Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

moja teoria na temat snów tzw.proroczych jest podobna do opinii kazelota. W snach do głosu dochodzi podświadomość, która faktycznie lepiej nadaje się do analizowania bardzo dużej ilości skomplikowanych danych, czyli nieuproszczonej rzeczywistości, niż świadomość, ale opiera się na tym samym - tym co gromadzimy w mózgu tzn. teraźniejszości i przeszłości. To tak jak z intuicją, która też pochodzi z podświadomości - przeczuwamy że coś się stanie, ale nie potrafimy często tego umotywować, opisać. Dzieje się to wtedy na poziomie emocji - np. czujemy niepokój, który trudno nam zinterpretować. W czasie snu REM w mózgu zachodzą procesy przeczesywania jego obszarów, również tych w których mieści się podświadomość, a efektem ubocznym jest dochodzenie pewnej ilosci tych informacji do naszej kory wzrokowej w postaci obrazów. Z obrazów tworzy się film, który widzimy, a my ulegamy złudzeniu że dzieje się on naprawdę, choć nie sądzę żeby mozliwy był w tym jakikolwiek nasz świadomy udział czy kontrola. Może i jest. Z mózgiem nigdy nic nie wiadomo. W każdym razie myslę że sen może uświadamiać nam nasze przewidywania czyli prawdopodobne sytuacje. To że tak się potem dzieje w realu nie wynika ze zwykłego zbiegu okoliczności. Po prostu ma miejsce najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń, ktorą nasza podświadomość przewidziała na podstawie pewnych czynników sprawczych. Oczywiście nie może ona przewidzieć wszystkiego idealnie, dokładnie, zawsze muszą w tym być jakieś dziury, zmyślenia, bo pewnych rzeczy po prostu nie da się wywnioskować z niczego. Nie wiem czy możliwe jest przewidywanie przyszłości w wiekszym stopniu niż nasza "marna" ludzka natura jest w stanie nam zapewnić. Jednak trzeba pamietać że przeciętny człowiek nie wykorzystuje za duzej częsci ze swojego potencjału. Korzystamy z małego wycinka naszego mózgu. Gdyby wykorzystywał więcej, sprawniej ( tak jak ma to miejsce w niektórych zespołach chorobowych np. u ponadprzeciętnie utalentowanych dzieci z zespołem Aspergera )być może mógłby wyciągać więcej wniosków z przyczyn, rozumieć więcej zależności, widzieć więcej skutków, zanim one będą miały miejsce. Czy warto by było?? moim zdaniem nie. Ja lubię jak rzeczywistość mnie zaskakuje:) a sny - no cóż... rzadko mi się coś śni:/ ale nie cierpię z tego powodu jakoś specjalnie. Mimo to przytoczony wyzej wiersz Szymborskiej już od dawna nalezy do moich najbardziej ulubionych:) fajnie że się tu pojawił.
W ogóle ciekawy wątek. Na takie tematy aż przyjemnie popisać. Miła odmiana:)))
pozdrawiam Aga

  • Odpowiedzi 43
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Co do kontroli nad snem, podam przykład mój z dzieciństwa. Męczyły mnie długo koszmary, w których spadałem ze straszliwych wysokości. Śniło mi się to notorycznie. Po jakimś czasie nauczyłem się wybudzać, zanim strach był obezwładniający. Jeszcze później nauczyłem się uświadamiać sobie, że to sen i mogłem sobie latać.

Co do Wielkiego Wybuchu, to to nie jest kwestia przypadku, czy zbiegu okoliczności, tylko właśnie rachunku prawdopodobieństwa. Przed Wybuchem przestrzeń zdarzeń elementarnych nie istniała. Wskutek Wybuchu powstała przestrzeń i jej wielkość rosła w gigantycznym tempie do rozmiarów niewyobrażalnych.
Jednym ze "zdarzeń" było powstanie planety Ziemia o takich, a nie innych parametrach.
Ja Panu powiem, Panie Rafale, ile wynosiło prawdopodobieństwo, o którym Pan mówi.
1
I nie trzeba do tego obliczeń.

