Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

10

Na posterunku rozdzwonił się telefon. Dyżurny podniósł słuchawkę:
– Polizia Municipale. Słucham.
– ...
– Pańskie nazwisko? Halo! Halo!
Odpowiedział mu tylko sygnał.
Dyżurny połączył się z innego telefonu z przełożonymi, powiadamiając ich o otrzymanej przed chwilą informacji.

11

Policja miejska i karabinierzy przeprowadzili pośpieszną ewakuację klientów i personelu domu towarowego, oraz pracowników i mieszkańców pobliskich budynków. Zablokowano ponadto kwartał ulic przylegających do obiektu. W chwilę potem budynkiem wstrząsnął potężny wybuch. Na miejscu zdarzenia niemal natychmiast pojawiły się wozy bojowe straży pożarnej. Po ugaszeniu płonącej zawartości magazynów straż odjechała.

12

Tino siedzący w samochodzie szefa, wyjaśnił mu istotę swojego pomysłu:
– ... odpowiednią broń uda mi się załatwić, – powiedział szef – ale czy Toni poradzi sobie z elektroniką?
– Twierdzi, że tak, z tym, że trudno będzie zorganizować mikronadajniki o odpowiedniej mocy.
– A gdyby użyć komórki...
– Myślałem o tym, ale co by się stało, gdyby ktoś przedwcześnie zadzwonił na ten numer. Chociażby przez pomyłkę. Cała akcja na nic. Musi być radionadajnik. Ten typ jest najprawdopodobniej jedynie na wyposażeniu armii. No i przepustki...
– Z przepustkami nie będzie problemu. Nadajniki też się da skombinować. Porozumiem się z Centralą - i, jeśli wyrażą zgodę, przystąpimy do szczegółowego rozpracowania akcji.

