Aleksander Wat – biografia, wiersze, twórczość

Aleksander Wat (urodzony 1 maja 1900 w Warszawie, zmarły 29 lipca 1967 w Antony we Francji), właściwie Chwat, to poeta, prozaik i tłumacz (m.in. Dostojewskiego, Tołstoja i Czechowa), współtwórca polskiego futuryzmu (m.in. poematu prozą Ja z jednej i Ja z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka). Urodził się w rodzinie żydowskiej, do końca lat 20. sympatyzował z komunizmem. W 1939 r. znalazł się w okupowanym przez ZSRR Lwowie, z początku w ograniczonym zakresie współpracował z władzami radzieckimi. W 1940 r. został aresztowany przez NKWD, więziony do 1941 r., m.in. na Łubiance. Po zwolnieniu przebywał na zesłaniu w Kazachstanie. W 1946 r. wrócił do Polski, w 1959 r. wyemigrował z PRL, a w 1961 r. zamieszkał we Francji. Liryka refleksyjna i osobista znalazła się w tomach Wiersze (1957) oraz Ciemne świecidło (1968). W 1977 r. ukazał się spisany z nagrań rozmów z Czesławem Miłoszem pamiętnik mówiony w dwóch tomach pt. Mój wiek.

Aleksander Wat – biogram skrócony

Aleksander Wat (Chwat) urodził się 1 maja 1900 r. w stolicy Królestwa Kongresowego, w rodzinie żydowskiej. Ojciec, Mendel Michał Chwat, był erudytą, kabalistą i znawcą Talmudu. Dla zarobku zajmował się jednak buchalterią (czyli prowadzeniem ksiąg rachunkowych) i rozmaitymi przedsięwzięciami handlowymi. Matka, Rozalia, pochodziła z zamożnej i ortodoksyjnej żydowskiej rodziny Kronsilberów. Autor Bezrobotnego Lucyfera miał siedmioro rodzeństwa, w tym siostrę – znaną i popularną zarówno w II Rzeczypospolitej, jak i w PRL – aktorkę filmową i teatralną Sewerynę Broniszównę. Większość krewnych zginęła w czasie Holokaustu.

Na początku Aleksander uczył się w domu, w latach 1911-1914 uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum rządowego w Warszawie, od 1916 r. zaś do Gimnazjum Jakuba Finkla, a od 1917 r. do Gimnazjum Rocha Kowalskiego (wraz m.in. z Anatolem Sternem). Tam w 1918 r. zdał egzamin dojrzałości. Wkrótce rozpoczął trwające do 1926 r. studia z filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Słuchał tam m.in. wykładów Tadeusza Kotarbińskiego.

Jeszcze w 1918 r. autor Ciemnego świecidła wspólnie z Anatolem Sternem zainicjował działalność warszawskiej grupy polskich futurystów (drugiej po grupie czynnej w Krakowie). Od 1919 r. uczestniczył w jej wystąpieniach, a także ogłaszał swe utwory w awangardowych jednodniówkach i almanachach futurystycznych (zredagowane wraz ze Sternem Tak z 1919 r., To są niebieskie pięty, które trzeba pomalować, wydane w 1920 r., a także GGa. Pierwszy polski almanach poezji futurystycznej (również z 1920 r.) i Nieśmiertelny tom futuryz z 1921 r. oraz najbardziej chyba znany, głównie dzięki charakterystycznej ortografii, Nuż w bżuhu, również z 1921 r.). W 1919 r. ukazała się datowana na 1920 r. proza poetycka (poemat prozą) JA z jednej strony i JA z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka. Znalazły się w niej rozmaite nawiązania m.in. do motywów antycznych, eposów bohaterskich, a także poezji Artura Rimbauda i Charles’a Baudelaire’a.

Oprócz tego Aleksander Wat publikował na łamach czasopisma awangardy literackiej Nowa sztuka (1921-1922). Zaangażował się też w działalność Awangardy Krakowskiej, skupionej wokół Zwrotnicy, w której w 1922 r. ogłosił swe wiersze. Poezje i artykuły autora Dziennika bez samogłosek były publikowane również w Nowej Kulturze (lata 1923-1924) oraz będącym – jak się okazało – ostatnim pismem polskich futurystów, redagowanym przez Stefana Kordiana Gackiego Almanachu Młodej Sztuki (1924-1925). W latach 1919-1921 Wat pisał także opowieści fantastyczne i humorystyczne, traktując je głównie jako źródło dochodu. Ukazywały się one w wydawnictwach publikujących tanią literaturę popularną. W drugiej połowie 1920 r. pisarz odbył służbę wojskową w Ostrowie Wielkopolskim.

W 1924 r. wspólnie z awangardowym malarzem i teoretykiem sztuki Henrykiem Berlewim oraz futurystycznym pisarzem Stanisławem Bruczem założył istniejącą przez krótki czas agencję reklamową Reklamo-Mechano. Przedsiębiorstwo próbowało stosować awangardową poetykę, grafikę i stylistykę do tekstów użytkowych, np. reklam czekolady. Również w 1924 r. wstąpił do Związku Zawodowego Literatów Polskich (ZZLP). W 1926 r. wyjechał po raz pierwszy w życiu do stolicy Francji. Rok później został mężem pochodzącej z zamożnej rodziny żydowskiej Pauliny Lewówny (1904-1991), znanej i pojawiającej się np. w Moim wieku jako Ola. W tych samych latach Wat podjął współpracę z Towarzystwem Wydawniczym „Rój”, redagując w nim Biblioteczkę Historyczno-Geograficzną. W 1927 r. ukazał się zbiór groteskowo-fantastycznych opowiadań Bezrobotny Lucyfer. Autor rozwijał w nich myśl o poważnym kryzysie współczesnej mu kultury, jej mitologii i ideałów, wskazywał także na całkowitą nieprzewidywalność mogących nadejść kataklizmów o wymiarze społecznym, a nawet cywilizacyjnym.

W drugiej połowie lat 20. Wat zaczął także zajmować się zawodowo tłumaczeniami z literatury amerykańskiej, francuskiej, niemieckiej i rosyjskiej. Brał udział w spotkaniach powstałego po zamknięciu w 1928 r. pisma Dźwignia tzw. kółka marksistowskiego. Oprócz tego był jednym ze współzałożycieli i redaktorem powstałego w 1929 r. z inicjatywy wspomnianego kółka Miesięcznika Literackiego. Był to de facto organ (pismo oficjalne) Komunistycznej Partii Polski. Miesięcznik został zamknięty już w 1931 r. Aresztowano też jego zespół redakcyjny. Wat przebywał wówczas w więzieniu przez około trzy miesiące. W 1929 r. podróżował do Berlina, gdzie nawiązał kontakty ze sprzyjającymi komunizmowi pismami Die Sturm oraz Die Linkskurve. Przebywał także w Paryżu. Od 1929 do 1931 r. był kierownikiem Spółdzielni Wydawniczej „Tom”. W 1930 r. został przyjęty do Polskiego PEN-Clubu. Działał także w Lidze Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W 1932 r. rozpoczął pracę jako kierownik literacki wydawnictwa Gebethner i Wolff – jednej z najważniejszych i najbardziej zasłużonych dla polskiej nauki i literatury oficyn.

Po wybuchu wojny udał się do Lwowa, niebawem zajętego przez ZSRR. Zdecydował się na współpracę z tamtejszymi środowiskami proradzieckimi i komunistycznymi. W związku z tym wstąpił do Komitetu Organizacyjnego Pisarzy Lwowskich. Należał też do zespołu redakcyjnego kontrolowanego przez władze sowieckie, wydawanego po polsku dziennika „Czerwony Sztandar”. Jako redaktor pisał m.in. reportaże z życia Lwowa, zajmował się również korektą tekstów. Wskutek zorganizowanej przez NKWD prowokacji został aresztowany 24 stycznia 1940 r. wraz z grupą polskich literatów. Początkowo przebywał w więzieniach we Lwowie (na Zamarstynowie, na Brygidkach). Następnie został przewieziony do Kijowa i Moskwy (więzienie na Łubiance). Po ataku III Rzeszy na ZSRR latem 1941 r. został ewakuowany, trafiając do więzienia w Saratowie. W tym czasie dostrzec już można duchowe zbliżenie się do chrześcijaństwa, zwłaszcza do postaci Chrystusa ukrzyżowanego, z którym Wat w pewnej mierze się utożsamiał.

Pisarz został zwolniony z radzieckiego więzienia dzięki amnestii z 20 listopada 1941 r. Udało mu się dotrzeć do Ałma-Aty. Działała tam już Delegatura Ambasady RP (było to możliwe dzięki układowi Sikorski-Majski podpisanemu 30 lipca 1941 r. w Londynie). Otrzymał pomoc, m.in. żywnościową i medyczną, pozwalającą przeżyć i odzyskać, przynajmniej częściowo, zdrowie zniszczone w więzieniach. W tym samym czasie udało się odnaleźć żonę i syna, Andrzeja, zesłanych jeszcze w 1940 r. do sowchozu na południu Kazachstanu. Gdy w 1942 r. Polskie Siły Zbrojne w ZSRR (znane jako Armia Andersa) ewakuowały się do Iranu (Persji), pisarz pozostał jako jeden z dwóch przedstawicieli polskiego rządu na uchodźstwie (tzw. rządu londyńskiego) na obszarze Kazachstanu. Niebawem otrzymał od władz ZSRR nakaz opuszczenia stolicy Kazachskiej SRR, Ałma-Aty. Na początku 1943 r. przeprowadził się wraz z żoną i synem do ubogiego miasteczka Ili. W marcu tego samego roku został aresztowany za odmowę przyjęcia obywatelstwa i paszportu radzieckiego. Przez około trzy miesiące przebywał w więzieniu w Ałma-Acie. Po odzyskaniu wolności powrócił do rodziny w Ili. Pracował tam jako nauczyciel w szkole polskiej, potem kierownik stołówki i sklepu.

W kwietniu 1946 r., m.in. dzięki pomocy przyjaciela, autora Poematu dla dorosłych Adama Ważyka, Wat wrócił z synem i żoną do Polski. Zamieszkali w stolicy, otrzymując komfortowe mieszkanie – było to świadectwem uprzywilejowania i przychylnej postawy władz komunistycznych. Do 1948 r. pełnił obowiązki redaktora naczelnego Państwowego Instytutu Wydawniczego. Również do 1948 r. należał do Zarządu Głównego Warszawskiego Oddziału ZZLP, był także jego wiceprezesem. Samo członkostwo w Związku Zawodowym Literatów Polskich odnowił jeszcze w 1944 r. Należał także do Prezydium Rady Związków Artystycznych i Zarządu Polskiego PEN-Clubu (w latach 1947-1963). Przez dwa lata (1947-1949) był członkiem redakcji tygodnika Odrodzenie. Publikował również w Kuźnicy. Właśnie na łamach tego pisma ukazał się krytykujący narzucany już przez partię socrealizm referat Antyzoil albo rekolekcje na zakończenie roku (nr 6-7/1948), który pisarz wygłosił na spotkaniu młodych literatów w Nieborowie. Teksty Wata ukazywały się też w Twórczości (1949 oraz 1955-1957). Tuż po zakończeniu wojny kontynuował twórczość literacką, jednakże przerwał ją, odrzucając realizm socjalistyczny, proklamowany jako wzorzec na Zjeździe Pisarzy Polskich w Szczecinie w 1949 r. Miał pewne trudności finansowe, doświadczył też ostracyzmu w środowisku literatów współpracujących ściśle z władzą. Otrzymywał mimo to przynoszące spore dochody tłumaczenia, głównie literatury rosyjskiej i radzieckiej, w tym będących lekturami szkolnymi, drukowanych w dobie stalinizacji Polski w znacznych nakładach, utworów dla dzieci Arkadija Gajdara. W 1953 r. zaczął chorować na zespół opuszkowy Wallenberga, powodujący m.in. silne i powracające dolegliwości bólowe. Leczył się w Sztokholmie (przełom sierpnia i września 1954 r.) i we Francji (listopad 1955 - lipiec 1957). Korzystał z subwencji rządowej, co świadczy o zachowaniu przywilejów, przynajmniej w pewnym zakresie. Po powrocie do Polski nadal pisał i publikował. W latach 1957-1962 ukazywały się jego artykuły, poezje i proza, m.in. w Nowej Kulturze. W 1957 r., po wielu latach milczenia pisarza jako poety, ukazał się tom Wiersze, stanowiący de facto powtórny debiut poetycki. Budził on znaczne zainteresowanie czytelników i krytyków m.in. za sprawą nowego, pełnego dramatyzmu spojrzenia na osobę i kulturę, ukształtowanego przez doświadczenia w ZSRR i lata przemyśleń. Świadectwem uznania była nagroda Nowej Kultury.

Wraz z żoną ponownie udał się do Francji w 1959 r., a to dzięki otrzymaniu stypendium Fundacji Forda. Z początku mieszkali w Paryżu. Pisarz brał udział w międzynarodowym spotkaniu poetów w Knokke-Le-Zoute (Belgia). Na początku 1960 r. przeprowadził się do Nervi we Włoszech (okolice Genui). Pracował tam w wydawnictwie Silva Editore, redagując kolekcję polską i rosyjską. We wrześniu 1961 r. znów znalazł się we Francji, okresowo mieszkając w siedzibie redakcji Kultury w Maisons-Laffitte pod Paryżem. Przez dwa lata był stypendystą New-Land Foundation. W 1962 r. wygłosił referat na ważnej konferencji dotyczącej literatury ZSRR, urządzonej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Poznał tam m.in. Isaiaha Berlina. W 1962 r. ukazał się ponadto osobisty, refleksyjny tom Wiersze śródziemnomorskie, zawierający m.in. cykle poetyckie powstałe podczas pobytów w Prowansji począwszy od 1961 r.

W 1963 r., głównie ze względu na trudności czynione przez władze PRL z rozszerzeniem ważności paszportu na USA, Wat zdecydował się na przyjęcie statusu emigranta. Swe poezje, tłumaczenia, artykuły i utwory prozą ogłaszał niekiedy w „Kulturze” paryskiej (lata 1963-1964) oraz w ukazujących się w Londynie „Wiadomościach” (w 1964 r.). Czasami gościł w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Przez ponad półtora roku, od grudnia 1963 do lipca 1965 r., autor Dziennika bez samogłosek otrzymywał stypendium jako Research Fellow przy Center for Slavic and East European Studies Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Towarzyszyła temu przejściowa poprawa zdrowia, jednak Aleksander Wat był wówczas już bardzo poważnie chory. Podczas rozmów z Czesławem Miłoszem zaczął nagrywać swe wspomnienia na magnetofon w ramach swoistej terapii przez twórczość. Zostały one spisane, a potem ogłoszone w 1977 r. jako słynny Mój wiek. Ów „pamiętnik mówiony” jest nie tylko bezcennym świadectwem biograficznym, lecz także obrazem przemian i ewolucji poglądów pisarza, a jednocześnie wnikliwą analizą ideologii i realiów życia w ZSRR. Relacje między systemem panującym w Związku Radzieckim a literaturą Wat poruszał także w esejach (np. wydane poza cenzurą Ewokacja z 1981 r. i Rapsodie polityczne z 1987 r.).

Powróciwszy do Francji, zamieszkał pod Paryżem, w Antony. Nadal trwały sesje nagraniowe z Miłoszem oraz prace nad nieukończoną monografią o Stalinie. Powstały ponadto m.in. Kartki na wietrze oraz łączący poetycki rozrachunek z życiem i refleksję na temat dziejów i sztuki zbiór poezji Ciemne świecidło z 1968 r. Stale pogarszało się zdrowie twórcy, doprowadzając w końcu do udanej próby samobójczej. O odebraniu sobie życia myślał Wat wcześniej, już w 1964 r., zwłaszcza ze względu na wywołane przez zespół Wallenberga bardzo duże trudności w pisaniu.

Aleksander Wat zmarł 29 lipca 1967 r. w Antony. Został pochowany na Cmentarzu Les Champeaux w Montmorency. Kilkanaście lat po śmierci męża Paulina Wat, znana jako Ola Watowa, opublikowała wspomnienia Wszystko, co najważniejsze (Londyn, 1984). W 1992 r. powstała ich ekranizacja w reżyserii Roberta Glińskiego.

