Pod Beskidami

Autorka:

I.
Ani wy nie Tatry,
Ani nie Karpaty,
Ani po was sokół lata,
Halny wiatr skrzydlaty.

Nie pasą was tęcze,
Ni orłowe gniazda,
Ani u was burza matka,
Ani piorun gazda.

Nie sięgacie w chmury
Czołami z kamienia,
Ani jasna wam siklawa
Piersi ostrumienia.

Ale wy poklękły
Nad to równe pole
W szumach, w szeptach prapacierza
O chleb i o wolę...

Ale wy poklękły
Pod świerkowym borem,
Odziały się w maj nadziei
Wiośnianym kolorem...

Ale wy poklękły
Na wiec i na radę,
A nie macie dumnych wierchów,
Lecz kmiecą gromadę.


II.
Stary cmentarz — żalnik stary...
Kto wie, jakiej to tam wiary!
Swoją drogą krzyże stoją,
A czerepy łzawnic — stroją.

Kwitnie lipa na mogile,
Brzęczą pszczoły w złotym pyle,

Biorą miody przez stulecia
Z Piastowego prochów kmiecia...

Między tarnie, między głogi
Kamień leży w poprzek drogi,
Na nim ryte błyskawicą
Światowida patrzy lico.

Jedno lico zadumane
W czarnych borów patrzy ścianę,
Drugie lico piorunowe,
Na Chrystusa patrzy głowę...

W kącie urna stoi siwa,
Garść popiołów pleśń pokrywa;
Księżyc płynie w złotej chmurze,
Kładzie na nią białe róże.

Po cmentarzu starym chodzę,
Zamyślona o tej drodze,
Co nią idą ludy, wieki
W żalnik Boży gdzieś daleki...


III.
Stary Beskid, sławny w świecie
Na rubieży zuch,
Stoi nocą na widecie,
Ni to głaz, ni duch.

Stoi nocą w srebrnej zbroi,
Borów zjeżył czub,
Nawet czarta się nie boi,
Taki jego ślub.


Księżycowy ryngraf świeci,
Co go nie tnie wróg;
Już go nosi od stuleci,
Tak mu pomóż Bóg!

Niby husarz skrzydła bierze,
Z tych orłowych piór;
Jest sodalis, więc pacierze
Z nim do wtóru bór.

Hej, towarzysz to pancerny,
Dzielny, śmiały ptak,
Tej chorągwi starej wierny,
Co jej nosi znak.

Stoi Beskid na granicy,
Patrzy wzdłuż i wprzecz;
W granitowej swej prawicy
Trzyma rdzawy miecz.

Patrzy w Tatry i w Karpaty,
Gdzie ma obóz swój,
A gdy burza grzmi w harmaty,
Pierwszy strzyma bój.

Czasem we mgłach się ukrywa,
Jak w kapturze mnich,
Aż rozbłyśnie jasność żywa
W piorunowy sztych.

Na placówce żywot jego,
Służba mu — ten kres;

Ni złe wichry go ubiegą,
Ni przemoże bies.

Nocą ciemną, nocą głuchą
W chmurze smętne dni;
On ku ziemi chyli ucho,
Czy gdzie tentent grzmi.

A gdy wiosna bije w dzwony,
Huczą wody z Tatr,
Wnet i jego szczyt omglony
Z chmur obmiata wiatr.

Aż gdy zorze lśnią zaranne,
Gdy się budzi duch,
Czci hejnałem Marię Pannę
Stary Beskid zuch!


IV.
Sina woda z szumem płynie
Po czarnym lesie,
W cichych echach ku dolinie
Pieśń starą niesie.

Stare pieśni leżą na dnie
Tej sinej wody,
Uglądają, aż w nią padnie
Promień swobody.

Zdusiła je w dawne wieki
Uroczna siła
I kamieniem na dno rzeki
Pieśni rzuciła.

Idą ojce, idą młodzi,
Żegnają marę...
Tak coś śpiewa, tak zawodzi,
Jak w czasy stare.


I łza padnie tu niejedna
Z drżącej powieki,
I perłami świecą ze dna
Pieśni tej rzeki.

Płyną wody z gór kobierca
W zachodnie zorze;
Zamilkły tu ludzkie serca,
Lecz pieśń — nie może.


V.
Ty góro Maguro,
Co stoisz w żałobie?
Jeszcze pułki chorągwiane
Borów twych przy tobie!

Co się chmurzysz mgłami,
Co pochylasz czoła?
Jeszcze echa otrębują
Hasła twe dokoła!

Jeszcze błyskawica
Pali twoje wici,
Jeszcze miody ci piastowe
Ta kraina syci.

Jeszcze ty tu pani
Na twym majestacie,
Jeszcze tka ten promień słońca
Złote ramy na cię.

Jeszcze ci jutrzenka,
Świtem rozpłoniona,

Purpurowy płaszcz książęcy
Rzuca na ramiona.

Jeszcze miesiąc jasny,
Zorze zachodowe
Tę książęcą czapkę srebrną
Kładą ci na głowę.

Jeszcze u stóp twoich
Nizkie chaty klęczą,
Jeszcze lenny miecz ci burza
Przypasuje tęczą!

Czytaj dalej: Ojczyzna moja - Maria Konopnicka