Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Przed

poranek

 

Do Ciebie,

każdego kto złotem pokrywa swą skroń

powierzając w odwadze, swą wiarę,

zwrócone zostają zawołania;

użycz mi swej dłoni,

złącz szum dyrektyw

zerwij apel wzburzonej toni

Do każdego co ma czelność, przy murze tworzyć napis

wzywam, by uwierzył nad swe morały

ulegając ciałem, duchem i mową

spragnionych zrozumienia adekwatnego

złączonego z jestestwem

buntu, ścianą ograniczonego

która zdaję się, na wskroś mierzyć nad zapędy

          ustąp na sekundę

po tyle tylko, co złączy wzrok mój

z Twym imieniem

czego znaczenia, rozum nie pojmie

lecz co z człowieka pozostało;

błądzącego poranną górą, wysoko nad innymi szczytami

 

Zmartwione stają się wizerunki

nocą, gdy nikną chodniki w świetle żarówek

Nie wiadomo o czym mówię?

           Ależ o tej chwili, gdy ciszą wiedzie hałas

zapachu noszonego przez mowę

zwodniczy pakt,

dnia i cienia

którego obserwatorami jesteśmy od dnia narodzin

 

Powołuję się na swoje postrzeganie,

oddając do dyspozycji

papierowy tlen i występ;

z nadzieją, że nikomu się nie ukłonię

 

W trakcie

Wczesny wieczór

 

Mętniejemy

W ścieżce co brodzi nam pod kolanami, starając się łapać oddech

I krzyczymy, że przyrzekamy

W doli czując, iż to w następnej kolei stoimy my, którzy wiedzą więcej

Wyrazy naszych sfer, stają się projekcją

salą, chwilę przed audiencją

Budząc się rano, zapewniamy

Wedle woli, trącając na boki tą jedną lampę w rogu biurka

      Niżli ja, nie obronię tego

      rozpoznaję wzór

      odbity na mym monogramie

Uwikłani myślą niezamierzenie

zanikamy w mgle,

wtem też, umiera spełnienie

Prawda toczy się ulicą,

Mknie jak łza senna po policzku

 

Towarzysze w sieni mej zebrani!

Bym podzielił się swą mową,

co człowieka tworzy,

jak poeta słowo,

ogrom mnie objął

zbitych marzeń, czy też oczekiwań

Mąci mnie sen zapachem trawy,

by po chwili zmienić się w koszmar morałem, niepoprawny

Dzieję swe,

objąłem pasją ku naturze

mur krzywd,

w swój czas, jedną myślą zburzę

Słysz mnie!

Obrazie na zakręcie, dostrzeż w końcu zbity próg

Bo ja ten, co pragnął wizji tak zawzięcie

poglądu na krajobraz

Co uklęknąć mi da

spoczywać

na nowo być

jako dawny fotograf

 

Pierwszy, drugi, piąty rzędzie!

Rwij się do krzyku,

tak ja wewnątrz, swą młodość zerwę!

 

 

Już po

północ, nikogo w sieni

 

Tylko tyle pragnę

że wszystek obejmą nadzieję

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez leo (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Alu, jakby zsiada i szybka Jula
    • A te, o, pani? Nel, zołzo, to zło. Z Lenina poeta? 
    • @TTL Idealne ukazanie przemiany z kochającej kobiety na zniszczoną przez złe doświadczenia femme fatale, z silnie narcystyczną osobowością. Czytając ten utwór, przypomniałem sobie siebie… młodego, niedoświadczonego, który był w stanie poświęcić, oddać siebie… bezgranicznie.    Pozdrawiam serdecznie.
    • @wiersze_z_szuflady dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Najprzedniejszego wina kropelka, Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha, Spłynęła po brodzie dumnego króla, Dziwiąc się pięknu jego oblicza,   Gdy tak bezładnie spadała, Zachwycając się pięknem królewskich szat, Całą jego sylwetkę ujrzała, Widokiem tym do głębi poruszona,   W jednej krótkiej chwili, Ujrzała wszystkich znakomitych gości, Monarchów i dostojników z całej Europy, Królów i arcybiskupów dostojnych,   I wielkim zapłonąwszy zachwytem, Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę, Skąpaną w blasku niezliczonych świec, Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem,   Na suto zastawionych stołach, Nie zabrakło najwyszukańszych potraw, Uginały się pod ciężarem mięsiwa, A królowała niepodzielnie dziczyzna,   Widząc kunsztowne złote korony, Zdobiące je krwistoczerwone rubiny, Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich, Towarzystwa czystego złota zażyć,   Widząc lśniące królewskie płaszcze, Najokazalszym futrem podszyte, Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem, Ośmieliła się zamarzyć skrycie,   Widząc wielkie złote misy, Zachwycona blaskiem ich skrzącym, Zapragnęła w sobie go odbić, Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry,   Widząc śnieżnobiałe obrusy, Pozazdrościła im ich bieli, Zamarzyła którykolwiek z nich splamić, By na zawsze pozostać tylko z nim,   Lecz mim drgnęła króla powieka, Skończył się krótki jej czas, Była bowiem zbyt maleńka, By dłużej niż króciutką chwilę trwać,   Gdy na posadzkę spadła, W okamgnieniu się rozprysła, Przez nikogo niezauważona, Krótki żywot swój zakończyła…   Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, Nie znalazła się na kronik kartach, Lecz by nie pozostała zapomniana, Skreślił wiersz o niej skromny poeta...    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...