Aleksander Wat: „O dawniej ach dawniej było inaczej”

Genealogie, rodzina i mocne korzenie

Aleksander Wat urodził się jako Aleksander Chwat 1 maja 1900 roku w Warszawie, w socjalistyczne Święto Pracy. Można powiedzieć, że już dzień narodzin miał wymowę symboliczną, wskazując na związek myśli i postaw pisarza z socjalizmem i komunizmem (zob. T. Venclova, Aleksander Wat. Obrazoburca, tł. Jan Goślicki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 19 i n., który dodaje, że obszar rozpięty między Piłsudskim – Wat widział go raz w życiu – a twórcą aparatu represji Rosji radzieckiej Feliksem Dzierżyńskim (Wat nigdy go nie spotkał) można widzieć jako swoiste „pole gry”, „pole manewrów intelektualnych”, po którym poruszał się pisarz i jako poeta, i w sensie życiowym). Jeszcze jako dziecko przyszły autor Mojego wieku Pierwszy Maja traktował jako jedno z wielkich świąt, swego rodzaju „laicką Wielkanoc”, słoneczny pierwszy dzień pełnego rozkwitu wiosny, zapowiadający radosną przyszłość (ibidem, s. 20).

Rodzina była dumna ze swego pochodzenia i tradycji. Ojciec, Mendel Michał Chwat, ukończył, mając szesnaście lat, szkołę rabinacką (jesziwę). Całe swe życie poświęcił studiowaniu Biblii i Talmudu. Słynął także jako znawca Kabały. Oprócz tego znał dobrze dzieła nieżydowskie, np. Plotyna, Tołstoja, Nietzschego i Sørena Kierkegaarda. W okresie międzywojennym, ze względu na przebyty zawał, zamieszkał z żoną w pensjonacie w Otwocku. Dzieci odwiedzały go niekiedy, a przy tym pokrywały koszty pobytu. Zmarł w styczniu 1940 r. Dziadek pisarza (nie znamy jego imienia) był właścicielem majątku ziemskiego i kuźni, w której wykuwał broń dla powstańców roku 1863. Ukrywającym się uczestnikom Powstania Styczniowego pomagały jego córki (T. Venclova, op. cit., s. 21, który dodaje, że ponoć nazwisko „Chwat” wzięło się od krzepkiej, wręcz herkulesowej budowy ciała przodków autora Mojego wieku). Ród Chwatów miał wywodzić się – i to w linii prostej – od króla Dawida. Wiemy, że przodkowie pisarza byli spokrewnieni w dalekim stopniu m.in. ze słynnym komentatorem Starego Testamentu i Talmudu Salomonem ben Izaakiem Raszim z francuskiego Troyes, również przypisującym sobie pochodzenie z Domu Dawidowego. Od strony matki przodkiem Aleksandra miał być Izaak ben Salomon Luria, znany jako ha-Ari (Lew), kabalista i mistyk, słynący jako poeta liturgiczny (ibidem, s. 22). Wśród przodków z bliższych nam czasów i krajów znajdziemy np. chasyda, cudotwórcę i kaznodzieję Izraela ben Szabataja Hapsteina z Kozienic oraz prapradziadka matki poety, Gaona z Kutna. W Moim wieku Wat pisał, że niegdyś był na jego grobie, spoglądał na murowany nagrobek i liczne karteczki z wypisanymi prośbami o orędownictwo u Boga w chorobie (Mój wiek, t. I, s. 300-301). Tym samym już jako dziecko otrzymał w sui generis schedzie dziedzictwo chassidim i geonim, mędrców i świętych cudotwórców (por. wiersz Próba genealogii).

Matka autora, Rozalia z Kronsilberów, była córką zamożnego kupca handlującego zbożem, ponoć człowieka pysznego i zarozumiałego, ortodoksyjnego Żyda nienawidzącego chasydów i ich mistycznego podejścia do judaizmu (T. Venclova, op. cit., s. 25). Rozalia była jednak wesoła i energiczna, przedsiębiorcza, a przy tym pracowita, chętnie pomagała mężowi w jego rozmaitych interesach, z którymi samodzielnie niezbyt sobie radził. Chętnie chodziła do teatru, lubiła taniec (ibidem). Zmarła na raka w lipcu 1939 r., podobnie jak mąż, w pensjonacie w Otwocku. Oboje uniknęli ludobójstwa niemieckiego, które pochłonęło niemal wszystkich krewnych pisarza od strony matki.

Żydowskość i polskość

Aleksander miał siedmioro rodzeństwa (jedno z dzieci przedwcześnie zmarło). Najstarszy brat, rozmiłowany w muzyce i literaturze Aron (Arnold), zajmował się kupiectwem, sprzyjał socjaldemokracji. Drugi brat, Moryc – Maurycy – wstąpił do PPS, przeżył Holokaust. Jeszcze przed wojną wyjechał do Belgii. Dzięki temu w latach 50. i 60. mógł pomóc finansowo Aleksandrowi i Oli Watom w ich emigracyjnych perypetiach. Towarzyszył im także np. na Majorce (T. Venclova, op. cit., s. 26). Najmłodszy brat, Dawid, był malarzem. Po wybuchu wojny przedostał się do Lwowa, jednak tak przeraziła go okupacja sowiecka, że wrócił do Warszawy. Tam rozstrzelali go Niemcy (ibidem). Najstarsza siostra, Seda (Seweryna), została aktorką. Występowała jako Seweryna Broniszówna, pozostając w bliskich relacjach z najbliższym otoczeniem Józefa Piłsudskiego. Co ciekawe, rodzina nie aprobowała jej kariery na scenie, przynajmniej na początku. Była nawet przez jakiś czas, jeszcze w latach 20., narzeczoną Władysława Andersa. Opowiadała się zdecydowanie przeciw komunizmowi. Młodsza siostra poety, Czesława, wyszła za mąż za pochodzącego z rodu arystokratycznego inżyniera Jerzego Gilewicza. Udało się im przeżyć wojnę. Najbliższa Aleksandrowi była jednak najmłodsza z sióstr, Ewa, prowadząca z powodzeniem pracownię krawiecką szyjącą m.in. dla aktorek Teatru Polskiego (ibidem, s. 27-28; Venclova pisze też, iż wspomagała brata – „futurystę z dziurawą kieszenią”, po aresztowaniu w 1931 r. poważnie przyczyniła się do jego zwolnienia, zmarła na tyfus w nocy z 4 na 5 grudnia 1931 r.).

Polskiego Aleksander uczył się od swej piastunki, służącej w domu Chwatów, Anny Mikulak. Po latach wspominał, że jego „dadaizm trochę się wywodzi z tego, co ona mówiła – jest dużo takich purnonsensowych opowiadań” (Mój wiek, t. I, s. 252). „Anusia” zabierała chłopca w tajemnicy na nieszpory i msze (Mój wiek, t. I, s. 252). Liturgia katolicka „została [Watowi] na całe życie”, stając się podstawowym składnikiem charakterystycznego „amalgamatu” chrześcijaństwa i judaizmu, który przejawia się w całej pełni w dojrzałych utworach pisarza, tworzącego „stop doskonały: z menory i krzyża” (T. Venclova, op. cit., s. 29). Dzięki Annie Mikulak przyszły autor Ciemnego świecidła poznawał także obyczaje i świętości chłopów, np. szacunek dla chleba jako świętego pokarmu, od którego zależy życie (zapewne tu odezwać się mogły analogie z Pięcioksięgu, począwszy od manny i chlebów pokładnych aż po koszerną macę spożywaną w czasie Paschy). W czasie wojny Anna została aresztowana przez Niemców, nie znamy jej dalszego losu (ibidem, s. 28, z zaznaczeniem, że polska poezja lat 20. i początku lat 30. XX w., skłaniając się ku surrealizmowi lub ekspresjonizmowi, korzystała – i to często – z opowieści ludowych. Wat modyfikował tę tendencję, czerpiąc z „echa” tekstów kabalistycznych).

Szkoła i studia

Z początku Aleksander Wat uczył się w domu. W latach 1911-1914 uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum rządowego. Od 1916 r. był uczniem Gimnazjum Jakuba Finkla, a od 1917 r. do matury uczył się w Gimnazjum Rocha Kowalskiego.

Rosyjski był de facto jego pierwszym językiem, przynajmniej pierwszym językiem poważniejszej literatury, lektur i wypracowań szkolnych. Widać to w kalkach i zapożyczeniach, także we wczesnych wierszach (T. Venclova, op. cit., s. 33, który zaznacza, że u Wata stale widać postawę pewnej ambiwalencji wobec Rosji, niezbyt typowej dla Polaków; stosunek do imperium i jego dynastii pogorszył się jednak już po 1905 r.). Przez całe życie bardzo wiele czytał, zaczynając wcześnie. Krytycy porównywali go do Sartre’a i Borgesa.

Nauczył się czytać jako trzylatek: „rozszyfrował” tytuł gazety prenumerowanej przez ojca. Dwie pierwsze lektury to patriotyczne 24 obrazki z dziejów Polski Władysława Anczyca oraz popularna powieść Zofii Urbanowskiej Gucio Zaczarowany (T. Venclova, op. cit., s. 34). „Od dzieciństwa (…) poszukiwał wszechobejmującej, absolutnie nadrzędnej wizji świata, powszechnie obowiązującej mathesis – takiej, jaką jego przodkowie znajdywali w Biblii i Kabale” (ibidem, s. 35). Po poważne książki miał sięgać jako siedmiolatek (M. Baranowska, Aleksander Wat [w:] A. Brodzka (red.), Sporne postaci polskiej literatury współczesnej, IBL PAN, Warszawa 1994, s. 72-73). Jeszcze podczas I wojny światowej, gdy trwała okupacja niemiecka Warszawy, napisał po niemiecku streszczenie Krytyki czystego rozumu Kanta. Ponoć zrobiło ono tak duże wrażenie na Tadeuszu Kotarbińskim, że postanowił przyjąć Wata – początkującego studenta filozofii – na swe seminarium dla zaawansowanych (T. Venclova, op. cit., s. 38). Filozofię pisarz studiował z przerwami aż do 1926 r.

Tożsamość żydowska nie pozostawała w konflikcie z poczuciem bycia Polakiem. I w jednym, i w drugim przypadku Wat czuł się członkiem narodu upokarzanego i prześladowanego, narodu, któremu konsekwentnie odmawiano prawa do ludzkiej godności (to uwidoczniło się najbardziej po 1939 r.) oraz do własnego państwa. Stąd brało się poczucie autentycznej, pełnej solidarności wobec i Żydów, i Polaków, nawet gdy we znaki dawały się konflikty wzmacniane uprzedzeniami i stereotypami. Doskonale tę złożoną postawę dostrzec można w Moraliach. Był to notatnik Wata prowadzony zapewne w latach 1953-1957. Pisał w nim: „nigdy nie czułem się Polako-Żydem czy Żydo-Polakiem. (…) Zawsze czułem się i Żydem-Żydem, i Polakiem-Polakiem (…). Jednocześnie trudne do wytłumaczenia, lecz prawdziwe. Zawsze byłem dumny (…), że jestem Polakiem, że jestem Żydem. A także zrozpaczony: że jestem Polakiem, że jestem Żydem. Fura nieszczęść!” (Moralia, s. 19 za: T. Venclova, op. cit., s. 38).

Młodzieńczy, choć sygnalizujący już inklinacje ideowe na przyszłość, zachwyt dla rewolucji w Rosji znalazł wyraz w interesującym zdarzeniu. Na wiosnę 1918 r., niewiele przed maturą, młodzieniec zaplanował ucieczkę z gimnazjum i z domu. Namówił nawet dwóch kolegów na wspólny wyjazd do Rosji. Ponoć w ostatniej chwili plany te pokrzyżowała jedna z sióstr pisarza (T. Venclova, op. cit., s. 40).

Wspomniane już studia na UW, rozpoczęte po zdaniu matury w 1918 r., można określić najogólniej jako nieregularne, mocno niesystematyczne. Wat interesował się jeszcze w latach szkolnych Kantem i Schopenhauerem, profesorowie prowadzący seminaria, na które uczęszczał na uczelni, byli zdziwieni jego nieadekwatną do wieku erudycją i sądami kolidującymi z konwencjonalnym myśleniem. Niestety obowiązków akademickich pisarz nie traktował poważnie; wiódł życie typowe dla cyganerii (fascynował się swego czasu i chętnie czytał Przybyszewskiego). Po zabawach i libacjach nastawały dni poświęcone nie tyle nauce, co próbom poetyckim (T. Venclova, op. cit., s. 43, który podkreśla, że zahamowania typowe dla młodości pisarz starał się „pokonywać” aroganckim sposobem bycia połączonym z częstym sięganiem po alkohol, wzorował się też na poètes maudits, na Rimbaudzie i Baudelaire’ze). Istotne było jednak zapoczątkowanie wraz z Anatolem Sternem działalności warszawskiej grupy futurystów. Od 1919 r. Wat brał udział w skandalizujących wystąpieniach, ogłaszając przy tym utwory w almanachach i jednodniówkach (o autokreacji jako poety przeklętego i pisarza-uczonego, cierpiącego mędrca – poety bólu zob. M. Baranowska, op. cit., s. 63-82).

Pierwsza dekada niepodległej Polski

W okresie rozwoju naszego futuryzmu Wat zaprzyjaźnił się m.in. z Julianem Tuwimem, którego osobowość szczególnie fascynowała autora Mojego wieku. Swoistym protoplastą z wyboru stał się dlań Witkacy. Pod wrażeniem wystawy jego malarstwa w Polskim Klubie Artystycznym w 1919 r. Wat pisze kilka poematów prozą. Znajomość obaj twórcy zawarli jednak dopiero w 1921 r., głównie ze względu na koszt podróży z Warszawy do Zakopanego – wówczas stolicy polskiej bohemy – i pobytu pod Tatrami. Przyjaźń z Witkacym nie trwała zbyt długo, choć jej ślady dostrzec można jeszcze pod koniec lat 20. i w latach 30. Szczególnie ważna była decyzja Wata o przyłączeniu się do komunistów. Witkacy – dobrze znający z autopsji rewolucję bolszewicką – nie mógł pogodzić się z przyjęciem przez niego nowej, marksistowskiej wiary (T. Venclova, op. cit., s. 45-47).

W latach 1919-1921 Aleksander Wat – zajmując się dorywczymi studiami filozoficznymi, „kawałami” w stylu bohemy oraz przedsięwzięciami bardziej literackimi – zarabiał na życie, pisząc anonimowe broszurki, tanią literaturę fantastyczną i humorystyczną, m.in. o Charliem Chaplinie, sprzedawaną w kioskach i sklepikach po 20 groszy (T. Venclova, op. cit., s. 65). Na początku lat 20. związał się także z Awangardą Krakowską i pismem Zwrotnica, w 1922 r. publikował w nim wiersze. Artykuły i poezje drukował też w Nowej Kulturze (lata 1923-1924) i Almanachu Młodej Sztuki (1924-1925, było to ostatnie w Polsce pismo futurystów). W czasie wojny z Rosją bolszewicką służył w wojsku, stacjonował w Ostrowie Wielkopolskim wraz m.in. z Iwaszkiewiczem.

W 1924 r. wspólnie z malarzem awangardowym Henrykiem Berlewim i awangardowym poetą oraz teoretykiem literatury Stanisławem Bruczem założył efemeryczną agencję reklamową Reklamo-Mechano. Wydała ona przynajmniej jedną własną broszurę, swego rodzaju prospekt reklamowy. Deklarowała w nim, że specjalizuje się w tworzeniu tekstów reklamowych (dziś powiedzielibyśmy pewnie, że bardziej marketingowych, przemyślanych i dopracowanych), które odznaczają się (na tle konkurencji) ostrością, dynamiką i elipsą (wyrzutnią), wykorzystując przy tym najnowsze osiągnięcia nowoczesnej literatury (T. Venclova, op. cit., s. 66). W takich określeniach można dopatrywać się – chociaż nie wydaje się to bardzo prawdopodobne – zamiaru parodii. Przemawia za tym to, że gdy po wielu latach Henryk Berlewi wymienił publicznie Aleksandra Wata jako autora kilku tekstów dla agencji Reklamo-Mechano, ten ostatni napisał doń (grudzień 1966 r.) z dużym niezadowoleniem, podkreślając z naciskiem, iż „napisał je, 40 lat temu, dla zarobku, anonimowo, przy tym dla szyderczej zabawy – starałem się, aby były jak najbardziej banalne i wulgarne. Bez tych wyjaśnień same przez się teksty te są dla mnie kompromitujące” (ibidem, z powołaniem się na materiał z archiwum Wata, teczka nr 7).