A Pana analogia do wybuchu w drukarni jest nieco nieudana. Po pierwsze, nie sądzę, aby proporcje materii powstałej w wyniku WW do ilości materii, jaka brała udział w powstaniu ekosystemu, były podobne. Poza tym, nie wie Pan, co by się działo z cząstkami drukarni całkowicie poddanymi regułom chaosu materii:) Kto wie, może miliardy lat by zrobiły swoje.;)

A na potwierdzenie istnienia przypadku, podaję przykład stanów nieustalonych prądu elektrycznego, które powodują, że urządzenia palą się ni stąd ni zowąd po włożeniu wtyczki do gniazdka. To są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, zatem przypadkowe.

A ze zjawiskami paranormalnymi - całkowicie się zgadzam. Nie istnieje coś takiego. Natomiast z całą pewnością nie mamy całkowitej wiedzy o Wszechświecie i być może to, co jest nazywane paranormalnym, jest po prostu zjawiskiem wprost wynikającym z praw, których nie znamy.
W historii mamy mnóstwo przykładów przypisywania zjawisk naturalnych istotom nadprzyrodzonym. Teraz to trochę wstyd mieszać we wszystko istoty boskie, zatem twierdzi się, że to "paranormalne". Zresztą, sama nazwa jest idiotyczna.

Opublikowano

Paranormalne - tu chodzi o to, że te zjawiska zdarzają się rzadko. I tyle. Nie rozumiem, dlaczego większość ludzi zwątpi w coś, bo dało się to wyjaśnić naukowo. Tzn. autosugestia kiedyś była określana jako coś wręcz magicznego, a teraz jest "zwykłą autosugestią". Bez sensu. Tak samo z hipnozą.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jasne. "Wszystko się dzieje samo, nie ma żadnych przyczyn, są tylko skutki". To mówi nam nauka. Zastanawiam się, czy to poważne tak mówić.

A jeśli już rozmawiamy o Wielkim Wybuchu - jestem ciekawy, kiedy naukowcom uda się stworzyć ziarnko piasku. Nie mówię tu o złożeniu gotowych pierwiastków (i kradzież ich z otoczenia), lecz stworzeniu ich z niczego. Myślę, że nawet nasze praprawnuki tego nie doczekają.

A nawet jeśli by tego dokonali - plaża, pustynia. Ba - piaskownica, powinna dać im lekcję pokory.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no - też tak czasami mam że wiem że śnie - tzn. przeważnie jak śni mi się coś zupełnie absurdalengo, to dochodze do wniosku, że to musi być sen i umiem się wtedy obudzić.. a czasmi to juz w ogóle przejmuje kontrole - tzn. wiem ze śnie i sam sobie wybieram co...
a sny o lataniu - podobno oznaczają niekaceptowane impulsy seksualne ;) /to pewnie dlatego że to chyba najfajniejsze sny :) )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oczywiście "Bóg nie gra w kości", jednak nie wiem czy dobrze Pana zrozumiałem.
Z tego co Pan napisał wynika, iż twierdzi Pan, że jeżeli zachodzi jakieś zjawisko albo coś powstaje to prawdopodobieństwo tego zdarzenia wynosi 1?
Jeżeli prawdopodobieństwo powstania planety Ziemia, z takim a nie innym ekosystemem wynosi jeden, to znaczy że prawdziwa jest teoria mówiąca o tym, że jeśli zna się wszystkie prawa jakimi rządzi się materia, można teoretycznie przewidzieć wszystko co się wydarzy. Zatem wszystko jest zdeterminowane i tutaj upada Pana pogląd iż istnieje coś takiego jak przypadek. 'Przypadek' więc zachodzi tylko tam gdzie nie znamy tych praw lub kiedy nie potrafimy ich dostatecznie dokładnie zmierzyć - mówi o tym tzw. zasada nieoznaczoności, od której niema żadnego odwołania.
Czy może się mylę?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro umieją proces odwrotny,to pewnie jest to juz kwestia czasu
wzor e=mc2, oznacza że masa przekłada się na energię - w elektrowniach atomowych pierwiastki tracą na wadze (wydzielając energie) - więc pewnie mozna proces odwrocic i stworzyć masę z energii (chociaż chuj jeden wie jak oni to zrobią :) )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro umieją proces odwrotny,to pewnie jest to juz kwestia czasu
wzor e=mc2, oznacza że masa przekłada się na energię - w elektrowniach atomowych pierwiastki tracą na wadze (wydzielając energie) - więc pewnie mozna proces odwrocic i stworzyć masę z energii (chociaż chuj jeden wie jak oni to zrobią :) )

