Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wpajęczy się czasem tęcza
błądząc przez świty okienne
ścienny zegar jest brzegiem
gdzie wygrzewają się cienie
gdzie stół nogami zarył
odtąd ani dnia więcej
jak matka kiedyś siwy
na obrus kładę ręce

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
byłaś nie będąc tu
lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
jak wtedy gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić

do mnie przyszłaś czy po mnie
przerażeniem brzemienna
gdzie zegar ścienny jest brzegiem
urodzić po stronie cienia
gdzie błądząc w świty okienne
jak dziś wpajęczy się tęcza

zanim jej nie wypłaczę
mateńko lewostronna
posłuchaj jak bije mi serce

Opublikowano

-bardzo pięknie, Poeto,bardzo...

wpajęczy się czasem tęcza
błądząc przez świty okienne
ścienny zegar jest brzegiem
gdzie wygrzewają się cienie
gdzie stół nogami zarył
odtąd ani dnia więcej
jak matka kiedyś siwy
na obrus kładę ręce


...łzy są słone...ech.

cyt

Opublikowano

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
byłaś nie będąc tu
lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
........"

de Wstrentny, ta część zwrotki wg porzedniej jest o niebo słabsza,
a mnie jakoś drażni, nie pytaj dlaczego - nie wiem... intuicja
serdecznie pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dlaczego słabsza? powiedziałbym, że najlepsza. matka, która umarła dawno temu
wraca po syna, żeby teraz urodzić go po tamtej stronie, tak jak przed laty urodziła go tutaj.
i jak tu towarzyszy jej jego płacz, może gdzieś indziej słychać niewypowiedziany krzyk?
dziękuję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może przypomnę, że nawiązywało do tego jedno z czterech stwierdzeń epikurejczyków:
"Śmieć jest niczym." (kiedy umieramy, znikamy ze świata i nie ma nas, a kiedy żyjemy wtedy
nie myślimy o śmierci, więc - nie ma jej).
podchwycił to choćby norweski pisarz Jostein Gaarder:
"Nie musimy bać się śmierci, bo nie istnieje nic takiego, co może umrzeć. Jedyne, co znika, kiedy umieramy, to sama iluzja, że jest się oddzielonym od reszty świata, tak jak sądzimy, że to, co nam się śni, jest oddzielone od naszej własnej duszy."

warto też wspomnieć o wierzeniach, że kiedy umiera człowiek przychodzą po niego ci, którzy
odeszli wcześniej. stąd u mnie matka zawieszona między jawą a snem, wracająca, aby
urodzić teraz syna po tamtej stronie. czy jest ktoś, komu zaufa bardziej?
życie i śmierć - dwa największe przeżycia człowieka, więc przy obu postawiłem matkę,
bo tak samo ważne są dla niej, jak dla tego którego dotyczą bezpośrednio. tylko
ona wie[ co go spotyka, a on w obydwu przypadkach jest niemowlęciem niewidzącym
i nie potrafiącym niczego rozpoznać, przestraszonym innego świata.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przecież w wierszu są wszystkie podpowiedzi, nie trzeba mówić nic więcej.
to, że matka wraca w ostatniej godzinie (odtąd ani dnia więcej) aby urodzić (przeprowadzić) syna po tamtej stronie raczej nie spotykane, więc nie ma do czego porównać wiersza.
tu upatruję ewentualną niemoc czytelniczą bo sam wiersz jest czytelny.
pozdrawiam
Opublikowano

Wstrentny, wybacz, że łapię za słówka, ale piszesz o Epikurejczykach i sławnym już "Śmierć jest niczym", a za chwilę, że śmierć jest jednym z największych PRZEŻYĆ człowieka. Skoro jest niczym, to nie jest żadnym wielkim przeżyciem ;P

A co do wiersza - się nie wypowiadam tym razem, bo na razie tak po łebkach ino zaliczyłem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


piszę o filozofii. śmierć jako taka może być niczym* ale chwila w której się rodzimy
i druga w której umieramy są fundamentalnymi wydarzeniami w naszym życiu.
stad te całe szkoły maksymalnie najmniej stresującego porodu, rodzenie w basenach itd.
wszystko po to, żeby rodzący się człowiek odczuł nowe otoczenie jak najmniej boleśnie.

