Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„ – Może coś słodkiego? – zaproponowała Helena – Tort czy ptifurki? Obawiam się, że mój list wydał się panu trochę dziwaczny, ale wszystko panu wyjaśnimy… wcale nie jesteśmy takie postrzelone, jak pan myśli, naprawdę. Ani pretensjonalne… naprawdę. Tylko wyrażamy się trochę przesadnie.”
E. M. Forster „Domostwo pani Wilcox”.



Kto rano wstaje i udaje się do kuchni w celu zaparzenia sobie kawy – jest już trupem. I właśnie o tym będzie to opowiadanko. Przecież każdy z nas wreszcie kogoś poznaje i sypia z nim, a znając realia – chciałby się przespać. I tak dziewczyna potrafi odejść i zasrać – można powiedzieć, że życie, ale kto teraz czyta o takich głupotach. W sumie najgorsze jest jednak to, ze wszystko i tak zaczyna się podobnie – o popatrz, jak gotuje się woda. Woda zamienia się w parę, ta w metafizycznego Anioła, a potem powstaje kiepska literatura, zresztą ku uciesze co inteligentniejszych czytelników. Ale nie zanudzać –chyba każdy bohater powinien mieć prawo do własnego zdania? A opowiadanie bez potencjalnego trupa jest nic nie warte.

Kto rano się budzi (nie chce powtarzać już wstaje i tak chodzi o to samo), zauważa, że wszystko nie jest tak, jak zawsze. Wejście do lśniącej kuchni, nastawienie czajnika, podpalenie zapałki i potem spokojne czekanie. Można się wieszać, ale organizm tego nie wytrzymuje i wykręca się dość paskudnie, co jest zbyt komiczne dla ofiary tragedii. Organizm potrzebuje i kofeiny i ciszy. Wyobraźcie sobie, ile samobójców nie wyłącza gazu. Popija sobie kawę i czeka. Albo ile to dziewcząt zamawia tą swoją małą czarną (kawę rzecz jasna) w jakiejś kawiarni i mówi tym biednym chłopcom, ze jednak nic z tego nie będzie. Zostaje im albo marna kariera poety, który zostanie w rezultacie podtatusiałym i skretyniałym wzorem dla nastolatek, albo ta ostatnia kawa, na pewno słodka, bo raczej nikt sobie wtedy nie żałuje. A tak przy okazji nieszczęść – bycie w jakiś sposób artystą to tez nieszczęście, ponieważ mnóstwo ludzi, których się nie zna, ma takiego artystę za idiotę. To już chyba lepiej z honorem zainwestować w ten cukier i w deko cierpliwości. Albo po prostu się nie umawiać, lub na wzór Szymona Słupnika wejść na jakiś słup i siedzieć tam sobie spokojnie. Tylko, że znowu mogą być nieszczęścia – to gwałtowne opady, to srające ptaki, to znów chuliganeria rzucająca kamieniami. Starsi powiedzą, że kiedyś tego nie było i bycie takim Szymonem to pestka. Ale przecież starsi to kolejna zaraza, ponieważ zawsze myślą, że kiedyś było lepiej, a w dodatku byli zdrowi. No tak – była wojna, był komunizm, kto wtedy miał czas na kawę? Dlatego jednak ze zgrozą przyznaje, że bycie tu i teraz, to jedno wielkie nieszczęście.

Ale żeby być bardziej konsekwentnym w udawaniu tego, kim się nie jest, co też do przyjemności nie należy – na pewno pamiętają ciebie z lat szczenięcych, gdzie niejedno głupstwo się popełniało – to jednak należy bardziej się skupić. Zatem skupcie się tatusiowie i matusie – i zanim wasza pociecha dojdzie do tej ostatniej w swym życiu kawy, uważajcie. Na pewno nie pozwalajcie zbierać pociechom znaczków. Tak durne hobby prowadzi do frustracji, a w rezultacie każda panienka w przyszłości obedrze go ze skóry. Nie kupujcie także chomików, rybek, psów, kotów i tym podobnych gadzin. Nie dość, że śmierdzi, to jeszcze doprowadza do stanów euforii, a w najgorszych przypadkach do stanu podniecenia. No to już wiecie, jakie to zboczeństwa. Zatem jakie antidotum na te nieszczęścia ? Na pewno nie Słowacki. To, że chciał odstrzelić głowę Ropelewskiemu nie czyni z niego bohatera. Adam też nie, nudny po prostu. Czyli wychodzi na to, że nic zrobić nie możecie. Jedynie tak zwana czystość cielesna, ale tego to ja znowu nie polecam – napiliby się kawy szybciej niż myślicie.

