Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 40
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Oxyvio jeszcze długa droga przed Tobą. Wiersz to nie blacha, którą można ordynarnie kuć. Ćwiczenie czyni mistrza w każdej dziedzinie, oprócz tej. Z wierszem to jest tak jak mawiają babcie "wyżej dupy nie podskoczysz".

Opublikowano

A właśnie, Kochani, jeszcze taka mała prośba, nie róbcie mi śmietnika w postaci własnych porachunków (panowie), w miejscu gdzie powinny być konstruktywne opinie. Zachowajmy kulturę wypowiedzi.

Opublikowano

Skarbie, ja mam propozycję, bo widzę, że masz dużo na ten temat do powiedzenia. Napisz poradnik jak pisać wiersze. I proszę pokornie, już nie dręcz mnie tymi wykrzyknieniami i niedowierzaniami. Dobranoc.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To Ty dużo gadasz, nie ja. Sama idź spać, mądralko.

Ja nie zamierzam trenować tańca. Może To Wy oboje razem potrenujecie tany w parze? Trochę jakby pasujecie do siebie tonem i charakterem wypowiedzi - ten sam poziom kultury osobistej, ten sam urok i powab.
Opublikowano

w dzień
możesz być każdym
i nie potrzebować
nikogo

ale ==> a cóż to za przestrzeń, czyżby dwa oddechy dla czytelnika, pisanie enterem
to jakaś dziwna maniera

strzeż się
bo nocą
zasypia człowiek
budząc demona

a z demonem
nie ma żartów ==> a cóż to za groźby, czyżby mają wprowadzić czytelnika w stany lękowe

kogo postawisz
na nocnej straży
i zaufasz, że nie zaśnie? ==> nocna straż z reguły, pilnuje, a nie śpi, więc kolejna fraza
jest tylko zbędnym zapychaczem miejsca

że nie pozwoli strzydze
wydrzeć nawet kawałka
lichego marzenia sennego ==> że się zapytam jak to tak rozpoczynać frazę od
nieszczęsnego "że"

kto nad ranem
sinymi z zimna palcami
rozpocznie podróż
po Twoim czole
w bok skroń
i niżej do ucha

posłuchaj mnie
już jesteś bezpieczna



Pani Tancerko aby napisać ciekawy wiersz -dla czytelnika, trzeba się nieźle napracować, dla pani to potok świadomości i niech już tak zostanie, jeśli jest pani usatysfakcjonowana z własnej twórczości to się proszę przestać oburzać, że komuś się coś nie podobało, każdy ma swoje subiektywizmy

dla mnie to bardzo słaby utwór, niedopracowany,w którym enter wodzi prym, a słowo rzucane jest -jakby to rzec- na wiatr

ja jestem zdecydowanie na NIE
pozdrawiam

Opublikowano

Wybacz Oxyvio, ale nie chcę tańczyć z kimś, kto uważa, że wiersz można wyćwiczyć, to żenujące.
A teraz wszyscy komentatorzy, zrozumcie, że to nie idol, i wasze komentarze typu "jestem na nie" są nie na miejscu. Moi drodzy moze moja twórczość nie trafiła do was, no trudno, zdarza się.
Ale przynajmniej wywołała burzę, moze nie najwyższej jakości krytyki, ale i tak miło, że staraliście się coś napisać. Za komentarze dziękuję, doceniam to, lecz się nie zastosuję.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




wystarczy się pozbyć entera i już mamy prozę
czy nadal uważasz że napisałaś tekst godny nazwania go wierszem
narcyzm to straszna cecha osobowości ale jeśli się odnosi do własnej twórczości to już jest o stokroć gorzej

pozdrawiam
Opublikowano

Jedyna konstruktywna wypowiedz nalezy do T. Macieja. Owszem ja nie pisze poezji, ale jak ją juz czytam staram sie poznac intencje i zamiary autora, zrozumiec tekst. Budowa wiersza jest sprawą indywidualną ale tez nie jest bez znaczenia. Osobiste komentarze zachowajcie dla siebie bo z krytyką nie ma to związku. Jezeli Ci sie nie podoba to napisz ze "zły", ale uwagi w stylu "nie zasne" są nie na miejscu.

Opublikowano

widzę, że i tak się nie dogadamy, Pani Swoje a grono (i to najdziwniejsze, że nie tylko ja pani pisze, że to kiepścizna ale dość duża liczba osób) więc nie będę się już wysilał i pisał konstruktywnie

ale zacytuje słowa

"dobra to może być zupa z bobra"
a pani do pisania musi jeszcze dojrzeć i nabrać dystansu