*można to porównać do definicji punktu:
miejsca przecięcia dwóch prostych które posiadają tylko jeden wymiar - długość.
nie ma go więc, ale jest (wytyczony tym czego nie ma)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pani najwyraźniej ma ochotę się kłócić. inaczej napisałaby coś konstruktywnego,
jak sama widzi sytuację liryczną. w sumie nie muszę niczego objaśniać
bo czemu niby napisałem wiersz? poza tym, moje spojrzenie nie musi być
jedyne i ostateczne i jest tylko próbą przekazania czegoś, uchwycenia
inaczej wydawałoby się tak zwykłej rzeczy jak relacja syn-matka. pozdrawiam
Opublikowano

wierzę w intuicję Stasi, bo mnie też coś zatrzymało przy tej zwrotce. Myślę, że
powodem jest rytm i trochę niefortunny rym, spowodowany brakiem jednej zgłoski:

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś nie będąc tu


To może niezbyt dobry zamiennik, bo na szybko, ale chodziło mi tylko o zmianę rytmu - wiem, że podumasz i wymyślisz coś lepszego :)

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
czy byłaś tu a może
ja będąc byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
jak wtedy gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić

Wiersz w całości niezły (niedługo zacznę dopisywać "jak zwykle", jak Messie :) Myślę jednak, że w tym miejscu przydałoby się coś zrobić.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wystarczyłby po prostu dać "już" przed tu, ale po co? wiersz ma swój własny rytm,
podobnie jak to było z "letnią opowieścią", która też jak pamiętam "nie leżała" Ci z tego powodu (widocznie lubisz przewidywalność?). przecież gdzie indziej też raz jest 7 sylab, to znów 8,
a na końcu nawet 9.
skrócenie wersu (jest najkrótszy w całym tekście) oddaje to, że kogoś zabrakło.
podobnie ostatni, najdłuższy, jakby komuś żal było skończyć, to co zaczęło się kiedyś.
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


do lustra można porównać wszystko, nawet trapez od którego zamiast światła
odbija się czasem akrobata. dlatego, że wszystko ma swoją drugą stronę (przynajmniej jedną)
skoro nawet sam Bóg ma antyboga Szatana (satan to po hebrajsku właśnie przeciwnik).
nie chodziło mi tyle o to, że tu umieramy a tam się rodzimy, to raczej utarty temat.
raczej o to ,ze przeprowadza nas przez to "mateczka lewostronna" tak jak tu kiedyś
wydała nas na świat "matka rodzona". proszę zauważyć, jak nawet się mawia:
wydać kogoś na świat. tak jakby tego nie chciał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wstrenciuchu, teraz piszesz o "fundalmentalnych wydarzeniach", wtedy o przeżyciach. To chyba jednak trochę inne rzeczy ;-)
Jeśli piszesz, że śmierć jest niczym, to jako sam akt, taka jest i nie jest żadnym przeżyciem, jest natomiast największym wydarzeniem (nie licząc narodzin).
Inna sprawa, że jednak śmierć jest nie tylko wydarzeniem, ale i przeżyciem, bo śmierć to nie tylko sam akt oddania ducha, ale też myśli o śmierci, odliczanie Końca, przeczucie zbliżającej się Nicości. W takim sensie w tej kwestii nauka Epikurejczyków jest bezwartościowa, bo śmierć nie jest niczym. Znam nie od dziś nauke epikureizm, ale wciąż to nie zmienia faktu, że odczuwam zbliżający się Koniec i śmierć jest jednak już teraz dla mnie przeżyciem.
Także tu się z Tobą zgadzam; ja po prostu tę sprzeczność chciałem Ci wygarnąć, bo z jednej strony piszesz o śmierci jako niczym ważnym, a z drugiej jako o ważkim przeżyciu.

