Sól ziemi – streszczenie

Autorka streszczenia: Marta Grandke.

„Sól ziemi” to powieść, której autorem jest Józef Wittlin, która została po raz pierwszy opublikowana w roku 1935. Jej akcja rozpoczyna się w momencie wybuchu I wojny światowej. Do wojska cesarskiego trafia wówczas główny bohater, analfabeta Piotr Niewiadomski. Zostaje on powołany do wojska, opuszcza rodzinną wieś i rusza, by walczyć na froncie. Powieść zawiera między innymi elementy związane z pacyfizmem.

Spis treści

Sól ziemi – streszczenie krótkie

Piotr Niewiadomski pochodzi z ziemi huculskiej i tam pracuje na kolei. Żyje tam też bez ślubu z Magdą, sierotą, która wiąże z nim swoje życie, jednak Piotr od niej bardziej kocha swojego psa, Basa. Ojciec Piotra był nieznanym Polakiem, natomiast jego matka była Hucułką. Piotr od dzieciństwa cierpi na rozmaite schorzenia, między innymi wynikające z kontaktu z kiłą.

Wybucha I wojna światowa, a wtedy Piotr również otrzymuje wezwanie do wojska. Wcześniej jednak udaje mu się awansować na kolei, ponieważ z powodu wojska zaczyna brakować ludzi do pracy. Z kolei z powodu poboru stawia się przed specjalną komisją, która ocenia nagich mężczyzn i ocenia ich zdolność do walki poprzez kryterium siły fizycznej, sprawności i zdrowia. Piotr mimo swoich dolegliwości zostaje przydzielony do piechoty. Lekarz uznaje, że takie życie dobrze mu zrobi, może nawet poprawi jego stan zdrowia. Potem nadchodzi ostatnia noc we własnym domu, pożegnanie z Magdą oraz psem.

Piotr w ten sposób opuszcza rodzinną wieś i jedzie na Węgry, gdzie mieszka w garnizonie, skąd też potem trafia na front. Życie w wojsku stanowi dla niego prawdziwą nowość, dostosowuje się zatem do panujących tam reguł, zasad oraz kar. Podróż pociągiem także stanowi dla niego ogromną nowość mimo pracy na kolei. Na Węgrzech w garnizonie Piotr poznaje dowódcę Bachmatiuka, człowieka, który całe swoje życie spędził w wojsku, zatem zajmuje się też szkoleniem innych. Sam jednak nigdy na front nie trafił. Bachmatiuk jest okrutny dla podwładnych, zatem obawiają się oni jego wybuchów gniewu. Piotr nieustannie czeka na koniec wojny i nie wierzy, że zostanie wysłany na front.

Bachmatiuk codziennie znęca się nad innymi żołnierzami, przykładowo w celu schłodzenia karabinów każe podwładnym oddawać na nie broń. Ten odmawia, zatem Bachmatiuk próbuje zmusić do tego Piotra. Jeden z żołnierzy staje w jego obronie, za co Bachmatiuk narzuca mu karne ćwiczenia, które doprowadzają do śmierci żołnierza.

Żołnierze są przygotowywani do wyjścia na front. Oznacza to konieczność ogolenia ich na łyso, wykąpania, przebrania w odpowiednie mundury. Piotr wciąż nie wierzy, że ostatecznie trafi na front. Bachmatiuk nieustannie szkoli podwładnych i wyładowuje na nich wściekłość.

Sól ziemi – streszczenie szczegółowe

Prolog

Narrator to żołnierz, który zostaje powołany do wojska, ale nie polskiego, lecz takiego pod cesarskim, czarnym orłem o dwóch głowach i trzech koronach, czyli austriackiego. Zastanawia się nad tym, czemu go to spotkało. Obcy do tej pory mężczyźni stają się w armii jego braćmi. Wojsko zostaje zebrane w jednym miejscu, dzięki czemu narrator ma okazję ich obserwować. Dzieje się tak z okazji spotkania z samym cesarzem, Franciszkiem Józefem. Wybuchła bowiem I wojna światowa i trzeba będzie walczyć. Cesarz przemawia do żołnierzy i im dziękuje. Nie pamięta jednak, czego żądają kochane ludy, zatem trzeba mu przypomnieć. Okazuje się, że cesarz ma aż trzydzieści osiem dywizji. Składa też swój podpis na oficjalnym dokumencie. 

