Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak, rozumiem, ta uwaga dotyczyła bardziej wypowiedzi Rachel.
Na temat wiary pisać nie umiemy, ale na inne tematy owszem? Na tym forum piszą amatorzy, uważam, że robią to lepiej lub gorzej - niezależnie od tematu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bardzo łatwo. Puszczą famę, że Bóg jest poza czasem i przestrzenią, tak więc żadne badania nigdy nie udowodnią, że nie istnieje. Z czym się całkowicie zgadzam.

A czemu zależy wam tak na usuwaniu Boga :) ? Wszystkeimu winien jest cżłowiek, nie Bog :)_
Bóg jest, był i bedzie - i obecne czasy go nie zniszczą :) Ta epoka "krolowania ateizmu kiedyś się skończy", zreszta tak jak świat ;) Po Benedtyckie nastanie Piotr Rzymianin, a potem koniec świata ;)

pozdr.
Opublikowano

adolfie zacny mnie wcale nie zależy na likwidacji Boga Nigdzie o tym nie pisałem :) Po prostu zastanawiam się jaka będzie reakcja Watykanu na udowodnienie teorii wszystkiego To chyba nie świadczy o tym, że jestem ateistą, czy poganinem :D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:)) To ja też sprotuję :) Bronię wiary, ale kościoła nie..

Odcinam się od kościoła, bo nie lubię, kiedy ktoś za pomocą doktryn i ideologi manipuluje :)

pozdr.
Opublikowano

Z tandetnych wierszy o Bogu mam tylko to: :)

Modlitwa wieczorna


A jednak Chryste - widzę jak jest trudno,
Choć cierń ułamać ze spróchniałej ziemi
Gdy łamią serca, a nawożą Pruchno -
Stal cieni.

A jednak Chryste - przez te wszytki dzieje
Ledwie się w krzyżach deski utrzymały
Na których listków - wiernych tak nie wiele
Bo spadły.

A jednak Chryste - oręż nasz jest słaby
I Ledwo twarze, co płatkami Róży
Trzymamy w liściach, mgła, jak sen, opadłszy
Z nas wróży.

A jednak Chryste - nie będzie Królestwa
Duch się ugina, pod ciężarem Róży
Rwą na procesję strzępy człowieczeństwa -
Śnią chóry.

A jednak Chryste - ni tej kości wody
Nie roztopimy, z serc budując stosy
Rosy uwolnić nie mogą ni modły -
Ni głosy.

A jednak Chryste - wierzę dalej w Boga
Mając nadzieję, że Go wcale nie ma!
Bo przecież będąc, nie stworzyłby nigdy
człowieka!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Są ateiści, nie ma co, ale to ludzie wierzący.

Owszem, wierzący. I nie wiedzących dokładnie w co, choć starający się nie wierzyć w Boga.

Tak jeszcze dodam od siebie - poglądy ateistyczne często opierają się na materializmie i racjonalizmie. Nie ufałbym zbytnio swojemu umysłowi. Na świecie jest po prostu za dużo zjawisk i rzeczy, które są niewytłumaczalne i opierają się badaniom empirycznym.

Przykłady:

Instynkt. Bardzo prosta sytuacja - słyszałem kiedyś, że pewien pies czekał na swojego Pana, choć jest od niego oddalony o kilkadziesiąt kilometrów. Można mówić, że to "instynkt" i pójść dalej, ale niech ktoś zbada mi instynkt, sfotografuje, określi go chociaż w jakiś sposób. Nie mówiąc już o masie ludzkich przeczuć, o intuicji i tym podobnych.

Schizofrenia. "Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą badań laboratoryjnych." A nawet, gdyby było, wyjaśniałoby tylko poszlaki. Naukowcy mówią "to schizofrenia" i idą dalej. Nikt o tym nic do końca nie wie.

