Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Joannie - Sławek

Panie
nie proszę Cię o przyjaźń na linii ja - Ty
Proszę o rąbek prawdy Wiedzę niezamkniętą
z żadnej strony Otwartą na chwilę zdumienia
Bo wiara pełna meandrów śladów stóp piasku
to wiara szczera i moja I jeśli nauczysz mnie
smakować deszcz zbierany w dłonie Nauczysz
mowy jasnej prostej to będzie to mowa nasza
i niczyja więcej Zatem bądź po prostu bądź
chociażby nie wiedziały moje dłonie co czynią
kiedy odkrywają świat Przecież jestem kroplą
niczym więcej jak kroplą w stogu innych kropel

Naucz mnie liczyć każdą sekundę tego że
jestem Każdy obłok który nade mną płynie
w Twoim niedokrytym ciele jak po mapie świata
błądzi się palcem żeby znaleźć miejsce gdzie
kubek wody ma smak gliny smak cynobru
smak powrotu

Panie tych kroków zawsze pewnych naucz mnie
Żebym mógł iść zawile i długo z lampą podróżną
knotem jak sznurkiem wiązać każdy mrok rozpostarty
obok mnie Jeśli zechce wrócić będę znał drogę prostą
jasną i zawsze we właściwym kierunku I za tę drogę
jaką mnie prowadzisz pragnę Ci podziękować
Bo nie znam innej
Opublikowano

"stogu innych kropel" - ???
"z żadnej strony Otwartą " - ???
"Przecież jestem kroplą" - ???
"jestem Każdy obłok" - ???

A żeby nie nudzic - Zupełnie tego nie mogę przetrawic...
A na jaką "horae canonicae" jest przeznaczona ???

Opublikowano

Za to ja mogę przetrawić bez trudu i podoba mi się. Jakby były kropki, Michał nie miałby takiego problemu ze zrozumieniem, bo patrząc na cytowane przez niego fragmenty, przynajmniej w trzech widzę błąd myślowy.
pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W moich ? Jakie to błędy myślowe ? Jeżeli się mylę, przyznam rację. Zwracam tylko uwagę na kontekst - podmiot raz jest kroplą, raz jest obłokiem, krople raczej nie pzrypominają stogu.
Zapraszam do dyskusji, ponieważ mogę nie miec racji.
ogólnie drażnią mnie powtózrenia - namolne, dedykacja pasuje do tytułu "Brewiarz" jak kwiatek do kożucha.
Jedynie, z czym sie zgodzę to apostrofa, ale dalej ta treśc jest niekonsekwentna - sytuacja liryczne - prośba do Boga - naucz mnie mówic, chociaż podmiot już mówi i mówi...
i jeszcze jedno:
śladów stóp piasku
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Michale ja tak to odebrałam i nie widzę tu niedorzeczności. Masz rację jedynie w pierwszym przypadku, bo stóg, to raczej siana, a nie kropel.
Uczyć się mówić można całe życie i do końca mieć z tym problemy, a więc tu polemizowałabym z Twoim zarzutem.
pozdrawiam ciepło i udaję się w stronę kuchni, wrócę później
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Michale ja tak to odebrałam i nie widzę tu niedorzeczności. Masz rację jedynie w pierwszym przypadku, bo stóg, to raczej siana, a nie kropel.
Uczyć się mówić można całe życie i do końca mieć z tym problemy, a więc tu polemizowałabym z Twoim zarzutem.
pozdrawiam ciepło i udaję się w stronę kuchni, wrócę później