Narrator opuszcza spotkanie i podziwia nocne życie miasta. Wtedy też w mieście pojawia się informacja o wybuchu wojny, podawana pocztą pantoflową z ust do ust. Wsie są spokojne, bo tam jeszcze informacja nie dotarła. O świcie całe wojsko zbiera się do wyjazdu z miasta, z generałami w samochodach na czele. Mieszkańcy miasta żegnają swych bliskich, którzy idą na wojnę. Wszyscy mają na sobie błękitne mundury i formują się oddziały. Rozpoczyna się wielki marsz ludzi, zwierząt i sprzętów. Poruszenie jest obecne na lądzie, w powietrzu i na wodzie. Idą ludzie różnej narodowości. Pierwszego sierpnia zaczyna się bombardowanie Belgradu. Austria ściera się z Rosją, zaczynają ginąć ludzie.

Rozdział I

Kolej żelazna łączy ze sobą miejscowości na huculskiej ziemi. Na stacji kolejowej Topory-Czernielica Piotr Niewiadomski pracuje jako tragarz. Jest analfabetą, synem Hucułki i nieznanego Polaka. Czyścił lampy na stacji, nalewał tam naftę i sprzątał poczekalnię. Nosił też worki pełne różnych rzeczy, robił wszystko to, czego akurat od niego oczekiwano. Piotr jest dzieckiem, które ucierpiało z powodu kiły, miał także krzywe nogi z powodu innej choroby, która była skutkiem nieodpowiedniego żywienia najmłodszych. Chłopak nie znał swojego ojca, który był legendarną postacią i ponoć nosił nazwisko Niewiadomski. Wiązał się z inną sierotą, Magdą, także niewiadomego pochodzenia. Nie żenił się z nią, bo nie miał z nią dzieci i nie zamierzał mieć, a ona miała przed nim już innych partnerów. Piotr czasami chciał rzucić swoją pracę, a czasami porywały go myśli, że cesarz jest dobry i sprawiedliwy. Marzył o byciu dróżnikiem czy pomocnikiem w towarówce.

Piotr na kolei ogląda wagony przyjeżdżające z różnych stron świata, z Turcji czy z Wiednia. Myślał o tym, że po awansie znalazłby sobie żonę i zmienił swoje życie. Marzył o życiu, jakie by wtedy prowadził. Któregoś dnia naczelnik zawołał Piotra do siebie. Naczelnik zazwyczaj spał o tej porze, ale wtedy siedział nad niedojedzonym śniadaniem. Powiedział on Piotrowi, że wybuchła wojna. Kazał mu zatem porozwieszać plakaty na ten temat na stacji. Do naczelnika na dyżur przyszedł praktykant. Potem nadeszły jeszcze dwa duże afisze. Nie wiadomo było, gdzie podział się Piotr. Okazało się, że powiesił manifest do góry nogami.

Dwa dni później naczelnik znowu wezwał do siebie Piotra, a ten był przekonany, że zostanie ukarany za manifest. Naczelnik musiał na nim jednak polegać, bo innych zabierano wówczas do wojska. Naczelnik sądził jednak, że cały ten konflikt potrwa góra trzy, cztery tygodnie. Piotr miał zatem przejąć do tego czasu obowiązki innych. Oznaczało to dla niego awans. 