Oglądałem również film "Pi". Opowiadał o matematyku, który za wszelką cenę starał się obliczyć liczbę Pi. Wychodzi na to, że teoretycznie mózg chyba mógłby ją obliczyć (pojąć), ale nie może, bo zanim to się stanie jego właściciel nabawi się schizofrenii. Poważnej (w ogóle dużo naukowców nabawia się schizofrenii).

Dlatego nie podnieca mnie nawet Wielki Zderzacz Hadronów. Wcześniej był model standardowy, teraz może i będzie inny (jeśli nie wytworzą czarnej dziury, czy innego cholerstwa), a potem pewnie jeszcze co innego etc.

99,(9)% próżności w atomach. Matematyka w ogóle się nie ima materii. Matematyka jest dość sprzeczna - niby można obliczyć dwa litry, ale nigdy nie będą to idealne dwa litry. Istnieje tylko na papierku, jako pojęcie abstrakcyjne.

Poza tym wiara i nauka nie mogą się wykluczyć. No niby jak mają?

"Boga nie ma, bo nikt go nie widział, nie dotknął itp." Tak więc racjonaliści uważają, że gdyby Bóg był, musiałby mieszkać na jakiejś planecie, mieć twarz, adres itp. Bez sensu.

Dlatego myślę, że ateizm jest nieco sprzeczny. Ewentualne sprzeczności dotyczące Boga wynikają z językowych niuansów i logiki rozmytej. Chodzi mi tu na przykład o Paradoks omnipotencji. A silny ateizm odwołuje się między innymi do sprzeczności, jakie wynikają właśnie z tej logiki rozmytej i językowych niuansów, które istnienie Boga niby-wykluczają.

Chociaż jest tyle odłamów ateizmu, że nie wiem jak się do wszystkich ustosunkować. Bóg to sprawa wiary, nie dowodów. Wierzysz, albo nie chcesz wierzyć. Gdyby Bóg był namacalny to nie byłoby wiary. I byłoby zbyt łatwo.

Mam bardzo dobrą znajomą ateistkę, która po wielu rozmowach ze mną i z innym znajomym zgodziła się, że jest jakaś Siła. Ja mogę powiedzieć, że jestem pewien co do swoich przekonań.

Nie będę mówił dlaczego, bo i tak niewielu uwierzy. Po prostu kilka rzeczy się zdarzyło i to mi w zupełności wystarczy.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Są ateiści, nie ma co, ale to ludzie wierzący.

Owszem, wierzący. I nie wiedzących dokładnie w co, choć starający się nie wierzyć w Boga.

Tak jeszcze dodam od siebie - poglądy ateistyczne często opierają się na materializmie i racjonalizmie. Nie ufałbym zbytnio swojemu umysłowi. Na świecie jest po prostu za dużo zjawisk i rzeczy, które są niewytłumaczalne i opierają się badaniom empirycznym.

Przykłady:

Instynkt. Bardzo prosta sytuacja - słyszałem kiedyś, że pewien pies czekał na swojego Pana, choć jest od niego oddalony o kilkadziesiąt kilometrów. Można mówić, że to "instynkt" i pójść dalej, ale niech ktoś zbada mi instynkt, sfotografuje, określi go chociaż w jakiś sposób. Nie mówiąc już o masie ludzkich przeczuć, o intuicji i tym podobnych.

Schizofrenia. "Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą badań laboratoryjnych." A nawet, gdyby było, wyjaśniałoby tylko poszlaki. Naukowcy mówią "to schizofrenia" i idą dalej. Nikt o tym nic do końca nie wie.

Oglądałem również film "Pi". Opowiadał o matematyku, który za wszelką cenę starał się obliczyć liczbę Pi. Wychodzi na to, że teoretycznie mózg chyba mógłby ją obliczyć (pojąć), ale nie może, bo zanim to się stanie jego właściciel nabawi się schizofrenii. Poważnej (w ogóle dużo naukowców nabawia się schizofrenii).

