Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mojej mamie


Znów zostałem bez forsy więc poszedłem do Urzędu po zasiłek a tam, jak zwykle smród ludzki nie do wytrzymania.
Minęły trzy godziny. Wszedłem do pokoju zwierzeń. Stara baba jadła właśnie kanapkę z salcesonem. Człowiek pracy nie ma , a tu emerytka w pośredniaku za urzędniczkę robi.
- Przerwa!
- Jaka przerwa? Przecież stoję tu już trzy godziny.
- Nie słyszał? Przerwa!
Wróciłem na korytarz.
- Co jest? – zapytał mnie brudas w gumiakach.
- Przerwa.

Kwadrans jak z bicza strzelił. Zapukałem tym razem.
- Nazwisko?
- Rutkowski.
- Imię?
- Piotr, Paweł,
- Moment…- sprawdziła papiery -…nie należy się. Następny!
- Jak to się nie należy?
- Normalnie. Następny!
- Ale ja nie mam za co żyć.
- Gówno mnie to obchodzi. Uczyć się trzeba było. Następny!

Koszmar. Spojrzałem na tablicę ogłoszeń. Było tylko jedno i brzmiało następująco:


Chcesz znać swoją przyszłość? Wróżka Estrella. Tarot, numerologia, horoskop partnerski, codzienny, tygodniowy, miesięczny, wróżenie z kart, horoskop chiński. Pierwsze spotkanie gratis.

Na ogłoszeniu widniał jeszcze jej adres.


- Witaj. – przywitała mnie Estrella.
- Dzień dobry. Byłem właśnie w Urzędzie i…
- …nie dostałeś zasiłku. Na tablicy znalazłeś moje ogłoszenie i postanowiłeś przyjść do mnie…
- Dokładnie – odparłem – Skąd wiedziałaś?
- Jak to skąd? Jestem wróżką.
- Ta, akurat, a moja siostra ma garba na plecach i magazynuje w nim wodę na wypadek suszy i globalnego ocieplenia.
- Twoja siostra myśli, że to garb, ale jutro lekarz ją uspokoi. To tylko zwykłe przemieszczenie kości.
Zagotowało mi się trochę w czaszce i obleciał mnie strach. Skąd ona to wie.? Nie mogę dać się zwariować. Nie mogę dać po sobie poznać, że się boję. Wbrew temu co mówi moja matka JESTEM MĘŻCZYZNĄ!
- Dobra Elwira. Słuchaj…
- Estrella.
- Estrella. Powiedzmy, że ci wierzę. Mam prośbę. Chciałbym coś zrobić ze swoim życiem.Nie mam co jeść, nie mam pracy, mieszkam z matką, nic mi się nie udaje. Nie wiem jak to się mówi po waszemu, ale mogłabyś mi udzielić jakichś magicznych porad? Nie wiem, wskazówki jakieś dać…skoro już tu jestem.
- Oczywiście drogi przyjacielu.

Weszliśmy do pokoju i znów poczułem smród, ale tym razem inny. Nie ludzki. Inny. Zmysł powonienia mam dobry, może nawet wyśmienity. Jak pies rozpoznaję zapachy. Wszędzie. W metrze, w autobusie w Urzędzie. Ludzie się pocą, rzadko myją i potem śmierdzi. U wróżki w pokoju śmierdziało inaczej - kadzidełka. Szybko się z nim oswoiłem.
Kazała mi przełożyć karty i rozłożyła je na stole. Często grywam w karty, ale takich obrazków to ja jeszcze nigdy na oczy nie widziałem:, kościotrup, pies wyjący do księżyca, arcykapłan, którego początkowo pomyliłem z waletem szalek. Miał podobne ,rude włosy, ale w przeciwieństwie do dzwonkowego jupka ten czytał jakąś książkę. Po prostu źle skojarzyłem.