Mimo awangardowej postawy i programowej negacji konwencji Wat postarał się zawczasu o „formalne”, de iure, uzyskanie statusu pisarza. Już w 1924 r. wstąpił do Związku Literatów Polskich, zaś dwa lata później, w 1926 r., zatem u zarania sanacji, zapisał się do polskiego oddziału PEN-Clubu. Miało to odegrać swą rolę w biografii już po 1945 r.

Widać podobieństwa biografii młodego Wata i Rimbauda. Ten pierwszy w pewnej mierze swe życie kreował i modelował na wzór francuskiego pisarza, naśladując typ młodego nihilisty, buntownika starającego się uderzyć w moralne i obyczajowe status quo, a wraz z tym gardzącego zastanymi, klasycznymi regułami i zasadami literackimi. Obaj mieli ponadto bardzo dobry i bardzo wczesny debiut pisarski, obaj także zapadli w milczenie twórcze, tyle że Rimbaud na zawsze, Wat jedynie na pewien czas, z powrotami produktywności (T. Venclova, op. cit., s. 83). Obaj niezmiernie dużo i chętnie czytali, interesując się mistycyzmem i filozofią. Pragnęli także stać się prorokami i wizjonerami (ibidem).

Radykalny zwrot na lewo

Można w tym miejscu zapytać, skąd zainteresowanie ideologią Marksa i Engelsa? Zaznaczmy, że komunizm był dla Aleksandra Wata zjawiskiem głównie z obszaru teologii (gnostycyzmu?) i psychologii, w mniejszym stopniu socjologii (T. Venclova, op. cit., s. 110). Własne zaangażowanie weń widział jako swego rodzaju grzech, który nie może zostać nigdy odpuszczony, nie można go odpokutować, a jednocześnie jako swoistą chorobę, której ślady nosi się na sobie i w sobie do śmierci. W więzieniach radzieckich doświadczył i uzmysłowił sobie w pełni, że ze wszystkich ruchów i ideologii o charakterze masowym to właśnie komunizm zebrał i wprowadził w życie najwięcej paradoksów (ibidem). Partia chętnie podkreślała, czyniąc tę tezę dogmatem, że buduje socjalizm naukowy, że jest doskonale racjonalna. Równolegle tworzyła kolejne absurdalne mity, np. przyrzekała szczęście, przynosząc społeczeństwu wielkie cierpienia, które nie ominęły niemal nikogo, obiecywała dostatek, przynosząc głód i nędzę. Komunizm radziecki miał prowadzić do pełnego rozwoju sił i możliwości człowieka, sprowadzał jednak olbrzymi ubytek potencjału ludzkiego, zmarnowanego często zupełnie (ibidem, s. 111, z zaznaczeniem, że autor Dziennika bez samogłosek nie doczekał upadku ZSRR, przemian roku 1989, a co za tym idzie, mógł umierać w przeświadczeniu o niezwyciężalności lub przynajmniej wielkiej trwałości ustroju komunistycznego).

Pamiętajmy, iż w 1929 r. KPP liczyła najwyżej 12 000 członków, z czego tylko ok. 10% miało pochodzenie robotnicze, 60% wywodziło się z inteligencji. Partia była sekciarska, miała wąskie horyzonty, poparcie społeczne – jeśli je w ogóle miała – pochodziło od części przedstawicieli mniejszości narodowych, widzących w Polakach butnych obszarników i kapitalistów-wyzyskiwaczy (T. Venclova, op. cit., s. 112). Niewielka, ale mocno eksponowana grupa członków KPP była pochodzenia żydowskiego (oczywiście opowiedzenie się za komunizmem – jeśli miało być konsekwentne – oznaczało odrzucenie Boga, a zatem i religii, np. judaizmu). Wbrew obecnym do dziś stereotypom większość Żydów II Rzeczypospolitej nie opowiadała się za komunizmem, tym bardziej bolszewizmem, lecz albo była syjonistami, albo trzymała się ortodoksyjnego judaizmu. Trzeba jednak przyznać, że specyficznym argumentem przemawiającym za popieraniem komunizmu był brak pogromów lub innych wystąpień antyżydowskich w ZSRR. Antysemityzm w „Kraju Rad” zdawał się być przeszłością i to minioną na zawsze (ibidem). Wat oświadczał kategorycznie, że nigdy do KPP nie należał, nie był formalnie jej członkiem. Oczywiście nie był tzw. funkiem, czyli zawodowym funkcjonariuszem. Członkostwo przypisuje mu kilka źródeł, jednak trzeba mieć na uwadze, iż w dokumentach KPP panował nieporządek, często nie odróżniano członków sensu proprio od sympatyków czy osób zainteresowanych wstąpieniem do partii. Podobne zamieszanie panowało w aktach polskiej Policji Państwowej.

Trudno twierdzić, by na Wacie jako jednym z młodych, zbuntowanych futurystów wrażenie mogły zrobić postulaty teoretyczne Lenina. Tym bardziej nie budziła ich zainteresowania tzw. „poezja proletariacka” propagowana przez zwolenników radzieckiego Proletkultu, wydających pismo Kultura Mas (zw. Jan Hempel i Antonina Sokolicz, którzy w KPP reprezentowali elitę kulturalną). Lenina można było bez trudu uznać za filozoficznego dyletanta, jednak rewolucja, jej skala i szybkość przeprowadzenia robiły wrażenie. Można powiedzieć, że Wata fascynowała głównie „pierwotna”, wyemancypowana siła tkwiąca w rewolucji, siła mroczna, lecz oczyszczająca, dionizyjska. Podobnie czuli – choć krótko – rosyjscy symboliści, w tym Błok i Biełyj (T. Venclova, op. cit., s. 115). Był to pozytywny mit komunizmu jako uwolnienia „mocy mas”, rewolty negacji i destrukcji (symbolem tego stało się wysadzanie cerkwi i masowe niszczenie ikon oraz bezczeszczenie relikwii prawosławnych świętych). Komunizm mógł ponadto jawić się jako siła wprowadzająca zmiany i szybkie unowocześnienie prowincjonalnego kraju, zwłaszcza wobec kryzysów gospodarczych lat międzywojennych. We wspomnieniach Pisarz podkreślał często religijną istotę aktu opowiedzenia się za komunizmem, który upraszczał, lecz obiecywał objaśnienie rzeczywistości, ukojenie umysłu wobec wzajemnie wykluczających się i sprzecznych wewnętrznie ideologii i filozofii XX w. (T. Venclova, op. cit., s. 167).

W pierwszym numerze Nowej Kultury z 1924 r. Wat ogłosił opowiadanie Prowokator, w trzecim numerze wiersz Policjant. W obu dostrzec można paradoksalny dowcip, któremu towarzyszy bogoburcza pasja (T. Venclova, op. cit., s. 116). Związki z Nową Kulturą nie były jednak trwałe. Jan Hempel musiał trzymać się mocno linii wytyczonej przez kierownictwo KPP, zbliżenie z „obcymi ideologicznie” futurystami okazało się „nieporozumieniem”, a nawet odchyleniem od linii partyjnej. Przetrwały jednak dobre stosunki z Hemplem. Pisarz poznał także Władysława Broniewskiego oraz swego mentora Andrzeja Stawara. Oprócz tego w okresie współpracy z Nową Kulturą Wat poznał na przyjęciu w Szkole Dramatycznej w Warszawie jej studentkę, Paulinę Lew, przez koleżanki zwaną Olą. Było to wiosną 1923 r., w kwietniu (por. krótki poemat Moje serce z konceptem nasuwającym na myśl wiersze Andrzeja Morsztyna). Przyszła żona Pisarza pochodziła z zamożnej rodziny żydowskiej mieszkającej przy Żurawiej w Warszawie (por. Moje serce oraz Wierzby w Ałma-Acie). Prezentem ślubnym był Bezrobotny Lucyfer, wydany w 1926 r. (datowany na 1927). W tym samym czasie Pisarz ostatecznie zrezygnował ze studiów filozoficznych. Jeszcze przed ożenkiem wyjechał po raz pierwszy do Paryża. Przebywał tam od początku maja do początku października 1926 r. Żył w nędzy, oczekując przekazów gotówki z rodzinnego domu: „czekałem na pieniądze z domu na bilet powrotny. Od kilku miesięcy klepałem biedę. Wymówiłem już (…) pokój studencki (…) na rue Cujas. Z ciężką walizką, wycieńczony, od trzech dni moim jedynym posiłkiem była kawa i croissant, wlokłem się rue Jacob. (…) [W]chodzę do pierwszego lepszego hotelu, wyfioczona właścicielka prowadzi mnie do pokoiku (…). Przespałem 24 godziny. Numer był bez okna, hotel de passe” (Mój wiek, Czytelnik, Warszawa 1990, t. II, s. 31).

Pod koniec lat 20.

24 stycznia 1927 r. Aleksander Wat wziął ślub w synagodze. Wśród gości był Julian Tuwim. Ze względu na konflikt między ojcem panny młodej a Watem (chodziło o podejście tego ostatniego do spraw finansowych) brakło posagu. W konsekwencji młoda para miała trudny start i musiała urządzać się od zera (T. Venclova, op. cit., s. 122). Nieco pieniędzy udało się zarobić dzięki dobrze sprzedającemu się Bezrobotnemu Lucyferowi. W latach 1927-1930 Pisarz zarabiał także na przekładach z angielskiego, francuskiego i rosyjskiego. Zajmował się oprócz tego krytyką literacką, publicystyką i tworzeniem tekstów popularnonaukowych. Skandalem okazał się artykuł krytykujący plany utworzenia wzorowanej na instytucjach działających we Francji i w Szwecji Polskiej Akademii Literatury. Wat dopatrywał się w niej ostoi stagnacji, bezwładu i rutyny połączonej z pomijaniem i przemilczaniem spraw naprawdę istotnych. Tekst miał zrobić wrażenie na samym Piłsudskim, stąd dwuletnia zwłoka w otwarciu PAL (ibidem, s. 124).

W tym samym czasie, już jako mąż Pauliny – Oli, Aleksander Wat współpracował z Towarzystwem Wydawniczym „Rój”. Był tam lektorem i redaktorem Biblioteczki Historyczno-Geograficznej. Pracując dla „Roju”, zwrócił uwagę na Franza Kafkę, wówczas jeszcze stosunkowo mało znanego. Szczególne wrażenie zrobił na nim Zamek, stąd mocne postanowienie przełożenia tej właśnie powieści na polski. Niestety właściciel wydawnictwa czytał recenzje zaliczające Zamek do przejawów grafomanii (sic!) i nie zgodził się na stworzenie tłumaczenia (T. Venclova, op. cit., s. 125).

Jeszcze w 1927 r. spotkał się z goszczącym w Polsce Majakowskim, który w szkicu Jezdił ja tak określił go z sympatią jako „urodzonego futurystę”. W kolejnych latach Wat wraz z żoną m.in. gościł na przyjęciu urządzonym przez ambasadę ZSRR na cześć Majakowskiego. W tym czasie często był zapraszany przez dyplomatów radzieckich. Oczywiście ambasada zapewniała wsparcie materialne i logistyczne organizacjom, które działały na szkodę Rzeczypospolitej, a nawet zapewne angażowały się bezpośrednio w akty terroru (T. Venclova, op. cit., s. 165). Wśród personelu ambasady było jednak kilka osób światłych, mających szerszą perspektywę. Można było się sporo od nich dowiedzieć. Zdarzały się też pokazy filmów wyprodukowanych w ZSRR i spotkania z pisarzami, np. zafascynowanym Azją i Japonią Borysem Pilniakiem (1931).

W 1928 r., gdy przestała być publikowana Dźwignia, powstała „grupa marksistowska”, której zadaniem było utrzymanie i rozwój kontaktów. Należeli do niej m.in. Broniewski, Hempel, Stawar, awangardowy scenograf i malarz Władysław Daszewski, a także Stanisław Stande i Leon Schiller. Spotykano się w apartamentach należących do Schillera albo w mieszkaniu Watów przy Hożej 13/9. Program spotkań przewidywał wykład i dyskusję, do której przygotowaniem była lektura prasy komunistycznej (nie tylko polskiej i radzieckiej) oraz klasyków marksizmu. Schiller grywał na fortepianie. Podjęto także decyzję o powołaniu do istnienia nowego czasopisma lewicowego.

Z wizytą w Berlinie w 1929 r. wiązało się odwiedzenie redakcji lewicowego pisma Die Linkskurve na Alexanderplatz. W Republice Weimarskiej partia komunistyczna nie tylko nie była zdelegalizowana, pod koniec lat 20. była u szczytu swej potęgi, mając szerokie wpływy. Stąd tak zaciekła walka z nią rosnącej w siłę NSDAP. Ważne okazało się też spotkanie z Fryderykiem Wolfem, autorem sztuki Cyjankalia. Niebawem wystawić miał ją Leon Schiller. Uderzające dla gościa z Polski były rażące, większe niż w Warszawie, kontrasty: bujne, hulaszcze życie nocne sąsiadujące z plagą bezrobocia (nastał już Wielki Kryzys), nagą nędzą i głodem. Berlin o wiele bardziej niż np. Paryż jawił się jako miasto Rimbauda, miasto przestępcze, wyobcowane i wykolejone, a zarazem podobne do kreacji z Mopsożelaznego piecyka (T. Venclova, op. cit., s. 173). Na takim tle komunizm dawał obietnicę wyzwolenia, nadawał sens, motywował, wskazując zarazem cel życia.

Po pobycie w Berlinie Aleksander Wat odwiedził ponownie Paryż. Dotarł tam 14 lipca, we francuskie święto narodowe. Szczególne wrażenie zrobiła na nim stabilność państwa i kraju, przywiązanie do tradycji i specyficzna prowincjonalność Francuzów. Spośród pisarzy mógł spotkać się jedynie z Henrim Barbusse’em, autorem apologii Stalina z 1935 r. Na wciągnięcie w nielegalne akcje Kominternu naraziło Pisarza spotkanie z Grigorijem Biesiedowskim, formalnie dyplomatą, faktycznie agentem ZSRR we Francji. Powróciwszy do kraju, Wat nadal brał udział w zebraniach koła marksistów, angażował się w działalność studia teatralnego Leona Schillera, prowadził także wykłady dla robotników na Uniwersytecie Ludowym. KPP myślała nawet o wystawieniu go jako kandydata komunistów do Sejmu.

W grudniu 1929 r. zaczęto wydawać legalny Miesięcznik Literacki, de facto organ KPP. Wat został jego redaktorem naczelnym. Autor widział w czasach swej pracy w redakcji tego pisma zdarzenie mitologiczne czy mistyczny znak, jednak uznawał jednocześnie, że był to okres największego upadku, najniższy punkt w życiu, dno, z którego zaczął się z trudem, mozolnie podnosić (T. Venclova, op. cit., s. 175, tam o prezencie od Andrzeja Stawara w postaci wszystkich numerów „Miesięcznika” z dedykacją, do której Wat dopisał charakterystyczne słowa „To jest corpus delicti znikczemnienia. Historii mojego znikczemnienia w komunizmie (…)”). W redakcji Miesięcznika... zasiadał jako „łącznik z partią” Hempel. Ola Watowa zajmowała się pocztą, prenumeratą i stenotypią. Pisarz wraz z żoną otrzymywali dobre wynagrodzenia, pozwalające na rezygnację z tłumaczeń. Nowe lewicowe pismo chętnie czytali najmłodsi inteligenci, zabierający samodzielnie głos dopiero po 1945 r., w tym postaci tak różne od siebie jak Czesław Miłosz i Jerzy Putrament (T. Venclova, op. cit., s. 176). W latach 1929-1931 Wat był także kierownikiem Spółdzielni Wydawniczej „Tom”. Było to legalne wydawnictwo założone przez KPP, publikowało m.in. broszurki o antykoncepcji oraz teksty klasyków marksistowskich.