Dlatego nie podnieca mnie nawet Wielki Zderzacz Hadronów. Wcześniej był model standardowy, teraz może i będzie inny (jeśli nie wytworzą czarnej dziury, czy innego cholerstwa), a potem pewnie jeszcze co innego etc.

99,(9)% próżności w atomach. Matematyka w ogóle się nie ima materii. Matematyka jest dość sprzeczna - niby można obliczyć dwa litry, ale nigdy nie będą to idealne dwa litry. Istnieje tylko na papierku, jako pojęcie abstrakcyjne.

Poza tym wiara i nauka nie mogą się wykluczyć. No niby jak mają?

"Boga nie ma, bo nikt go nie widział, nie dotknął itp." Tak więc racjonaliści uważają, że gdyby Bóg był, musiałby mieszkać na jakiejś planecie, mieć twarz, adres itp. Bez sensu.

Dlatego myślę, że ateizm jest nieco sprzeczny. Ewentualne sprzeczności dotyczące Boga wynikają z językowych niuansów i logiki rozmytej. Chodzi mi tu na przykład o Paradoks omnipotencji. A silny ateizm odwołuje się między innymi do sprzeczności, jakie wynikają właśnie z tej logiki rozmytej i językowych niuansów, które istnienie Boga niby-wykluczają.

Chociaż jest tyle odłamów ateizmu, że nie wiem jak się do wszystkich ustosunkować. Bóg to sprawa wiary, nie dowodów. Wierzysz, albo nie chcesz wierzyć. Gdyby Bóg był namacalny to nie byłoby wiary. I byłoby zbyt łatwo.

Mam bardzo dobrą znajomą ateistkę, która po wielu rozmowach ze mną i z innym znajomym zgodziła się, że jest jakaś Siła. Ja mogę powiedzieć, że jestem pewien co do swoich przekonań.

Nie będę mówił dlaczego, bo i tak niewielu uwierzy. Po prostu kilka rzeczy się zdarzyło i to mi w zupełności wystarczy.

Pozdrawiam.

Ateizm to wiara w to, że Bóg nie istnieje. Można więc przyjąć, że ateiści to ludzie wierzący, ale przecież nie o to chodzi.

Istnieje wiele zjawisk, które opierają się badaniom naukowym. Nie wiadomo tylko czy dlatego, że w gruncie rzeczy są niepoznawalne, czy może dlatego, że nauka posługuje się niedoskonałymi metodami i urządzeniami. Kilka tysięcy lat temu wyładowanie atmosferyczne było zjawiskiem paranormalnym - za pomocą ówczesnej techniki nijak nie można było zbadać tego zjawiska. Teraz już można. Czy to znaczy, że to czego dziś nie możemy poznać poprzez doświadczenie, będzie niepoznawalne już na zawsze? Nie sądzę.

Pi jest liczbą nieskończoną, a więc nie można jej 'obliczyć'. Zatem wszelkie tego typu próby, z samego założenia, skazane są na niepowodzenie. Matematyka posługuje się pojęciami abstrakcyjnymi, ale wcale nie jest ze sobą przez to sprzeczna. To, że nigdy (?) nie wyznaczysz doskonałego 'litra' lub 'metra' nie wynika ze sprzeczności matematyki, tylko z niedoskonałości techniki.

Nauka i wiara stoją ze sobą w głębokiej sprzeczności.
Chrześcijanie wierzą, że duch zapłodnił dziewicę, a następnie wysłał ją na orbitę okołoziemską.
Podstawowa nauka, jaką jest biologia, uważa że człowiek powstaje z połączenia plemnika z komórką jajową, zaś fizyka wyznacza pierwszą prędkość kosmiczną (wynosi ona około 8 km/s), którą trzeba osiągnąć aby przezwyciężyć przyciąganie ziemskie ;)
Wielkie religie uważają, że Bóg jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą, co się wyklucza. Swoją drogą jest tez transcendentalny - ciekawe zatem w jaki sposób religie poznały jego cechy takie jak choćby omnipotencja?
Ja widzę tu sprzeczności.

