Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był całkowicie sparaliżowany strachem.

Drżał okrutnie

a dłonie miał całe wilgotne 

i skostniało zimne.

Wiedział doskonale,

że za żadne skarby 

nawet tak cudowne jak te, 

które kryła ta sala,

nigdy już do niej nie wejdzie.

Wystarczy, że gdy już

był bądź co bądź 

względnie bezpieczny 

w swym domowym łóżku

i zapadał w szalenie realistyczne sny,

to widział w nim tą muzealną salę.

Widział a nawet czuł moc tego 

co najwidoczniej uparło się ku temu 

by zniszczyć go

i jego poukładane życie.

Wyczuwał energię

tak potężną i złowrogą,

że nie mogła być ona

nawet obłędem a opętaniem.

Przedmiot ów wołał go,

kusił a nawet błagał

o to by go stąd zabrał.

By przywrócił mu wolność.

Oddać morzu i istotom z zakonu.

 

 

Gdy majacząc w gorączce koszmaru,

opierał się wszelkimi siłami,

słyszał wtedy wyraźnie,

gulgoczący, chlupoczący flegmą 

lub morską pianą śmiech.

I głos który szedł przez rubieże nicości wszechpustki kosmosu 

bezpośrednio do jego uszu.

Klątwy nie przerwie ludzka dłoń 

ani najkrwawsza ofiara.

Modlitwy trafiają w próżnię,

kapłani odeszli,

zostawiając otwarte wrota.

Potomkowie zdradzili ojca.

Oszukali zakon 

i wzgardzili pomocą Przedwiecznego.

Klątwa nie zgaśnie 

pod przykryciem oszklonym gablot.

Alarmy i lasery nie zapobieżą temu,

co i tak ma się stać.

 

 

Smród mułu i zgniłych ryb mdlił go 

i rwał bezlitośnie obolałe trzewia.

Miał przebłysk wizji,

która zdawała mu się 

najczystszą jawą.

Próbował przypomnieć sobie,

czy to co teraz widzi,

było kiedykolwiek przedmiotem 

rozmowy między nim a którymkolwiek pracownikiem muzeum,

lub czy padło

kiedykolwiek w prezentacji 

przed zwiedzającymi tą salę.

Chciałby zaklinać rzeczywistość 

na wszelkie świętości 

ale wiedział dobrze,

że o tym nie wiedział 

już nikt spośród żyjących.

 

Pokład lekko chybotał się

na fali przyboju.

Żagle na przednim maszcie

właśnie trymowano od linii wiatru

by można było bezpiecznie je zwinąć.

Nadbudówka tonęła w mroku 

tak samo jak dziób okrętu.

Ciemność wszędzie wokół.

Tylko kilku brudnych, pokracznych

i przysadzistych marynarzy 

uwijało się przy pracy wachtowej.

O dziwo byli cisi

jak cysterscy zakonnicy 

a nie wilki morskie.

A pracowali przy linach w pocie czoła 

i strzelających

z przemęczenia kościach.

Poleceń i rozkazów nie było.

Nie pilnował ich

ani bosman ani żaden oficer.

Wachta była psia 

bo noc mimo dokowania w tropikach 

była o tej porze 

najchłodniejszym momentem doby.

 

 

Z oddali na rufie,

najpewniej w okolicach steru,

napłynęły odgłosy czterech szklanek.

Cała fregata zadrżała jak gdyby 

przebijali się przez szelf lodowy.

Dębowe burty dudniły jak werble.

Uchwycił się prędko

głównej reji pod marslem.

gotów ku temu by ujrzeć

jak jednostka pęka na dwoje

od tych wstrząsów.

Obrócił się znów w stronę 

ledwie zarysowanej nadbudówki.

 

 

Zdarty lakier pokładu,

maskował kroki.

Ciężkie i stawiane powoli.

Jakby ktoś skradał się

choć nieumiejętnie 

bo zdradzał go rodzaj 

głośnego obuwia oficerskiego.

A na dodatek

prawdziwie marynarski zapach.

Solonego śledzia, rumu

i mokrego, fatalnej jakości tytoniu,

jaki mógł znaleźć się

jedynie w fajce pirackiej 

lub mało szanowanego kapitana.

Kapitan Quarry we własnej osobie zszedł z górnego pokładu na główny 

i kompletnie ignorując podwładnych,

którzy o zgrozo,

nie pozostali dłużni 

i zignorowali kapitana,

oparł się o

wytarty już solidnie wiatrem i solą 

reling na sterburcie śródokręcia.

Nie tylko krok jego był pijany.

Oczy również.

Opuchnięte o szerokich źrenicach.

Przymykały się na więcej

niż zwykłą chwilę.

Błądziły po nocnym morzu,

za trawersem okrętu.

 

 

Za jakim lichem wyglądał 

chyba i on sam do końca nie wiedział 

a może właśnie wiedział aż za dobrze.

Licho w osobie trzech bardzo osobliwych istot wychynęło na powierzchnię wprost z głębiny.

Nie sposób wręcz opisać ich aparycji w sposób nie kłócący się z ziemskim postrzeganiem żywych organizmów.

