Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To przebodźcowania ciąg dalszy, jak sądzę. Każdy ma swój sposób, jeden zatyka uszy, inny zamyka oczy, jeszcze inny spaceruje po lesie i nie czyta wiadomości. Sonet, jak zawsze doskonale napisany. Pozdrawiam

 

Opublikowano

@Berenika97 Dziękuje i tak, maskowanie w spektrum wymaga zaangażowania naprawdę wielu zasobów i kiedy wreszcie można przestać to robić, czuje się naprawdę niesamowitą ulgę. Często też, kiedy jest się naprawdę przeciążonym sensorycznie, po prostu nie ma wyjścia i organizm samoczynnie przestaje się maskować. Nie ma siły. :)

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@Wędrowiec.1984Prześwietny wiersz.

Pokazuje płynne, ale nieuniknione przejście od poczucia kontroli przez przeładowanie bodźcami,  aż do resetu.

Ten reset bywa nieraz bardzo gwałtowny, a układ nerwowy, który funkcjonuje w trybie nadwrażliwym, niezwykle trudno wraca do równowagi. 

Maskowanie - zinterpretowałabym jako rodzaj funkcjonowania awaryjnego, żeby się całkiem nie wyłączyć, bo czasami wymaga tego sytuacja społeczna - ale wcześniej czy później i tak nastąpi zawiecha, albo, mówiąc nieładnie - szambo wybije.

Neurotypowi są mniej podatni na spadki i wzrosty napięcia sensorycznego, to też może mieć znaczenie, bo te górki i dołki są wyraźniej głębsze. 

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@vioara stelelorDziękuję. Co do maskowania, to po prostu staranie się być, jak osoba neurotypowa, co zmniejsza prawdopodobieństwo odrzucenia, albo niezrozumienia w gronie tychże osób. Przykład: nie lubię patrzeć ludziom w oczy, no ale rozmówca raczej tego oczekuje, więc wypada co jakiś czas spojrzeć mu w oczy podczas rozmowy, mimo że ja np potrafię rozmawiać w ogóle nie spoglądając w oczy swojego rozmówcy i nie wiem czemu akurat jest taki wymóg. Robię to więc, ale kosztem zużycia dużo większych zasobów energii. W ogóle twarz jest bardzo skomplikowana i patrzenie na nią samą, rozpoznając wszystkie tajniki mimiki jest męczące. No ale wypada spojrzeć w te oczy przecież, nie? :)

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Wędrowiec.1984No tak, myślę, że można to w ogóle rozszerzyć na rozmaite sytuacje, gdzie do głosu dochodzi ciało i jego sensoryka.

Np. dystans społeczny - odległość od rozmówcy.

Gesty, które w jakiś sposób przekraczają granice (neurotypowi nie mają z tym problemu, ale ludzie w spektrum muszą najpierw zaktualizować listę kontekstów w swojej głowie i sprawdzić, co tu pasuje): podanie dłoni, poklepanie na ramieniu, przytulenie, itd.

Czy wtedy funkcjonuje się na krawędzi lęku? (właśnie wynikającego z nadwrażliwości?)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To nie jest lęk, a bardziej stres, wynikający z... Dobra, jak ja mam? Mam sobie w głowie książkę z algorytmami. Kiedy dochodzi do zachowań społecznych, otwieram tę oto książkę i sprawdzam, czy mam w niej zapisany sposób postępowania na taką, albo taką sytuację. Jeśli mam, korzystam z niego. Jeśli nie mam, czuję duży niepokój, który może narastać i przerodzić się w nadmiar bodźców, ponieważ trzeba samemu wymyślić algorytym na daną sytuację i, co najważniejsze, trzeba wymyślić go na poczekaniu.

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@Wędrowiec.1984 Dokładnie tak, jak opisujesz.

Chociaż Ty mówisz bardziej, o reakcjach społecznych, ja bardziej pytałam o to, co w danym mówi ciało, bo np. dla neurotypowych bardzo miłe jest np. przytulanie się w gronie znajomych, a ktoś w spektrum nie cierpi tego, bo drażnią go choćby zapachy, czy coś innego.

Czy przebodźcowanie też może być jakimś rodzajem wytłumaczenia.

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie cierpię przytulać się w gronie znajomych. W ogóle nie czuję takiej potrzeby. Wystarczy podanie dłoni. Nie rozumiem czemu ludzie tak bardzo dążą do tego, by w gronie znajomych się przytulać. W ogóle nie znoszę przekraczania mojej przestrzeni osobistej. To jest okropne.

 

Oczywiście, że tak. Nie wiem, jak to w ogóle wyjaśnić, ponieważ nie wiem, czy neurotypowy człowiek może zdawać sobie sprawę z tego, że np. dźwięk boli, ale nie jakiś tam standardowo głośny dźwięk, a zwykła mowa i to czasami... własna. Dużo jest czynników, różnego rodzaju.

 

@vioara stelelor @KOBIETA @FaLcorN @Rafael Marius Dziękuję. :)

 

 

Opublikowano

Ja techniki wyciszenia i odreagowania stresu ćwiczę na zajęciach sensorycznych z moimi maluchami 

Dochodzi do tego aspekt poznawczy i uaktywnienie motorynki małej 

Nie wszyscy potrafią się w ciszy resetować

Pozdrawiam Cię Wędrowcze

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @karenka Bardzo piękny wierszyk Karenko. Czuć w nim wdzięk i delikatność. Przeczytałem cały i jakoś tak mi samo się dodało jedno słowo, które odrobinę -moim zdaniem- wzmacnia rytm tego wiersza, ale to sugestia tylko.  Chodzi o fragment: "(...) na płatku  róży przysiadam (...)". Czy nie uważasz, że rytm mógłby nieco zyskać po dodaniu jednego słowa, tzn. "(...) na płatku róży lekko przysiadam (...)" ? Ale... To tylko moja sugestia i nic mi do nakazywanie Tobie w jaki sposób chcesz budować swój warsztat ;) Stosuj jeśli sama czujesz, że tak byłoby dobrze. Czekam na Twoje kolejne, koniecznie RYMOWANE wiersze, bo bardzo dobrze Ci one wychodzą. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Przepiękny wiersz o miłości, która zawsze dodaje skrzydeł... Przepiękny... Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński P.S. Karenko -odnośnie tych "pouczających" komentarzy- to ja osobiście mam tak, że wysłuchuje cierpliwie, ale to czy zmienię wiersz czy zostawię bo... tak i już - to już twierdzę, że tylko od autora zależy. A zatem jeśli "czujesz", że tak ma być to zostaw, bo to znaczy, że odkrywasz w sobie swój WŁASNY, NIEPOWTARZALNY styl i nie pozwól komukolwiek tego zmieniać. Konstruktywne komentarze są oczywiście zawsze w cenie, ale nie powinny być one -w moim mniemaniu- jako nakazy, ale jako sugestie i podpowiedzi, do których można ale niekoniecznie trzeba się stosować. ;)
    • Chyba najlepszy wiersz o szczęściu jaki czytałem. Jest w nim tyle piękna, mądrości i dobrego moralnego przesłania. Myślę, że takie właśnie wiersze powinny być w szkolnych lekturach. Przepiękny... Proszę, pisz więcej utworów rymowanych. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Przepiękny, rymowany wiersz o miłości... Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • @karenka Przepiękny wiersz ukazujący głęboką wiarę i miłość do Pana Boga. Gratuluję odwagi, bo nie każdy ją ma żeby przyznać się do Pana Boga. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...