Wybacz, jeśli bajdurzyłem ;-)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pięknie bajdurzyłeś i trudno się z tym nie zgodzić. tym bardziej, że podkreśla to
moje poglądy. śmierć według epikurejczyków nie istnieje, jest iluzją. przytoczyłem ich dewizę
choć sam nie jestem epikurejczykiem. zresztą pojmowanie świata uległo od tamtej pory
diametralnym zmianom. jeśli więc przytoczyłem te słowa to dlatego, że co jest w nich najważniejsze? narodziny (powstanie ze śmierci) a potem sam moment śmierci jako...
dowód na to, że śmierci nie ma!
stąd podobieństwo do definicji punktu, który nie ma żadnego wymiaru i jest zdefiniowany
przez to, że prosta nie posiada szerokości tylko długość i właśnie styk takich (przynajmniej
dwóch) czegoś czego nie ma go definiuje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Troszkę dziwne wnioski wyciągasz z tego, co napisałem. I skąd w ogóle przyszło Ci do głowy, że lubię przewidywalność? To bzdura ;)) Poza tym, pisałem o wierszu, nie o Tobie, więc nie staraj się zabłysnąć psychologią, bo wygląda na to, że krytyka (myślę, że konstruktywna, bo wyjaśniłem, co nie gra) nie jest Ci potrzebna i Cię denerwuje. Po co w takim razie wstawiasz wiersz do W? Albo, co przewidywalność ma wspólnego z rytmem?
Wstawienie "już", jak napisałeś nic nie da, niestety.
Nie chodzi mi o tylko o ilość sylab, ale (w tym konkretnym przypadku) wymuszony (delikatnie mówiąc) rytmem wiersza - akcent, który w drugim z podanych wersów pada nieprawidłowo na "dąctu" i robi się po prostu śmiesznie.

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

To tyle.

Jeśli chodzi o "Opowieść o", to przypomnę, że na koniec napisałem że wiersz jest: "całkiem, całkiem". I nie zarzucałem wtedy nic, co miałoby związek z przewidywalnością, tylko rozśmieszyło mnie jedno ze sformułowań, przypominające znanego "zonedzistę" z tego portalu.
Napisałem przy tym, dając do zrozumienia, że to żart "na siłę szyty nićmi gruby" i, że "Mam nadzieję, że się nie po(g)nieważ".
Pamiętasz, co odpowiedziałeś?
""Poezja to nic osobistego" - więc czemu miałbym się gniewać? niech kojarzy się jak chce - w końcu
skojarzenia przychodzą do głowy dosłownie jak chcą, niezależnie co sami o czymś myślimy."

Pozdrawiam.
(ale ja się naprawdę nie gniewam) :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Troszkę dziwne wnioski wyciągasz z tego, co napisałem. I skąd w ogóle przyszło Ci do głowy, że lubię przewidywalność? To bzdura ;)) Poza tym, pisałem o wierszu, nie o Tobie, więc nie staraj się zabłysnąć psychologią, bo wygląda na to, że krytyka (myślę, że konstruktywna, bo wyjaśniłem, co nie gra) nie jest Ci potrzebna i Cię denerwuje. Po co w takim razie wstawiasz wiersz do W? Albo, co przewidywalność ma wspólnego z rytmem?
Wstawienie "już", jak napisałeś nic nie da, niestety.
Nie chodzi mi o tylko o ilość sylab, ale (w tym konkretnym przypadku) wymuszony (delikatnie mówiąc) rytmem wiersza - akcent, który w drugim z podanych wersów pada nieprawidłowo na "dąctu" i robi się po prostu śmiesznie.

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

To tyle.

Jeśli chodzi o "Opowieść o", to przypomnę, że na koniec napisałem że wiersz jest: "całkiem, całkiem". I nie zarzucałem wtedy nic, co miałoby związek z przewidywalnością, tylko rozśmieszyło mnie jedno ze sformułowań, przypominające znanego "zonedzistę" z tego portalu.
Napisałem przy tym, dając do zrozumienia, że to żart "na siłę szyty nićmi gruby" i, że "Mam nadzieję, że się nie po(g)nieważ".
Pamiętasz, co odpowiedziałeś?
""Poezja to nic osobistego" - więc czemu miałbym się gniewać? niech kojarzy się jak chce - w końcu
skojarzenia przychodzą do głowy dosłownie jak chcą, niezależnie co sami o czymś myślimy."