Hm, powoli się przekonuje - zatem pozostaje kwestia niefortunnego tytułu - ponieważ "brewiarz" to zbiór piesni, modlitw itd - zatem ta dedykacja jest nie na miejscu.
Druga sprawa to użycie dwa razy "jestem" - wprowadza to zamieszanie - nie można byc jednocześnie tym i tym. "Stóg kropel" prawidłowe nie jest na pewno.
Hm, trzeba wrócic jeszcze - Beeni - nawracaj :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Uważam, że jest to ładnie napisana modlitwa na każdą właściwie okazję. Jednak autor nie ustrzegł się pewnych błędów, które poprawione wygładzą wszystkie niedostatki. Ale myśli są ciekawe... Troszkę mnie tylko zastanawia, dlaczego zdania kończą się w połowie wersów, nie mają kropek i zaczynają z dużej litery następne zdania. Rozumiem, ze autor dał się ponieść fali nowoczesnego pisania, co akurat w tym przypadku jest chyba lekką przesadą, bo podczas czytania, czy raczej odmawiania tej modlitwy, konieczne jest robienie przerw, jakby przecinki i kropki tam były.
Ja się nie czepiam, tylko zwracam uwagę na pewne nieścisłości wyżej wymienione.
Widzisz Michale, ta współczesność nawet ciebie wywiodła nieco na manowce. Można by też tak napisać, jak to Beenie wyjaśniała i byłoby dobrze... A mówić można zawsze lepiej i mądrzej i nigdy się doskonałości nie osiągnie. W telewizji ja słyszę coraz większy bełkot - gdzie im tam do mowy!!!
Ta modlitwa przypomina mi nieco " Modlitwę o wszystko, co dotyczy zbawienia " papieża Klemensa XI, zmarłego w 1721 roku, ale on to pisał normalnie - zdanie po zdaniu z przecinkami i kropkami.
Dla mnie tekst jest niezły, godny używania...

Pozdrawiam Piast
Opublikowano

A ja uważam, że duże litery są wystarczającym wskaźnikiem nowej myśli-zdania... Ale wiersz mnie zmęczył. To znaczy - jakoś nie lubię brewiarzy! Co do "stogu kropli" - coż! to jest dopuszczalne, jeżeli uzasadnia się jakoś na tle tekstu - licentia poetica... stóg kropli - to duża ilość kropli (tutaj ludzi) skupionych w jednym miejscu - ściśniętych rzec by można... A czy takie metaforyzowanie nam się podoba?... to rzecz już inna!

Opublikowano

Jeśli skromnym zdaniem autora mogę zauważyć - czy ktoś z Państwa czytelników dostrzegł to, że modlitwy nadają się częściej do czytania, nie do poprawiania i wytykania błędów? Nawet jeśli są ułożone w formę wiersza (co jedno drugiego z pewnością nie wyklucza)? Bynajmniej, serdecznie dziękuję wszystkim i każdemu z osobna, że podjął dialog z tym wierszem. Jak dotąd zbywany był on brakiem komentarzy. Nie wiem dlaczego - czyżby zbyt osobisty? Byćmoże. Ponawiam jednak podziękowania. Co do proponowanych zmian - błędów nie widzę, te o których Państwo piszą, nie są błędami, lecz pewnymi myślo-skrótami, które, zapewniam, nie są trudne do rozszyfrowania. Długo ten tekst był pisany, zatem wszelkie błędy były niwelowane już wcześniej. Co do kończenia i rozpoczynania nowych zdań bądź to w środku bądź na końcu wersa, należy odczytać nie jako nową falę współczesnej poezji, bo taką się nie interesuję, a raczej jako zabieg, który miał wnieśc tylko formę inną od poprzedniej, niż używana przeze mnie. Nic poza tym - zapewniam po raz drugi.

PS.

Panie Jacku!

Maestro to był Vivaldi ze swoimi "Czterema porami", ja co najwyżej to mogę być niezauważony dobosz w korowodzie grajków, w jakiejś tancbudzie na miejskich przedmieściach.