Lata trzydzieste

W 1930 r. Wat został przyjęty do polskiego oddziału PEN-Clubu, działał także w lewicowej, związanej z KPP Lidze Obrony Praw Człowieka i Obywatela. 23 lipca 1931 r. urodził się Andrzej, jedyne dziecko Watów. Niewiele później, w nocy z 10 na 11 września 1931 r., podczas spotkania roboczego redakcji Miesięcznika Literackiego miała miejsce interwencja policji. Wszystkich obecnych w salonie aresztowano i osadzono w jednej celi stołecznego Centralnego Więzienia. Przebywała w niej już grupa piekarzy żydowskich należących do podziemnego komunistycznego związku zawodowego. Prasa wietrzyła – bezpodstawnie – rozbicie wielkiego spisku i konspiracji politycznej komunistów (co do autentycznej świadomości i zachwycenia się ZSRR jako Ogrodem Eden in statu nascendi zob. zw. wiersz Broniewskiego Magnitogorsk albo rozmowa z Janem). Po około kwartale Wat został zwolniony ze względu na stan zdrowia. Wrócił na ul. Żurawią, do żony i mającego zaledwie kilka miesięcy syna.

Rozpoczął się okres stabilizacji, obejmującej pracę u Gebethnera i Wolffa, zatem w wydawnictwie powstałym w 1857 r., drukującym m.in. pisarzy Młodej Polski. W 1932 r. Wat zajmował się redagowaniem biuletynu reklamowego wydawnictwa (czy nie przydało się tu aby doświadczenie z okresu Reklamo-Mechano?). W 1933 r. awansował na stanowisko kierownika literackiego. Doprowadził do ożywienia zainteresowań czytelników polskimi klasykami, a jednocześnie związał z Gebethnerem i Wolffem wielu popularnych autorów współczesnych, np. Jarosława Iwaszkiewicza. Zaprzyjaźnił się z Brunonem Schulzem i Leonem Kruczkowskim. Uwagę Wata zwróciło także Ferdydurke, jednak nie na tyle, by podjąć starania o publikację u Gebethnera i Wolffa. Do Gombrowicza zrażała Pisarza zbyt wysilona – jak uważał – oryginalność. W latach 1933-1939 wydał jedynie kilka tłumaczeń: dwóch powieści Ilji Erenburga, pierwszy tom Młodości króla Henryka Czwartego Henryka Manna oraz Fałszywej wagi Józefa Rotha. O ile wiemy, mimo zwolnienia z więzienia, nie zaprzestał kontaktów z komunistami, być może planował potajemny wyjazd do Berlina. KPP myślała także o utworzeniu nowego legalnego pisma w miejsce Miesięcznika Literackiego. Od 1931 do 1938 r. Wat był członkiem związanej z KPP Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela, choć nie angażował się zbytnio w jej działalność. Jego nazwisko wciąż znajdowało się w rejestrach policyjnych, z czym wiązały się rewizje i uciążliwości, np. przed świętem Pierwszego Maja (T. Venclova, op. cit., s. 192). Relacje z partią komunistyczną stawały się mimo to coraz luźniejsze, tym bardziej że funkcjonariusze KPP nie taili swego niezbyt dobrego zdania o Wacie, traktując go jedynie jako sympatyka. Najważniejsze było jednak rosnące rozczarowanie ideologią, jak i praktyką komunistów (zw. w obliczu Wielkiej Czystki w ZSRR, podczas której zginęli m.in. Hempel i Jasieński).

Dyktatura proletariatu

6 września 1939 r. wspomniany już szwagier Pisarza, Jerzy Gilewicz, powiadomił go, że ucieka samochodem z Warszawy i ma miejsce dla Watów. Wkrótce zaczęło się bombardowanie, trzeba było szukać schronienia w pobliskim kościele. Jechali na południowy wschód, kierując się na Lwów. Miało tam być bezpiecznie, daleko od frontu. Drogi były w złym stanie, panował upał, co gorsza, zaczynało brakować paliwa. Ze względu na ostrzał kolumn uciekinierów przez Luftwaffe jazda możliwa była tylko w nocy. Tuż przed wkroczeniem do Polski wojsk radzieckich Wat przypadkowo odłączył się od żony i syna. Chaos pierwszych dni „władzy radzieckiej” przetrwał w Łucku, „kresowym mieście, (…) bardzo spokojnym, bardzo rosyjskim w charakterze” (zob. Mój wiek, t. I, s. 259-261, z opisem czerwonoarmistów jako ludzi o „twarzach mongoloidów”, w „szmatławych mundurach” i „hełmach mongolskich ze szmacianymi pikami” (chodzi o tzw. budionówki), „Azja, ale już taka najbardziej azjatycka”). Z desperacją rozdawał setki karteczek z informacją, gdzie można go znaleźć. Z taką samą desperacją szukał wiadomości o miejscu pobytu rodziny. Niebawem zwrócił na siebie uwagę władz komunistycznych, dla których zresztą był persona non grata. Na szczęście udało się przeżyć wstępne zaprowadzanie „nowego ładu” w zasadzie bez uszczerbków. Ola z Andrzejem dostali się do Lwowa. Wkrótce dołączył do nich Pisarz.

Zdawać się mogło, że obszary włączone do ZSRR zyskały nieco więcej swobody niż tereny okupacji niemieckiej. W teorii Polacy mogli uczyć się, pracować na takich samych warunkach co Ukraińcy czy Rosjanie itp. Atmosfera zdawała się być mniej dławiąca. Lepsza niż w Rzeszy była oczywiście sytuacja Żydów, którym nie groziło getto ani egzekucja za pochodzenie. W dużej mierze oczekiwania względem władzy komunistycznej okazały się jednak iluzjami. Nie brano pod uwagę specyfiki terroru bolszewickiego, zwłaszcza jego stalinowskiej odmiany, połączonej ściśle z tzw. pierekowką, czyli sterowaną, totalną transformacją umysłów i dusz. Sporo uwagi poświęcił tym mechanizmom Wat w Moim wieku.

Nowa tyrania stawała się coraz bardziej widoczna i to już w 1940 r. Strach stał się stałym elementem życia. Był wszechobecny, tym bardziej że najsprawniej działającą instytucją państwa okazywało się NKWD. Narastały aresztowania według klucza klasowego i politycznego, zdarzały się także akcje z pozoru bezsensowne. Ich celem było wpojenie ludności, że jest całkowicie zdana na łaskę i niełaskę nowej władzy (T. Venclova, op. cit., s. 199; zob. także opowiadanie Adolfa Rudnickiego Wielki Stefan Konecki). Okazało się, że osoby, które jako język ojczysty deklarowały polski, były uznawane, przynajmniej de facto, za obywateli drugiej kategorii, za ludność z góry podejrzaną i niegodną zaufania.

We Lwowie znalazło się wówczas wielu literatów i ludzi znanych z publicznej działalności, m.in. Boy-Żeleński, Władysław Broniewski, Leon Chwistek i Tadeusz Peiper. Obecni byli oczywiście Wanda Wasilewska i Jerzy Putrament, a także Adam Ważyk. Dominowały zatem poglądy lewicowe, choć nie stalinowskie. Antykomunistą był znany przedwojenny krytyk literacki, przed Wrześniem prezes lwowskiej Sekcji Związku Zawodowego Literatów Polskich, Ostap Ortwin. Już pod koniec września 1939 r. pojawił się we Lwowie przybyły z Kijowa ukraiński pisarz socrealistyczny Aleksander Korniejczuk. To właśnie on miał zorganizować na nowo (czyli poddać sowietyzacji) życie literackie miasta. Pierwszemu spotkaniu polskich pisarzy lewicowych z Korniejczukiem przewodniczył Wat, zapewne za sprawą opinii komunisty, zatem osoby „pewniejszej”. 20 października działał już Komitet Organizacyjny Związku Pisarzy Lwowskich. W skład jego zarządu wchodził Aleksander Wat, obok Broniewskiego, Boya i Wandy Wasilewskiej. Nieco wcześniej zaczęła być wydawana radziecka gazeta po polsku, czyli Czerwony Sztandar. Jest to zapewne jedyna gazeta polskojęzyczna, dla której teksty były pisane wyłącznie nieskażoną stalinowską nowomową, poszczególne zdania mają zatem wartość poniekąd paradygmatyczną, wzorcową (T. Venclova, op. cit., s. 202; niewykluczone, że podobne teksty powstały wcześniej np. w Polskim Rejonie Narodowym, tzw. Marchlewszczyźnie).

Autor Dziennika bez samogłosek uczestniczył z własnej woli (być może po części także ze strachu i obaw o los rodziny) w życiu kulturalnym sowietyzowanego Lwowa. Już 13 listopada złożył podpis pod deklaracją wiernopoddańczą Pisarze polscy witają zjednoczenie Ukrainy, która oświadczała zdecydowane poparcie dla przyłączenia Lwowa i okolicznych terenów do Ukraińskiej SRR. Podpisali się także np. Boy-Żeleński, Broniewski i Ważyk. Poparcie bywało autentyczne, jednakże wielu sygnatariuszy wiedziało już (i to bardzo dobrze), że nie chodzi o gesty i protest, lecz o przetrwanie (zob. powieść Juliana Stryjkowskiego Wielki strach). Również sam Wat przyznawał, że w latach okupacji ZSRR jego zachowaniem rządził przede wszystkim strach o siebie, o żonę i o syna. Wiedział, że trzeba spodziewać się aresztowania (T. Venclova, op. cit., s. 204).

Nieszczęsna kolacja

Już z przesłuchań w Moskwie, na Łubiance, Pisarz wnioskował, że na przełomie 1939 i 1940 r. musiała zapaść decyzja o aresztowaniu jakiejś liczby polskich pisarzy o lewicowych poglądach, jej skład miał znaczenie drugorzędne. Aresztowanie miało miejsce w okolicznościach przedziwnych, rzec można groteskowych. Być może zaaranżował je z polecenia NKWD pracujący wówczas w Teatrze Polskim we Lwowie Władysław Daszewski. Urządził on w restauracji przyjęcie, zapraszając m.in. Wata. Było to 23 stycznia 1940 r. Gospodarz przedstawił gościom Rosjanina, który miał być znanym krytykiem albo historykiem sztuki, chcącym porozmawiać z Polakami. Nieoczekiwanie przybysz zaczął się awanturować. Do lokalu szybko wkroczyli funkcjonariusze NKWD (zapewne czekali). Wat wpierw został uderzony, potem zemdlał. Daszewski bez przeszkód wyszedł z restauracji, jednak prawie wszyscy mężczyźni uczestniczący w kolacji zostali załadowani na stojące na ulicy samochody i przewiezieni do więzienia na Zamarstynowie we Lwowie. Oprócz Wata aresztowano Broniewskiego, Sterna i Peipera oraz poetę chłopskiego pochodzenia, Wojciecha Skuzę (nie przeżył łagru). 26 stycznia 1940 r. Czerwony Sztandar opublikował tekst Zgnieść gadzinę nacjonalistyczną, w którym zgodnie z wymogiem kreacji sztucznych przyczyn represji przedstawiono aresztowanych jako zaciętych „wrogów ludu”, Wata określono mianem trockisty, Broniewskiego nazwano reakcjonistą i stronnikiem Piłsudskiego (zatem sanacyjnego faszysty). Takie określenia wskazywały, że zwolnienie więzionych nie wchodzi w grę (T. Venclova, op. cit., s. 208-209).

Warunki na Zamarstynowie były ciężkie, nie tylko z powodu kilkukrotnego przepełnienia. Pisarz dzielił celę mającą 11,5 m2 z dwudziestoma ośmioma więźniami. Odmiennie niż w „faszystowskiej” Polsce, nie była możliwa jakakolwiek publiczna akcja pomocy. Mile widziane było jednak rzucanie klątw w rytualnym partyjnym języku. Dwóch pisarzy rozpoczęło zbieranie podpisów pod deklaracją osądzającą zatrzymanych. Na szczęście tolerowano przesyłanie przez rodzinę paczek z żywnością i odzieżą. Wanda Wasilewska próbowała – chyba w dobrej wierze – tłumaczyć Oli Watowej i pozostałym żonom więzionych pisarzy, że zaszła jakaś pomyłka, która z pewnością będzie naprawiona. Próbowała też interweniować, nawet u Chruszczowa, który jednak „doradził” jej, by zajmowała się swoimi sprawami (T. Venclova, op. cit., s. 210). W nocy z 13 na 14 kwietnia 1940 r. Ola i Andrzej zostali deportowani w ramach drugiej fali wywózek Polaków. Podróż wagonem towarowym trwała trzy tygodnie. Znaleźli się ostatecznie w nędznym sowchozie (gospodarstwie państwowym) składającym się z lepianek, noszącym nazwę „Krasnyj Skotowod”, w Iwanowce, ok. 50 km od stolicy Kazachstanu, Ałma-Aty. Szacuje się, że w 1940 r. z terenów zagarniętych przez ZSRR we wrześniu 1939 r. deportowano ok. 1,5 mln osób. W kwietniu i maju miały miejsce mordy na oficerach w lesie katyńskim pod Smoleńskiem. Nie lepiej przedstawiała się sytuacja pod okupacją niemiecką. W sowchozie Watowa wykonywała ciężką, groźną dla zdrowia (stały kontakt z bakteriami) pracę: formowała brykiety na opał ze starego nawozu (odchodów zwierzęcych). Otrzymywała za to 70 kopiejek na miesiąc, podczas gdy bochenek chleba na targowisku kosztował ok. 180 rubli (ibidem, s. 211). Ratunkiem przed głodem było – podobnie jak pod okupacją niemiecką – wymienianie odzieży na żywność i kradzież ziarna z sowchozu. Na szczęście możliwe było pisanie listów do Marii Zarembińskiej, która przekazywała informacje o mężu, zwłaszcza że wciąż żyje i jest w miarę zdrowy, w dość dobrym nastroju.

Na Zamarstynowie trwały przesłuchania dniami i nocami. Oskarżano Wata o syjonizm, polski nacjonalizm, trockizm i bycie agentem papieskim. Szczególnie poważnym zarzutem było wydawanie Miesięcznika Literackiego wraz z Janem Hemplem i innymi osobami oskarżonymi o szpiegostwo na rzecz Polski oraz zamordowanymi jeszcze w okresie Wielkiej Czystki. Odmiennie niż Ukraińców, Polaków na Zamarstynowie nie bito ani nie torturowano, choć śledztwa przebiegały surowo. Po sześciu i pół miesiącach (w Moim wieku Pisarz podaje 9-10, co jest zapewne wynikiem zakłócenia poczucia czasu) nastąpił transfer do więzienia na Brygidkach. Tam pobyt był krótki, po kilku dniach Wat został przewieziony pociągiem do Moskwy i osadzony na Łubiance. Miał tam status więźnia poniekąd uprzywilejowanego: cele były czyste, stosunek strażników poprawny, rewizje kompetentne i bez krzyków. Autor Kartek na wietrze otrzymał łóżko po generale Andersie (który niewiele wcześniej został zwolniony). W celi było tylko czterech ludzi, posiłki odpowiadały regulaminowi sowieckiemu. Można było czytać książki z więziennej biblioteki (zbiory pochodziły m.in. z konfiskat w domach „wrogów ludu”, zatem dostępne były np. dzieła św. Augustyna). I tym razem Pisarz nie był torturowany, stosowano jednak presję psychologiczną, m.in. poprzez odcięcie wszelkich powiązań ze światem zewnętrznym. W tym samym czasie wobec pogarszania się od początku 1941 r. stosunków z III Rzeszą w ZSRR zaczęto myśleć nad nowym rozwiązaniem „kwestii polskiej”. We Lwowie zaczęło ukazywać się pismo Nowe Widnokręgi, deklarujące zamiary obrony i rozwoju kultury polskiej. Śledczy z Łubianki pokazali Watowi jeden numer. Zasugerowali także przygotowanie analizy bieżącej sytuacji w polskiej literaturze i postaw intelektualistów polskich. Pisarz przygotował sprawozdanie, starając się nie szkodzić nikomu (czy jednak za każdym razem się to udawało?).