13

Tino i Toni weszli do gmachu telewizji. Był już późny wieczór, lecz przepustki okazane wartownikowi nie wzbudziły u niego najmniejszych wątpliwości, włączył więc przycisk otwierający drzwi.
Po przejściu przez hol, skierowali się na schody wiodące do podziemnej części budynku.
– Gdzie teraz? – szeptem zapytał Toni.
– W prawo. Pokój numer trzydzieści siedem.
Idąc wzdłuż korytarza sprawdzali numery namalowane na drzwiach.
– Jest. Jest trzydziestka siódemka – powiedział Tino. – Wchodzimy.
Toni nacisnął klamkę i pociągnął do siebie. Drzwi ustąpiły.
– Jak na razie, wszystko zgodnie z planem – stwierdził zadowolony Tino.
Znaleźli się w sporym pomieszczeniu z rzędami metalowych szafek. Tino rozejrzał się i podszedł do jednej z nich. Wyjętym z kieszeni kluczem otworzył zamek i uchylił drzwiczki. W szafie dostrzegł dwa niebieskie, monterskie kombinezony, oraz dwie torby na narzędzia.
– Sprawdź, czy niczego nie brakuje.
Toni przejrzał zawartość toreb.
– Jest wszystko, prócz tego.
Wyjął zza pasa jakiś podłużny, owinięty w kawałek tkaniny przedmiot i włożył go do torby. Obaj wyciągnęli z kieszeni jeszcze kilka niewielkich pakiecików i wepchnęli je do drugiej torby, po czym nałożyli kombinezony.
– Tino, pokaż jeszcze raz ten plan.
Tino sięgnął pod kombinezon i z kieszeni koszuli wyjął złożoną kartkę papieru. Rozłożył ją na podłodze i obaj pochylili się nad nią, i analizowali przez chwilę wodząc palcami po kartce.
– No to chyba już wszystko jasne. Nie powinniśmy zabłądzić – stwierdził Tino.
Opuścili szatnię i poszli w kierunku windy.
Tino miał już nacisnąć przycisk, ale w ostatniej chwili zrezygnował.
– Wiesz co, lepiej chodźmy schodami.
– Dlaczego?
– A jeśli w windzie spotkamy kogoś? Zapamięta ten fakt i potem może nas opisać glinom.
– Przecież na schodach też możemy się na kogoś natknąć.
– Mało prawdopodobne. Myślisz, ze im chce się chodzić po schodach? Nie znasz tego środowiska. Taki gość będzie co rano uprawiał jogging, każdej soboty będzie grał w tenisa, ale do kibla we własnej chałupie jechałby samochodem. A jeśli nawet, to szybko miniemy się na schodach i nie będzie miał czasu, by nam przyjrzeć.
Poszli więc w kierunku schodów, którymi dostali się do podziemi i udali się na drugie piętro, po czym poprzez plątaninę korytarzy dotarli do celu. Celem tym były dźwiękoszczelne drzwi z napisem STUDIO D. Podświetlana w czasie nagrywania programów tablica nad drzwiami był ciemna. Mężczyźni weszli do środka. Było to niezbyt duże pomieszczenie, rozjaśnione jedynie słabą poświatą wpadającą przez okno reżyserki, urządzone w sposób wskazujący na to, że realizuje się w nim programy publicystyczne. Rozejrzeli się po nim świetle wyjętych z toreb latarek. Przez szybę zajrzeli jeszcze do reżyserki - nikogo tam nie było. Nałożyli silikonowe rękawiczki, po czym Toni wyjął z torby jeden z pakiecików i rozwinął opakowanie. Wewnątrz znajdował się miniaturowy mikrofon-nadajnik, z metrowej długości przewodem antenowym.
Toni uchylił drzwi studia i ostrożnie wyjrzał na korytarz, na którym panowała niczym nie zmącona cisza. Wyszedł więc na zewnątrz i kawałkiem taśmy przykleił przewód w kącie utworzonym pomiędzy płaszczyzną drzwi, a framugą, tak by mikrofon zwisał tuż nad posadzką korytarza. Toni powrócił do studia zamykając drzwi za sobą. Z kolejnego pakiecika wyjął niewielki odbiornik połączony kabelkiem z mikrosłuchawką. Wcisnął słuchawkę do ucha i przez chwilę dostrajał jeszcze głośność wystającym z odbiornika potencjometrem, po czym schował go do kieszeni.
Po wykonaniu powyższych czynności podszedł do kamery, przy której zatrzymał się Tino.
– To ta? – Zapytał.
– Chyba tak... Jest na środku, to pewnie z niej będzie szedł główny obraz.
Rozłożyli resztę zawartości toreb i przystąpili do demontażu obudowy. W pewnym momencie Toni dał koledze znak, by zachowywał się jak najciszej. Wskazał na ucho, w którym tkwiła słuchawka, a palcami drugiej ręki naśladował kroki.
– Idzie ktoś – szepnął i podszedł do drzwi trzymając oburącz kawałek cienkiego, lecz mocnego drutu.

14

Na końcu korytarza, przy którym mieści się studio „D” pokazała się sylwetka poruszającego się spokojnym, miarowym krokiem człowieka. Po chwili można było rozpoznać uniform strażnika. Coraz głośniejszy stukot podkutych butów donośnym echem odbijał się od ścian korytarza.
– Zatrzymał się gdzieś blisko – poinformował szeptem Toni.
Przez kilkadziesiąt sekund czekali w milczeniu.
Strażnik zatrzymał się niemal przy samych drzwiach studia. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił. Zaciągnął się kilkakrotnie, po czym ponownie ruszył przed siebie, nie dostrzegając zwisającego nad posadzką mikrofonu.
– Odchodzi. – Toni odetchnął z ulgą.
Po upływie kilkudziesięciu sekund mężczyźni przystąpili do dalszej pracy i po chwili część obudowy kamery została zdemontowana. Tino wyjął z torby ów podłużny przedmiot i odwinął go z płótna. Przedmiotem tym była pogrubiona na jednym końcu rurka. Wspólnie przystąpili do zamocowania jej wewnątrz obudowy za pomocą kleju epoksydowego.
– Włożyć? – zapytał Toni.
Tino skinął przyzwalająco głową. Toni włożył więc do rozszerzonego końca rurki jakiś niewielki przedmiot i przy pomocy klucza nakręcił na rurkę nakrętkę, od której odchodziły dwa cienkie przewody. Następnie wewnątrz obudowy przykleił jeszcze jeden prostopadłościenny element, do którego przymocował przewody odchodzące od rurki. Do otworu w jego ścianie wcisnął końcówkę jeszcze jednego przewodu i wypuścił go na zewnątrz kamery, przyklejając kropelkami kleju do nogi statywu.
– Antena – wyjaśnił Toni.
Po wykonaniu tej czynności Tino zakleił otwór w obudowie kawałkiem papieru, po czym wspólnie przystąpili do ponownego zamocowania obudowy kamery. Z kolei Toni zamaskował papier przy pomocy lakieru w sprayu, a na koniec wziął z woreczka garść kurzu i rozdmuchał go po powierzchni kamery w celu zatarcia śladów swojej pracy.
Tino, używając taśmy mierniczej zmierzył kamerę, oraz jej odległość od stojącego za stołem krzesła, po czym zapisał te dane na ręce.
– Po co te pomiary? – zapytał Toni.
– Będę musiał obliczyć odchylenie od osi optycznej kamery. Co prawda studio jest niewielkie, ale jednak wolę uwzględnić poprawkę. A teraz możemy się już zwijać.
Mężczyźni wyszli na korytarz, zdejmując po drodze mikrofon przyklejony do drzwi. Tą samą drogą powrócili do szatni, gdzie zrzucili kombinezony i zatrzasnęli je w szafce razem z torbami. Gdy przechodzili obok portierni, pilnujący wejścia ochroniarz odezwał się ze współczuciem:
– Dobranoc, panowie redaktorzy.
– Dobranoc – odpowiedzieli.
– Że też chce się panom tak pracować po nocach...

