Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Berenika97 Mocny, surowy dialog, który trochę przypomina sekcję zwłok związku. 

 

Taki pojedynek na argumenty, w którym obie strony mają rację i obie przegrywają.

 

Bardzo ciekawa zastosowana forma dialogu, dzięki niej można przedstawić argumenty obu stron.

 

Super !!!

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Berenika97 W relacji zaczyna się na "tak", a kończy na wszechobecnym "nie", wspomaganym przez "nigdy", "bez", 
błąd" , "przestać", "odstawić". Świetnie to wymyśliłaś. Niby porcelanowe przedmioty się nie starzeją, ale się nawzajem  nudzą i wzajemnie opatrują. Pozdrawiam M. 

Opublikowano

Uważam, że to mistrzowsko napisany utwór. Jest oszczędny w słowach, ale niezwykle bogaty w treść i emocje. Zmusza do refleksji nad tym, czym jest prawdziwa bliskość, partnerstwo i obecność w związku. Ból i rozczarowanie są tu niemal namacalne. To piękny, choć bardzo smutny obraz końca miłości.

Zostali sprowadzeni do roli przedmiotów, co podkreśla ich wzajemne uprzedmiotowienie i brak prawdziwego partnerstwa.

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz

Bardzo dziękuję za serduszko! Jestem bardzo ciekawa Twojego wiersza. :) Pozdrawiam serdecznie.

@Kwiatuszek

 

Bardzo dziękuję Ci z całego serca za te słowa! To niesamowite uczucie wiedzieć, że wiersz tak do Ciebie przemówił. Twój komentarz dał mi ogromną radość i motywację do dalszego pisania. Pozdrawiam serdecznie!

@Andrzej_Wojnowski

Dziękuję za tak trafny komentarz! To "układ funkcjonalny" - świetne określenie. Pozdrawiam serdecznie!

@hollow man

Najlepsza terapia to ta, która kończy się szczerością. :))) Bardzo dziękuję!

@widelec

Masz rację. Czasem to, czego nie mówimy na głos, krzyczy najgłośniej w naszych głowach. Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam serdecznie.

@Christine

Bardzo dziękuję! Nie wiem, co powiedzieć.  Pozdrawiam serdecznie. 

@bazyl_prost

 

Ale początki zawsze są piękne, o ile są to związki zawierane z miłości. :) Czy wówczas pamięta się o przyziemnych "układach"?  Dziękuję za czytanie i pozdrawiam. 

@tie-break

Myślę, że rozmawiali - tylko o rachunkach, obiedzie, codzienności. Ale nie o tym, co naprawdę czują. To wymaga odwagi, której zabrakło... do końca. Dziękuję za czytanie i komentarz!

@Papierowy Lis

Bardzo dziękuję! "Dialog bez słuchania" - to świetne określenie, same monologi obok siebie. Pozdrawiam. :)

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, to prawda.

Chyba jedna z najważniejszych odnośnie miłości.

Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jurczyk

Dziękuję za tak wnikliwy komentarz! "Sekcja zwłok związku" - to brutalne, ale trafne określenie. Czasem nie ma wygranych, tylko dwie prawdy, które się nie mogą spotkać. Bardzo się cieszę, że forma dialogu zadziałała! Pozdrawiam serdecznie!

@Marek.zak1

"Nudzą się i wzajemnie opatrują" - świetne! Dokładnie tak - porcelana niby nienaruszona, ale pustka w środku. Bardzo dziękuję za tak wnikliwe czytanie. To dużo dla mnie znaczy! Serdecznie pozdrawiam. :)))

 

 

@Whisper of loves rain

 

Dziękuję z całego serca za ten komentarz. Rzadko ktoś tak precyzyjnie wypunktuje wszystkie warstwy tekstu. To "uprzedmiotowienie" - jak ludzie stają się funkcjami w życiu drugiej osoby - to sedno. Twoja analiza naprawdę wiele dla mnie znaczy. Pozdrawiam serdecznie!

@Stary_Kredens

Bardzo dziękuję! Zastanawiałam się nad tym ostatnim wersem - może i przegina, ale tak czasami kończą się zwiąki - czasami jedna ze stron "przegina".   Serdecznie pozdrawiam. :))

@infelia @Trollformel @piąteprzezdziesiąte @Charismafilos @Wochen @Rafael Marius @Starzec @huzarc

 

Serdeczne podziękowania!  Pozdrawiam:)))

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

"Porcelanowy związek".... filiżanka i spodek, to świetny pretekst, żeby opisać wiele ludzkich zachowań.