Bóg jak najbardziej jest obiektem zainteresowania nauki.

pzdr
Opublikowano

to że coś jest niewytłumaczalne (na razie) nie świadczy o fakcie, że istota boska istnieje
tak samo jak fakt, że np Rafał Leniar czegoś nie rozumie; albo ja czegoś nie rozumiem albo kto inny - to nie są żadne przesłanki dla człowieka myślącego racjonalnie i dlatego tacy ludzie zazwyczaj w Boga nie wierzą

poruszasz się Rafałku w pojęciach nieostrych i albo robisz to celowo, albo z niewiedzy: schizofrenia to jest konstrukt bardzo luźny, to choroba oznaczona tylko i wyłącznie objawowo, przy czym nie wiadomo, skąd dokładnie te objawy się biorą - zatem i diagnoza bywa ułomna i leczenie

co to znaczy "matematyka nie ima się materii" i co ma do tego brak idealnego pomiaru, bo brak ideału wynika z niedoskonałości pomiarów przede wszystkim - na tym zatrzymuje się nasza wiedza; poza tym prawdziwa matematyka to nie dodawanie litrów, tylko metody przybliżeń i modele statystyczne - to czego można dowiedzieć się w szkole to prosta arytmetyka plus wstęp do ewentualnych dalszych nauk

pomieszanie pojęć po prostu - jest to nawet zabawne, gdy czyta się Patryka, który pisze "pi jest liczbą nieskończoną" jest to bardzo zabawne hahaha

wiara to prywatna sprawa każdego człowieka, problem powstaje wtedy, gdy wierzący (lub nie) zaczyna dorabiać do tego ideologię i racjonalizować swój wybór - to jest dopiero śmieszne: racjonalizować coś z gruntu irracjonalnego:)

Opublikowano

Sory, nie spałem z Tobą, więc nie mów do mnie "Rafałku". To po pierwsze.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Po drugie: to nie są argumenty, dzięki którym wierzę. Wiara albo jest, albo jej nie ma. Ja się przekonałem do niej pod wpływem pewnych wydarzeń, a zasiali mi ją rodzice w dzieciństwie. I nie mam zamiaru nikogo nawracać.

Rozmawiamy również o ateistach, a ateiści często opierają swój ateizm na racjonalizmie. To wyczytałem choćby z wikipedii. I ciężko chyba się z tym nie zgodzić. Dlatego starałem się użyć racjonalnych argumentów. Inne nie mają szans w rozmowie z ateistą (a przynajmniej takim, który uważa, że wszystko można pojąć itd.). Poza tym to tylko polemizowanie i dyskusja. Prawdziwej (nie)wierze nie powinna zaszkodzić.



Ale nie rozumiesz, że nie będziemy mieć możliwości skonstruowania idealnego przyrządu do pomiarów? A co do reszty - jeśli podstawy matematyki, jej rdzeń, są tylko martwą nauką stworzoną przez człowieka do uproszczenia sobie życia, to jej wyższe rozgałęzienia mają co najwyżej zastosowanie w równie "niematerialnych", że tak powiem, sprawach.

Statystyki, przybliżenia. Te nazwy mówią same za siebie. Matematyka jest niezbędna, ale materii się nie ima. 1 musi być idealnie równe 1. Nie znajdziesz dwóch idealnie równych jabłek, atomów, włosów tej samej długości. Czegokolwiek. Natura nienawidzi geometrii i arytmetyki.



Nie poznali. Opierają swoje poglądy na wierze. To, że Bóg jest wszechmocny napisano w Piśmie Świętym. A filozofować o wszechmocy można.

"Czy Bóg mógłby stworzyć głaz, którego nie byłby w stanie podnieść?".

I możemy gdybać:

Tak, ale zarazem mógłby go podnieść, gdyż jest wszechmocny. Stworzyłby go, nie mógł podnieść. Ale po pewnym czasie - tak.