Pozdrawiam.
(ale ja się naprawdę nie gniewam) :)

nie pisałem o "opowieści o" tylko o "letniej opowieści" jak to "tamtych dwoje"
zsunęło w końcu kiedyś sypialnie i nawet na śniadanie już więcej nie wstawali
(nie chce mi się szukać).
co do:

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

zauważ, że taki zapis wytłuszcza TU-


dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu:
mateczko lewostronna
byłaś, nie będąc - tu

(lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony,
jak wtedy, gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić?)

przecież również można napisać to tak:

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs ze snu wzniesionych -
mateczko lewostronna:
byłaś nie będąc - tu

z tego co widzę, akcentujesz wyraźnie "ze" a przecież tego nie słychać już prawie w mowie
tak jak w w jaku słychać japko. nawet unika się ze coraz częściej zamieniając je na z tak jak we zamienia się na w (we włosach - fuuu! poprawnie ale brzydko)
po prostu inaczej czujemy pewne słowa a to przecież jest podstawowy, charakterystyczny image danego autora. pozdrawiam
Opublikowano

Tys prowda, rozumiem, z image się zgadzam, ale tylko w związku z oryginalnością sformułowań, użytych środków itd itp. Właściwości pisowni, póki są, jakie są, stanowić muszą jakiś fundament, wokół którego przeciętny czytacz ma się poruszać. Nie znaczy, że nie należy eksperymentować, jasne, że trzeba, ale trzeba też się liczyć, że po drodze zawsze znajdzie się taki, co się doczepi ;) Poza tym, masz rację, to w końcu Twój wiersz.
Ino, że dla mnie "w wosach", a nie "we wosach" było i jest bee, a "z snu" byłoby bee do kwadratu.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mitylene pięknie   czasami trzeba lecz nie na długo aby usłyszeć samą siebie cisza uwodzi gdyś z nią zbyt długo kreuje myśli niepotrzebne   a w twojej ciszy szepty wiatru oraz wraz z deszczem dźwięczą nuty więc duchem weny swej wypatruj i twórz nie tylko do poduchy :))
    • widziałem motyla  przysiadł na chwilę    zajrzałem w myśli    idziesz jak zawsze  wolnym krokiem  uśmiechając się w dal  potem do siebie  w oczach widać …   drzewa przestały  się rozglądać  ptaki śpiewać  kwiaty  wspinają się  na palcach   wszyscy chcą …   podziwiają jak ja   piękny dzień    4.2026 andrew  Sobota, już weekend   
    • wchodzę do kuchni po kawę jak po ogień pięć sekund później stoję przy lodówce jak podejrzany na przesłuchaniu na Gestapo białe światło tnie mi twarz patrzę na masło na zwiędłego ogórka na własną klęskę w formacie dziesięć na piętnaście wyglądam jak ktoś kto właśnie sobie przypomniał że kody do głowic atomowych zapisał na paragonie z biedronki który wyrzucił tydzień temu restartu brak średni wiek nie wjechał we mnie z fasonem on mnie po prostu podstępnie przelogował na wersję demo wszystko jeszcze działa ale tylko przez siedem minut potem wyskakuje komunikat że aby kontynuować należy wykupić nowe kolana moje ciało to teraz projekt budowlany który ktoś porzucił w latach dziewięćdziesiątych stoją ściany nośne ale nikt już nie pamięta co tu miało być mój metabolizm? nawet jeśli zjem tylko spojrzenie na pączka system księguje to w biodrach przez dwa lata i dolicza odsetki za samą chęć przeżycia moja twarz przestała być wizytówką a stała się powolnym osuwiskiem w krainie gdzie grawitacja ma osobisty zatarg z moją szczęką a worki pod oczami mają już własną wiarygodność i planują wystąpić o dopłaty bezpośrednie z unii jako nieużytki rolne kiedyś programowałem magnetowidy w ciemności jedną ręką dziś patrzę na nową aplikację bankową jak neandertalczyk na leasing kosiarki kiedyś on budził mnie rano stercząc jak maszt radiowy gotowy nadawać sygnał w kosmos dziś mój jedyny poranny odruch to erekcja lęku przed gwałtownym ruchem budzę się z kontuzją barku bo źle mi się śniło albo z naderwanym ścięgnem bo próbowałem przekręcić się na lewy