No tak, ale energia to jednak coś jest, a Rafałowi chodziło chyba o coś innego ;p
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro umieją proces odwrotny,to pewnie jest to juz kwestia czasu
wzor e=mc2, oznacza że masa przekłada się na energię - w elektrowniach atomowych pierwiastki tracą na wadze (wydzielając energie) - więc pewnie mozna proces odwrocic i stworzyć masę z energii (chociaż chuj jeden wie jak oni to zrobią :) )

No tak, ale energia to jednak coś jest, a Rafałowi chodziło chyba o coś innego ;p

TYLKO czym jest ta energia? ;-)
kazelot -> mnie tam nie potrzeba tworzyć masy z energi, wyobraz sobie sile bomby, gdyby tak zniwelowac mase choby 1g ;-) a 15 kg. III wojan byłaby tak ciekawa jak to Einstein przewidział ;-) aż warto by to zobaczyć ;-)

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oczywiscie że sie mylisz.
gdyby nie to ze prawa rządzące materia sie stale i niedowołalne, mogłaby by ci naprzykład odpaść za chwile ręka - ot taki przypadek :) - na szczęście prawa przyrody są stałe i mozesz byc o ręke spokojny... inne prawa są tak samo nieodwołalne - a teoria nieoznaczoności to naukowa nazwa na to czego jeszcze nie potrafimy wyjaśnic.
co do determinizmu - tak z całą pewnością jest to prawda - w świecie fizycznym nie istnieje coś takiego jak "przypadek" (bo wtedy wlasnie ta głowa by Ci mogła odpaść :) ) - tak samo w śweice psychicznym człowieka (wszystko ma swoją przyczynę, a kazda przyczyna wywoła nieodwołalnie skutek) - tylko że jest to nieobliczalne z powodów technicznych (nie ma takij pocy obliczeniowej) i że tak powiem "specyficznych" nawet gdyby udało sięobliczyć wszystkie mozliwe zmienne to nie moznaby przewidzieć z nich przyszłości - bo taka wiedza, wpływałaby na ten obliczany układ i trzebaby go obliczać od nowa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oczywiscie że sie mylisz.
gdyby nie to ze prawa rządzące materia sie stale i niedowołalne, mogłaby by ci naprzykład odpaść za chwile ręka - ot taki przypadek :) - na szczęście prawa przyrody są stałe i mozesz byc o ręke spokojny... inne prawa są tak samo nieodwołalne - a teoria nieoznaczoności to naukowa nazwa na to czego jeszcze nie potrafimy wyjaśnic.
co do determinizmu - tak z całą pewnością jest to prawda - w świecie fizycznym nie istnieje coś takiego jak "przypadek" (bo wtedy wlasnie ta głowa by Ci mogła odpaść :) ) - tak samo w śweice psychicznym człowieka (wszystko ma swoją przyczynę, a kazda przyczyna wywoła nieodwołalnie skutek) - tylko że jest to nieobliczalne z powodów technicznych (nie ma takij pocy obliczeniowej) i że tak powiem "specyficznych" nawet gdyby udało sięobliczyć wszystkie mozliwe zmienne to nie moznaby przewidzieć z nich przyszłości - bo taka wiedza, wpływałaby na ten obliczany układ i trzebaby go obliczać od nowa