Tak. Stworzyłby go, i nie mógł podnieść, ale to nie przeszkadzałoby mu w roztrzaskaniu go na kawałki i podniesieniu.

Poza tym Bóg nie jest człowiekiem i chyba chodzi o podnoszenie jakąś siłą woli? Tu chodzi o fizykę, a nie wiem jaką siłą fizyczną dysponuje Bóg.

To wynika z niuansów języka, paradoksów, jakie w nim istnieją i jakie można za jego pomocą skonstruować.

Ech, idę spać zaraz. Miłej nocy wierzącym, czy nie ;p
P.S. O wierszach dyskutujmy może.
Pozdr.
Opublikowano

Uff. Rafale :) jakie to szczęście, że mamy te same poglądy :) a już mnie strasozno, że tylko ja wiersze w abstrakcyjność i tajemnicozść świata, a co do zagadki

"Czy Bóg mógłby stworzyć głaz, którego nie byłby w stanie podnieść?".

posługujemy się logiką naszego świata i naszej konstrukcji. A Bóg jest ponad nią stąd może coś podnieść, nie mogąc czegość podnieść ;)

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Odpowiem moim wierszem:

Co jest ważne

Co jest w życiu ważne
Czy pieniądze
Ciche żądze
Czy tez brzuch pełny straw
Czy być może sala pełna braw

Szczęście ważne jest tez przecie
Wszyscy o tym dobrze wiecie
Sława
Chwała
I bogactwo
Zycie, zdrowie i zabawa
Mleko, miód i czarna kawa

Czy ja wiem
Czy to ważne
Czy to szczęście jest
Tez pytanie...

Kto odpowie na pytanie
Wielkie zadanie
Zadawanie pytań ważne jest
Pytasz wiec jesteś
Pytać przestaniesz
Cos nie tak...

Pytajmy się o to i owo
Bedzie nam wesoło
Bedzie kolorowo
Pytajmy jednakże
Z umiarem
A jakże...

Kto lubi głowy ból
Czy żebrak
Czy król
Co jest ważne tak szczerze
Tak w dobrej mierze

Powiem jedno
Umysł otwarty
Nadzieja i wiara
Miłość ma także swoje karty

Szukajmy...
Pukajmy...
Prośmy...
A ważne się okaże
W ważności chwili
W Wieczności moi mili

2000


Oczywiście, mam parę innych wierszy poruszających temat wiary i chętnie mogę wziąć udział w konkursach o tej tematyce.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dlaczego uważasz, że nie będzie można skonstruować idealnego przyrządu do pomiarów ? Skąd o tym wiesz ? Matematyka nie jest martwą nauką - masz ją wszędzie, dosłownie na każdym kroku - np lodówki czy pralki są programowane w Javie; żeby doszło do czegoś takiego, musisz napisać odpowiedni algorytm; komputer, którego każde działanie jest oparte na systemie 01 i 02 Bez matematyki człowiek nie byłby w stanie polecieć w kosmos, włączyć telewizora, uruchomić mikrofalówki, zadzwonić przez komórkę, posłuchać muzyki na odtwarzaczu mp3; Czy to są niematerialne sprawy ? Być może natura nienawidzi geometrii i arytmetyki, acz Kartezjusz uważał, że świat nie ma prawa bytu bez matematyki; zresztą nie tylko on; Matematyka jest niezbędna człowiekowi; abstrakcja pojawia się w przypadku geometrii, a nie kiedy masz obliczyć całkę czy różniczkę; zasady logiki, jakie sformułował Arystoteles, a które potem rozwinęli późniejsi filozofowie i matematycy nie mogą się przecież opierać na wyobrażeniu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rafałek ;PP ma rację ;) Ale jest humanistą, ja zaś od kilku lat forsuję potrzebę odmatetmatycznienia chemii i możliwości jej abstrakcyjnego postrzegania :) oj zobaczycie że się da ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Europeistykę studiuję. Myślę, że to bardziej przyszłościowy kierunek.