Rozdział II

Gmina wyliczyła, że Piotr Niewiadomski ma już tyle lat, że może trafić do wojska. Przyszedł do niego kapral żandarmerii, Jan Durek, na którego zaczął ujadać Bas, pies Piotra. Ten przyniósł mu informację o poborze do wojska. Dał mu ją wydrukowaną na papierze. Durek wiedział jednak, że Piotr to analfabeta, mimo to wręczył mu pismo z poważną miną. Lubił bowiem wywyższać się ponad innych. Niewiadomski musiał go poprosić o odczytanie pisma, gdyż sam nie potrafił tego zrobić. Okazało się, że miał się stawić na komisji już za pięć dni. Miał tam przyjść trzeźwy oraz umyty. Durek wyjaśnił mu też, jaki los czeka dezerterów. Był niezadowolony z tego, że Piotr nie zdradzał po sobie strachu czy przejęcia sytuacją. Poczęstował jednak Niewiadomskiego papierosem. Żandarm zapewnia go, że do Bożego Narodzenia wojna się skończy. Wieczorem Piotr zamknął na klucz drzwi swojej chaty, czego wcześniej nigdy nie robił. Nie mógł przestać myśleć o wizycie żandarma i o poborze do wojska. Wszystko to go przytłaczało i nie mógł zasnąć. Podobne sceny działy się na całym świecie.

Rozdział III

Mężczyzn oceniano, ważono i mierzono, by przydzielić ich do odpowiedniej jednostki. Działo się to przy poborze. Upalnego dnia Piotr Niewiadomski czekał na swoją kolej w jednej z takich kolejek. Siedział naprzeciwko szkoły, z której wyniesiono ławki. Wszędzie było czuć środek odkażający. Ludzie śmierdzieli tam na różne sposoby, w zależności od zajęcia oraz pochodzenia. Po kolei wywoływano mężczyzn. Piotr przesuwał się coraz dalej, z krzesła na krzesło. Widok ciał innych mężczyzn wzbudzał w nim przestrach. Zawstydził się również własnej nagości. Wciąż jednak zbliżał się do tajemniczej zasłony. Próbował zasłonić podbrzusze papierami. Nikt na nikogo jednak nie zwracał uwagi, wszyscy zajmowali się sobą. Wiele osób bardzo gwałtownie próbowało wyszukać u siebie różne choroby i skazy, by uniknąć poboru. Pito przykładowo czarną kawę w celu osłabienia pracy serca.

Piotr Niewiadomski nie szukał jednak u siebie dolegliwości. Miał jednak kilka wad i schorzeń wynikających z chorób w dzieciństwie i ciężkiej pracy. Za zasłoną siedziała komisja oceniająca przyszłych żołnierzy. Denerwowali się na Żydów, którzy nie ściągali jarmułek. Nadszedł czas badania Piotra, rozkazano mu podnieść ręce. Piotr wstydził się swojej nagości. Nastąpiło badanie i słuchanie oddechu. Doktor uznał, że życie na polu walki będzie miało dobry wpływ na Piotra i jego zdrowie. Uznano, że Piotr jest zdatny do piechoty. Piotr wrócił do poczekalni. Przyszedł oficer i nastąpiło złożenie przysięgi przez żołnierzy. Piotr wystraszył się złożonego przyrzeczenia i jego konsekwencji. Przysięgał bowiem przed Bogiem i cesarzem.

Rozdział IV

Wieś żyła dalej swoim rytmem mimo nadejścia wojny. Bały się tylko matki, które wiedziały, czym jest wojna. W połowie sierpnia front się zbliżył i zaczęto mówić o ewakuacji. Mieli się bowiem zbliżać Rosjanie. Piotr nadal pracował jako dróżnik na kolei. Zastanawiał się, czy w przypadku nadejścia Rosjan nie powinien udawać głuchoniemego. Cieszył się też, że jest potrzebny i pożyteczny. Na stacji zaczęli pojawiać się ranni żołnierze. W pewnym momencie przyjechał dziwny pociąg wypełniony cywilami. Byli to Żydzi. Jeden z nich kazał Piotrowi w niedzielę gasić świece za pieniądze. Piotr zgodził się i zrobił to. Okazało się, że była to ewakuacja Pokucia. Piotr dbał o porządek na swojej stacji, bardzo lubił swoje obowiązki i swoją budkę. W sierpniu Durek zaczął znowu chodzić z wezwaniami do wojska. W końcu jednak okazało się, że przyszedł w celu ogłoszenia ewakuacji całej wsi. Wszyscy mieli jechać na Węgry.

Durek twierdził, że ich wojsko zwycięża na całej linii i surowo zabraniał wątpienia w sukces armii. Twierdził, że Rosjanie wszędzie się cofają. Piotr nie rozumiał niczego oprócz tego, że każą mu opuścić wieś, w której rosły słoneczniki dla jego Magdy. Piotr po raz ostatni zamknął szlaban na przejeździe i tak zakończył swoją karierę na kolei.