Wybuch wojny z Niemcami 22 czerwca 1941 r. doprowadził do szybkiej ewakuacji więźniów, którzy koleją dotarli do Saratowa. Warunki w tamtejszym więzieniu były marne, prawie tak złe jak we Lwowie na Zamarstynowie. Wat głodował, zachorował na czerwonkę. Spodziewano się szybkiego nadejścia Wehrmachtu i rozstrzelania więźniów przez NKWD, nim to nastąpi. W tym czasie Pisarz zaczął zwracać się ku religii, zwłaszcza ku postaci ukrzyżowanego Jezusa (T. Venclova, op. cit., s. 215).

Głód, łagry i wielka polityka

Sytuacja Polaków w ZSRR poprawiła się, gdy 30 lipca 1941 r. podpisany został pakt Sikorski-Majski. Miało nastąpić zwolnienie polskich więźniów i deportowanych. Przystąpiono do tworzenia armii polskiej w ZSRR. Oczywiście polityka Stalina biegła dwoma torami: już 1 grudnia 1941 r. w Saratowie odbyło się spotkanie z proradzieckimi politykami, w tym z Wandą Wasilewską. Powstał Związek Patriotów Polskich. Zwolnienia z więzień przebiegały dość wolno, 20 listopada 1941 r. wolność odzyskał Pisarz. Żonę zwolniono wcześniej, jeszcze latem. Trafiła do wsi Antonowka, było tam ciężej niż w sowchozie. Watowi udało się dowiedzieć, że żona i syn są na południu Kazachstanu. Wyruszył do Ałma-Aty. Z pomocą byłego studenta z Wilna, A. Krakowskiego, i jego żony dojechał do Dżambułu (południowy Kazachstan). Nie wiedział, że jest już bardzo blisko rodziny. W Dżambule zbadał Wata lekarz, dając mu maksymalnie dwa tygodnie życia. W końcu udało się dostać do Ałma-Aty, gdzie w hotelu działała już placówka rządu londyńskiego mająca pomagać obywatelom polskim. Z początku Pisarza traktowano z dystansem, nadal miał opinię komunisty. Przez miesiąc leczył się w szpitalu, m.in. na szkorbut. Nie miał legalnego meldunku ani przydzielonego mieszkania, nocował u znajomego pisarza radzieckiego Wiktora Szkłowskiego i dozorcy nocnego. Odnalazł żonę i syna, którzy 1 lutego 1942 r. wyjechali do Ałma-Aty. „Stanęliśmy w końcu przed małym drewnianym barakiem. (….) [P]ośrodku drugiej izby stał Aleksander i na jakiejś kartce papieru coś sobie notował. Był siwy, pod rozpiętą koszulą zobaczyłam duży czarny krzyż. (…) Kiedy ostatni raz go widziałam (…) [b]ył młody, silny, włosy miał bardzo ciemne, oczy pełne blasku. Teraz stał przede mną prawie starzec” (wspomnienia P. Watowej za: T. Venclova, op. cit., s. 217).

Pomoc materialną zapewniała ambasada RP w Kujbyszewie. Rodzina Wata otrzymała zezwolenie na zakupy w uprzywilejowanym sklepie polskiej delegatury w Ałma-Acie. Mimo dobrego odżywiania Pisarz doznał jednak trwałego uszczerbku na zdrowiu. W marcu 1943 r. zdiagnozowano u niego osłabienie mięśnia sercowego i arteriosklerozę. Znakiem powrotu do pióra był powstały w 1942 r. nekrolog – esej poświęcony dziennikarzowi i krytykowi literackiemu Stanisławowi Rogożowi. Twórca ujawnił w nim niezgodę na komunizm jako na ideologię kłamliwą, będącą nadużyciem semantycznym. W liście do żony z 19 stycznia 1942 r. pisał, że przeżywa „dziwny okres powtórnego dojrzewania, formowania się”, wspominał także, że ponownie pisze poezje (T. Venclova, op. cit., s. 219). Armia Andersa ewakuowała się z radzieckiej Azji Środkowej w marcu i w sierpniu 1942 r., łącząc się z wojskami brytyjskimi na Bliskim Wschodzie. Wraz z nią Kazachstan opuścił m.in. Władysław Broniewski. W tym samym czasie Niemcy dokonali ekshumacji w Katyniu, zaś ZSRR zaczął przygotowania do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem londyńskim. Pogarszały się relacje z ambasadą w Kujbyszewie i delegaturą w Ałma-Acie. Wskutek aresztowań Wat został jednym z zaledwie dwóch przedstawicieli rządu RP na Kazachstan. Musiał opuścić stolicę, osiedlając się w lutym 1943 r. w miasteczku Ili. W marcu 1943 r. rozpoczęła się akcja tzw. paszportyzacji, czyli zmuszania zesłanych Polaków do przyjmowania radzieckich paszportów (odpowiednik dowodu osobistego). W Kazachstanie pojawili się już działacze ZPP, tworzono nowe, „ludowe” oddziały polskie. 25 kwietnia 1943 r. ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem w Londynie. Każdego, kto nie przyjął radzieckich dokumentów, traktowano jako nieprzyjaznego cudzoziemca, persona non grata (ibidem, s. 222). Ze względu na odmowę przyjęcia paszportów radzieckich przez Polaków żyjących w Ili Wat wraz z żoną został aresztowany. Warunki więzienia nasuwały na myśl niemieckie obozy. Ostatecznie, po m.in. pobiciu przez więźniarki kryminalistki, Ola Watowa zgodziła się na przyjęcie paszportu sowieckiego. Upór Wata, osadzonego w celi z więźniami kryminalnymi, zrobił na nich wrażenie, wziął go pod opiekę starszy celi, Walentyn. Ostatecznie zwrócono mu paszport londyński, polski. Wrócił do Ili latem 1943 r., czekała tam już żona i syn. W Kazachstanie żyli jeszcze przez trzy lata, pracując jako robotnicy, potem Aleksander został nauczycielem w polskiej szkole. Pracował także w stołówce, w piekarni, w końcu jako kierownik sklepu wiejskiego. Praca w sklepie albo stołówce pozwalała na kradzież żywności (por. wiersz Żółw z Oksfordu). W czasach zesłania Wat czytał ascetyczny Traktat o naśladowaniu Jezusa Chrystusa Tomasza a Kempis, rozsyłany Polakom w tajemnicy przez rząd londyński. Swój egzemplarz z 1941 r., wydany w Anglii, autor Mojego wieku zachował aż do lat 60. (ibidem, s. 232-233).

Powrót nad Wisłę

Życie w będącym małą osadą Ili było i rozpaczliwe, i monotonne. Można było je porównać do wiecznego czyśćca czy nawet piekła (T. Venclova, op. cit., s. 234). W Dzienniku bez samogłosek czytamy: „A jedynym moim lękiem i strachem było, bym nie został pochowany w tej pustynnej ziemi, na cmentarzu w Ili, gdzie ostatnie niewyłapane, zdziczałe psy wyszarpywały ciała z mogił, w tej ziemi, która tak została sprofanowana” (Dziennik bez samogłosek, s. 95-96: T. Venclova, op. cit., s. 334).

22 lipca 1944 r. ogłoszono w Lublinie Manifest PKWN zapowiadający odrodzenie demokratycznej Polski. Coraz bardziej oczywiste, zwłaszcza wobec upadku powstania warszawskiego i aresztowań dokonywanych przez NKWD, było, że „nowa Polska” nie będzie miała wiele wspólnego z II Rzecząpospolitą. Swój udział we władzy otrzymali obok Bieruta, Hilarego Minca i Jakuba Bermana m.in. Wanda Wasilewska (na stosunkowo krótko), Borejsza i Putrament. Front przesuwał się na zachód, docierając pod koniec lata do Wisły. Mimo to w latach 1944-1949 polityka kulturalna była jeszcze prowadzona ostrożnie, dość racjonalnie, bez wymuszanej, jaskrawej sowietyzacji. Były już jednak obecne jej pierwsze oznaki i swego rodzaju „prace przygotowawcze”. „Miękką rewolucję” propagował tygodnik literacki Odrodzenie, wkrótce zaczęła ukazywać się redagowana przez marksistę Stefana Żółkiewskiego Kuźnica. Równolegle w Krakowie rozpoczęło się jednak wydawanie katolickiego, kościelnego Tygodnika Powszechnego, podejmującego polemiki z prasą komunistyczną. Tym samym zachowywano pewną dozę pluralizmu. Do kraju przybył i Adam Ważyk (z ZSRR), i Władysław Broniewski (z Armii Andersa). W 1946 r. powrócił Tuwim, w 1951 r. Słonimski. Pisarze, którym udało się przeżyć pod okupacją, znów zajęli miejsce w życiu literackim Polski, często eksponowane (Miłosz, Przyboś, Iwaszkiewicz). Część wybierała jednak emigrację. 1 września 1944 r. w Lublinie miało miejsce pierwsze zebranie Związku Literatów Polskich. Odnowiono na nim członkostwo Aleksandra Wata, choć in absentia (T. Venclova, op. cit., s. 236).

Rodzina Pisarza usilnie starała się skontaktować z przyjaciółmi lub krewnymi w kraju. Udało się porozumieć z Seweryną Broniszówną. W czerwcu 1945 r. nadszedł list, w którym zawiadamiała o tragicznym losie rodziny doświadczonej Holokaustem. W Ili zaczęły szerzyć się pogłoski o repatriacji Polaków, przynajmniej „etnicznych”. Ci, którzy przyjęli obywatelstwo i paszporty ZSRR, mogli wrócić najszybciej, Watowi pozwolenia na wyjazd odmówiono. W „Kuźnicy” z 14 stycznia 1946 r. ukazał się w związku z tym list otwarty Adama Ważyka w sprawie Wata, Troska o człowieka, podkreślający m.in. katolicyzm Pisarza (zapewne miał to być argument dla aktywizacji środowisk antykomunistycznych). List wywołał oddźwięk wśród emigracji na Zachodzie. Wiosną 1946 r. okazał się wreszcie możliwy powrót całej rodziny do kraju. Podróż koleją przez azjatycką część ZSRR przypominała wędrówkę po obcej planecie: „W czasie (…) podróży z Ałma-Aty do Moskwy byliśmy porażeni niezmiernymi przestrzeniami, obszarami pustej ziemi, jakby spalonej (…). Z okien wagonów nie widziało się żadnych domostw (…). Od czasu do czasu pociąg nasz nagle się zatrzymywał. (…) Przy oknach czyhali już jacyś ludzie z workami. Przerzucano się błyskawicznie ich zawartością. (…) Worek soli za worek ryb. (…) I tak aż do samej Moskwy trwał ten [zakazany i karalny] handel sowiecki (…)” (wspomnienia P. Watowej za: T. Venclova, op. cit., s. 237-238).

Adaptacja i krytyka

Przyjechali do Polski 16 kwietnia 1946 r., w Wielki Tydzień. Wkrótce zobaczyli zniszczoną Warszawę i zrujnowany dom na Hożej. Nastrój był jednak świeży, podniecający, jak pisał Wat: „Polska wydawała się rajem wolności (…) Zwłaszcza literatura (…) Wydawało się, że cenzura nie istnieje. (…) Więc znów miałem ogromne złudzenie, wydawało mi się, że tak już zostanie” (Mój wiek, t. I, s. 59-60). Siostra Pisarza mieszkała wtedy niedaleko Dworca Wileńskiego na Pradze, w dzielnicy wolnej od większych zniszczeń, zajętej przez Armię Czerwoną jeszcze latem 1944 r. Wkrótce przyjechał Jerzy Borejsza, proponując Watowi kilka stanowisk do wyboru. Jasne było, że akceptacja oferty oznacza obowiązek pełnej lojalności. Już w czerwcu Wat przyjął stanowisko dyrektora w PIW (był nim do 1948 r.). Otrzymał też komfortowe mieszkanie przy Niemcewicza. Żył tam z żoną i synem aż do emigracji w 1957 r.

Dołączył do zespołu Odrodzenia (redaktor w latach 1947-1949) oraz kilku komisji i instytucji kulturalnych, m.in. należał do Prezydium Rady Związków Artystycznych i Zarządu Głównego ZZLP (do 1948 r.), był też prezesem jego oddziału stołecznego. Zachował dobre relacje z wieloma członkami władz komunistycznych, dla których wciąż był owianym legendą redaktorem Miesięcznika Literackiego. W 1947 r. odnowił członkostwo w PEN-Clubie, dzięki czemu mógł wyjeżdżać na Zachód, np. na kongres PEN-Clubu w Zurychu i do brata w Brukseli. Szybko zaczął myśleć o emigracji (T. Venclova, op. cit., s. 242). W 1949 r. udał się na zaproszenie do Weimaru, na uroczystości z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Goethego. Słusznie przewidywał, że swobodne wyjazdy wkrótce się skończą. Zdążył jeszcze gościć w Wenecji (formalnie brał udział w obradach kongresu PEN-Clubu). Skupił się na muzeach i spotkaniach z pisarzami. Po raz pierwszy zetknął się z Neapolem, Capri, Rzymem i Florencją. W Rzymie znalazł się przed Łukiem Tytusa na Forum Romanum, doświadczając silnego poczucia kryzysu duchowego związanego z byciem Żydem (płaskorzeźby przedstawiają triumf Tytusa i łupy ze świątyni w Jerozolimie, w tym menorę). Do tego doznania wracał w liście do żony z 29 września 1949 r., w pierwszym wierszu cyklu Na melodie hebrajskie, również z 1949 r., ogłoszonym dopiero w 1957 r., oraz w Moraliach.

W 1948 r., już po aresztowaniu Gomułki, zapanował w „Polsce Ludowej” nowy klimat. PPR wchłonął część PPS, przekształcając się w PZPR – de facto monopartię, wykluczającą realny pluralizm w życiu politycznym. W 1949 r. Wat zrezygnował z pracy w PIW i wielu innych funkcji. Zdecydował się na rodzaj emigracji wewnętrznej (T. Venclova, op. cit., s. 245). Nieco wcześniej, w 1948 r., na łamach Nowin Literackich opublikowano Pięć wierszy z notatnika. Szczególnie wymowny utwór, Imagerie d’Épinal, czekał na druk do 1957 r. Bezrobotnego Lucyfera przywodzi na myśl Druga zbrodnia Salome, z pozoru utwór parodystyczny, rozrywkowy i bezpretensjonalny. Skandalem okazał się wygłoszony w Nieborowie referat Antyzoil albo rekolekcje na zakończenie roku, mający formę eseju dezawuującego socrealizm jako krępujący rozwój autentycznej sztuki, także w państwach komunistycznych. Tadeusz Borowski, wówczas stojący wiernie po stronie władzy, pisał w sprawozdaniu: „nie był słuszny błyskotliwy, ale zbyt pośpiesznie negujący wartość realizmu referat A. Wata” (ibidem, s. 251). Rozpoczęła się kampania prasowa i ataki, m.in. Borejszy i Żółkiewskiego. Zarzucano elitaryzm i gardzenie „zwykłymi ludźmi”. Odpowiadało to trwającej w ZSRR od 1947 r. kampanii „antykosmopolitycznej”. Pisarz jednak nie odwołał swych tez, powtarzał je spokojnie, odpowiadając polemistom i oskarżycielom. Po Antyzoilu zdołał jeszcze opublikować kilka drobnych utworów, jednak okazało się szybko, że jedynym sposobem na komunikowanie niezgody jest „mówienie na głos”, przemawianie na zebraniach, nie tylko literackich, wyrażanie się w niedwuznaczny sposób (Mój wiek, t. I, s. 61 oraz Kartki na wietrze, s. 253, cyt. za: T. Venclova, op. cit., s. 252). Względna, kontrolowana przez władze parezja trwała do 1952 r., aż do choroby. O dość silnej pozycji i sporym autorytecie Pisarza świadczy fakt, że nie został aresztowany przez UB.