15

W licznych klatkach, oraz wiwariach laboratorium naukowego kierowanego przez profesora Carlssona przebywało wiele zwierząt różnych gatunków i rozmiarów. Można też dostrzec dużą kolekcję roślin. Mimo późnej nocy, odziany w „kosmiczny skafander” człowiek, montował pod laboratoryjnymi stołami jakieś urządzenia.

Opublikowano

no to dla mnie kawałek najmniej czytelny i czekam na nastepne części.
ciekawe, ciekawe....i mamy w koncy kryminał lecz jeszcze proponuję/ takie jest moje skromne zdanie....:)/ popracuj nad zaskoczeniami , wiesz niespodziewany obrot sprawy jak to czyniłeś wczesniej brakuje tego w III i IV i dla mnie a jestem umysł humanisty nie technika ,opisy tu zawarte nie uruchamiają mojej wyobraźni /monottone/ a moze sie mylę/
wiem ze trudno jest przyjmowac słowa krytyki gdy za toba taki kawał dobrej roboty:)
a warto było czytać, rozwijasz się moje gratulacje!!! masz swoje wizje, pomysły. i wiem że taka zabawa, praca z tekstem rozwija intelektualnie i nie tylko !
pozdrawiam i zyczę dalszego natchnienia

Opublikowano

Dzięki H.S.- poprawiłem "się".
Aksjo, trudno każdy odcinek kończyć w zaskakujący sposób - to jednak nie jest miniatura. Na razie powoli zmierzam do celu. Zaskakiwać powinien finał, a na razie chodzi raczej o wytyczenie tylu ścieżek, by czytelnik miał gdzie się zgubić, i nie mógł z góry przewidzieć kto zabił, dlaczego, i czy zabił wogóle, czy też sam został zabity.

Opublikowano

Akcja się rozwija, powiem szczerze czekam na ciąg dalszy. I mam nadzieję, że nie odbierzesz mnie jako starego upierdliwca, bo stary to ja chyba jeszcze nie jestem, i upierdliwy takoż. To taki prolog do następujacej uwagi. Piszesz: "Na końcu korytarza, przy którym mieści się studio „D” pokazała się sylwetka poruszającego się spokojnym, miarowym krokiem człowieka. Po chwili można było rozpoznać uniform strażnika. Coraz głośniejszy stukot podkutych butów donośnym echem odbijał się od ścian korytarza" Jest pytanie, skoro widzieli korytarz, to po co im był mikrofon, a jeżeli nie widzeli, to ujmij to inaczej, bardziej przez słuch. Albo informację, że Toni podglądał przez szparę, czy coś w tym stylu, choć przeczy temu tekst: "Zatrzymał się gdzieś blisko", bo jakby widział, to by powiedział gdzie.
Pozdrawiam
Wojtek

