Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dziękczynny' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 2 wyniki

  1. Jedni widzą w Niej kres. Inni sprawiedliwość. Są też tacy, którzy nazywają Ją Matką. Nie odwraca wzroku od ludzi złamanych, uzależnionych, wzgardzonych ani od tych, których świat dawno skazał na zapomnienie. Tam, gdzie człowiek przestaje dostrzegać człowieka, Ona wciąż widzi swoje dziecko. Nie pytaj, kto czuwa nad wzgardzonymi. Zapytaj, kto odpowie za ich krzywdę. "Wygórowana cena" Ściana była przyjemnie chłodna, równo pomalowana i wyszpachlowana. Miała jedynie zupełnie nie odpowiadający mi kolor. Chyba łososiowy. Ilekroć odbijałem się od niej w pijackim slalomie, przypominałem sobie jak bardzo nienawidzę łososia i przy okazji tuńczyka. W barze było nadal gwarno, mimo późnej już godziny nocnej. Szuranie szklanek po blatach, odgłos lania piwa, stukot bil na poolowym stole, rytmiczne wbijanie rzutek w kolorową tarczę. Zmęczone śmiechy i groźne krzyki. Bijatyk zazwyczaj było tu pełno, lecz nie dziś. Ochrony nie było tu nigdy a policja wolała przymykać nawet obydwoje oczu na przegląd tutejszej klienteli. Umówiłem się tutaj z przeznaczeniem. Szczytem erotycznej piramidy dla takich mętów i szumowin jak ja. Tutejsze dziewczęta są podobno sprowadzane zza granicy. I dobrze. Nie muszę rozumieć co mówi, ważne żeby zaspokajała moje potrzeby. A te były olbrzymie, od kiedy wypędziłem z domu tą niewierną sukę, dla której już samo imię było zbyt ludzkim detalem. Zachwiało mną solidnie, próbując odzyskać stabilny pion o mało nie wpadłem w objęcia, nie, rozczochranej, naćpanej dziwki a jakiegoś dziwnie znajomego mi kolesia o krótko przyciętych, rudych włosach i rysach twarzy a także na twarzy, zdradzających niejeden wyrok i niejedną uliczną burdę. Przeprosiliśmy się grzecznie, nawet poklepaliśmy po plecach i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Pokój uciech stał otworem. Nie było przy nim nikogo. Dziwne, czyżby alfons zapomniał o mnie. Umawiałem się z nim, że na godzinę przed zamknięciem rezerwuję sobie pokój i najmłodszą dziewczynę. Najlepiej wysoką, szczupłą brunetkę z krągłym tyłkiem. Może nie mógł takiej tutaj znaleźć. Choć na Boga, w Meksyku co trzecia na ulicy spełnia te niewygórowane cechy. Może spił się przy barze albo miał coś pilnego do załatwienia. Ach te mafijne sprawki. Ciągłe dbanie o interes i swoją dupę. Zatoczyłem się ostatni raz i stanąłem niepewnie w progu pokoju. Był nieduży. Mieścił dwuosobowe łóżko o satynowej, czerwonej pościeli. Niewielką szafkę nocną o poluzowanych szufladach. Na niej stała lampka z czerwonym, haftowanym abażurze. Okno za łóżkiem miało opuszczone, miejscami połamane, imitujące drewno rolety. Ściany były brudne i lekko zawilgocone. Na łóżku siedziały dwie osoby i zaiste nie była to dziwka i jej alfons. Choć kto to wie. Dziewczyna spełniała moje wymagania. Miała na oko z osiemnaście lat, długie sięgające prawie pasa, czarne włosy, długie, piękne nogi z zadbanymi, dużymi stopami, biust krągły i bluźnierczo wyeksponowany, oczy z kolorze ponętnej szarości a jej buzia zdawała się wręcz anielsko niewinna. Pod nosem jednak zamiast mleka, miała ślady po kokainie. A teraz musiała zapracować na kolejne działki. Biedna, samotna, uzależniona i cholernie pociągająca ulicznica. A obok niej … usiadła osoba dość mocno nie pasująca do wystroju knajpy. Była to starsza już kobieta, ubrana w suknię o barwie nocy, bogato zdobioną w perły i cekiny. Materiał był jedwabiem lub czymś jeszcze droższym. Suknia miała wiele warstw i odnóg. Ciało kobiety wręcz ginęło w materiale. Wyglądała tak jakby właśnie starała się narodzić z wnętrza sukni. Kolejnym zaskoczeniem były dla mnie dwie rzeczy. Jej tatuaże na rękach i dłoniach. Były typowymi, więziennymi oznaczeniami gangów. Bliźniacze do moich. Nie wyglądała na dilera ani burdelmamę. Szybciej kobietę sukcesu. Lewą stronę twarzy ukryła pod osobliwą maską. Maską śmierci. Wyglądała w niej i sukni jakby właśnie wróciła z pochodu ku czci Przenajświętszej Śmierci, lecz do święta zmarłych zostało jeszcze kilka tygodni. Ale było wielu takich, co czcili matkę zaświatów co dzień i w każdej godzinie uciekali pod jej obronę. Jej wzrok był spokojny i zimny. Choć rysy były wściekłym ogniem. Oplotła mnie pajęczyną oskarżającego spojrzenia. Nie wiedziałem nawet w czym