Pozdrawiam wszystkich, życząc Wesołych Świąt.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiadomo, że to PS. to do Jacka, ale wcześniej jest dużo do mnie.
Modlitwy są do czytania, tak jak wiersze, jak felietony, itp. My tu na tym forum poprawiamy się, jeśli widzimy coś, co jest niezrozumiałe, lub może być przez autora niezręcznie ujęte. Nie negowałem tej modlitwy, zresztą chyba pierwszy napisałem, że jest to modlitwa. Czytałem ją wiele razy i wciąz nie mogę pozbyć się wątpliwości wymienionych wyżej. Jeśli ktoś ma tę modlitwę odmawiać, a sam nie odrzucam możliwości wygłoszenia jej przy nadarzającej się okazji, to muszę ją rozumieć i tak przekazać, by inni też zrozumieli, bo oni słuchają - ja czytam.
Wyjaśnij - " obłok płynie w niedokrytym ciele ", czy " W Twoim niedokrytym ciele błądzi się palcem " - bo to Każdy napisane dużą literą wyklucza jedno i drugie na raz. Bo jeśli - obłok - odnosi się do liczenia, to - Każdy _ powinien być z małej litery.
I jeszcze te - ślady stóp piasku - ?

DOBRA! Czepiam się? niech będzie... Gdyby przyszło mi wygłosić tę modlitwę, musiałbym powiedzieć to tak, jak ją rozumiem. Chyba że autor zabroni!!!
Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Cody.; Vivaldi takiego wiersza by nie napisał, bo gdyby mógł, to znalibyśmy go jako poetę, a nie
kompozytora;
prośba o prawdę jest w istocie prośbą o kłopoty i razy; ale to pan już wie;
dlatego podziwiam, bo to świadomy wybór, sprzeciw, i manifest; i tak na Czasie... J.S.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiadomo, że to PS. to do Jacka, ale wcześniej jest dużo do mnie.
Modlitwy są do czytania, tak jak wiersze, jak felietony, itp. My tu na tym forum poprawiamy się, jeśli widzimy coś, co jest niezrozumiałe, lub może być przez autora niezręcznie ujęte. Nie negowałem tej modlitwy, zresztą chyba pierwszy napisałem, że jest to modlitwa. Czytałem ją wiele razy i wciąz nie mogę pozbyć się wątpliwości wymienionych wyżej. Jeśli ktoś ma tę modlitwę odmawiać, a sam nie odrzucam możliwości wygłoszenia jej przy nadarzającej się okazji, to muszę ją rozumieć i tak przekazać, by inni też zrozumieli, bo oni słuchają - ja czytam.
Wyjaśnij - " obłok płynie w niedokrytym ciele ", czy " W Twoim niedokrytym ciele błądzi się palcem " - bo to Każdy napisane dużą literą wyklucza jedno i drugie na raz. Bo jeśli - obłok - odnosi się do liczenia, to - Każdy _ powinien być z małej litery.
I jeszcze te - ślady stóp piasku - ?

DOBRA! Czepiam się? niech będzie... Gdyby przyszło mi wygłosić tę modlitwę, musiałbym powiedzieć to tak, jak ją rozumiem. Chyba że autor zabroni!!!
Pozdrawiam Piast


Proszę Pana,
nikogo nie atakuje. Raczej bronię swojego tekstu, jako jego autor i zarówno pierwszy czytelnik. Nie prosiłem o porady w jego stosunku, raczej komentarz jakie wywołuje on wrażenie i czy wogóle godzien jest uwagi. Ewentualne, wspomniane, przez Państwa uwagi nie sądzę, aby były wprowadzone. Przykro mi, uparty jestem i walczę o własną niezależność. Taka natura. :)


Pozdrawiam
Opublikowano

nikogo nie atakuje. Raczej bronię swojego tekstu, jako jego autor i zarówno pierwszy czytelnik. Nie prosiłem o porady w jego stosunku, raczej komentarz jakie wywołuje on wrażenie i czy wogóle godzien jest uwagi. Ewentualne, wspomniane, przez Państwa uwagi nie sądzę, aby były wprowadzone. Przykro mi, uparty jestem i walczę o własną niezależność. Taka natura. :) >>>

Skoro zwracałem się o pewne wyjaśnienia, to po to, by lepiej zrozumieć tekst, a nie cokolwiek poprawiać. Ale jeśli autor jest dumny i blady, i uparty, co akurat tu mu chluby nie przynosi, to niech dalej pławi się w swej nieomylności, i niech dalej podnosi nos wysoko, jeszcze wyżej, uważając jednak na ptaki, bo ptasia panuje...

