Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem
który ktoś próbował uratować dolewką wody
stoi ona
królowa klamek które same się naciskają 
i drzwi które przestają należeć do was

Pelagia

wchodzi jak rachunek za cudze życie
z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu

wchodzi z reklamówką
która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki
które nigdy nie zaznały wybaczenia


jej włosy to tłuste kable pod napięciem


gdyby je dotknąć
można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy
i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów

twarz ma jak garnek po bigosie
niby umyty
ale zapach zostaje na zawsze


wygląda jak protokół powypadkowy 

każda zmarszczka
to paragraf na waszą radość
a usta zaciśnięte tak mocno
że mogłyby prostować gwoździe.

Pelagia

arcykapłanka domowego porządku
odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem

jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym

głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń

a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem
i polać Domestosem
aż zacznie skrzypieć z czystości

jej głos to łyżka stukająca o zęby
to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia
suchy rytmiczny i ostateczny

mówi długo
jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać
bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia

po trzech zdaniach nie oddychasz
po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś
po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość

Pelagia nie pyta o zdrowie
ona jest patomorfologiem waszej niedzieli
w różowym fartuchu w bratki
przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu


wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić
czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph
i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności
którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek

w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz
aż lądujecie w kącie
z rękami za głową
przepraszając za to
że wasz ślub nie był
mszą żałobną za jej młodość


wypluwa waszą radość na spodeczek
bo twierdzi że jest niedopieczona
i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce
które według niej powinny być już dawno ścięte

fileciarka relacji
bierze wasz dzień
kładzie go na desce
i tnie w poprzek sensu
aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu
i co da się łatwo przełknąć bez myślenia

wasze plany lądują w misce jak odpadki
a ona robi z nich "na szybko coś dobrego”
co smakuje jak dożywotni obowiązek
i zostaje w żołądku na zawsze


wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy;
sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą
i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną
żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną

wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga
na którym rozgrywa mecz o waszą uległość 
dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem
żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia


wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową
wyciska z niego powietrze i sens
i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci - 
w razie braku innych atrakcji

potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt
żebyście nie mogli się do siebie przytulić
bez poślizgu winy i lekkiego wstydu

klienci czyli wy
kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie
pękacie powoli od środka
bo już nie macie siły się nie ugotować
a ona bierze to za wdzięczność
i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja

jej spojrzenie
jak ręka wkładana do szuflady z nożami
niby nic się nie stało
a jednak krwawisz i nie wiesz skąd
i zaczynasz podejrzewać siebie

przesuwa talerze
żeby głód miał odpowiednią hierarchię
i wiedział gdzie jest jego miejsce

a kiedy siada na kanapie
meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki
i proszą o skrócenie wyroku

jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka
sygnał że właśnie zjadła wasze
wolne popołudnie


kiedy mówi "synku”
powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste
i nie do odrzucenia

oddychasz tym
i zaczynasz smakować jak ktoś inny
kto już dawno przestał mieć wybór

otwiera okno i wpuszcza do środka
zaduch z klatek schodowych
roku osiemdziesiątego drugiego
w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu


Pelagia

magazyn przeterminowanych prawd
ma w torebce zamrażarkę turystyczną
która buczy cicho jak wyrzut sumienia

 

 trzyma tam wasze odcięte pępowiny
z datą ważności: nigdy!


żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić
gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody


jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej
zwiedzanie obowiązkowe

rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów
które osobiście zabiła ścierką do naczyń
i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością

kiedy w końcu wychodzi
nie zostawia pustki
zostawia po sobie galaretę
która tężeje na waszych twarzach

to nie jest już dom
to inkubator jej racji
gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny
po której wspina się
by napluć Bogu w okno
za zbyt małą ilość octu w waszej krwi

zostajecie w tym rosole po kostki
pływacie jak oka tłuszczu
które nie mogą się połączyć
bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań

wieczorami
gdy próbujecie się dotknąć
skóra schodzi wam płatami
odsłaniając jej inicjały
wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim

Pelagia nie wraca do siebie

Pelagia po prostu zmienia formę skupienia

teraz jest waszą zgagą
waszym bezdechem

jest tym szarym nalotem na waszych językach
który sprawia
że każde wasze "kocham”
smakuje jak stara ścierka do podłogi

siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach

patrzycie w talerze
gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie

a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki
już dawno was wypatroszyła
wypchała trocinami waszych kompleksów
i postawiła na meblościance swojego życia

jesteście martwą naturą

jej najsmaczniejszą
bo podaną na żywca
niedzielną ofiarą całopalną

 

 

 

 


 

 

Opublikowano

@Migrena To jest tekst z bardzo wysoką temperaturą emocji i celowo przerysowanym, niemal groteskowym obrazem relacji. To nie jest opowieść o teściowej” w sensie realistycznym

-  zbudowałeś Potwór z języka, żeby pokazać przeciążenie, lęk, kontrolę, duszenie w relacji rodzinnej.

