Sonet XI

Autor:
Tłumaczenie: Sydir Twerdochlib

Wstajemy, gdy zaświta, wpierw twarde ścielim łoże,
Myjemy twarz, więzienie zamieciem na wyskoki,
A potem po wilgotnej włóczymy się komorze
I wtenczas słychać w kaźni wciąż kroki, kroki, kroki…

Sześć tam i sześć z powrotem — ach nie jestże szeroki
Nasz teren? lecz we trójkę niestety ciasno może:
Więc chodzą dwaj, a jeden do pryczy grzeje boki,
Gdy ten powstanie, siada w mig jeden z nas w pokorze.

Raz w szybie borysławskim zasypał ciężar ziemi
Wiertaczy dwu; nad nimi zawisły cztery deski,
Jak miecze Damoklesa, pułapy ukośnemi.

A mieli fajkę tylko i w kącie wody łezki
Sączyły się; ten ssał je, ów ćmił na zapomnienie…
Siedm dni! I nas uczyło tych samych sztuk więzienie.

Czytaj dalej: Ona umarła - Iwan Franko