Sprzeciw wobec władz oznaczał jednak m.in. trudności finansowe. Wat znów utrzymywał się z tłumaczeń, zwłaszcza literatury rosyjskiej i radzieckiej (drukowanej w dużych nakładach, zatem zarobek bywał znaczny). Szczególnie dochodowe były przekłady Arkadija Gajdara, którego książki, np. Czuk i Hek oraz Timur i jego drużyna, były lekturami szkolnymi, wprowadzanymi m.in. w celu zastąpienia wzorców harcerzy takich jak Zośka czy Rudy z Kamieni na szaniec wyidealizowanymi pionierami i komsomolcami. Były tam jednak obecne także pozytywne wzorce, np. pomoc starszym i niepełnosprawnym. Wat w Moim wieku mówił, że Gajdar to „utalentowany i bardzo uczciwy człowiek”, „perła, jeśli chodzi o uczciwość na tle literatury sowieckiej, niezdemoralizowany, (…) odważny”, dodawał też szczerze, że przekłady właśnie z Gajdara „najwięcej pieniędzy mi przyniosły. Były nieskończone przedruki. [Do dziś] wpływają na moje konto [honoraria tytułem praw do przekładu]. (…) Tłumaczyłem wszystko, a redagowałem nawet to, co inni tłumaczyli. (…) Byłem wtedy w wielkiej biedzie i jakoś na mnie spadło to tłumaczenie [zapewne nie było to dziełem przypadku – RM]. To mi dało mnóstwo pieniędzy” (Mój wiek, Czytelnik, Warszawa 1990, t. II, s. 177). Zapewne Pisarz nie wiedział o przeszłości Gajdara, zwłaszcza o jego najmłodszych latach, gdy podczas wojny domowej w Rosji miał wykazać się wielką brutalnością, zwłaszcza podczas tłumienia powstania chłopskiego w guberni tambowskiej; zresztą swych czynów z młodości Gajdar szczerze żałował. Ogółem w latach 1949-1957 ukazało się aż 30 książek, także krótszych, np. sztuk, przełożonych przez Wata samodzielnie, jedna Maksyma Gorkiego przełożona wspólnie z żoną, opowiadanie z tomu 13 fajek Ilji Erenburga, zaś w Dziełach Gajdara 25 opowiadań. Łączny nakład tych książek to ok. milion egzemplarzy (M. Baranowska, op. cit., s. 73).

Mimo ostracyzmu i pewnych szykan, wpływających głównie na sytuację finansową, przyjaciela nie wyparli się Stawar i Broniewski. W 1951 r. na pozostanie na Zachodzie zdecydował się Miłosz. Tadeusz Borowski odebrał sobie życie. Słonimski i Tuwim poszli w usłużność. Wat czynił pewne ustępstwa, gesty „przyjacielskie”, np. brał udział w obowiązkowych pochodach pierwszomajowych. Mimo to wciąż „mówił na głos”, nawet w 1952 r., uznawanym za czas najsilniejszej stalinizacji. Na zebraniach ZLP atakował go np. Jerzy Putrament, sekundowała mu Żanna Kormanowa, deklarująca np., że autor Bezrobotnego Lucyfera jest jednym z niewielu, może i jedynym pisarzem, którego nie przekonano do nowego porządku i który – co gorsza – jest tego porządku wrogiem (T. Venclova, op. cit., s. 254). Wat spodziewał się ponownego aresztowania i więzienia. Nocą z 10 na 11 stycznia 1953 r. poważnie zachorował. Po trzech dniach został przyjęty do szpitala Dzieciątka Jezus. Zdiagnozowano zespół Wallenberga. Jego objawem były m.in. piekące bóle tułowia, rąk i nóg, a także silne bóle głowy. 5 marca 1953 r. umarł Stalin. W pomieszczeniu szpitala, w którym leżał Pisarz, urządzono „kaplicę żałobną” z portretem zmarłego przybranym kirem. Spodziewano się przełomu.

Leczenie, m.in. w przeznaczonej głównie dla elit nowej władzy klinice Ministerstwa Zdrowia, doprowadziło do ustąpienia większości objawów zespołu Wallenberga. Pozostał jednak silny, palący i szczypiący ból lewej połowy twarzy i prawej nogi. Próba koncentracji kończyła się jego atakiem i bezsennością. W 1954 r. Pisarz otrzymał pozwolenie na wyjazd do Sztokholmu na leczenie neurologiczne. Niezależnie od diagnoz specjalistycznych Wat bardzo wiele uwagi poświęcał swej chorobie czy raczej swemu bólowi i jego mniemanym przyczynom, szczególnie w Dzienniku bez samogłosek. W 1957 r. szukał pomocy nawet u ojca Pio. Gorzko się rozczarował, czego świadectwem jest deprecjonująca zakonnika wypowiedź w Moim wieku: „Padre Pio to na pewno święty (…) Świątek chłopski. Jego stygmaty na pewno były wywołane przez upodobnienie się do Chrystusa (…) chociaż potem konserwował je (…) starą jodyną. Jak strasznie cierpiał (…). Ale – poza mszą – pycha, jaka pycha syna ubogiego wieśniaka, który poszedł (…) w kondotiery Pana Jezusa!” (Mój wiek, t. II, s. 322-323).

By zmniejszyć ból, Pisarz sięgał po leki, zwłaszcza percodan (mieszanka uzależniającego oksykodonu, opioidu, i aspiryny). Mimo choroby w ostatniej dekadzie życia napisał albo podyktował kilka tomów pamiętników i esejów oraz tom poezji. „Egzystencja graniczna” człowieka nieuleczalnie chorego sprzyjała poniekąd pracy pisarskiej, podobnie jak u Prousta (T. Venclova, op. cit., s. 260; por. wiersz Przed Breughlem Starszym z 1956 r.).

Nadejście nowego

Wkrótce po śmierci Stalina zaczęły pojawiać się oznaki odwilży, m.in. wolność odzyskał Gomułka. Nastąpiły kolejne „rehabilitacje”, uniewinniono jako ofiary represji m.in. Jasieńskiego i Hempla. Wata nadal uważano jednak za wroga klasowego, Andrzejowi w 1953 r. groziło relegowanie z uczelni. Pisarz przyznawał się do zbliżenia się do katolicyzmu, potajemnie ochrzcił się wraz z żoną w 1953 lub 1954 r. Bodźcem była myśl o operacji mózgu, która mogła skończyć się inwalidztwem albo śmiercią (T. Venclova, op. cit., s. 261).

Pod koniec 1955 r. Wat otrzymał zgodę na kolejny wyjazd na Zachód w celu ratowania zdrowia. Wyjechał z żoną, korzystając z finansowej pomocy wpływowych znajomych z czasów II Rzeczypospolitej i subwencji rządu PRL. 30 listopada 1955 r. Watowie byli już w Paryżu. Pobyt miał trwać do końca zimy, jednak przedłużył się na ponad rok. Odwiedzili m.in. Riwierę Francuską, Vence, a na początku 1957 r. Włochy (Rzym, Wenecję, Florencję, Capri, Neapol, Sycylię). Wrócili do Warszawy 8 lipca 1957 r. Nastrój, mimo choroby i napadów bólu, był dobry, oddaje go wiersz Piosnka dla żony. Zaprzyjaźnili się m.in. z włoskim pisarzem Ignazio Silone. W Neapolu towarzyszył im Gustaw Herling-Grudziński. Realistyczne stawało się „wybranie wolności” na zachód od dzielącej Europę żelaznej kurtyny. W kraju pozostał jako swego rodzaju „zakładnik” władz Andrzej Wat (odmówiono mu paszportu). Postępowała jednak liberalizacja. W czerwcu 1956 r. na ulice wyszli robotnicy poznańscy. Podobne wydarzenia miały miejsce w NRD. Na Węgrzech wybuchło powstanie antyradzieckie, krwawo stłumione jesienią 1956 r. W PZPR przewagę zyskało skrzydło reformatorów. 21 października 1956 r. pierwszym sekretarzem KC PZPR został wybrany Gomułka. Powróciwszy do Polski, Wat zastał zatem spore zmiany, do przeszłości należał w zasadzie socrealizm, tym bardziej przymusowe narzucanie go jako bezalternatywnego kierunku. Odzyskano w pewnej mierze łączność ze współczesną literaturą i sztuką w krajach spoza strefy wpływów ZSRR. Debiutowali wcześniejsi „emigranci wewnętrzni”, w tym Herbert i Białoszewski. Zaczęto znów drukować Witkacego, Schulza, nawet żyjącego na emigracji Gombrowicza. Interesowano się na nowo futuryzmem i Nową Sztuką.

Jeszcze na początku 1949 r. Aleksander Wat pracował nad sporą powieścią Ucieczka Lotha. Miała ona mieć wymowę antyfaszystowską, stanowiąc rodzaj dokumentu-świadectwa lojalności wobec nowych władz. Pisarz otrzymywał nawet przez rok zaliczkę z wydawnictwa Czytelnik, pozwalającą na utrzymanie się (T. Venclova, op. cit., s. 268). Powieść miała być sposobem dotarcia do motywacji nazistów, do korzenia ich zbrodni, miała też być próbą określenia ich miejsca i źródeł narodowego socjalizmu w tradycji kulturowej Europy. Wata interesował także bilans podobieństw i różnic między narodowym socjalizmem i komunizmem radzieckim jako wariantami totalizmu czy totalitaryzmu XX wieku (oczywiście takie porównania nie mogły liczyć na tolerancję władz). Na Zachodzie ukazał się wówczas Doktor Faustus Tomasza Manna. Ucieczkę Lotha można postrzegać jako replikę, tak wschodnioeuropejską, jak i żydowską, na tę powieść. Dzieło Wata pozostało jednak niedokończone; większy fragment ukazał się w Twórczości, nr 8/1949. Inny, krótszy, opublikowano w Nowej Kulturze, nr 45, 1957. Mimo to zachowała się spora część powieści. W 1991 r. odkryto maszynopis z archiwum Pisarza zawierający wstęp i dziewięć rozdziałów. W archiwum znajduje się także czternaście notesów z materiałami do Ucieczki (T. Venclova, op. cit., s. 271; na kolejnych stronach mamy rekonstrukcję zamysłu powieści).

W grudniu 1957 r. w wydawnictwie Czytelnik ukazały się Wiersze. Był to liczący 180 stron tom w nakładzie 2500 egzemplarzy, które sprzedały się szybko. Już w styczniu 1958 r. książka – będąca powtórnym debiutem po latach milczenia poetyckiego – otrzymała nagrodę „Nowej Kultury”. Jej autor znajdował się wówczas w szpitalu, tym razem na Woli (po powrocie do kraju zachorował na tyfus). Pisał: „(…) miałem 41 stopni, tyfus, noc była decydująca, kiedy zatelefonowali do Oli do szpitala, że dostałem nagrodę. To wydawało mi się dalekie. (…) Ola przyszła i powiedziała: dzwonił Słonimski, że dostałeś nagrodę za najlepszą książkę (…). Wysłuchałem, zrozumiałem doskonale (…) ale to było jak szum dalekiego morza, (…) nie mnie dotyczyło” (Mój wiek, t. II, s. 206-207). Anatol Stern w sukcesie Wata widział znak konieczności podjęcia się dzieła odrodzenia i zrehabilitowania polskiego futuryzmu, uważał nawet, że nowe poezje autora Mopsożelaznego piecyka są naturalną kontynuacją stylu manifestów futurystycznych. Przeciwko takiej interpretacji poetyki autora Mojego wieku występowali np. Andrzej Drawicz i Stanisław Grochowiak. Prasa związana z PZPR do sukcesu Wata podchodziła z rezerwą. Krytycznie pisał o tomie Wiersze np. Włodzimierz Maciąg, opierając się zresztą na teoriach Przybosia, pośrednio Peipera (T. Venclova, op. cit., s. 293). W perspektywie myśli polskiej i europejskiej, w szerokim kontekście, na książkę Wata spojrzał Kazimierz Wyka, zestawiając ją z polskim katastrofizmem (ibidem). Źródeł stricte literackich Wierszy można się dopatrzyć m.in. w poezji kontrreformacji i wierszach metafizycznych doby baroku (John Donne, George Herbert, Jean de Sponde, Angelus Silesius, Sęp-Szarzyński, św. Jan od Krzyża).

Ostatnia dekada

Lata 1957-1959 okazały się jedynie interludium między pobytami na Zachodzie. Drugi wyjazd do Francji i Włoch przerodził się w emigrację na stałe. Emigracja wewnętrzna przekształciła się tym samym w emigrację dosłowną. Sprzyjało temu zaostrzenie kursu PZPR wobec kultury, osłabienie odwilży, wzmocnienie cenzury. Jednym z pierwszych buntowników był Marek Hłasko. Przez pewien czas problemem rodziny Twórcy były finanse i uzyskanie paszportu dla Andrzeja. Rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero w 1959 r. Wówczas Pisarz mógł liczyć i na dostateczne dochody (tak z Polski, m.in. wciąż dostawał honoraria za druk przekładów z rosyjskiego, jak i z Zachodu), syn zaś mógł wyjechać do Paryża i Brukseli. Swoistym przypieczętowaniem oficjalnego powrotu do literatury było ponowne wydanie Bezrobotnego Lucyfera (1960). Wydawnictwo Czytelnik zawarło także umowy na wydanie czterech nowych książek: Kartki z notatnika, Król Lear z Defy, W poranek warszawski oraz Pieśni. Projekty jednak udało się urzeczywistnić tylko w części: Kartki z notatnika wiodły ku Kartkom na wietrze, Pieśni natomiast ku Wierszom śródziemnomorskim. Król Lear miał być zbiorem opowiadań.

29 kwietnia 1959 r. Aleksander Wat przy wsparciu Fundacji Forda dostał oficjalne, niezbędne do otrzymania paszportu, zaproszenie do Francji. Syn był już na Zachodzie. Małżonkowie zamieszkali na przedmieściu Maisons-Laffitte, w miejscu, gdzie znajdowała się siedziba „Kultury”. Mieli do dyspozycji trzypokojowe, dobrze wyposażone mieszkanie, które przez jakiś czas dzielili z Romanem Polańskim. Ociągali się ze złożeniem wniosku o status emigrantów politycznych. Pociągało to za sobą gorsze perspektywy zarobkowe. Niecałe dwa miesiące po przybyciu do Paryża Wat udał się na Międzynarodowe Biennale Poezji w belgijskim kurorcie Knokke-le-Zoute (4-7 września 1959 r.). Wygłosił tam przemówienie z akcentami antytotalitarnymi. Szereg poezji przełożono na francuski i wydano ze wstępem Konstantego Jeleńskiego w belgijskim Journal de poètes. Watom pomagał też m.in. pracujący w Kulturze Zygmunt Hertz.

Pod koniec 1959 r. Pisarz został redaktorem naczelnym w należącym do przemysłowca z Genui Umberto Silvy wydawnictwie Silva Editore. Miało ono zajmować się publikowaniem tłumaczeń pisarzy z Europy Środkowej i Wschodniej. Niestety stosunki z Silvą szybko się popsuły, zwłaszcza że projekty Wata, np. wielotomowe wydania Mickiewicza, Norwida i Krasińskiego, przekraczały możliwości wydawnictwa, np. ze względu na brak tłumaczy. Dawała się także we znaki choroba. Jesienią 1961 r. wydawnictwo Silva Editore zleciło Pisarzowi przedstawicielstwo na Francję, obejmujące m.in. kształtowanie i prowadzenie serii niemieckiej i rosyjskiej oraz doradztwo. Wynagrodzenie opiewało na zaledwie 600 franków na miesiąc. Dzięki staraniom Hertza i Miłosza sytuacja Pisarza poprawiła się, przynajmniej na pewien czas. Miłosz jako wykładowca w Berkeley zwrócił się do New-Land Foundation z wnioskiem o przeniesienie przysługującego mu stypendium na Wata. Fundacja się zgodziła. W kolejnym roku Wat zwrócił się o przedłużenie stypendium ze względu na pracę nad trzema książkami (m.in. o stalinizmie w literaturze). Stypendium przedłużono o rok, dzięki czemu możliwe stało się zakończenie współpracy z wydawnictwem Silvy.

