Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jedni widzą w Niej kres.

Inni sprawiedliwość.

Są też tacy, którzy nazywają Ją Matką.

 

Nie odwraca wzroku od ludzi złamanych, uzależnionych, wzgardzonych ani od tych,

których świat dawno

skazał na zapomnienie.

Tam, gdzie człowiek

przestaje dostrzegać człowieka,

Ona wciąż widzi swoje dziecko.

 

Nie pytaj,

kto czuwa nad wzgardzonymi.

Zapytaj, kto odpowie za ich krzywdę.

 

"Wygórowana cena"

 

Ściana była przyjemnie chłodna, 

równo pomalowana i wyszpachlowana.

Miała jedynie 

zupełnie nie odpowiadający mi kolor.

Chyba łososiowy.

Ilekroć odbijałem się od niej 

w pijackim slalomie,

przypominałem sobie jak bardzo nienawidzę łososia

i przy okazji tuńczyka.

 

 

W barze było nadal gwarno,

mimo późnej już godziny nocnej.

Szuranie szklanek po blatach,

odgłos lania piwa, 

stukot bil na poolowym stole,

rytmiczne wbijanie rzutek

w kolorową tarczę.

Zmęczone śmiechy i groźne krzyki.

Bijatyk zazwyczaj było tu pełno,

lecz nie dziś.

Ochrony nie było tu nigdy 

a policja wolała przymykać 

nawet obydwoje oczu 

na przegląd tutejszej klienteli.

 

 

Umówiłem się tutaj z przeznaczeniem.

Szczytem erotycznej piramidy 

dla takich mętów i szumowin jak ja.

Tutejsze dziewczęta

są podobno

sprowadzane zza granicy.

I dobrze.

Nie muszę rozumieć co mówi,

ważne żeby zaspokajała moje potrzeby.

A te były olbrzymie,

od kiedy wypędziłem z domu 

tą niewierną sukę, 

dla której już samo imię 

było zbyt ludzkim detalem.

 

 

Zachwiało mną solidnie,

próbując odzyskać stabilny pion 

o mało nie wpadłem w objęcia,

nie, rozczochranej, naćpanej dziwki 

a jakiegoś

dziwnie znajomego mi kolesia 

o krótko przyciętych, rudych włosach 

i rysach twarzy a także na twarzy,

zdradzających niejeden wyrok

i niejedną uliczną burdę.

Przeprosiliśmy się grzecznie,

nawet poklepaliśmy po plecach 

i każdy z nas poszedł w swoją stronę.

 

 

Pokój uciech stał otworem.

Nie było przy nim nikogo.

Dziwne, czyżby alfons

zapomniał o mnie.

Umawiałem się z nim,

że na godzinę przed zamknięciem 

rezerwuję sobie pokój 

i najmłodszą dziewczynę.

Najlepiej wysoką, 

szczupłą brunetkę z krągłym tyłkiem.

Może nie mógł takiej tutaj znaleźć.

Choć na Boga, 

w Meksyku co trzecia na ulicy 

spełnia te niewygórowane cechy.

Może spił się przy barze 

albo miał coś pilnego do załatwienia. 

Ach te mafijne sprawki.

Ciągłe dbanie o interes i swoją dupę.

Zatoczyłem się ostatni raz 

i stanąłem niepewnie w progu pokoju.

 

 

Był nieduży.

Mieścił dwuosobowe łóżko 

o satynowej, czerwonej pościeli.

Niewielką szafkę nocną 

o poluzowanych szufladach.

Na niej stała lampka 

z czerwonym, haftowanym abażurze.

Okno za łóżkiem miało opuszczone, miejscami połamane, 

imitujące drewno rolety.

Ściany były brudne i lekko zawilgocone.

 

 

Na łóżku siedziały dwie osoby 

i zaiste nie była to dziwka i jej alfons.

Choć kto to wie.

Dziewczyna spełniała moje wymagania.