Gdzie ja napisałem, że prawa nie są stałe i nieodwołalne? :)
Zasada nieoznaczoności, mówi o tym że niemożliwe jest dokładne przewidzenie prędkości i położenia cząstki, ponieważ im dokładniej owe parametry mierzymy, tym mniej możemy wiedzieć o prędkości i na odwrót. Zasada ta jest nieodwołalna, nie można jej w żaden sposób obejść i nie ma w tym przypadku znaczenia jaką dysponujemy techniką.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jako wybitny psycholog powiedziałbym że masz niezaspokojoną potrzebę akceptacji i zainteresowania :D
poza tym - ten mógł być jednak proroczy - w końcu ze mna rozmawiasz :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oczywiście "Bóg nie gra w kości", jednak nie wiem czy dobrze Pana zrozumiałem.
Z tego co Pan napisał wynika, iż twierdzi Pan, że jeżeli zachodzi jakieś zjawisko albo coś powstaje to prawdopodobieństwo tego zdarzenia wynosi 1?
Jeżeli prawdopodobieństwo powstania planety Ziemia, z takim a nie innym ekosystemem wynosi jeden, to znaczy że prawdziwa jest teoria mówiąca o tym, że jeśli zna się wszystkie prawa jakimi rządzi się materia, można teoretycznie przewidzieć wszystko co się wydarzy. Zatem wszystko jest zdeterminowane i tutaj upada Pana pogląd iż istnieje coś takiego jak przypadek. 'Przypadek' więc zachodzi tylko tam gdzie nie znamy tych praw lub kiedy nie potrafimy ich dostatecznie dokładnie zmierzyć - mówi o tym tzw. zasada nieoznaczoności, od której niema żadnego odwołania.
Czy może się mylę?
Trochę Pan zagmatwał. Ale OK.
Tak bym definiował przypadek w naturze. Z tym prawdopodobieństwem to był poniekąd żart. Ale proszę spojrzeć, przy takiej ilości materii, to nie jest specjalnie karkołomne stwierdzenie, że w ogóle powstanie świat o takim ekosystemie jak nasz. Tym bardziej w takim okresie czasu, na jaki się ocenia istnienie Wszechświata.
Gdyby znać wszystkie prawa rządzące materią, to podejrzewam, że faktycznie byłoby możliwe przewidzieć wszystko, pod warunkiem, że dysponowałoby się odpowiednimi modelami i mocą obliczeniową. Przykład: znamy prawa rządzące klimatem dość dobrze, a pomyłki meteorologów się zdarzają, mimo superkomputerów o mocach obliczeniowych bliskich najwyższym osiągnięciom ludzkiej techniki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest polemika z tym, co napisałem? Bo jakaś taka ni w pięć, ni w dziewięć.
Nic się nie dzieje "samo". Czytał Pan Daenikena?:] Nie wiem, czemu Pan cytuje mnie i pisze pod tym takie coś. W ten sposób dokonuje Pan nadużycia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oczywiście "Bóg nie gra w kości", jednak nie wiem czy dobrze Pana zrozumiałem.
Z tego co Pan napisał wynika, iż twierdzi Pan, że jeżeli zachodzi jakieś zjawisko albo coś powstaje to prawdopodobieństwo tego zdarzenia wynosi 1?
Jeżeli prawdopodobieństwo powstania planety Ziemia, z takim a nie innym ekosystemem wynosi jeden, to znaczy że prawdziwa jest teoria mówiąca o tym, że jeśli zna się wszystkie prawa jakimi rządzi się materia, można teoretycznie przewidzieć wszystko co się wydarzy. Zatem wszystko jest zdeterminowane i tutaj upada Pana pogląd iż istnieje coś takiego jak przypadek. 'Przypadek' więc zachodzi tylko tam gdzie nie znamy tych praw lub kiedy nie potrafimy ich dostatecznie dokładnie zmierzyć - mówi o tym tzw. zasada nieoznaczoności, od której niema żadnego odwołania.
Czy może się mylę?
Trochę Pan zagmatwał. Ale OK.
Tak bym definiował przypadek w naturze. Z tym prawdopodobieństwem to był poniekąd żart. Ale proszę spojrzeć, przy takiej ilości materii, to nie jest specjalnie karkołomne stwierdzenie, że w ogóle powstanie świat o takim ekosystemie jak nasz. Tym bardziej w takim okresie czasu, na jaki się ocenia istnienie Wszechświata.
Gdyby znać wszystkie prawa rządzące materią, to podejrzewam, że faktycznie byłoby możliwe przewidzieć wszystko, pod warunkiem, że dysponowałoby się odpowiednimi modelami i mocą obliczeniową. Przykład: znamy prawa rządzące klimatem dość dobrze, a pomyłki meteorologów się zdarzają, mimo superkomputerów o mocach obliczeniowych bliskich najwyższym osiągnięciom ludzkiej techniki.