A ja cóż, chylę czoła przed nieomylnością i rzemiosłem wielkiego Mistrza - Maestro... do stóp padam...
Wybacz, że Ci głowę śmiałem zawracać swiom natręctwem...

  • 8 miesięcy temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakie wrażenie na mnie zrobił Twój tekst: żadne! bełkot, bełkot, bełkot; plus Twoje zadufane w sobie komentarze, tragedia (ale "nie boska"), poniżej masz przykład wielkiej poezji religijnej, potraktuj ten wiersz jako wzór

Pozdrawiam
Bartek

Teresa de Cepeda y Ahumada)

TĘSKNOTA ZA ŻYCIEM WIECZNYM

Nie żyję w sobie, bo znam inną drogę?
Pełnego życia, więc wołam w tęsknocie:
Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Żyję tym życiem, które jest hen, w dali,
Bo miłość całą mą istność objęła.
Ona w mym sercu żarzy się i pali,
Ona mnie z Bogiem w jedno połączyła.
I w Nim me serce, me szczęście zawarte,
I On mnie wybrał, i wskazał mi drogę,
Wyrył w mej duszy znamię niezatarte:

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Miłość płonąca w głębi serca mego,
Ta miłość, która jest mym życiem, siłą ?
Zamknęła w wnętrzu mym Więźnia Boskiego,
Aby się szczęście moje dopełniło.
Lecz bliskość Jego wzmaga me cierpienia
I mej tęsknoty rozpala pożogę,
Aby Go ujrzeć bez zasłon ni cienia!

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

O jakże długie jest ziemskie wygnanie!
Jakże tchną smutkiem te pustynne głusze!
Jakże bolesne w tym życiu konanie
I te kajdany, co skuwają duszę!
Tylko nadzieją, że skończą się męki
Ten ból wygnania opanować mogę.
Lecz chociaż ufam, płyną z duszy jęki:

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Jakąż goryczą opływa to życie,
W którym nie mogę ujrzeć swego Pana!
Bo chociaż miłość napawa obficie,
Długa tęsknota, to bolesna rana:
O, zerwij. Panie, te ciężkie kajdany,
Do życia pełni otwórz mi już drogę:
Duch mój do Ciebie tęsknotą porwany.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

Tylko nadziei złociste promienie
Świecą mi w życiu, że kiedyś zaświta
Dzień, w którym skończy śmierć moje cierpienie.
I tej pociechy ma dusza się chwyta...
O, przyspiesz dzień ten, śmierci upragniona!
Widzisz, że radość czuję a nie trwogę
Na myśl, że weźmiesz mnie w swoje ramiona.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

O, życie! ty znasz potęgę miłości,
Wiesz jak się ona w zaświaty wydziera.
Puść mnie więc! nie więź wśród ziemskiej ciemności,
Bo szczęścia bramy twa śmierć mi otwiera.
O, jakże czekam mej śmierci zjawienia,
Bo tylko ona otworzy mi drogę,
Wybawi duszę z ciasnego więzienia.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Zdroje obfite życia prawdziwego
Nie mogą poić mej duszy spragnionej,
Póki nie wyrwie się z życia ziemskiego.
Więc z głębi duszy tęsknotą trawionej
Wzywam cię, śmierci! O, wyrwij mię z ciała!
Tylko przez ciebie szczęście zdobyć mogę...
Przyjdź już! jam w tobie pogrążona cała.

Ja tym umieram, ze umrzeć nie mogę!

O życie moje, cóż oddam dziś Bogu,
Co się ukrywa w głębi serca mego?
O, kiedyż stanę na wieczności progu,
By Mu dać życie za tę miłość Jego?
Gdy przez śmierć tylko dosięgnąć Go zdołam,
I przez śmierć tylko mam do Niego drogę,
O, jakże tęsknię, wyrywam się, wołam:

Panie, umieram, że umrzeć nie mogę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...