No i co? Łyso Ci?

Łosiu ;pppp
;)

Pozdrawiam.

Edit: A co do jednego pytania w głównym poście - napisałem kilka wierszy poruszających tematykę wiary i znalazły się pod nimi odpowiedzi. To mówi samo za siebie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • a od kamienia jest tylko rzut i słowo zamienione w pięść ułamki sekund dzielimy na nowo wulgaryzmy unieważniamy po drugiej stronie w maślanej przestrzeni trójkolorowe ptaki malują niebo zachodzi nieistniejące dziś słońce wiatr rozrywa pejzaż trójmiasta
    • @KOBIETA Dramatyzm jak u Kornela, chyba czas na miłosny abordaż.
    • @Alicja_Wysocka Każda kobieta ma w zanadrzu puder, cukier puder ;)   Pozdrawiam!
    • To nie jest opowieść ułożona w równe linie ani proza, która zna swoje miejsce na stronie. Tu nie ma akapitów, bo ból nie dzieli się na części, nie ma reguł, bo serce nie zna interpunkcji. To zapis chwili, która przyszła bez zaproszenia, zdanie, które nie chciało się skończyć kropką, myśl, która biegnie jak człowiek — zdyszana, potykająca się, bez planu drogi. Jeśli tu coś jest niepoprawne — to tylko dlatego, że życie też takie bywa. Jeśli brakuje porządku — to dlatego, że tragedia nie zna redakcji. Czytaj nie jak tekst. Czytaj jak czyta się ciszę po krzyku, jak patrzy się na świat, który jeszcze trwa, choć już powinien się zatrzymać. Bo ta historia nie chce być ładna. Ona chce być prawdziwa.        Poranek był czysty jak szkło. Słońce wstało bez pośpiechu, jakby chciało dać ludziom czas na poprawienie kołnierzy, wygładzenie sukienek, na ostatnie spojrzenie w lustro, które zawsze mówi prawdę tylko połowicznie. Wioska oddychała świętem. Brzozy przy drodze miały już przywiązane wstążki, a ich młode liście drżały jak zielone pacierze szeptane przez wiatr. Powietrze pachniało kurzem, kwiatami i świeżo skoszoną trawą — mieszaniną codzienności i czegoś, co ludzie nazywają uroczystością.           W domu panował ten szczególny chaos, który nie jest bałaganem, lecz nadmiarem serc bijących jednocześnie. Mąż poprawiał mankiety koszuli, jakby chciał je przekonać do posłuszeństwa. Dzieci krążyły po korytarzu jak dwa jasne ptaki, raz śmiech, raz tupot, raz pytanie o coś, co już dawno zostało wyjaśnione. Ona stała przy lustrze i zapinała sukienkę, czując, że ten dzień jest lekki, prawie przezroczysty, jakby można go było złożyć na pół i włożyć do kieszeni. Wszyscy byli prawie gotowi. To „prawie” zawsze jest najbardziej kruche. Na podwórzu stało już auto, nagrzane słońcem, czekające jak koń przed drogą. I wtedy, jakby znikąd, wpadł pies. Radość w czystej postaci, cztery łapy i jeden nieposkromiony impuls. Złapał zębami za skraj jej sukienki i szarpnął, nie ze złości, nie z psoty — raczej z dziecięcej głupoty świata, która nie zna wagi chwil. Materiał pękł cicho, jakby ktoś rozerwał kartkę w książce. Czas nagle przyspieszył. Spojrzenia, krótkie westchnienie, szybka decyzja. Byli już spóźnieni. „Jedźcie” — powiedziała, a to słowo było jak most rzucony nad drobnym problemem. „Przebiorę się i dojadę drugim autem.” Uśmiechnęła się jeszcze, jak się uśmiecha ktoś, kto nie wie, że właśnie żegna się z całym światem, jaki zna. Drzwi się zamknęły, silnik mruknął, kurz uniósł się na chwilę