Nie były to ani demony morskie,

ani syreny ani nawet trytony.

Zbyt odszczepieni ewolucyjnie by można określić ich ludźmi 

a z drugiej strony zbyt do nas podobni 

by określić ich mianem rybich istot.

Nie mieli łusek acz mieli ogon i płetwy.

oraz skrzela i miękką, galaretowatą masę błony między krótkimi palcami.

Wyłupiaste ślepia którymi wywracali 

nawet i wgłąb czaszek.

Otwory gębowe

przypominały te pijawek.

Bezzębne, otoczone czymś na kształt meduzowych parzydełek.

Tlen z powietrza przechodził przez nie

świszczącym wdechem

a wydech powodował 

nagłe zwężenie otworów,

Tak mocne, że przypominali 

morskie komary chcące wysysać krew również pod wodą z niewinnych ofiar.

 

 

Lecz to był dopiero 

przedsionek dziwów i niedorzeczności.

Każdy z nich był ubrany

w liturgiczne długie szaty.

Ci dwaj po bokach 

w togi koloru głębokiego fioletu,

znacznie dłuższe niż ich ciała.

Na wręcz idealnie owalnych czaszkach,

trzymały się kaptury bardzo podobne do tych średniowiecznych

nasuwanych pod hełm.

Te jednak

zamiast szlacheckich herbów,

przedstawiały jakieś 

skomplikowane i chaotyczne 

wzory i rysunki.

Szczególnie jeden powtarzał się 

nad wyraz często.

Był to rysunek postaci

o postawie humanoidalnej,

jednak ciele i ogonie krokodyla 

a łbie smoka.

Nad jego postacią widniała 

niewielka błękitno biała planeta

a spoczywała ona

w matni tysiąca macek 

ośmiornicznego potwora

z milionem ślepi

i szarawymi skrzydłami. 

Ten w środku ubrany był jeszcze bardziej bogato i dostojnie.

Zamiast kaptura, przywdział wąską acz niesamowicie wysoką tiarę rozmiaru kilkuletniego, ludzkiego dziecka.

Była ozłocona i obsypana klejnotami 

na całej długości.

A w centralnej części umiejscowiono 

kamień o idealnie gładkim szlifie.

Czarny diament lub inny kamień,

który mógł pochodzić 

równie dobrze z innej planety.

Na zaróżowioną togę, 

założył gruby łańcuch lub kolię

o splotach tak fantazyjnych,

że nie mogło być tutaj mowy 

o wpływie ziemskiej geometrii.

W błoniastej, ułomnej dłoni 

ściskał coś podobnego

do biskupiej laski.

Nie drewnianej lecz kamiennej.

Zdobił ją wizerunek 

tego hybrydowego bóstwa

o głowie smoka.

Identyczny

zdobił przód okrętu Quarrego.

Był to jego przyjacielski diabeł.

Przedwieczny Dagon.

A oni byli kapłanami

zakonu jego imienia.

A Quarry ich marnym sługą.

 

Wpełźli po ledwie zanurzonej 

na płyciźnie burcie statku i stanęli 

choć z dużymi problemami

z utrzymaniem równowagi

przed kapitanem.

Ten uśmiechnął się blado i czekał 

z rękoma założonymi na piersi.

Aż wreszcie odezwał się do nich 

Jak długo zakon będzie o nas pamiętał?

Co będzie ze skarbem 

choćby i po setkach lat nawet?

Odpowiedział mu

najwyższy kapłan zakonu,

gulgoczącym,

ropuchowatym skrzekiem.

Aż nie wypełni się wola zakonu

i ostatni z Twoich potomków

nie zejdzie pod wodę 

ku miastom Przedwiecznych 

by ujrzeć chwałę pałaców R'lyeh

i by oddać pokłon Dagonowi i Cthulhu.

Tak długo będzie istniał skarb 

za Twoje oddanie kapitanie.

Każdy z Twoich potomków

będzie strzegł go 

niczym własnego życia.

A gdy przyjdzie ten dzień 

i usłyszą oni we śnie szum fal.

Zobaczą R'lyeh powstającą 

z martwego dna ku powierzchni.

Odkryją otwartą czeluść

pustego grobu,

spotkają twarzą w twarz

śniącego Cthulhu.

Przebudzonego.

Ku chwale zagłady.

Ku nowej rachubie eonów.

Objawi im prawdę 

i zwoła swą trzodę ku głębinom.

Wtedy już skarb będzie bezużyteczny 

bo największym skarbem 

będzie chwała Cthulhu….

 

Skierował światło latarki w głąb sali.

Akurat na centralnie ustawioną gablotę 

z osobliwą i najcenniejszą tiarą 

w całej kolekcji.

Światło jakby paliło ją.

Bo miał nieodparte wrażenie 

w tej jednej chwili,

że cień tiary, 

który powstał na przeciwległej ścianie,

kurczy się wręcz w konwulsjach 

aż wreszcie przybrał postać 

humanoidalnej hybrydy.

Wrzask tej istoty,

wzbudził kolejny alarm…

to było ostatnie ostrzeżenie.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...