- Jesteś słabym ,kruchym człowiekiem. Łatwo cię skrzywdzić. Masz dobre serce, i ludzie to wykorzystują. Twoja dobroć obraca się przeciwko tobie. Nienawidzisz swojej matki.
- NIEPRAWDA! KOCHAM MOJĄ MATKĘ!
- Paradoksalnie kochasz i jednocześnie nienawidzisz. Ma na ciebie zły wpływ. Nie pomaga ci, jest złą kobietą, gardzi tobą, gardzi wszystkim co robisz, nie chce cię zrozumieć, nie potrafi. Wciąż powtarza , że jesteś podobny do swojego ojca, że jesteś taki jak on. Egoistyczny, samolubny, zapominalski, spoźnialski bałaganiarz impotent z fiutem wielkosci Stuhra w King Sizie, a ty nie chcesz być taki.
- Zamknij się! Nie chcę tego słuchać! Co ty o tym możesz wiedzieć?
- Karty nie kłamią.
- Jakie karty? Ta stara baba z koroną na głowie ma być niby moją matką?
- Mnie nie oszukasz Piotrze. Jestem wróżką.
- Nie wierzę ci. Nic o mnie nie wiesz. Rozumiesz? Nic o mnie nie wiesz.
- Wiem o tobie wszystko Piotrze.
- Jeśli jesteś wróżką, prawdziwą wróżką to powiedz mi, o czym teraz myślę?
- Jak nie zobaczysz to nie uwierzysz? biedny Piotruś…
- No o czym teraz myślę? Mów! Co siedzi w moim pieprzonym mózgu?
- Przecież to proste.
- Czyżby?
- Chciałbyś mnie bzyknąć.

Faktycznie Estrella miała jakieś niesamowite zdolności czytania w myślach. Nie miałem z nią najmniejszych szans. Zrozumiałem , że mam do czynienia z kosmiczną laską. Estrella była prawdziwą wróżką . To było pewne, bo myślałem o tym już na starcie, od momentu kiedy otworzyła mi drzwi. Te przezroczyste wdzianko, bombowe cycki pod nim, wisiorki, amulety, dodawały jej uroku. Była młoda, ładna gładka i pachnąca. Blondynka o niebieskich oczach .
- Co mówi przyszłość na ten temat? – spytałem
- Sprawdź.
Sprawdziłem i jak boga kocham to było najlepsze ruchanie w moim życiu.

Mijały tygodnie a ja wciąż nie miałem roboty. Chodziłem po fabrykach i błagałem na kolanach. Nic. Wciąż puste kieszenie i głód ponieważ matka zamykała przede mną lodówkę na kłódkę. Wszyscy już wyjechali do Angli. Kumple, znajomi, a co to ja gorszy jestem? Co to za różnica? Polski śmieć jest gorszy od angielskiego? Nigdy tam nie pojadę. Mój dziadek o wolność tego kraju walczył, przed niemcami na wschód uciekał a ja teraz za granicę mam wyjeżdżać i czuć się tam jak ci wszyscy Wietnamczycy, Ukraińcy i Rosjanie u nas na Stadionie?. Wierzę w ten kraj i będę wierzył. Kiedyś umrę i jak ja dziadkowi w oczy spojrzę?
Z dnia na dzień robiło się coraz gorzej. Nieraz bywałem na dnie, ale tym razem sytuacja zaczynała wymykać mi się spod kontroli. Prawie codziennie widywałem się z Estrellą. Wizyty u niej wcale mi nie pomagały. Nie potrafiła mi pomóc. Chciała się tylko pieprzyć. Nic więcej. Aż pewnego dnia zaproponowała:
- Mam dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Nie do odrzucenia.
- Można jaśniej? Ja nie potrafię czytać w myślach.
- Przeprowadź się do mnie.
- Żartujesz?
- Ani mi w głowie głupie żarty. Chcę cię mieć dla siebie.
- Kochanie zrozum. Nie chcę ci siedzieć na głowie. Wystarczy, że jestem darmozjadem i chujowo się z tym czuję.
- Potrzebuję kogoś kto zajmie się rezerwacją klientów, biurokracja, te sprawy. Gubię się w tych wszystkich zbędnych czynnościach. Muszę odciążyć umysł i ty mi w tym pomożesz

Wybawiła mnie. Wreszcie jakaś porządna robota w księgowości a nie cieciowanie ,ankiety, czy magazyny za cztery złote na godzinę.

- Nie wiem czy dam radę.
- Dasz.
- Skąd ta pewność?
- Jestem wróżką. Nie zapominaj o tym.