Rozdział V

Naczelnik stacji próbował zarządzać ewakuacją i rozeznać się w najnowszych informacjach. Przyszedł do niego Piotr, a naczelnik nawet poczuł do niego pewną sympatię. Poprosił go jednak, by ten przyszedł później, kiedy będzie mniej zajęty, dał też Piotrowi trochę pieniędzy. Kazał mu jeszcze zdjąć szyld i zamknął mu drzwi przed nosem. Piotr nie wiedział jednak dokładnie, co to znaczy. Wreszcie wymyślił, że chodzi o sprawienie, by Moskal tak łatwo nie trafił do ich wsi. Zabrał się zatem za zdejmowanie szyldu. Przyszedł syn naczelnika, Tadzio, i zapytał, czemu Piotr zdejmuje szyld, a ten wyjaśnił, że tak kazał ojciec Tadzia. 

Wieczorem Piotr spotkał się z naczelnikiem i dostał zaległe pobory, a także przykaz, by nie dał się zabić na wojnie. Piotr wzruszył się, ale nie płakał. Wrócił do domu leżącego trzy kilometry za stacją. Powitał go Bas, a w domu Magda otworzyła okna, bo było duszno. Magda próbowała się dowiedzieć od Piotra, czy wyjeżdża on na front. Nie odważyła się nigdy mówić do niego wprost, mimo bycia z nim blisko. Piotr rzekł, że jedzie, i kazał kobiecie pilnować Basa. Kobieta zdenerwowała się, że Piotr bardziej dba o psa niż o nią. Potem jednak spędziła z nim noc. Piotr jednak nigdy nie kochał Magdy w taki sposób, w jaki kochał psa. Nad ranem Magdę obudził straszny sen, w którym widziała martwego Piotra. Piotr uspokoił ją i po raz ostatni zasnął w jej ramionach.

Rozdział VI

Kolejnego dnia przyszła wiadomość o śmierci papieża. Jednak dzwony parafii księdza Makaruchy milczały, co oznaczało grzech proboszcza. Ksiądz miał jednak tego dnia pewne problemy z miodem oraz ewakuacją. Parobek po odejściu żandarma dalej nie wiedział jednak, czy bić w dzwony, czy może śmierć papieża to jedynie plotka. W końcu jednak rozkołysał oba dzwony, a potem zaczęły dzwonić także i te w innych parafiach. Potem wszyscy wiedzieli już o śmierci papieża.

Dzwony zaskoczyły Piotra. Nie wiedział, z jakiego to powodu dzwonią. Magda przyniosła jednak potem wiadomość o śmierci papieża. To z kolei przygnębiło Piotra. Uznał, że to wina tego, iż księża zgodzili się na zabijanie na świecie. Na świecie przez wojnę wszystko się pokręciło, może zatem dlatego umarł też papież. Piotr przeżegnał się trzy razy, żeby odpędzić diabła. Przygotował też dla siebie posiłek przed drogą. Nagle zrobiło się cicho i nadeszła ciemność. To było zaćmienie słońca, o którym wiedzieli niektórzy mieszkańcy wsi. Inni sądzili jednak, że to koniec świata. Wydarzenie trwało około dwóch i pół godziny. Piotr w tym czasie zabrał się jednak za pakowanie. Pozbierał rzeczy, zdecydował, co dalej z Basem i innymi jego rzeczami. Pies trafił pod opiekę Magdy. Nie oddał jej jednak klucza do swojego domu, zabrał go ze sobą. Poszedł z Basem na stację, gdzie panował wielki ruch. Pociąg nie nadjeżdżał jednak zgodnie z rozkładem. Przybył z godzinnym opóźnieniem, wszyscy zaczęli wsiadać do środka. Piotr pożegnał się z płaczącą Magdą i znów nakazał jej dobrze opiekować się Basem. Pies jednak nie chciał opuścić swojego pana, łapał go zębami za kurtkę. Durek kopnięciem rozdzielił zwierzę z Piotrem. Piotr wsiadł i pociąg zaczął ruszać. Potem kobiety zostały na peronie, milcząc i patrząc tam, gdzie zniknęli ich bliscy.

