Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

'dorosłam, przerosłam a marzę
o puchowej kołdrze z gwiazd'

myślałam że nie muszę już niczego
że porastam mchem tymczasem
ziarnkami sypiącej się babeczki
w dziecinnej piaskownicy liczę kolejne

szczeble rozwoju nadwerężone ciągłym
wchodzeniem po kawałek dzisiaj
dla lepszego jutra na miarę wzrostu

wyrosłam i wrosłam od nowa
szpadelek łopatka ślizgawka i kaszka
aura wiosennego niepokoju
w uczuciach
nie czekam cudu podnoszę wiarę
a czasem ręce
mdleją



w.2.

marzenia o puchowej kołdrze z gwiazd
na receptę długoterminowego wykupu


myślałam - nie muszę niczego
porastam mchem tymczasem od nowa
ustawiam babeczki sypiące się
w dziecinnej piaskownicy licząc kolejne

szczeble nadwerężone ciągłym
wchodzeniem dzisiaj po kawałek
jutra na miarę biedronki
łopatka ślizgawka i klaps

aura wiosennego niepokoju
w uczuciach nie czekam cudu
podnoszę wiarę a czasem ręce
mdleją

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Podoba mi się, a to... jako pointa.
Pozdrawiam - wiosennie ;)
no, HAYQ jak mówisz tak to ci wierzę że mówisz dobrze... (sama się sobie dziwię-
ja i wiara mężczyznie) no ale za okienkiem wszystko mozliwe:):):)
a co z aurą? gdzie ją wcisnąć? przeca to kobieta!he he
spoko,jnej nocy
Opublikowano

wyrosłam i wrosłam od nowa
szpadelek łopatka ślizgawka i kaszka
aura wiosennego niepokoju

w uczuciach nie czekam cudu
podnoszę wiarę
a czasem ręce
mdleją

może jakoś tak?
pozdrawiam

Opublikowano

a więc tak:
/wiem, wiem, że zdania nie zaczyna się od "a więc" /:)
pamięć raczej dobra u mnie
i stwierdzam autorytatywnie:)
że nie jest to premiera tego wiersza tu w warsztacie :)))
już mi kiedyś przypadła do gustu troskliwa babcia
w piaskownicy.
Teraz też czytam i czytam i wszystko przemyślane
babcine troski pięknie wyłożone.
ale

Stasiu
piszesz: - "wrosłam od nowa szpadelek łopatka ślizgawka i kaszka "
a czy Ty przypadkiem cały czas nie wrastasz ?
Bo czyżbyś tak szybko wrosła w te stare od nowa? :)
Chyba że :)
Pozdrawiam b. serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97   dziękuję Bereniko za sympatyczną gościnę i Twój komentarz, miło mi, że wiersz Ci się spodobał...pogodnego dzionka życzę z uśmiechem*)
    • Koale (w sumie, to nie wiem czy to się tak odmienia, ale na potrzeby tego komentarza chyba może być, nawet  jeśli nie:)) żywią liśćmi eukaliptusa, które zawierają sporo alkoholu, więc chodzą ciągle nabzdryngolone. To chyba nawet, w jakiś sposób wpasowuje się w treść. :) A tak poza tym, całkiem niezły wiersz. Prawdziwy. Pozdrawiam 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...