Oczywiście, że nie jest karkołomne.
Mnie chodziło o to, że powstanie dokładnie takiej Ziemi jaką znamy to raczej konieczność. Wydaje się to absurdem, a jednak teoretycznie to naturalna kolej rzeczy (ewolucji Wszechświata), tak więc całkiem możliwe, że Pan ma rację - tylko trudno wtedy rozprawiać nad tym w kategoriach probabilistycznych, skoro obecność praw fizyki zdaje się wykluczać jakąkolwiek losowość :)
Nawet gdybyśmy posiadali komputery o nieskończenie wielkiej mocy obliczeniowej, to nie byłoby możliwe przewidzenie wszystkiego. To wynika z właściwości materii, a ich zmienić się nie da :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Trochę Pan zagmatwał. Ale OK.
Tak bym definiował przypadek w naturze. Z tym prawdopodobieństwem to był poniekąd żart. Ale proszę spojrzeć, przy takiej ilości materii, to nie jest specjalnie karkołomne stwierdzenie, że w ogóle powstanie świat o takim ekosystemie jak nasz. Tym bardziej w takim okresie czasu, na jaki się ocenia istnienie Wszechświata.
Gdyby znać wszystkie prawa rządzące materią, to podejrzewam, że faktycznie byłoby możliwe przewidzieć wszystko, pod warunkiem, że dysponowałoby się odpowiednimi modelami i mocą obliczeniową. Przykład: znamy prawa rządzące klimatem dość dobrze, a pomyłki meteorologów się zdarzają, mimo superkomputerów o mocach obliczeniowych bliskich najwyższym osiągnięciom ludzkiej techniki.

Oczywiście, że nie jest karkołomne.
Mnie chodziło o to, że powstanie dokładnie takiej Ziemi jaką znamy to raczej konieczność. Wydaje się to absurdem, a jednak teoretycznie to naturalna kolej rzeczy (ewolucji Wszechświata), tak więc całkiem możliwe, że Pan ma rację - tylko trudno wtedy rozprawiać nad tym w kategoriach probabilistycznych, skoro obecność praw fizyki zdaje się wykluczać jakąkolwiek losowość :)
Nawet gdybyśmy posiadali komputery o nieskończenie wielkiej mocy obliczeniowej, to nie byłoby możliwe przewidzenie wszystkiego. To wynika z właściwości materii, a ich zmienić się nie da :)
Tak. Napisałem - to żart, reakcja na wcześniejszą wypowiedź dotyczącą wyliczania takiego prawdopodobieństwa.
Ja myślę, że teoretycznie jest możliwe takie przewidywanie. Ale w praktyce trudno sobie wyobrazić modele, które zakładałyby symulacje zachowań wszystkich cząstek materii z osobna.
No i poważny kłopot jest, jeśli faktycznie materię można dzielić w nieskończoność.
Opublikowano

