Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie ma facetów na dobre dni

prawdziwy facet na całość

zawsze przy tobie cicho tkwi

wspomoże gdy czegoś mało

 

cieszy się zawsze twoją radością

gdy smutno łzy zaraz otrze

pocieszy słowem służy pomocą

podpowie coś bardzo mądrze

 

nie ma facetów na dobre dni

znalazłaś może robota

AI wykreował pogoń go ty

i znajdź fajnego chłopa

:)

Opublikowano

Nie wiem dlaczego
Facet przyjmować ma ciosy
Że twardszą ma skórę
Lub uczulenie na osy

Może boi się że się rozklei
Może powodów być kilka
Może też bez rozgłosu
Załatwił problem na stoika

Świadomość może się mylić
A facet bez winy
Oschły nie powiem
Ale to facet i tyle w tym winy

 

Opublikowano

@beta_b

 

Bardzo poruszający tekst, czytałam trzy razy. Wydaje mi się, że fraza „jesteś mężczyzną na dobre dni" za każdym razem brzmi inaczej - najpierw jak obserwacja, potem jak wyrok, na końcu jak zamknięcie. Końcowy autokomentarz ma autoironiczny dystans i pokazuje kogoś, kto przepracował już najgorsze. Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@beta_b Miałem kiedyś Fiata 126 P, czyli malucha. W temperaturze poniżej zera nie zapalał, podobnie, jak przy padającym deszczu, bo wilgoć. Nie można było na nim kompletnie polegać. Sprzedałem go bez żalu. Pozdrawiam serdecznie. 

Opublikowano

@beta_b A ja nieco utożsamiam się z bohaterem Twojego wiersza, rozumiem gościa, rozumiem że taki być nie powinien i nie tędy droga i żadna z niego przystań, ale czuję tę postać wewnętrznie. I takową kobietę również bym zrozumiał. 

@beta_b A tak poza tym, świetny wiersz !!

Opublikowano

@Leszczym paradoksalnie - ja też to rozumiem. Kto chce przeżywać cudze słabości? Jaki procent społeczeństwa zwiąże się świadomie np. z osobą chorą? A z drugiej strony: lepiej skorzystać "z dobrych dni", niż nie wchodzić w żadną relację? Lepiej wybierać przez lata, bez żadnej gwarancji?

 

Czy ja bym chciała być z kimś, kto - jak widzę - generuje kłopoty? No nie. Może złych chwil nie będzie? Może nie będą graniczne? Może inwestować w przystań a może przystań nie jest konieczna?

Nieco to bardziej skomplikowane, ale kluczowa jest świadomość własnych potrzeb i cudzych braków. Ściskam, bb

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz super rymowanka, ale jak utopia. ;) 

@obywatel może się boi, że się rozklei ... takie może być dziecko.

Ale też wyjaśniam wcześniej, że naturalnie dążymy do silniejszego, nie odwrotnie. A płeć dziś rózni się tylkp końcówką. 

@Anastazja1 noooo :D

@Berenika97 znowu masz rację :D

@jan_komułzykant życzenia są celowane (jak naświetlanie raka). 

@Marek.zak1 dziękuję sąsiedzie. 

Ściskam wszystkich, bb

 

 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@beta_b Rozumiem, że "Samych dobrych dni" w zderzeniu z treścią wiersza mogło zabrzmieć

co najmniej niefortunnie, więc bardzo przepraszam. Jakoś tak bezmyślnie mi to wyszło, ale przecież wiesz,

że zawsze dobrze i szczerze będę Ci życzył. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Maniuś   Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.   Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.   Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.   Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.   Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.   Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".   W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.  
    • Ograna w czasu saz cwana RGO    
    • Ograna w czasu saz cwana R.G.O.  
    • A da gnom Edytę - zdobiona baba, no i Bodzęty demon gada.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...