Przestałem być bezrobotnym na chwilę.

Opublikowano

Przeczytałam, a to znaczy, że mnie zaciekawiłeś. :) Swoją drogą, fajna wróżka, szkoda, że wymyślona. Co się tyczy samego opowiadania, masz ciekwy styl (pamiętam Randkę z Lucy, która bardzo mi sie podobała. Oczywiście na sama randka, ale opowiadanie ;), momentami bardzo bezpośredni, ale to sprawia, że jesteś charakterystyczny. Wciągnąłeś mnie, zaciekawiłeś, czytałam z przyjemnością. Podoba mi się. Chociaż może ta końcówka zbyt szybko przyszła, mógłbyś to trochę pociągnąć.
Pozdrawiam :)

Opublikowano

przecinki pouciekały tu i tam. "pokój zwierzeń" kiepskim pomysłem. kobieta w urzędzie genialna :) ale trudno urzędowy gatunek opisać kiepsko, bo sam w sobie jest fenomenem :) rym wszędzie-urzędzie przez pomyłkę czy świadomie? w życiu nie słyszałam lepszego opisu garba :) caps lock w zdaniu o miłości do matki moim zdaniem kompletnie zbędny. "niemcy" napisani małą literą z premedytacją?
"U wróżki w pokoju śmierdziało inaczej - kadzidełka. Szybko się z nim oswoiłem." - z nim? raczej z nimi. albo z zapachem. bo "z nim" pasuje tu jak pięść do nosa.
podoba się, podoba :)
pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a wiesz, że James Dean był gejem???? dzięki, Urzędze - wszędzie ot tak wyszło i poleciało...ale zamierzone.....z premedytacją....:*

p.s a pokój zwierzeń dlatego, że tam trzeba się tłumaczyć z tego co się w życiu robi w czasie nic nierobienia między robotą .
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Ja piszę to co w danej chwili chcę powiedzieć. Nic nie udaję, czasem przemycam z życia ale to podstawa w tym co robimy, to nasze doświadczenia, nasz punkt widzenia a w życiu jak to w życu, nie wszyscy mogą być Wokulskim, wierzysz w coś ślepo i to cię rujnuje, idealizujesz, spadasz na dno, nie kochasz za wszelką cenę chcesz być kochany, i tak w kółko.

Wilson w Ulicy Marzycieli napisał : "Są takie noce, kiedy człowiek dobiega trzydziestki a życie zdaje się kończyć ...(tu powinienem postawić kropkę ale polecę kawałek dalej) ...Masz wrażenie , że już nigdy go sobie nie ułożysz, że już nikt cię nie pocałuje...

Facet wie co pisze, pisze o takich ludziach jak ja, o marzycielach, idealistach, ale ja w tej chwili nie czuje potrzeby idealizowania swoich tekstów. Wystarczy mi życiowy idealizm. Odczuwam potrzebę pisania o podobnych istotach , ale trochę odmiennym stylu bycia. Bardziej wyrazistych niż ja , fabularnych historii. Może to przez szkołę, gdzie wpajają ci do łba : Bohater, cel, konflikt, działanie, opowiadaj nie nauczaj, pokazuj nie mów...trudno mi naprawdę odpowiedzieć...Kiedyś może coś napisze refleksyjnego, póki co nie potrafię,
Im więcej czytam, staroci, klasyki, tym większe mam wrażenie , że pisanie refleksyjne o sobie nawet dobrze zakamuflowane, przebarwione nie jest interesujące skoro moje życie jest nudne i szare. Może to stąd odnosisz takie wrażenie.

Czy taka odpowiedź cię zadawala?

p.s Obiecałem pewnej dziewczynie, że napiszę coś refleksyjnego i zbieram się, mam motywacji a;e brak mi w tym wszystkim szczerości, może wkrótce
Opublikowano

dobry tekst. szczerze mówiąc nie czytam wiele prozy na portalu,
ale kiedyś przypadkowo wpadłam na Twoje opowiadanko. spodobało
mi się i przeczytałam następne. dlatego też dziś widząc nika postanowiłam
zobaczyć. i nie rozczarowałeś mnie :)

pozdrawiam serdecznie Espena Sway :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...