataku, udowadniając matce, że daje się wykorzystywać finansowo przez galerię. Wskazała, że Paulina powinna renegocjować stawkę, spisać nową umowę i postawić sprawę jasno. Paulina słabo się upierała, ale wreszcie poddała się córce i kolejnego dnia dała się zaprowadzić do galerii.
To tam Sabina wyprowadziła właścicielkę obiektu przed budynek i pokazała jej, jak samodzielnie sprzedaje ptaszki i za jaką cenę. Potem powiedziała twardo:
- Co najmniej piętnaście za ptaka albo koniec z umową.
Właścicielka trochę się boczyła, aż wreszcie skapitulowała i podpisała z Pauliną nową umowę z odpowiednim wynagrodzeniem i terminami jego wypłaty, by Paulina nie musiała nieustannie przypominać się o zaległe pieniądze. Matka z córką wyszły zatem z galerii stosunkowo zadowolone i poszły na lody.
W domu Sabina dodatkowo uświadomiła Paulinę, że internet daje jej wiele możliwości reklamy, a nawet założenia własnego sklepu. Ta dyskusja przyciągnęła też Ciotkę Plotkę i ojca, którzy zaangażowali się w badania rynku prowadzone szybko w przeglądarce.
Zadowolona Sabina zostawiła ich samych przed laptopem i poszła zjeść obiad ugotowany przez babcię Funię. Babcia coś nie spieszyła się z wyprowadzką, chociaż już nie musiała opiekować się Sabiną. Złagodniała jednak i wciąż dobrze gotowała, zatem dziewczynce to nie przeszkadzało.
Po obiedzie Sabina poszła do Bobka siedzącego na rusztowaniu i z dumą oznajmiła:
- Załatwiłam mamie pracę.
On pokiwał głową i odrzekł, że Sabina ma ogromny dar do załatwiania wszystkiego. Razem siedzieli tam potem na wysokości i jedli kanapki z cateringu Bobka, które jednak nie były tak dobre jak bułeczki babci Funi, ale nie chciało im się iść do kuchni. Zapadał kolejny ciepły wieczór, a Sabina czuła, że jej wakacje mają sens.
Aktualizacja: 2026-06-03 09:13:09.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.