Oczywiście w praktyce jest to niemożliwe, natomiast jeśli chodzi o teorię to w grę wchodzi mechanika kwantowa, która nie pozwala przewidzieć dokładnie jak zachowa się dana cząstka, a pozwala jedynie na określenie prawdopodobieństwa.
Tak więc można przewidzieć mniej więcej ile cząstek z danego zbioru zachowa się w ten sposób, a ile w inny. Nie jest możliwe natomiast określenie tego jak się zachowa pojedyncza cząstka.
Co do materii to wydaje mi się nielogiczne, by można było ją dzielić w nieskończoność - no, ale ze mnie przecież tylko mały pyłek :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mówimy o sytuacji, gdy znamy absolutnie wszystkie prawa i nie jesteśmy ograniczeni tym, czego nie wiemy.:D
Poza tym myślę, że dobry model statystyczny by wystarczył. Ale filozujemy strasznie teraz.

Ja rozumiem - w takiej sytuacji byśmy mogli, aczkolwiek jest ona niemożliwa do osiągnięcia (nawet rozważając czysto teoretycznie) :p
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mówimy o sytuacji, gdy znamy absolutnie wszystkie prawa i nie jesteśmy ograniczeni tym, czego nie wiemy.:D
Poza tym myślę, że dobry model statystyczny by wystarczył. Ale filozujemy strasznie teraz.

Ja rozumiem - w takiej sytuacji byśmy mogli, aczkolwiek jest ona niemożliwa do osiągnięcia (nawet rozważając czysto teoretycznie) :p
Wydaje mi się, że od początku rozważamy sytuację niemożliwą do osiągnięcia, z tych, czy innych względów.
A tak w ogóle to: "Nie ma rzeczy niemożliwych, pod warunkiem, że ma je wykonać ktoś inny":) Czy jakoś tak.
Opublikowano

aleście się rozgadały; i ja coś dorzucę:

Zwykle śni mi się wanna do gaszenia wapna, w którą kiedyś wpadłem, mając może pięć lat - z doświadczenia wiem, ze to dobry sen - oznacza sytuację, która będzie miała dobre zakończenie. Wtedy już się nastawiam na duży stres z happy endem, i jest fajnie. Mam też sen o wieszaniu firanek - w tym przypadku już jest nieco gorzej. Po takiej wizji tylko czekać, aż się coś spieprzy, ale należy mieć na uwadze, że będzie to miało związek z utratą pewności siebie. Ostatnio właśnie tak przewidziałem swój blamaż związany z publicznym przemówieniem. Tak i jeszcze jeden charakterystyczny - znam każdy szczegół - o zbieraniu holenderskich jabłek. Zaczyna się tak, że zrywam owoc za drugim, układam na taśmie, czerwony, czerwony, zielony, czerwony, zielony i... nagle dostaję olśnienia, iż jedno z jabłek jest robaczywe. Ta i wtedy zaczyna się jazda - boss, tzn, bawer, no ten rolnik, przybiera postać tego robaka i zaczyna się po mnie wydzierać. Rozpościera się na cały ekran do tego stopnia, że dusi mnie w ostateczności własną spoczwarzałą sylwetką. Budzę się wtedy z pluszowym misiem przytkanym do ust - nie ciekawa sprawa - nie życzę nikomu. Tak i pewnie się zastanawiacie co taki horror oznacza; no jak to co - znaczy iż w najbliższym czasie dane mi będzie oglądać zwłoki zwierzęcia; na przykład rozjechanego kota, psa lub żaby. Raz nawet kreta widziałem - taki czarny mały z pazurkami i faktycznie ślepy. Jest jeszcze kilka proroczych snów ale nie będę was już zanudzał; ale jeśli ładnie poprosicie...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, ale słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Alicja_Wysocka Ja tam im zazdroszczę. Dobrze być gawronem, lepiej, niż człowiekiem.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...