Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'folk' .
-
Pająki uschły zaplątane w swe własne, pokryte kurzem sieci. Orły i jastrzębie poszły spać głodne w swych dorodnych, pięknych gniazdach. Psy gończe zagnano na powrót do ogrodzonych ostrą, metalową siatką kojców. Ich kły nie zaznały krwi ofiary. Ich umysł nie upił się w szale agonii jego truchła. Dlatego nadal miały w sobie diabelski amok. Rzucały się na siebie, drąc fałdy skóry i połacie futra. Srebrne kule nadal tkwiły załadowane w magazynkach. Pokryte zaśniedziałym nalotem. Milczące jak skrytobójcze morderstwo. Myśliwi wrócili do domów z niczym ponad uczucie gorzkiej porażki, głębokiej rozpaczy i poczucia bycia wystrychniętym na dudka przez drapieżnika, którego nawet nie widzieli na oczy. Żył nadal. Szlak prowadził po ofiarach jego morderstw. Kluczył, błądził, mataczył, kłamał… znikał. Lecz przecież istniał. Był legendą lecz cielesną i krwistą. W nocnym maglu bezkresnej kniei, błysnęło jego czerwone ślepie. W toni niewzruszonej śladem ptactwa ni ryby, odbiły się jak w zwierciadle rysy jego pyska. Tropy wbite twardo w leśny mech i piach, jak stygmaty raniły boskie gaje. Coś zgrzytnęło u płota. Coś mignęło za szybą okiennicy alkowy. Zastukało cicho w drzwi. Zaśmiało się wraz z wiatrem w polu. Chowając się za stojącą na baczność armią, zamokniętych, mgielnych chochołów. Każdy krzyż można obrócić. Gromnicę zagasić. Pogrążyć Was w postępującym powoli jak trucizna szaleństwie. Tyle razy powtarzacie. Nie bójcie się zmarłych. Bójcie się tych co żyją i stąpają po padole. A jeśli to ciała spokojnie gniją a dusze powstają z mogił? A może byłem pochowany już za życia? Drżyjcie niespokojnie przez czujny półsen. Wasze oczy i tak nie ujrzą. Umysły nie pojmą. A ja podejdę do obejść, by zostawić odcięte głowy ofiar na chat progach.
-
graphics CC0 zagraj mi na charango szałowy Boliwii królu syrynga wydechu akord kicz koczabamba klubu puya raimondii zza pianin Indianin w kolczastej sukience za oknem szczyt Illimani grzbiet wyszywany deszczem siermiężny człowieku zauważ wielu tu pragnie cię słuchać La Paz po nocach czuwa Aroma w orgazmu nutach w takt twej maleńkiej gitary gdzieś niedźwiedź andyjski ryczy z Gran Chaco lśnią jaguary te żywe i te bez rysy więc uczyń już tą melodię el condor pasa – utulisz Metysie z Boliwii rodem który przeklinasz góry – *el condor pasa – lot kondora