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



po takich tekstach nie miałem innego wyjścia niż zaproponować Paniom wspólne treningi

pozdrawiam
Acha, byłeś w jakiejś sytuacji bez wyjścia? Acha. Biedactwo.
Już napisałam, co ja Wam proponuję po Waszych uwagach, mądrale. Pasujecie do siebie jak ulał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kończyłaś polonistykę, krytykę literatury czy szybki kurs produkcji wierszy?
Ja też nie chcę z Tobą tańczyć i nie proponowałam Ci tego, więc nie wiem, dlaczego mi odmawiasz i prosisz o wybaczenie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To prawda, przyzynaję rację. Trochę się zagalopowałam w żartach, choć sama nie raz głosowałam za tym, żeby z nikogo nie szydzić, tylko pisać konstruktywne, uzasadnione komentarze. Faktycznie, byłam niekonsekwentna i przepraszam za to Autorkę.
Ale wiersz mi się nie podoba, uważam, że nie jest dobry i faktem pozostaje, że raczej mnie śmieszy tymi demonami-z-którymi-nie-ma-żartów, niżby miał mnie straszyć. Teraz nie szydzę, a tłumaczę, co wywołało mój uśmiech. Jak rozumiem, wiersz miał w czytelnikach wywoływać atmosferę koszmaru i nagłego przebudzenia. Niestety nie wywołuje, i to nie tylko we mnie. Nie jest więc trafiony. Źle dobrane, nieprzemyślane, niedopracowane środki artystycznego wyrazu, braki warsztatowe, niedokończona "obróbka" tworzywa literackiego, jakim jest strumień wyobraźni + słowa + tropy stylistyczne.
Autorka nie musi w to wierzyć, ale w takim razie nigdy poetką już nie będzie.
PS. Natomiast, Mistrzu Poezji, Twoja instrukcja dla nas - czytelników - co powinniśmy robić z wierszami, a czego nie robimy, była również nie na miejscu. Nie tylko ja byłam tu szydercza i nieelegancka.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


że co? nie wyśmiewam się tylko pytam, że co?
z ukłonikiem i pozdrówką MN Zgadzam się z Messalinem w pełnej rozciągłości. ;D
Wiesz, co to jest strumień świadomości? Nu, to poczytaj: [url=http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=53195#dol]Stara kamienica[/url].
Nie jest to moje chwalipięctwo, nie traktuj tak tego. Potraktuj to jako mój koment. Zwłaszcza końcówkę.

Twój wiersz jest naprawdę kiepski i uwierz w to. Zwłaszcza, że wszyscy Ci mówią, że im się nie podoba.
Do mnie nie trafia ni w ząb - nie robi najmniejszego wrażenia. Kiedy go czytałam - przypomniały mi się moje twory z podstawówki. Każda myśl jest tu wyrażona w najprostszy z możliwych sposobów. A chcesz zobaczyć, jak wygląda strumień myśli na ten temat w moim wykonaniu?

Za dnia człowiekiem jesteś.
Czujesz i myślisz - jak każdy.
Nikogo ci nie trzeba
do szczęścia. Sam jesteś - silny i mądry.

Lecz nocą, gdy słońce i świece już zgasną -
zasypiasz. I budzisz upiora.

A ten sową się staje
czy diabłem z jęzorem
w zębatej paszczęce ku gardłu sunącej.

I kogo postawisz na straży przy skroni
potem od koszmaru nocnego zalanej?
Przy uchu, by szeptał - gdy ty przerażona -
słowa: "to koszmar. Już nie ma
ni strzygi, ni czarta... Spokojnie.
Ze mną
już jesteś bezpieczna."


Strumień myśli. Pisane na kolanie. Gdybym tak zechciała bardziej się nad tym zastanowić - na pewno wyszłoby lepiej. Dużo lepiej. Po wielu przeróbkach być może zdecydowałabym się na wstawienie tego tu, do komentowania. Może. Póki co - to jest pierwotna wersja, pierwszy strumień myśli, tak wygląda każdy mój utwór (niekoniecznie poetycki), kiedy po prostu mi wpadnie do głowy jakiś pomysł. Podoba się? Bo mi średnio. Niepotrzebny temu warsztat i żmudne cwiczenia? Przekuwanie tej blachy? Gięcie jej do niemożliwości? Bo moim zdaniem potrzebne, i to w dużych ilościach...

Nie pisałabym tego wszystkiego, gdybyś nie powiedziała, że "Wiersz to nie blacha, którą można ordynarnie kuć." Zadziwiająca postawa. Zwłaszcza jak na artystę (jeśli faktycznie jesteś tancerką). Idąc Twoim tokiem myślenia - każda forma sztuki jest strumieniem myśli. Wszak wszystko, co artyści tworzą jest jakimś wyrazem ich myśli i uczuć. Wszystko. Nawet taniec.
Tylko żeby dobrze wyrażać swoje uczucia - tak, żeby inni je zrozumieli i żeby zrobiły na nich jakieś wrażenie - trzeba ćwiczyć. Dużo. Ci, którzy są sławni - ćwiczą przez całe życie. Również poeci.
Natomiast Twój wiersz jeszcze wierszem nie jest. Mnóstwo, mnóstwo pracy przed Tobą, zanim wiersz napiszesz. No, chyba, że dalej bedziesz twierdzić, że wiersz to wyłącznie myśli i nie warto nad nimi pracować. Tedy powodzenia życzę w dalszej pracy twórczej.

Pozdrawiam, R.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...