Miała na oko z osiemnaście lat,

długie sięgające prawie pasa,

czarne włosy,

długie, piękne nogi 

z zadbanymi, dużymi stopami,

biust krągły

i bluźnierczo wyeksponowany,

oczy z kolorze

ponętnej szarości 

a jej buzia 

zdawała się wręcz anielsko niewinna.

Pod nosem jednak zamiast mleka,

miała ślady po kokainie.

A teraz musiała zapracować 

na kolejne działki.

Biedna, samotna, uzależniona

i cholernie pociągająca ulicznica.

 

 

A obok niej … usiadła osoba 

dość mocno nie pasująca 

do wystroju knajpy.

Była to starsza już kobieta,

ubrana w suknię o barwie nocy,

bogato zdobioną w perły i cekiny.

Materiał był jedwabiem 

lub czymś jeszcze droższym.

Suknia miała wiele warstw i odnóg.

Ciało kobiety wręcz ginęło w materiale.

Wyglądała tak jakby właśnie starała się narodzić z wnętrza sukni.

Kolejnym zaskoczeniem 

były dla mnie dwie rzeczy.

Jej tatuaże na rękach i dłoniach.

Były typowymi, więziennymi 

oznaczeniami gangów.

Bliźniacze do moich.

Nie wyglądała

na dilera ani burdelmamę.

Szybciej kobietę sukcesu.

Lewą stronę twarzy 

ukryła pod osobliwą maską.

Maską śmierci.

Wyglądała w niej i sukni 

jakby właśnie wróciła z pochodu ku czci Przenajświętszej Śmierci,

lecz do święta zmarłych 

zostało jeszcze kilka tygodni.

Ale było wielu takich,

co czcili matkę zaświatów co dzień 

i w każdej godzinie

uciekali pod jej obronę.

 

 

Jej wzrok był spokojny i zimny.

Choć rysy były wściekłym ogniem.

Oplotła mnie 

pajęczyną oskarżającego spojrzenia.

Nie wiedziałem nawet

w czym zawiniłem.

W wyglądzie, w pijaństwie 

czy przyjściu w umówioną 

ale jednak nie najlepszą porę.

 

 

Próbowałem obrócić wszystko w żart.

Nie pamiętam bym

umawiał się tu na trójkąt.

Tym bardziej w układzie

ja, mama, córka.

Nie dała się zbić z tropu.

Butelka najdroższego rumu, 

czterdzieści tysięcy pesos

i mała przysługa 

a wtedy oddam Ci dziewczynę.

Czterdzieści tysięcy!?

Chyba czterysta pesos?

To nie księżniczka tylko zwykła dziwka.

Czterdzieści tysięcy albo 

zadowól się ręką w kiblu mój drogi.

Moje dziewczęta mają swoją cenę.

Byłem wściekły 

ale z drugiej strony

ciekawy tej przysługi.

 

 

Wróciłem do baru po rum 

i pożyczyłem od kolegi 

ponad dwadzieścia tysięcy 

bo tyle mi brakowało w portfelu.

Wróciłem szybko do pokoju.

Czekały obie a jakże.

Młoda wtulona w ramiona starszej.

Bała się mnie i słusznie.

Zamierzałem odbić sobie 

jej wygórowaną cenę z nawiązką.

Nie będzie już tak piękna i niewinna 

jak z nią skończę.

 

 

Wręczyłem starszej

butelkę rumu i gotówkę.

Nawet nie przeliczyła. 

Wstała z trudem 

bo młoda dalej była do niej przyczepiona drżącymi rękoma.

Gdy stanęła przede mną,

wydawała się wyższa ode mnie

i jakby szersza.

Teraz cała jej twarz przypominała,

martwą maskę 

a aura jej postaci 

emanowała srogim chłodem.

 

 

Czas na przysługę.

Daj mi prawą dłoń.