bok bez pisemnej zgody fizjoterapeuty moja fizjologia? organy przestały ze sobą rozmawiać a wątroba wysyła mi listy z pogróżkami pisane krwią wiązanie butów to już nie jest czynność to dyscyplina olimpijska transmitowana tylko raz bo połowa zawodników umiera przy rozgrzewce stękam w dialekcie zapomnianych maszyn parowych trzy podejścia i  na końcu siedzę na taborecie spocony upokorzony a but patrzy na mnie z podłogi jak prokurator który właśnie znalazł dowód że jestem zbyt niebezpieczny żeby zostawiać mnie samego ze sznurówkami kiedyś podnosiłem monetę w locie łamiąc prawa fizyki teraz zanim się schylę muszę zwołać sztab kryzysowy sporządzić mapę przygotować plan ewakuacji i zostawić rodzinie numer do notariusza schodzę w dół powoli jak faraon którego właśnie wyciągają z grobowca ale przez pomyłkę za nogę i kiedy już dotknę tej przeklętej monety nie wstaję tylko rozglądam się po podłodze czy nie leży tu coś jeszcze bo drugi raz na tę głębokość nie zszedłbym nawet za dopłatą z funduszu zdrowia mój poranny rozruch przypomina próbę odpalenia radzieckiego czołgu znalezionego na dnie bagna najpierw przez kwadrans rzężę metalicznym kaszlem jakby ktoś kręcił rozrusznikiem na sucho a kiedy w końcu ruszam z miejsca coś strzela we mnie  tak że przez chwilę stoję i próbuję ustalić czy to jeszcze ja czy już raport powypadkowy kiedyś dziewczyny poprawiały włosy i wciągały brzuch na mój widok dziś poprawiają torebki sprawdzają czy gaz pieprzowy działa patrzą na mnie jak na bilet miesięczny który stracił ważność w ubiegłym stuleciu słoik ogórków to moja osobista golgota kiedyś otwierałem go jednym ruchem jak Pudzian coca-cole dziś  stukam nożem w dekiel szepczę "no dawaj ty szmato" a słoik siedzi niewzruszony jak emerytowany mafioso który wie że i tak nic mu nie zrobię przy siadaniu wydaję dźwięki jakby szafa gdańska spadała ze schodów prosto na orkiestrę dętą przy wstawaniu jest dramat w trzech aktach najpierw wstaje dusza potem ambicja potem lewa noga reszta zostaje z tyłu i negocjuje warunki kapitulacji ostatnio kichnąłem zbyt ambitnie przez dwa dni chodziłem jak postrzelony flaming który chce zachować pozory ale wie że już jest po wszystkim mój kręgosłup? to teraz wieża z jengi którą układał niewidomy podczas trzęsienia ziemi na Filipinach wystarczy głębszy wdech i kończę jako wernisażowa instalacja artystyczna której nikt nie rozumie ale wszyscy się boją dotknąć najgorsze że w środku wciąż mam dwadzieścia lat nadal chcę skakać przez płoty przesuwać szafy jednym barkiem więc próbuję a potem przez trzy dni wstaję z łóżka bokiem i wyglądam jak źle zaparkowana przyczepa kempingowa bez kół mój sen? to układanie się  na minie przeciwpiechotnej jeden ruch biodrem i wybucham serią trzasków jakby ktoś próbował mnie skręcić jeszcze raz ale już bez instrukcji w środku wciąż młody bóg na zewnątrz mebel z ikei któremu w połowie montażu zgubiono instrukcję za to dodano trzy kolana staw biodrowy lęk wysokości i skłonność do wydawania dźwięków  jak szafa z czasów bitwy pod Grunwaldem to nie jest kryzys wieku średniego to jest wersja próbna starości która już wie że ją kupię w ciemno                  
    • @Alicja_Wysocka   wiem, że się nie pognieważ jak ja przytoczę inny napis, z innej ściany i z zupełnie innym kontekstem.   jako ciekawostkę.   knajpa.   jedzą ośmiorniczki czy inne śledzie dwaj goście.   jeden to były premier Belka a drugi to bodajże ówczesny minister skarbu Cytrycki   męska rozmowa.   Belka mówi: ja naprawdę mam długiego! jak belka!.   na to Cytrycki: jak byłem w Singapurze to w kiblu, nad  pisuarem był napis: "przysuń się bliżej, nie masz takiego długiego jak ci się wydaje".   napisy na ścianach to skarbnica.   tylko nie można się czasami odnaleźć.   to takie tam moje pitolenie:)        
    • @andrew myślę, że nie mam jej :) nie czuję:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...