Rozdział VII

Piotr jechał pociągiem wypełnionym żołnierzami. Panował tam mrok, zaduch oraz smród. Pociąg zaś pędził coraz szybciej. Na kolejnych stacjach wsiadali do niego nowi podróżni. Nikt jednak nie miał pojęcia, dokąd jedzie, niektórzy pierwszy raz w życiu znaleźli się wewnątrz pociągu. Piotr miał przy sobie czapkę dróżnika, dlatego niektórzy uznawali go za pracownika kolei. Wszystkich jednak tak samo łączyła przysięga złożona cesarzowi i Bogu.

Pociąg dojechał do Kołomyi, gdzie uzupełniono zapasy, a potem jechał jeszcze dalej. Piotr w tym czasie obraził się z różnych powodów na kolej. Żołnierze rozmawiali między sobą na temat tego, co miało ich dalej czekać. Do pociągu doczepiano wciąż nowe wagony. W trakcie postoju w celu picia wody na stacji powstał okropny chaos, którego żandarmeria nie potrafiła opanować.

W bufecie podczas postoju miało być dostępne tanie wino, a Piotr wietrzył w tym podstęp. Skosztował jednak tego trunku po raz pierwszy, a potem cały pociąg ruszył w dalszą drogę wyraźnie rozweselony. Piotr jednak upił się na smutno. W wagonie rozmawiano na tematy związane z religią. Piotra interesował każdy nowy widok za oknem. Krajobrazy ziemi węgierskiej nieustannie się zmieniały. Mijano także ogromne winnice leżące blisko Karpat. Nagle nastąpił postój i trzeba było wysiadać z pociągu. Miało to miejsce na dworcu w Budapeszcie. Tam jednak ostatecznie przesiedli się do wygodniejszych wagonów. Żołnierzy witano niczym bohaterów. Wreszcie po długiej podróży żołnierze dojechali do garnizonu.

Rozdział VIII

W garnizonie żołnierze usiedli na swoich kuferkach i czekali na koniec wojny, który nie nadszedł. W gazetach pojawiały się różne sprawozdania, pojawiały się listy poległych. Nie wszystkie rodziny potrafiły jednak czytać i pisać, zatem nie zawsze trafiała do nich informacja o śmierci kogoś bliskiego.

W garnizonie panował zupełnie inny porządek niż w mieście. Żołnierze stronili od miasta i żyli własnym życiem. Do miasta wychodzono jedynie za przepustką. Do lekarza trafiało coraz więcej informacji o żołnierzach zapadających na choroby płciowe, zatem wyjścia i kontakty z ludnością cywilną ograniczono. Za nieodpowiednie zachowanie wprowadzono też różne kary. Wojsko sąsiadowało zatem jedynie z rzeźnią miejską oraz cmentarzem. Piotr nie przywykł do częstego jedzenia mięsa, jadał je około raz w roku, zatem dieta w wojsku była dla niego czymś niezwykłym. W niedzielę dano mu rosół, ale nie wiedział, z czego i czym go jeść. 

W wojsku Piotr poznał Bachmatiuka, który w armii służył od jakichś szesnastu lat i nie znał innego życia, bywał pijany i udawał się na różne tajemnicze wyprawy. To on właśnie szkolił żołnierzy. Nie chorował, po weekendzie zawsze trzeźwiał, nie spóźniał się na służbę. Kiedy znikał, życie w koszarach wypadało z rytmu. Kiepsko radzono sobie z ogromnym napływem żołnierzy nadciągających wraz z wojną. Starano się przeprowadzać szkolenia i przystosowywać nowych do życia w armii. Dowódcy dodatkowo cierpieli na różne problemy, co odbijało się na ich podwładnych. Życie żołnierzy było trudne, pełne wymagań i rozmaitych reguł, których musieli przestrzegać, a których się nie spodziewali. Nawet jedzenie okazało się problematyczne. Cywile zaś przywozili z rodzinnych stron rozmaite wieści. Opowiadano o wielkim zwycięstwie pod Kraśnikiem. Piotr wyobrażał sobie, co dzieje się po zakończeniu wojny. Próbował też przypomnieć sobie twarz swojej matki, a także jej pogrzeb. Zastanawiał się też nad samym sobą, czy jest młody, czy już stary. Wspominał też pogrzeb pewnego bękarta ze wsi. Żołnierze mówili o tym, co dzieje się na rosyjskim froncie. Pewnego dnia zawieszenie broni dobiegło końca. Żołnierzy przeniesiono do obozu, gdzie w nocy oczekiwali na dalsze wydarzenia.