Lata 1961-1963 to głównie Paryż, zimą wyjazdy na południe Francji, do domu wypoczynkowego dla pisarzy w La Messuguière w pobliżu miasteczka Cabris w Prowansji (okolice Grasse). Pierwszy pobyt w Cabris przyniósł dwa obszerne cykle liryczne: Pieśni wędrowca oraz Sny sponad Morza Śródziemnego. Właśnie te poezje utworzyły wydane w stolicy Polski pod koniec 1962 r. Wiersze śródziemnomorskie. Zainteresowanie czytelników było znaczne, nie ustępowało czasom, gdy ukazały się Wiersze z 1957 r. Szybko udało się sprzedać 2000 egzemplarzy. Wat stale myślał o napisaniu monografii, opus magnum na temat stalinizmu i postaci Stalina. Za cel stawiał sobie zrozumienie i wyjaśnienie istoty i mechanizmów ideologii. Oczywiście praca taka musiała być wolna od cenzury, w tym wewnętrznej. Stąd pewność, że z czasem zostanie się – także w ojczyźnie – uznanym nie tyle za persona non grata, co za persona non existens, człowieka ocenzurowanego, skreślonego z oficjalnego obiegu. Nad książką Wat – mimo powracających napadów bólu – pracował bardzo intensywnie, pozostały do napisania tylko trzy ostatnie rozdziały.

Ku emigracji na zawsze

Na rok 1961 datuje się pierwszy wkład Pisarza do polskiej literatury wychodzącej bez ingerencji cenzury PRL. Była to mająca formę eseju pt. Literatura szufladowa przedmowa oraz przekłady zawarte w wydanych w Paryżu w r. 1961 Opowiadaniach fantastycznych Andrzeja Sieniawskiego (Abrama Terca). By nie zerwać całkiem z krajem, Wat posłużył się pseudonimem Stefan Bergholtz. Wkrótce opracował też referat w języku francuskim na odbywającą się w Oksfordzie, w St. Anthony's College, konferencję dotyczącą literatury radzieckiej pt. Kilka uwag o związkach między literaturą i rzeczywistością ZSRR. Konferencja była antykomunistyczna, zatem udział w jej obradach można uznać za wyraźne już zerwanie z władzami PRL. W Oksfordzie Wat spotkał m.in. Isaiaha Berlina i Gleba Struvego, który zaczął starania o zaproszenie go na University of California w Berkeley, gdzie Struve wykładał. W końcu 1963 r. Pisarz złożył podanie do ambasady polskiej w Paryżu o przedłużenie paszportu. Otrzymał dokument pozwalający na dalszy pobyt we Francji, jednak równocześnie pozbawiający prawa do warszawskiego mieszkania. Władze polskie uznały Watów za emigrantów de facto. Kolejnym krokiem była odmowa rozszerzenia dokumentu tak, by zezwolenie na pobyt obejmowało USA. W tym samym czasie, na początku roku 1963, w Polsce pojawiły się pozytywne recenzje Wierszy śródziemnomorskich. Niebawem, po rozmowie z konsulem PRL, Watowie rozpoczęli starania o francuski certyfikat uchodźcy (certificat de refugie) oraz wystawienie specjalnych paszportów (titre de voyage). Można już było myśleć o podróży do Kalifornii. 28 maja 1963 r. Pisarz zarejestrował się jako apatryda, dwa dni wcześniej został dziadkiem (żona Andrzeja urodziła syna, Franciszka). Wyjazd do USA okazał się możliwy w grudniu 1963 r. Do kręgu najbliższych znajomych Twórcy należeli wówczas Miłosz i malarz polski żydowskiego pochodzenia Jan Lebenstein. W listopadzie 1963 r. do Paryża przybył Słonimski. Również w r. 1963 Wat spotkał tam znajomego jeszcze z Ałma-Aty, odwiedzającego Francję jako turysta Konstantina Paustowskiego. W latach 1963-64 publikował niekiedy w Kulturze paryskiej, w r. 1964 także w ukazujących się w Londynie Wiadomościach.

W Berkeley Wata powitał Gregory Grossman, kierownik Center for Slavic and East European Studies. Pisarz był zachwycony San Francisco, opiewanym przed laty w Mopsożelaznym piecyku. Zmniejszyły się nawet na jakiś czas objawy choroby. Odczytom na uczelni towarzyszyła praca nad książkami o stalinizmie i literaturze ZSRR. Powstały nowe wiersze i uznawane za najlepsze partie Dziennika bez samogłosek. Euforia zaczynała jednak przeplatać się ze stanami obniżonego nastroju, wręcz depresji. W zapiskach daje się nawet dostrzec poczucie klęski życiowej i nonsensu (por. wiersz Z kosza, pierwszy powstały już w USA, Wat utożsamia się w nim ze starcami z przytułku). Wiosną 1964 wróciły i wzmogły się objawy zespołu Wallenberga. Pisarz rozpaczliwie martwił się losem żony i syna, miał też poczucie porażki moralnej (T. Venclova, op.cit., s. 352-53, wskazujący, że Wat nie zdołał wywiązać się z obietnic danych New-Land Foundation, nie był także w stanie pracować na kalifornijskiej uczelni). Nadal snuł plany, np. napisania Pamiętników Stalina. Stronice zapełniał trudnymi do odczytania zapiskami, m.in. zwierzeniami i uwagami krytycznymi pod własnym adresem (ibidem). Wraz z żoną zaczął myśleć o odebraniu sobie życia. Grossman załatwił jednak przedłużenie pobytu w Berkeley o pół roku (pobyt Wata w Kalifornii trwał od grudnia 1963 do lipca 1965). Grossman zorientował się także, że Pisarz jest poważnie chory, bliski załamania nerwowego. Zaproponował jako rodzaj twórczej terapii nagrywanie rozmów z Watem na magnetofon. Powstałaby w ten sposób gotowa „audio-książka”. Na prowadzenie rozmów i redagowanie przepisanego z taśmy tekstu zgodził się Czesław Miłosz. Przepisywała Ola Watowa. Rozpoczęły się trwające po pół godziny sesje nagraniowe. Do połowy r. 1965 zebrało się już wiele nagrań, jednak Wat chciał wracać do Francji (z odłożonych w USA pieniędzy mógł przeżyć tam nawet kilka lat, nie chciał także nadużywać gościnności uczelni). Odlot do Paryża miał miejsce 2 lipca 1965 r. Nagrania kontynuowano. Gdy je spisano, okazało się, że maszynopis biografii Wata od czasów futuryzmu do r. 1943 przekracza 2 000 stronic.

U kresu drogi

Watowie zamieszkali w Antony, na przedmieściach Paryża. Był to ich ostatni adres. Zdrowie autora było coraz gorsze, choć wciąż pisał (m.in. Kartki na wietrze z lat 1966-67, wiersze nagrywane na magnetofon). Często budził się w nocy z bólu. Wtedy po cichu nagrywał poezje, „naszepty magnetofonowe”, odkryte przez żonę już po tragicznej śmierci ich autora. O samopoczuciu, także tym duchowym, pisał: „kiedy śmierć jest we mnie, (…) kiedy rośnie już we mnie i mogę już jej dotknąć (…) palcami (…) zbliża się też strach. Strach strachów, to, co we wszystkich innych strachach jest strachem. Ja muszę tę śmierć przeżyć tak, jak przeżywałem (…) próby życia, od tego zależy cała wartość życia mego. (…) Ostatnie moje pole bitwy: wiersze przeciw bólowi fizycznemu. Albo: inteligencja przeciw bólowi. Kto kogo?” (Dziennik bez samogłosek, s. 216 i 220, Kartki na wietrze, s. 313, cyt. za: T. Venclova, op.cit., s. 355). Pojawiły się myśli o powrocie do Polski. Zimy małżonkowie nadal spędzali na południu Francji, w r. 1966 i 1967 wraz z Morycem Watem i bratanicą Romą Hersovici udali się na Majorkę (na koszt brata). Na wyspie Pisarz czuł się lepiej, pracował więcej, przygotowując w Palma de Mallorca Ciemne świecidło, wydane post mortem w r. 1968. Na Majorce powstał także ostatni tekst teoretyczny, O przetłumaczalności utworów poetyckich, napisany z okazji ukazania się równocześnie antologii wierszy polskich w trzech przekładach na różne języki. 10 kwietnia 1967 r. Wat wystosował list do PEN-Clubu, odnosząc się do roli literatury emigracyjnej w nowej – jak zakładał – fazie dialogu z krajami komunistycznymi. Dialog ten miał przebiegać z pominięciem granic i różnic ustrojowych. Wkrótce rozpoczął się jednak wielki kryzys polityczny: wybuchła Wojna Sześciodniowa między Izraelem a jego arabskimi sąsiadami. Klęski Arabów wywołały wzrost agresywnej propagandy w krajach bloku sowieckiego (ZSRR zbroił i wspomagał republiki arabskie walczące z Izraelem). Rozpoczął się „renesans” antysemityzmu w różnych jego odsłonach. Wynikające z niewiedzy, uogólnień i stereotypów przekonania, np. robotników, były wykorzystywane do manipulacji i rozgrywek frakcji partyjnych w PZPR, czyli natolińczyków i puławian, tzw. chamów i Żydów. Wat bardzo boleśnie przeżył antysemickie wystąpienia w ojczyźnie, zwłaszcza że uważał się za w pełni Polaka i w pełni Żyda. Napisał m.in. oświadczenie O solidarność z Izraelem (T. Venclova, op.cit., s. 357). Nie chciał wychodzić z mieszkania, siedział zapatrzony, nieobecny, milczący, najpewniej pogarszało się jego zdrowie psychiczne. Stale towarzyszył Pisarzowi fizyczny ból. W tajemnicy rozrządził swym jedynym mieniem – książkami i nagraniami z Moim wiekiem. Uznał – zapewne w depresji – że większość utworów nie ma wartości, może najwyżej przydać się żonie jako materiał autobiograficzny. W lipcu 1967 napisał ostatni wiersz zaczynający się od słów „Zakułem się w pancerz myślenia: / wszystkie słowa zostały mi odebrane oprócz jednego. / Może były tylko wypożyczone?”. Wieczorem 29 lipca pożegnał się z żoną przed snem. Położył na łóżku notatnik, zażył czterdzieści tabletek nasennych. Nim zgasił światło, napisał: „Na miłość Boską. Tylko nie ratować. Już mi się to należało”. W pogrzebie na Cmentarzu Les Champeaux w Montmorency uczestniczyli liczni przyjaciele. W liście do Miłosza Zygmunt Hertz pisał: „Krótki przejazd na cmentarz – goły i pusty, bez krzaków, drzew, zieleni, jakiś pustynny transit camp [podobny do stepów i pustyń Kazachstanu? – RM] w drodze do nieba, piekła czy czyśćca” (cyt. za: T. Venclova, op.cit., s. 358-9).

Kilka słów o dorobku pisarskim Aleksandra Wata

Jak zaznaczyliśmy już w części biograficznej, autor Bezrobotnego Lucyfera należy do współtwórców polskiej odmiany futuryzmu, określanego często jako futuryzm dadaizujący. Swoistą inauguracją polskiego ruchu futurystycznego było wystąpienie Wata wraz z Anatolem Sternem jako „prymitywistów” na „Wieczorze podtropikalnym urządzonym przez białych Murzynów”. Miało to miejsce w Warszawie w r. 1919. Ponadto Wat był współautorem jednodniówek futurystycznych oraz almanachu GGa, zawierającego manifest Prymitywiści do narodów świata i do Polski. Pisarz współredagował także pisma awangardowe Nowa Sztuka i Almanach Nowej Sztuki. Jako swoiste, subiektywne podsumowanie tego okresu życia i twórczości ogłosił w Miesięczniku Literackim swe Wspomnienia o futuryzmie. Pokrewny założeniom dadaizmu był ogłoszony w r. 1920 tom poetycki JA z jednej strony i JA z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka. W podobnej poetyce utrzymany był także zbiór opowiadań Bezrobotny Lucyfer (1926, datowany na 1927). Jak pisze Ryszard Matuszewski, znajdziemy tu nakreślony w groteskowych, a zarazem fantastycznych ujęciach i formach, obraz kryzysu kultury współczesnej, przedstawiony w sposób bliski katastrofizmowi.

Wspomniane nieco wyżej Gga ukazało się w grudniu 1920 r., w nakładzie 500 egzemplarzy. Częściowo był to manifest, częściowo zbiór poezji, złożony z dwóch cyklów wierszy, które można – upraszczając – nazwać frywolnymi (T. Venclova, op.cit., s. 55). 10 lutego 1921 r. cenzura państwowa skonfiskowała Gga ze względu na „niemoralność”. Identyczny los spotkał Nieśmiertelny tom futuryz, składający się z dwóch kartek (w tym okładki), zawierający cztery ulotne, obliczone na szokowanie wiersze Sterna i Wata.

Futuryzm Wata i Sterna wyrażał nową koncepcję osobowości ludzkiej, w której dominowały pierwiastki zmysłowe, irracjonalne; intelekt i kultura w tradycyjnym rozumieniu zdawały się zajmować miejsce drugorzędne, ulegać degradacji. Debiutancki Piecyk pisany był prozą poetycką, charakteryzującą się luźną skojarzeniowością i poetyką snu łączonego ze stanami chorobliwego pobudzenia psychicznego. Autor wprowadzał jednocześnie nową koncepcję osobowości, która była poszerzona o sferę podświadomą. Obrazy i skojarzenia zdają się przepływać w pełni swobodnie. Co prawda ukazanie się Piecyka nie spotkało się z wielkim zainteresowaniem, jednak utwór znalazł jednego (jedynego wówczas?) szczerego entuzjastę. Był nim Witkacy. Nie tylko napisał jedyną obszerniejszą recenzję (maj 1921), lecz także kupił dwanaście egzemplarzy poematu, by rozdać je przyjaciołom, których nota bene chętnie prowokował, recytując najbardziej drastyczne fragmenty. Utrzymywał publicznie, że mamy do czynienia z dziełem geniusza. Zapewne wprawiało to Aleksandra Wata w autentyczne zakłopotanie (T. Venclova, op.cit., s. 79). Po latach Wat zaznaczał, że w Piecyku przepowiedziany został cały rysunek jego przyszłego życia. Nawet pojawiające się w nim nazwy geograficzne był skłonny uznawać za prorocze (m.in. San Francisco, w tekście jako Sanct Francisco, może drukarz sugerował się „Sankt Petersburgiem”), „spelunki”, które zwykł odwiedzać pod koniec życia, już na emigracji, także góra Gargan, którą Pisarz zobaczył w r. 1957, doznając przypływu nostalgii (T. Venclova, op.cit., s. 79, który dodaje, że „trudno pominąć, że obsesja, tortury [przynajmniej psychiczne, od 1953 r. także te bólowe, wynikłe z choroby], choroba, demoniczna pokusa, samobójstwo, które tak wiele miejsca zajmuje w „Piecyku”, ostatecznie stały się ciałem”).

Druga połowa lat 20. to już zdecydowany zwrot ku lewicy, którego zapowiedź dostrzec można było – przynajmniej w pewnej mierze – w gwałtowności i sile wcześniejszego sprzeciwu wobec konwencji i tradycji, nie tylko tej młodopolskiej. Bliskie ideologiom lewicowym, w tym komunizmowi, było pragnienie emancypacji, wyzwolenia się z konwencji społecznych, artystycznych i literackich, a w konsekwencji wejście w nową jakość bezpośredniego kontaktu z odbiorcą dzieła, w tym dzieła literackiego (S. Jaworski [w:] M. Stępień, A. Wilkoń (red.), Historia literatury polskiej w zarysie, t. II, PWN, Warszawa 1987, s. 114-115). Świadectwem poglądów Wata był innowacyjny montaż sceniczny (faktomontaż), przedstawiający łamanie prawa i plagę groźnych wypadków w polskim przemyśle, przygotowany na otwartą w Poznaniu w 1929 r. wystawę z okazji dziesiątej rocznicy odzyskania niepodległości. Powstał on z inicjatywy Alfreda Krygiera, wpływowego polityka PPS Piłsudskiego (T. Venclova, op.cit., s. 169-171). Za sprawą obszernych i dokładnych materiałów rządowych o tragicznych warunkach pracy w polskich zakładach Wat umocnił się w swych lewicowych poglądach. Oprócz wspomnień i relacji zachowały się fragmenty tekstów z poznańskiego faktomontażu – wydrukowało je socjalistyczne pismo Pobudka.

