*** (Pamiętam ciebie...)

Pa­mię­tam cie­bie... zda mi się że cała
ja­sność mo­je­mu ży­ciu prze­zna­czo­na
prze­szła wraz z tobą, wiel­ka i wspa­nia­ła,
i ni­g­dy wię­cej, ni­g­dy nie za­dnie­je...
A te­raz jesz­cze wy­cią­gam ra­mio­na
tę­sk­nę za tobą, jak­bym miał na­dzie­ję,
że przyj­dziesz do mnie, i nie mogę do tej
my­śli przy­wyk­nąć, żeś dla mnie stra­co­na,
że nie zo­sta­ło mi nic, prócz tę­sk­no­ty...
Pa­mię­tam cie­bie... Dzień mi bez go­dzi­ny
nie spły­nął je­den, choć lat zbie­gło wie­le,
że­byś ty z wspo­mnień mych ciem­nej głę­bi­ny
nie wy­ło­ni­ła się, ci­cha i bla­da,
jaką wi­dzia­łem cię nie­gdyś w ko­ście­le
po raz ostat­ni... Wów­czas owła­da
mną taki smu­tek i tak wiel­ka ża­łość,
jak­bym cię wczo­raj że­gnał... wo­bec cie­nia
po­sta­ci two­jej, wo­bec przy­wi­dze­nia,
czu­ję tę samą mło­dzień­czą nie­śmia­łość,
te same dziw­ne dresz­cze i pra­gnie­nia,
ja­kiem czuł nie­gdyś — i nic już nie po­mnę,
ni lat prze­by­tych, ni póź­niej­szych wra­żeń,
i my­śli moje błą­dzą nie­przy­tom­ne
w kra­inie zmar­łych, zmar­twych­wsta­łych wra­żeń...

Czy­taj da­lej: Lubię, kiedy kobieta... – Kazimierz Przerwa-Tetmajer