i opadł. Podwórze znów było zwyczajne. Przebrała się szybko. Ręce drżały jej nie z niepokoju, raczej z pośpiechu, który zawsze jest małym chaosem w człowieku. Wsiadając do auta, miała wrażenie, że słońce świeci zbyt jasno, jakby chciało coś przykryć swoim blaskiem. Wybrała skrót — wąską drogę między polami, gdzie zboże stało jak ciche zgromadzenie, a niebo było tak niebieskie, że aż bolało od patrzenia. Telefon wariował w torebce. Dźwięk rozdzierał ciszę jak krzyk ptaka w lesie. Nie odebrała od razu — bo przecież była w drodze, bo przecież wszystko było na swoim miejscu. Kiedy w końcu zatrzymała auto i sięgnęła po telefon, głos po drugiej stronie był obcy i zbyt spokojny, jakby należał do kogoś, kto mówi o pogodzie. Policjant. Słowa układały się w zdania, ale ona słyszała je jak przez wodę. Mąż. Dzieci. Wypadek. Zginęli. Świat nie zatrzymał się. To była jego największa zdrada. Słońce wciąż świeciło, niebo wciąż było bezczelnie błękitne, a brzozy przy drodze do kościoła stały gotowe, jakby nic się nie stało. Procesja już się zaczynała. Ludzie śpiewali, ołtarze z młodych brzóz wyglądały jak zielone bramy prowadzące do czegoś czystego i jasnego. Stała w aucie, jak w obcym pokoju, i miała wrażenie, że jej serce zostało nagle przeniesione w inne ciało, a ona tylko o tym zapomniała. Łzy nie chciały płynąć od razu — najpierw przyszła cisza, ciężka jak kamień w piersi. Potem ból, który nie był krzykiem, lecz pustką, w którą wpada wszystko: wspomnienia poranka, śmiech dzieci, poprawiane mankiety koszuli, pies i rozerwana sukienka. Boże Ciało. Ciało. Słowo nagle stało się ciężkie jak ziemia. Wysiadła z auta. Słońce dotknęło jej twarzy tak samo jak zawsze, jakby chciało powiedzieć: „Jestem tu”. Niebo nie miało w sobie ani jednej rysy współczucia. Brzozy szeleściły cicho, jakby modliły się za nią, choć ona nie była pewna, czy potrafi jeszcze modlić się słowami. Ludzie szli w procesji, niosąc coś świętego, a ona stała obok i niosła w sobie coś, czego nie da się położyć na żadnym ołtarzu. Miłość, która nagle nie miała dokąd iść. Życie, które jeszcze rano było pełne drobnych, zwyczajnych planów, a teraz stało się jak pole po burzy — to samo, a jednak nie do poznania. I tylko gdzieś bardzo głęboko, pod warstwą bólu, tliła się myśl, że ten poranek — z psem, ze słońcem, z pośpiechem — był ostatnim rozdziałem starego świata. A ona, stojąc pod błękitnym niebem wśród brzóz, musiała nauczyć się oddychać w nowym, który przyszedł bez pytania, bez zgody, bez litości.
    • Idę, przód się zderza z tyłem, nic i aż tyle, co miłe, co niemiłe — nie wiem   Idę, po tęczę, zorzę, gdzieś za morze, może to coś da, może pomoże.   Widzę Ciebie, widzę świat, za szeroko, jak lód puchnie oko. Siebie szukam dla Ciebie, będziesz, nie będziesz? Co ma być, przyjmę, spoko.. _____________________________   Na linii tęczy, gdzieś w kropli zorzy, pośrodku strumienia, są ciche — pragnienia. Na styku dłoni, warkocze myśli, są czystym ciepłem, wiosną dla liści.   Huragan życia, prądy i błędy, zderzenia, marzenia i sens — bez komendy.   I ja w tym wszystkim, człowiek współczesny, ciągle przyśpieszam, by spłonąć do reszty.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...