Można tu dodać, że podobnie jak inni przedstawiciele awangardy literackiej lat 20., Wat uległ fascynacji poetyką i nowymi możliwościami pisarskimi stworzonymi przez Marcela Prousta i Jamesa Joyce’a. Entuzjazmu nie przygasiła fascynacja komunizmem, wymagająca „unicestwienia dawnych bogów”, w tym przedstawicieli tzw. literatury burżuazyjnej (czyli de facto innej niż aktualnie aprobowana przez władze ZSRR i Komintern) (T. Venclova, op.cit., s. 180).

Z czasem Autor zwrócił się ku bardziej tradycyjnej liryce (Wiersze z r. 1957, Wiersze śródziemnomorskie wydane w r. 1962, zbiór Ciemne świecidło opublikowany w Paryżu w r. 1968, a także Ewokacja z r. 1981). W tych utworach rozliczenie z życiem i elementy autobiograficzne są konfrontowane z zagrożeniem chorobą i cierpieniem. Łączą się one z ogólniejszą, erudycyjną, stawiającą wysokie wymagania intelektualne czytelnikowi refleksją o sztuce i dziejach. Zwracają uwagę m.in. odwołania do Starego Testamentu, znanego Watowi od najwcześniejszych lat życia (nie chodzi tu jednak o ortodoksyjną czy chasydzką pobożność żydowską, bardziej o oczytanie i ciekawość, zob. Mój wiek, t. I, s. 252, gdzie Pisarz wspomina: „ojciec był religijny, wybitny kabalista, nawet rabini zwracali się do niego w różnych sprawach. Ale ojciec mój (…) miał zasadę, aby się w ogóle nie wtrącać do cudzego życia, szczególnie do życia dzieci. (…) Byłem w bliskości synagogi, ale do niej nie chodziłem. Kilka razy byłem w wielkie święta, ale to tak było troszeczkę między synagogą a kościołem”). We wstępie do Mojego wieku Czesław Miłosz pisze, że Wat „[j]ako dziecko był bardzo wrażliwy na obrzęd [czy to liturgię katolicką, zw. nieszpory, na których śpiewa się sporo psalmów – RM, czy to inne rytuały] i być może zawsze pozostał tym, kim był z rodu, dziedzicem kasty kapłańskiej [Starego Przymierza]” (Mój wiek, t. I, s. 8-9).

Ostatni tom

Warto poświęcić nieco więcej uwagi powstałemu w latach 1963-1967 cyklowi poezji Ciemne świecidło. Stanowi on wybór schedy poetyckiej Wata z ostatniego, emigracyjnego okresu jego pisarstwa, opublikowany w Paryżu w r. 1968, już po samobójczej śmierci autora pomieszczonych w nim tekstów. Okładkę zaprojektował Jan Lebenstein, żyjący w latach 1930-1999 malarz i grafik, związany z polską emigracją polityczną i literacką we Francji, zwłaszcza z kręgiem Instytutu Literackiego i paryskiej Kultury. Tworzył także ilustracje do wielu opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Książka zawiera również przedruki pochodzące z tomów Wiersze oraz Wiersze śródziemnomorskie, a także utwory najwcześniejsze, z okresu futurystycznego, zarówno publikowane w latach 1920-1925 na łamach czasopism, jak i fragmenty Mopsożelaznego piecyka opatrzone odautorskim komentarzem Coś niecoś o Piecyku. W wierszu tytułowym Wat porusza znany z Platona temat wyrzucenia poetów poza państwo i życie społeczne, odsyła tym samym do komunistycznej antyutopii. Współczesny, „naukowy”, na pozór idealny porządek społeczny i polityczny ZSRR – państwa „realnego socjalizmu” – okazuje się w istocie imperium powszechnej zbrodni i pogardy dla człowieka jako osoby, jako niepowtarzalnej, autonomicznej jednostki. Jak zaznacza Wojciech Ligęza, metafora „ciemnego świecidła” nawiązuje nie tylko do Apokalipsy, lecz także do gnozy i europejskiej poezji XVIII-XX wieku, jednakże u Aleksandra Wata ujawnia wieloznaczne sensy: radość wywołaną przez odzyskaną podmiotowość, odkrycie bezsensu historii, intymne, wewnętrzne doświadczenie bólu. Symbolika czerni i ciemności, a zatem stanu braku światła, deprywacji, łączy się z doświadczeniem egzystencjalnym, doświadczeniem śmierci (ciemność grobu), wygnania i cierpienia. Łączy się także z doświadczeniem zła stale obecnego w dziejach ludzkich, z przeżywaniem czasu jako siły niszczycielskiej, a także z natręctwami pamięci przenikniętej strachem. Autor sięga po obrazy czarnych, „styksowych” wód, podziemi, nocnego nieba. Katastroficzne diagnozy wraz z przeświadczeniem o kryzysie wartości znajdują swój wyraz w metaforyce rozpadu, erozji i gnicia. Jednostkowa biografia zyskuje jednakże znaczenia uniwersalne za sprawą odwołań do archetypów kultury (można tu dopatrzyć się lektur z kręgu Junga) i mitów (por. np. utwory Buchalteria, Biografia, Ewokacja czy Hymn). Jak zaznacza Ligęza, zrozumienie kodu biograficznego, którym posługuje się Wat, wymaga odautorskich wyjaśnień, zatem swoistej glosy, autentycznej (czy zatem pewnej i jedynej trafnej?) interpretacji. Jej rolę pełnią przypisy do wierszy i komentarze, które można odszukać w Dzienniku bez samogłosek i w Moim wieku. Autor Kartek na wietrze pozostawia po sobie poezję uczoną, poesia docta, która wykorzystuje i transformuje motywy z Pisma św. (Do księgi Jonasza, Do księgi Izajasza, Weźmij lutnię…, Do księgi Królów), czerpie z tradycji żydowskiej (Ody II, Na spacerze). Odwołuje się również do klasyki europejskiej, do antycznej mitologii (Odjazd Anteusza, Z Hezjoda).

Specyficzny, erudycyjny i subiektywny synkretyzm wierszy tworzących Ciemne świecidło ma formę antytez, paradoksów i antynomii. Afirmacja bytu, istnienia zostaje skonfrontowana z obsesją śmierci, stoicka ataraksja z oskarżaniem losu. Rzeczywistość splata się z sennym widzeniem, przekształcając się w fantasmagorię. Pamięć pojedynczego człowieka przeobraża się w pamięć wielu kultur i wielu czasów. Dopracowane frazy sąsiadują z kolokwialną niedbałością o słowo, refleksja i powaga napotykają groteskę i makabryczny humor.

Złożone, wielopiętrowe aluzje Aleksander Wat buduje, bazując na największych dziełach literatury Europy i myśli filozoficznej. Zróżnicowane są także formy gatunkowe: psalm, hymn, elegia, przypowieść, epigramat, a nawet traktat. Bogato reprezentowane są również style poetyckie: począwszy od narracji o lirycznym charakterze, po gnomiczne fragmenty; starannie opracowanej metaforze towarzyszy – jak wskazuje np. Wojciech Ligęza – dyskurs wręcz sprozaizowany. Charakterystyczna dla interesującego nas tomu jest także poetyka centonu, czyli utworu będącego kompilacją cytatów (nota bene sięgali po niego m.in. dadaiści i futuryści). Oprócz tego w dziele Wata następuje swoista aktualizacja poezji baroku konceptualnego i liryki metafizycznej.

Spoistość Ciemnemu świecidłu zapewniają powracające toposy: katastrofy w apokaliptycznym wymiarze, Arkadii, babilońskiej wszetecznicy. Świadectwa cierpienia wpisane zostają w dzieje męki Jezusa (Inwokacja, Skoro wiesz, że tobie przeznaczone…). Zwraca uwagę także próba zniesienia tradycyjnie, nieraz wręcz bezrefleksyjnie przyjmowanego jeszcze od czasów antycznych, dualizmu materii i ducha, hyle i pneumy. Ciało ludzkie otrzymuje „własne”, zintegrowane z nim zdolności poznawcze, ma własną inteligencję, podświadomość. Ból okazuje się wiarygodny, o ile przekłada się na cielesne, somatyczne konkrety (Skóra i śmierć, Ody III). Przedmiotem refleksji staje się ponadto zależność między rozpadem poetyckiej mowy a degradacją cierpiącego człowieka (Z kosza, Odjazd Anteusza).

Bezcenne nagrania

Można uznać, że najbardziej znane dzieło Wata to Mój wiek. Jest to szczególny, chyba unikatowy na skalę światową, pamiętnik mówiony. Co ciekawe, metodę nagrywania wspomnień, choć nie tak obszernych, stosuje się od lat w etnografii i historii najnowszej. Znane są np. pochodzące z pierwszej połowy XX wieku nagrania relacji czarnych Amerykanów pamiętających czasy, gdy byli niewolnikami na południu USA.

Kreśląca panoramę epoki z wielką ilością szczegółów, czasem najdrobniejszych detali, książka po raz pierwszy ukazała się w Londynie w r. 1977, w dwóch tomach opracowanych przez Lidię Ciołkoszową, ze wstępem Miłosza. Pierwsze wydanie w PRL, w drugim obiegu, miało miejsce w r. 1981. Mój wiek to tekst par excellence autobiograficzny. Już sam tytuł sygnalizuje, kto będzie główną postacią, wokół kogo będzie obracać się opowieść. Sięgając po Wata, czytelnicy poszukują często prawdy czystej, zwłaszcza w Moim wieku oraz Kartkach na wietrze i Dzienniku bez samogłosek. Są to jednak pamiętniki, a zatem ze swej istoty forma literacka, podobnie jak liryka, szczególnie subiektywna (M. Baranowska, op.cit., s. 63, która zauważa, że autor Bezrobotnego Lucyfera to przede wszystkim wybitny poeta, który wybiera dla siebie rozmaite role, niosąc przy tym w sobie tajemnicę wewnętrznej sprzeczności i głębokiej wewnętrznej negacji).

W Moim wieku chory, zmagający się dzień w dzień z bólem Pisarz wspomina i rozważa wydarzenia ze swego życia, począwszy od okresu międzywojnia, związane z udziałem w polskim życiu kulturalnym i literackim oraz w ruchu komunistycznym. Opisuje także pierwsze miesiące okupacji radzieckiej we Lwowie (przełom roku 1939 i 1940), swe aresztowanie, życie w więzieniu na Zamarstynowie, przesłuchania, rozmowy z osadzonymi. Wiele uwagi poświęca także m.in. Łubiance i prowadzonemu tam śledztwu, oddając przy tym specyfikę radzieckiego systemu represji (zob. np. o dwóch śledczych z NKWD: t. II, s. 333-336). Pisze także o pobycie w Kazachstanie, sytuacji Polaków, w tym o relacjach z przedstawicielami delegatury rządu londyńskiego. Wspomina odnalezienie deportowanej w r. 1940 żony i syna. W życiorysie Poety powtarza się lejtmotyw pisania-niepisania: następuje pierwszy debiut, Autor pisze, wydaje Bezrobotnego Lucyfera, przestaje pisać, po wojnie jednocześnie nie pisze i pisze w ukryciu (świadectwem jest ukazanie się w 1957 r. Wierszy); zabiera się do książki o Stalinie, szkicuje (zatem znów pisze), tworzy równocześnie wiersze, niejako „mimowolnie”, nie może się oprzeć liryce. Ostatecznie nagrywa, „pisze – nie pisząc”, Mój wiek (M. Baranowska, op.cit., s. 65).

Zapis magnetofonowy powstał przy współudziale Czesława Miłosza jako rozmówcy w r. 1965, m.in. podczas pobytu Aleksandra Wata na stypendium w Berkeley. Sesje nagraniowe trwały także po powrocie pisarza do Paryża. Autor Wierszy śródziemnomorskich był poważnie chory, nie był już w stanie spisywać wspomnień. Miłosz okazał się – jak wskazywała Ola Watowa – świetnym słuchaczem, a jego osobowość była inspiracją intelektualną, a zarazem bodźcem pozwalającym walczyć z cierpieniem i fizycznym bólem. Dwa lata po zakończeniu nagrań Pisarz odebrał sobie życie, jednak ich zawartość przepisała wdowa po nim. Sam tytuł pochodzi od wydawcy, stanowi – jak podkreślał Miłosz – „zapis duchowych dziejów Wata”. Stanowi tym samym istotny dokument dla historyków, w tym historyków idei i prądów umysłowych XX wieku. Osobiste przeżycia Twórcy przedstawione zostały z wielką plastycznością, wyczuwa się osobę, która chętnie rozmawia i opowiada, łatwo tworząc spójne, zajmujące narracje łączone z refleksją. Łatwo dostrzec także psychologiczną wnikliwość i dar obserwacji, nie tylko gdy chodzi o sylwetki ludzi, których spotykał, lecz także np. realia życia w ZSRR (powszechny strach i zakłamanie połączone z żądzą gromadzenia dóbr i towarów, począwszy od żywności). Ocena poszczególnych wydarzeń jest z reguły trafna i zdystansowana (np. co do obecnego wśród żołnierzy Andersa antysemityzmu, zob. t. II, s. 286). Nie oznacza to braku budzącego zainteresowanie czytelnika subiektywizmu i unikalnej perspektywy „obserwatora uczestniczącego”. Świadczy to o autentyczności i szczerości wspomnień. Można dodać, że niektóre tezy Wata dotyczące aresztowania we Lwowie w styczniu 1940 r. stały się przedmiotem polemik (zob. artykuły: Agnieszki Koecher-Hensel Wł. Daszewski – prowokator czy ofiara prowokacji?, Pamiętnik Teatralny, z. 1-4 (1997), oraz Adama Ważyka Przeczytałem „Mój wiek”, Puls 1987, nr 14).

Na zakończenie wspomnijmy o bogatej twórczości przekładowej Pisarza. Obejmuje ona m.in. tłumaczenia klasyków literatury rosyjskiej (np. Bracia Karamazow Dostojewskiego z r. 1928, rok później Anna Karenina Tołstoja, dzieła Czechowa, Turgieniewa, Ostrowskiego). Z pisarzy radzieckich znane są wspomniane już przekłady książek Arkadija Gajdara, a także tłumaczenia utworów Ilji Erenburga. Oprócz tego autor Ciemnego świecidła przekładał Georgesa Bernanosa, O. Henry’ego, Henryka Manna i Josepha Rotha.

dr Rafał Marek, 18.05.2026

Literatura:
Biogram w serwisie „Wirtualny Szetl”, https://sztetl.org.pl/pl/biogramy/4097-wat-aleksander (dostęp: 14.05.2026 r.).
Małgorzata Baranowska, Aleksander Wat [w:] Alina Brodzka (red.), Sporne postaci polskiej literatury współczesnej, IBL PAN, Warszawa 1994, s. 63-82.
Wojciech Ligęza, Ciemne świecidło [w:] Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, PWN, Warszawa 2002, t. I, s. 93-94.
Alicja Szałagan, Katarzyna Batora (publikacja: 2004, aktualizacja: 2007 i 2025), Aleksander Wat [w:] Słownik Pisarzy i Badaczy Literatury XX i XXI wieku, https://pisarzeibadacze.ibl.edu.pl/haslo/3709/wat-aleksander (dostęp: 14.05.2026).
Wojciech Kaliszewski, Aleksander Wat, portal Culture.pl, (publikacja: grudzień 2006 r., aktualizacja: 13 listopada 2025 r.); https://culture.pl/pl/tworca/aleksander-wat (dostęp: 14.05.2026).
Ryszard Matuszewski, Aleksander Wat [w:] Literatura polska XX wieku, op.cit., t. II, s. 280-281.
Ryszard Matuszewski, Mój wiek [w:] Literatura polska XX wieku, op.cit.,, t. I, s. 438.
Marian Stępień, Aleksandra Wilkonia (red.), Historia literatury polskiej w zarysie, t. II, PWN, Warszawa 1987.
Tomas Venclova, Aleksander Wat. Obrazoburca, tł. Jan Goślicki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.
Aleksander Wat, Mój wiek, t. I-II, Czytelnik, Warszawa 1990.