Rozdział IX

Bachmatiuk zawsze budził się przed budzikiem. Od rana sam sobie wydawał kolejne komendy, golił się i przygotowywał do kolejnego dnia. Mieszkał w pułku od trzydziestu lat, zatem czuł się w nim doskonale. Wiedział jednak, że nie uda mu się już dalej awansować w armii, stopień rzeczywistego feldfebla sztabowego to był szczyt jego możliwości. W czasie wojny trzeźwo oceniał wartość kolejnych żołnierzy, jacy przybywali pod jego skrzydła. W wojsku najbardziej lubił czytać zasady oraz regulaminy. Wiedział wszystko, czego potrzebował, by sprawnie kierować piechotą. Traktował podwładnych sprawiedliwie, nikogo nie wyróżniał.

Bachmatiuk przygotował się, by wyjść do swoich ludzi, wpatrywał się też w swoją zasługę. Droga do zdobycia tego krzyża była dla niego niezwykle ciężka. Nie bał się jednak śmierci, bo była ona przewidziana w regulaminie, zatem znajoma i sprawdzona. Na Bachmatiuku można było zawsze polegać, zatem nie wysłano go na front, by nie ryzykować jego utraty. Bachmatiuk czuł się też już bardzo stary i przygnieciony życiem, jakie prowadził. Jednak sam już jego widok działał na żołnierzy w ten sposób, że nabierali dyscypliny i bledli w oczekiwaniu na to, co dalej nadejdzie. 

Rozdział X

Piotr nie mógł długo zrozumieć, że jego cesarski pułk jest własnością bałkańskiego króla. Rano nastąpiło golenie żołnierzy, pozbawianie ich bród. Piotra ostrzyżono i śmieszyły go łyse głowy jego kolegów. Potem napełniano sienniki. Nadszedł Bachmatiuk i zaczęła się musztra. Potem żołnierze ruszyli do łaźni, by się oczyścić przed nałożeniem munduru. Piotr był po raz pierwszy w miejscu tego typu. Do tego momentu Piotr jednak wciąż nie mógł tak naprawdę uwierzyć w to, że wyślą go na wojnę. Żołnierzom wręczono żołd, co Piotr przyjął za zły omen, bowiem kiedy płacą, to nie wypuszczają dalej. Bachmatiuk omawia z innymi dowódcami plany dla swojego pułku. Piotr dalej czekał jednak na koniec wojny.

Piotr zostaje zabrany do magazynu w celu otrzymania munduru. Następnie zabrano ich do miejsca, w którym składowano karabiny. Żołnierzom przydzielono broń, a także inne niezbędne części wyposażenia. Potem wrócili do baraku, gdzie przebrali się z cywilnych ubrań w mundury. Kolejnego dnia Bachmatiuk jest wściekły i wyładowuje się na żołnierzach. Postanawia, że zrobi z nich ludzi i prawdziwe wojsko. 

Wśród żołnierzy zapanował strach, obawiali się bowiem, do czego tym razem posunie się Bachmatiuk. Zaczął on odczytywać im z broszurki przewinienia, za które w wojsku obowiązywało więzienie albo śmierć. Piotr myślał o tym, że najbardziej bał się tchórzostwa, że nie chciał stchórzyć w obliczu nieprzyjaciela. Cesarz żądał bowiem od ludzi prawdziwej odwagi. Bachmatiuk tymczasem napawał się strachem widocznym na twarzach żołnierzy.


Przeczytaj także: Sól ziemi – plan wydarzeń

Aktualizacja: 2026-05-05 00:18:32.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.