zawiniłem. W wyglądzie, w pijaństwie czy przyjściu w umówioną ale jednak nie najlepszą porę. Próbowałem obrócić wszystko w żart. Nie pamiętam bym umawiał się tu na trójkąt. Tym bardziej w układzie ja, mama, córka. Nie dała się zbić z tropu. Butelka najdroższego rumu, czterdzieści tysięcy pesos i mała przysługa a wtedy oddam Ci dziewczynę. Czterdzieści tysięcy!? Chyba czterysta pesos? To nie księżniczka tylko zwykła dziwka. Czterdzieści tysięcy albo zadowól się ręką w kiblu mój drogi. Moje dziewczęta mają swoją cenę. Byłem wściekły ale z drugiej strony ciekawy tej przysługi. Wróciłem do baru po rum i pożyczyłem od kolegi ponad dwadzieścia tysięcy bo tyle mi brakowało w portfelu. Wróciłem szybko do pokoju. Czekały obie a jakże. Młoda wtulona w ramiona starszej. Bała się mnie i słusznie. Zamierzałem odbić sobie jej wygórowaną cenę z nawiązką. Nie będzie już tak piękna i niewinna jak z nią skończę. Wręczyłem starszej butelkę rumu i gotówkę. Nawet nie przeliczyła. Wstała z trudem bo młoda dalej była do niej przyczepiona drżącymi rękoma. Gdy stanęła przede mną, wydawała się wyższa ode mnie i jakby szersza. Teraz cała jej twarz przypominała, martwą maskę a aura jej postaci emanowała srogim chłodem. Czas na przysługę. Daj mi prawą dłoń. Wysunąłem ją w jej stronę a wtedy wykonała niesamowicie szybki ruch. Poczułem ukłucie. A po chwili z rany na dłoni pociekła mi krew. Podsunęła pod nią szklankę do drinków. A gdy spłynęło do niej trochę krwi, zalała ją przyniesionym przeze mnie rumem. Potem podsunęła szklankę dziewczynie. Pij. I wypiła choć zalewała się przy tym łzami. Wypiła połowę. Teraz Ty. Co będę miał z tych guseł wiedźmy? Dziewczynę na wyłączność a ona ochronę. Możesz z nią zrobić wszystko ale nie możesz jej zranić. Będzie tylko Twoja już na zawsze. Kiedy tylko będziesz miał ochotę. Płacisz raz, dotrzymujesz umowy i bawisz się ile tylko pragniesz. Płacę raz powiadasz a zatem wchodzę w to szalona wiedźmo. I wychyliłem szklankę do sucha. Wtedy wiedźma wyszła z pokoju. Dziewczyna błagała ją by została albo zabrała ją ze sobą. Nie bój się ochronię Cię gdy tylko poprosisz. Odeszła a ja mogłem wreszcie zamknąć drzwi i nacieszyć się swoją własnością. Nie krzywdziłem jej, choć korzystałem z jej ciała ostro i gwałtownie. Po wszystkim jednak gdy spełnienie wypełniło jej ciało po raz ostatni, poczułem nagłą, diabelską furię. Czułem, że muszę odreagować. Stracone pieniądze i cały życiowy stres. Nie chciałem a jednak uderzyłem ją w twarz. Mocno. Potem drugi raz i trzeci. Rzucała się pod moim ciężarem a ja w furii zacząłem ją dusić i brać jej ciało na nowo. Broniła się zaciekle. Drapała i próbowała krzyczeć. Wreszcie wydusiła z siebie jedynie. Przenajświętsza Matko wzgardzonych i upadłych ratuj swoją służebnicę w godzinie męki. I wtedy drzwi rozwarły się z hukiem biblijnych trąb, do pokoju wpadło stadko nietoperzy, szczurów a także kilka dorodnych kruków. Zaatakowały mnie wściekłe. Zrzucając z łóżka. Miotałem się po podłodze pragnąc osłonić nagie ciało. Gryzły mnie, szarpały do krwi i głębokich ran. Z każdą minutą słabłem a ich siła rosła i rosła. To był amok. Rozerwały mi brzuch, rozorały plecy i oczy. Przegryzły się przez mięśnie. Atakowały raz za razem. Moja agonia trwała aż wreszcie w progu stanęła ona. Przenajświętsza Matka. Święta Śmierć. W swej masce, tatuażach i sukni. Spojrzała zimno na moje konające szczątki a potem na podopieczną. Oto jestem jak obiecałam, nikt więcej już nigdy Cię nie skrzywdzi. Czuwam nad Tobą ukochane dziecko. Skinęła ręką. Walące dotąd szalenie w mojej piersi serce, momentalnie się zatrzymało. A jej świta mogła w spokoju ucztować dalej.
  2. Ojcze, wybawco narodów, ty który nawróciłeś Rzymian, rozmnożyłeś chleb, stworzyłeś wszechświat, galaktyki, układy słoneczne, planety, gwiazdy, ciemne dziury! Najwspanialszy wojowniku, który potrafi zwyciężyć największe wojny, o których człowiekowi się nie śniło bez ani jednej ofiary! Twórco ewolucji, człowieka, świata nie pojętego przez człowieka, bakterii, wirusów, atomów, molekuł! Bogu nad bogami, jedności w trzech postaciach. Silniejszemu od Marsa i mądrzejszy od Minerwy! Ojciec naszych ojców, Mieszka, Bolesława, Kazimierza, Władysława, Zygmunta, Jana, Andrzeja, Józefa! Mennico mądrości dziękuję ci. Tak jak obiecałem tak też i zrobiłem. Kamil.P 09.07.2024
×
×
  • Dodaj nową pozycję...