 

Bardzo mocna groteska i językowa intensywność - aż trudno złapać oddech między obrazami  :)

Opublikowano

@Migrena

 

Napisałeś prawdziwy „horror kulinarno-egzystencjalny”. Pelagia - bóstwo domowej opresji.

Nie wychodzi z mieszkania, ona po prostu zmienia formę skupienia w twoją zgagę - to najbardziej przerażająca metamorfoza od czasu Kafki, tylko że zamiast karalucha mamy różowy fartuch w bratki.


Genialnie przekształciłeś banalne, domowe atrybuty w narzędzia opresji. Najbardziej podobała mi się metafora „Patomorfolog waszej niedzieli” - genialne określenie na kogoś, kto potrafi rozłożyć każdą radość na czynniki pierwsze, szukając w niej błędu.

Natomiast „Kochanie pakowane próżniowo” - to przejmujący symbol emocjonalnej kastracji i odraczania bliskości na „po śmierci”.

Wiersz jest gęsty od dowcipnych metafor - że czytałam z uśmiechem.

Świetna groteska!

 

A wracając do teściowych, ta jak podoba Ci się taki dialog? 

 

Przyszła teściowa: Miło mi Cię poznać!  Mów do mnie, proszę, Kaśka. A jak zasłużę, to Kasia. :) 

Przyszła synowa: Dobrze Kasiu, już zasłużyłas! :)))  

 

 

@violetta

 

A może Twoi rodzice bedą chcieli poznać bliżej zięcia, aby się upewnić, czy Ciebie nie krzywdzi. 

Opublikowano

@Berenika97 dwa razy do roku widuję się z rodzicami:) teściów też nie chciałabym poznawać:) nie mam takich potrzeb:) gdybym była mężatką, to robiłabym imprezki tylko dla sióstr, braci, dla pokoleń młodszych:) starsze towarzystwo to nie jest dla mnie. Im więcej się widujesz, tym większe są plotki, a ja tego nie lubię, wolę prywatę:)

Opublikowano

@Berenika97

 

podoba mi się ten poziom partnerstwa:)

 

tylko te cholerne statystyki.

 

średnia długość trwania małżeństwa w Polsce to chyba 12 lat.

 

to kim później jest Kaśka?

 

Nika.

 

i jeszcze jest to słynne powiedzenie amerykańskiego dokumentalisty:

"po obejrzeniu tysięcy wypadków w których ginęli ludzie a inni cudem się ratowali, doszedłem do przekonania, że cokolwiek by człowiek zrobił lub czegokolwiek by nie zrobił, jego życie nie leży w jego rękach".

 

tak samo jak ludzki los.

 

 

dziękuję Nika za świetny komentarz:)

 

Opublikowano

@Migrena

 

Statystyki? 

Średnia to śmierć wyjątkowości. Średni człowiek ma jedno jądro i jeden jajnik. :))) 

A poważniej - Statystyki uwzględniają wszystkich - małżeństwa zawarte pod presją rodziny, z przypadku, w wieku 19 lat, małżeństwa w których para od dekady żyła osobno ale nie opłaca się rozwodzić.  i.t.p To nie jest wiarygodny argument.

 

A Kasia - z mojej strony nadal byłaby przyjaciółką i kochaną babcią.  :) 

 

A co do amerykańskiego dokumentalisty - w pewnych kwestiach nie mam "autorytetów zewnętrznych". 

Dokumentalista widział tysiące wypadków - ale to wyselekcjonowana próba ekstremalnych zdarzeń, gdzie losowość jest maksymalna. Gdyby obserwował tysiące decyzji żywieniowych, sportowych, medycznych - zobaczyłby wyraźny związek między działaniem a wynikiem.

 

Gdy obserwujesz chaos - wnioskujesz, że wszystko jest chaosem.