Wysunąłem ją w jej stronę a wtedy wykonała niesamowicie szybki ruch.

Poczułem ukłucie.

A po chwili z rany na dłoni

pociekła mi krew.

Podsunęła pod nią szklankę do drinków.

A gdy spłynęło do niej trochę krwi,

zalała ją

przyniesionym przeze mnie rumem.

Potem

podsunęła szklankę dziewczynie.

Pij.

I wypiła

choć zalewała się przy tym łzami.

Wypiła połowę.

Teraz Ty.

Co będę miał z tych guseł wiedźmy?

Dziewczynę na wyłączność

a ona ochronę.

Możesz z nią zrobić wszystko 

ale nie możesz jej zranić.

Będzie tylko Twoja już na zawsze.

Kiedy tylko będziesz miał ochotę.

Płacisz raz, dotrzymujesz umowy

i bawisz się ile tylko pragniesz.

Płacę raz powiadasz 

a zatem wchodzę w to

szalona wiedźmo.

I wychyliłem szklankę do sucha.

 

 

Wtedy wiedźma wyszła z pokoju.

Dziewczyna błagała ją by została 

albo zabrała ją ze sobą.

Nie bój się ochronię Cię 

gdy tylko poprosisz.

Odeszła a ja mogłem wreszcie zamknąć drzwi i nacieszyć się swoją własnością.

 

 

Nie krzywdziłem jej,

choć korzystałem z jej ciała 

ostro i gwałtownie.

Po wszystkim jednak 

gdy spełnienie wypełniło jej ciało 

po raz ostatni, 

poczułem nagłą, diabelską furię.

Czułem, że muszę odreagować.

Stracone pieniądze i cały życiowy stres.

Nie chciałem a jednak

uderzyłem ją w twarz.

Mocno.

Potem drugi raz i trzeci.

Rzucała się pod moim ciężarem 

a ja w furii zacząłem ją dusić 

i brać jej ciało na nowo.

Broniła się zaciekle. 

Drapała i próbowała krzyczeć.

 

 

Wreszcie wydusiła z siebie jedynie.

Przenajświętsza Matko 

wzgardzonych i upadłych 

ratuj swoją służebnicę w godzinie męki.

I wtedy drzwi rozwarły się 

z hukiem biblijnych trąb,

do pokoju wpadło

stadko nietoperzy, szczurów a także kilka dorodnych kruków.

Zaatakowały mnie wściekłe.

Zrzucając z łóżka.

Miotałem się po podłodze 

pragnąc osłonić nagie ciało.

Gryzły mnie, szarpały do krwi

i głębokich ran.

Z każdą minutą słabłem

a ich siła rosła i rosła.

To był amok. 

Rozerwały mi brzuch, 

rozorały plecy i oczy.

Przegryzły się przez mięśnie.

Atakowały raz za razem.

 

 

Moja agonia trwała

aż wreszcie w progu stanęła ona.

Przenajświętsza Matka.

Święta Śmierć.

W swej masce, tatuażach i sukni.

Spojrzała zimno

na moje konające szczątki

a potem na podopieczną.

Oto jestem jak obiecałam,

nikt więcej już nigdy Cię nie skrzywdzi.

Czuwam nad Tobą ukochane dziecko.

Skinęła ręką.

Walące dotąd szalenie

w mojej piersi serce,

momentalnie się zatrzymało.

A jej świta mogła w spokoju

ucztować dalej.

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Świetnie zbudowałeś napięcie między wulgarnością narratora a dostojeństwem Świętej Śmierci.

W sieci przeczytałam, że to meksykański ruch religijny (Santa Muerte) - mieszanka katolicyzmu i wierzeń prekolumbijskich. W niesamowity sposób to wykorzystałeś w tekście - Santa Muerte jako opiekunka odrzuconych i skrzywdzonych -  ten kult pokazałeś z  powagą i siłą. 

A ja przy okazji się o nim dowiedziałam. Super! :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...