Ale będzie na tyle, trzeba w końcu dojść do jakiegoś nawiązania akcji. Jak zaznaczono w pierwszym akapicie, bohater przyjemnego poranka nie miał. Udał się do kuchni, bo przecież każdy przeciętny człowiek to robi. Kibel pomijam, bo chyba tylko najmarniejsi grafomani piszą o kiblu, a przecież to i tak wstyd – niewiadomo, kto to będzie czytał. Zatem – i tutaj nie ma co ukrywać – rzuciła go. Działo się to w Rabce, roku x, w lipcu. Dlatego postanowił nie zważając na rachunki sumienia i elektrowni zrobić sobie kawę i nie wyłączając gazu pić sobie spokojnie aż do zgonu. Starsi znowu pokręcą nosami, że kiedyś tego nie było i tutaj się zgodzę. Wtedy nie było w sklepach cukru, a kawa z octem ma wyjątkowo podły smak. I to tez jest dowód, bo starsi przecież żyją. A przez ten dzisiejszy dobrobyt i pokój za dwadzieścia lat nie zostanie nikt, bo teraz każdego stać, a jak nie stać, to dadzą mu zasiłek. Pusty glob – to już katastroficzne nieszczęście – ale patrzcie państwo – jednak zaczynające się od kawy. I dalej – przez głoszenia tolerancji dla nierówności seksualnych wyginą także Ci inaczej to robiący. To proste – kiedyś by się wstydzili społeczeństwa, ale teraz, kiedy każdy może, to czemu i nie oni ? Tolerancja to jedno wielkie nieszczęście prowadzące do zagłady świata. Impotencji w ogóle się nie liczą, zresztą żadne społeczeństwo się na nich nie opiera. A zresztą żaden się nie przyzna i zrobią to tylko dlatego, żeby pokazać, jacy to oni nie jurni. Ci to już na pewno przesłodzą, sześć łyżeczek jak nic.

Opublikowano

A ja bym dodał to tego, że wszystko już zostało napisane (tudzież zagrane, zaśpiewane ) i można już tylko powielać schematy i pisać na nowo o starych tematach. Miłość, pijaństwo, samotność, lubieżność, rozwiązłość, podróże, wojna, rozkosz, cierpienie, śmierć. Kiedy nasza cywilizacja upadnie pod ciosem morderczego meteoru lub pochopnej decyzji prezydenta USA o zniszczeniu Korei ( tej gorszej ), bo Północnej, wtedy wszystko zacznie się od nowa i od nowa będzie odkrywcze. I będziemy pisać jak natchnieni o pięknych kobietach, o rewolucjach, o tym wszystkim co dopiero zostanie napisane...
Pozdrawiam.

Opublikowano

O co ci autorze chodzi? Wysuwasz wnioski na podstawie jakichś irracjonalnych pierdół, zamiast na podstawie odkrytych mechanizmów.
"Kto rano wstaje i udaje się do kuchni w celu zaparzenia sobie kawy – jest już trupem"
- takich zdań jest tu więcej.
Czegoś bardziej absurdalnego od powyższego tekstu dawno już nie czytałem.
Pozdrawiam. - O tak, pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oczywiście, że można, zresztą ludkowie pisali, piszą i najprawdopodobniej będą pisali - no coś w tym jest.
A temat - w tym wypadku treśc jest zdominowana przez tytuł, do której należało ową podstawic.
Dzięki za poczytanie i pozdrawiam.
Opublikowano

Dobre nawet. Cukier nigdy nie smakował tak dobrze. Podobają mi się motywy ze starcami co mówią, że kiedyś tego nie było i każdy mógł za Szymona na słupie posiedzieć. hehe. Co do reszty to ostatnia kawa w życiu powinna być gorzka, tak gorzka żeby człowiek umierał od goryczy a nie od gazu.
pozdrawiam jimmy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
    • @Mel666 Super  Ostatnia zwrotka mogłaby być, za cały wiersz.    Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...