 

Pozdrawiam serdecznie. :)))) 

 

 

 

@violetta

 

Zadziwiasz mnie!  Moi rodzice są dla mnie najlepszymi przyjaciółmi, nie wyobrażam sobie utraty z nimi kontaktu. Wspomagają mnie i wiedzą, że zawsze mogą liczyć na mnie.  Podobnie jest z rodzicami męża. 

Zupełnie nie rozumiem tego tekstu o plotkach. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Staruszka z niedowierzaniem obracała w palcach kolorową torebkę, jakby trzymała artefakt z innego świata. Dla niej, żyjącej w rytmie udoju Noszki i ciepła bijącego z kuchennej blachy, jedzenie z proszku było czymś niemal magicznym – i pewnie trochę podejrzanym.     Jest na Morzu Białym wyspa, do której można dojść pieszo tylko podczas odpływu. Trzeba wybrać odpowiedni moment, by zdążyć przed powracającą wodą i nie dać się pochłonąć morzu. Nad samym brzegiem stoi wielki, ceglany dom. Podczas przypływu jego podwórko wypełnia się słoną wodą, a gdy morze się cofa, zostawia po sobie skarby i odpadki, które można zbierać gołymi rękami. W tym domu mieszka samotna kobieta. Od kilkunastu lat wyczekuje męża, który nie wrócił z rejsu. Trwa w tym zawieszeniu między lądem a wodą, licząc, że kolejny przypływ w końcu przyniesie go do domu. — Ona wciąż tam stoi i patrzy w horyzont — szepnęła Meg, gdy mijaliśmy ceglane mury. — Myślisz, że on kiedykolwiek wróci, czy to tylko kolejna legenda tego wybrzeża? — Nie wiem — odparłem, patrząc na mokry piasek pod stopami. — Niektórzy po prostu budują swoje życie na czekaniu. To ich jedyny fundament.     Obraz ceglanego domu, który przy każdym przypływie jest odcinany od świata, a jego podwórko zamienia się w morskie dno, to klasyczny motyw w rosyjskiej prozie i legendach północy. Często pojawia się on w opowieściach o Pomorach – mieszkańcach wybrzeży Morza Białego, którzy od wieków żyją w rytmie pływów, a ich domy budowane są z trwałej, czerwonej cegły, by wytrzymać słoną wilgoć i napór wody.     Kobieta wyczekująca męża staje się żywym symbolem wierności, trwającym w miejscu, które technicznie rzecz biorąc, nie powinno istnieć, bo co kilka godzin należy do morza.    
    • @Aleksander Hoorn   Dzięki za tak dogłębną i intelektualną analizę! Zgadzam się z Twoim "inżynieryjnym" spojrzeniem na relacje - w realnym życiu taka asymetria i bycie wyłącznie dawcą to faktycznie droga do wypalenia związku.   Ale poezja rządzi się innymi prawami niż psychologia. Wiersz to często zapis chwili, tęsknoty, a nawet tej pięknej, choć naiwnej ułudy bezinteresowności. Podmiot liryczny ma prawo do destrukcyjnych założeń.   Cieszę się jednak, że ten tekst wywołał u Ciebie tak ciekawą, termodynamiczną refleksję! :))   Serdecznie pozdrawiam. 
    • @APM  I tak trzymaj, ja też bardzo lubię deszcz, a najbardziej jak dziurawi ciszę, pozdrawiam :)
    • @piąteprzezdziesiąte, dziękuję :)
    • @Marek.zak1   Bardzo dziękuję!    Wspomnienia zabierz koniecznie - kufer i tak lepiej służy tym, co warte zachowania. A peelka dziękuje za troskę i zapewnia, że autorka ma się dobrze, tylko lubi zaglądać w ciemniejsze kąty. :)))   I się cieszy, że jest ulubioną czytelniczką. :)   Wiosenne pozdrowienia oddaję z nawiązką. :)   @andrew   Bardzo dziękuję!    Mój wiersz zamknął kufer, a Ty go otworzyłeś z powrotem. Dobrze, że ktoś pilnuje, żeby się nie żegnać za wcześnie. :)))   Serdecznie pozdrawiam. :) @Myszolak   Bardzo dziękuję!    Muszę przyznać, że Twoja zjawa w lustrze jest mądrzejsza od mojej w kufrze. Bo ona wiedziała, że nie ma sensu pakować tego, co i tak dotrze pierwsze.  Piękna odpowiedź!     Serdecznie pozdrawiam. :))) @Lenore Grey @Poet Ka @A.Between @[email protected] @piąteprzezdziesiąte   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...