Opublikowano

Ale takie układ jakoś mi nie pasuje. Zaznaczam mi, chyba lepiej byłoby sylwetka poruszającego się spokojnym, miarowym krokiem strażnika. I drugie zdanie wywalić.
Pozdrawiam
Wojtek

Opublikowano

Rozejrzeli się po nim świetle wyjętych z toreb latarek - a nie ''w świetle''?

dotarli do celu. Celem tym były dźwiękoszczelne - może po prostu ''do celu, którym były''

Toni powrócił do studia zamykając drzwi za sobą - jestem słaby z interpunkcji, więc mogę się mylić... czy między studia a zaykając nie powinien stać przecinek?

podobało się, akcja rozkręcana z odcinka na odcinek, wciąga, teraz czekam tylko na jakieś boom i rozwiązanie tajemnicy szefostwa oraz laboratorium.
pozdr.

Opublikowano

Kurcze, podobają mi się te precyzyjne opisy dotyczące instalacji. Jak w filmie :-))). Przeanalizuj tylko to zdanko:
"Z kolei Toni zamaskował papier przy pomocy lakieru w sprayu, a na koniec wziął z woreczka garśc kurzu i rozdmuchał go po powiierzchni kamery zacierania śladów swojej pracy." - dwa "ii" i czegoś brakuje po "kamery".
Reszta - bombowa :-))))).
Pozdrawiam/b.

Opublikowano
–Z przepustkami nie będzie problemu. Nadajniki też się da skombinować. Porozumiem się z Centralą - i, jeśli wyrażą zgodę - przystąpimy do szczegółowego rozpracowania akcji. --> jeśli po "i" jest przecinek to po "zgodę" też musi być przecinek a nie myślnik
Było to niezbyt duże pomieszczenie, rozjaśnione jedynie słabą poświatą wpadającą przez okno reżyserki, urządzone w sposób wskazujący na to, że realizuje się w nim programy publicystyczne. --> pytanie natury technicznej: po czym to się rozpoznaje?
Z kolejnego pakiecika wyjął niewielki odbiornik połączone kabelkiem z mikrosłuchawką. --> połączony nie połączone
Po wykonaniu tej czynności Tino zakleił otwór w obudowie kawałkiem papier, po czym przystąpili do ponownego zamocowania obudowy kamery. --> kawałkiem papieru, tak?
jak ktoś już wcześniej wspomniał opisy tego, co montowali są nużące...nie tylko, jak przypuszczam, dlatego, że się na tym nie znam, ale także z powodu słabej plastyczności przekazu w tym akurat miejscu.
idę do kolejnych części :]

pozdrawiam
Opublikowano

Tino i Toni = a niech Cię... ciągle się mylę, który jest który

–Gdzie teraz –szeptem zapytał Toni. = skoro pyta to ?

aha, póki pamiętam, dużo lepiej wyglądają dialogi, gdy przy myślnikach stawia się spacje :)

Obaj wyciągnęli z kieszeni jeszcze kilka niewielkich pakiecików i wepchnęli je do drugiej= no ale co drugiej, kieszeni? chyba torby i wypadałoby o tym napoknąć

Poszli więc w kierunku schodów, którymi schodzili = be, właściwie całe zdanie jakieś takie, nie można krócej lub mniej powtarzalnie?

kawałkiem przylepca przykleił przewód = przszszszsz... kawałkiem taśmy może chociaż, żeby tak nie szumiało :)

w kącie utworzonym pomiędzy płaszczyzną drzwi, a framugą = :) Leszku! a co to jest? sztuka majsterkowania z Tonim? no dajże spokój takim opisom... :) naprawdę one spowalniają akcję i zaczyna się nużenie przez tak drobiazgowy opis.

–Odchodzi! –Toni odetchnął z ulgą. = z ulgą ale chyba tego nie wykrzyczał?

po czym spólnie przystąpili do = wspólnie

–Antena –wyjaśnił Toni. = komu? chyba Tino też wiedział, co to wszystko jest

nie no jak dla mnie czternastka jest przeciążona zdecydowanie

ochroniarz odezwał się ze współczuciem = a on niby kiedy pracuje, że innym współczuje?!
......

no, chociaż piętnastką zaciekawiasz co dalej, idę więc :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...