Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pająki uschły zaplątane w swe własne, pokryte kurzem sieci.

Orły i jastrzębie poszły spać głodne 

w swych dorodnych,

pięknych gniazdach.

Psy gończe zagnano na powrót do ogrodzonych ostrą,

metalową siatką kojców.

Ich kły nie zaznały krwi ofiary.

Ich umysł nie upił się w szale 

agonii jego truchła.

Dlatego nadal miały w sobie

diabelski amok.

Rzucały się na siebie, 

drąc fałdy skóry i połacie futra.

Srebrne kule nadal tkwiły 

załadowane w magazynkach.

Pokryte zaśniedziałym nalotem.

Milczące jak skrytobójcze morderstwo.

Myśliwi wrócili do domów z niczym 

ponad uczucie gorzkiej porażki, 

głębokiej rozpaczy 

i poczucia bycia

wystrychniętym na dudka

przez drapieżnika, 

którego nawet nie widzieli na oczy.

Żył nadal.

Szlak prowadził po

ofiarach jego morderstw.

Kluczył, błądził, mataczył, kłamał… znikał.

Lecz przecież istniał.

Był legendą lecz cielesną i krwistą.

W nocnym maglu bezkresnej kniei,

błysnęło jego czerwone ślepie.

W toni niewzruszonej

śladem ptactwa ni ryby,

odbiły się jak w zwierciadle

rysy jego pyska.

Tropy wbite twardo

w leśny mech i piach,

jak stygmaty raniły boskie gaje.

Coś zgrzytnęło u płota.

Coś mignęło

za szybą okiennicy alkowy.

Zastukało cicho w drzwi.

Zaśmiało się wraz z wiatrem w polu.

Chowając się za

stojącą na baczność armią,

zamokniętych, mgielnych chochołów.

Każdy krzyż można obrócić.

Gromnicę zagasić.

Pogrążyć Was w postępującym powoli

jak trucizna szaleństwie.

Tyle razy powtarzacie.

Nie bójcie się zmarłych.

Bójcie się tych co żyją

i stąpają po padole.

A jeśli to ciała spokojnie gniją

a dusze powstają z mogił?

A może byłem pochowany już za życia?

Drżyjcie niespokojnie

przez czujny półsen.

Wasze oczy i tak nie ujrzą.

Umysły nie pojmą.

A ja podejdę do obejść,

by zostawić odcięte głowy ofiar 

na chat progach.

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Oj, chyba nie troszkę! 

 

W słowiańskim folklorze wilkołak, upiór czy leśny demon ginie tylko od srebra, ognia lub rytualnego kołka.  "Chochoły stoją na baczność, „Każdy krzyż można obrócić. Gromnicę zagasić." - to konkretna słowiańska metoda ochrony przed złem, gaj był w słowiańszczyźnie miejscem sacrum, próg w słowiańskiej kulturze to miejsce graniczne między domem (bezpiecznym) a światem zewnętrznym (niebezpiecznym), tam składano ofiary.  Jest jeszcze więcej. :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...