Jednym słowem... w porcelanie analogie do życia. "jesteś już zbędny"... chyba czara się przelała.

@Berenika97... bardzo dobrze zrealizowany pomysł.

Opublikowano

@Nata_Kruk

 

Bardzo dziękuję!  No i taki związek jest kruchy - jak porcelana, łatwo go zniszczyć, gdy się nie dba. :) Pozdrawiam. 

@Amber

Bardzo dziękuję! Właśnie często tak bywa, ważne też, aby w porę się zorientować, czy wjechaliśmy na wyboistą drogę. :) Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena   To chłodna, a jednocześnie pełna bólu wiwisekcja układu, w którym zabrakło odwagi na koniec. Znakomite studium trwania. Świetne pióro!
    • @Toyer Miłość rządzi się swoimi prawami. Czasem to smutek, a czasem radość. Wszystkie jednak te koleje losu, dobrze się wspomina na starość. 
    • Rozumiem, mam podobnie. Pozdrawiam. 
    • @Łukasz Wiesław Jasiński, Dziękuję za obecność pod wierszem. 
    • Na stole teksty poszarpane, poplamione stronice. Pogięte okładki… Gdzie? Co? Nic nie wiem. Nie wiem, u licha! Ale bal trwał w nieskończoność. Do samego końca dojmującej treści. Powiedz mi, dlaczego tak było, tak było? Echo odbija się od ścian, majaczy pogłos wielokrotnych powtórzeń i westchnień: o, dzieło moje jedyne! O, dzieło…   Majaki przychodzą i odchodzą. Czas poplątany. Czas chciwy. Natrętne obrazy. Co jeszcze mnie tak męczy? Wszystko! Albowiem wszystko. Zdjęcia rozsypane. Czarno-białe pejzaże. Głębokie otchłanie przeszłego czasu. Jakieś listy nie wiadomo do kogo i przez kogo pisane. Stosy papierów. Wiersze wybrane, Bal w operze, Kwiaty Polskie… to znane, a reszta? Nie wiem… Zostawcie mnie. Dlaczego się tak na mnie patrzycie? Kto? Kto? Moje własne odzwierciedlenia. Moje imaginacje. Julian Tuwim stoi przy oknie w jakiejś takiej niedbałej pozie. i opierając się o parapet pali papierosa. Wypuszcza kłęby błękitnawego dymu. Patrzy się na mnie czujnie i z trwogą: co ja tu kombinuję, co sobie wyobrażam: On próbuje pisać!… Patrzy się z wyższością i zażenowaniem. Spogląda na kogoś, kto siedzi przy stole i pisze albo spogląda w sufit pełen pajęczyn i kurzu. Spogląda i nie dowierza. Jak ktoś taki mógłby… - jak ktoś taki… Wiesz, powiem ci, jedyna: Tak. To już kiedyś było. Tylko że kiedyś był to Albert Camus. Stał w podobnej pozie i też palił papierosa. Teraz Julian. Dlaczego akurat on? Patrzą się na mnie twarze spłowiałe. Tu i tam. Uśmiechnięte. Zastygłe. Fotografie rozrzucone na stole, podłodze… Julian już zniknął. Rozpłynął się w smudze zachodzącego słońca. Takiej pomarańczowej i bystrej. I cichej. Tak przerażająco cichej. Cichszej od szumu płynącej krwi. Od szumu piskliwej w uszach gorączki. Przystawiam do oka butelkę. I poprzez płyn przezroczysty, niezmącony niczym. Poprzez płyn spoglądam w ten dziwny poblask natury. Julian się rozpłynął. Zniknął. Powrócił? Dokąd? Do piekła? Czyśćca? Raju? Boska komedia leży na stole, gdzieś w odmętach pogniecionych, zatłuszczonych szpargałów… Trącam dłonią szklankę. W ferworze jakiejś wewnętrznej walki albo gniewu. Albo po prostu: tak niechcący. Przez nieostrożność. Nieuwagę. Zmęczenie nieskończoną nocą. Wywraca się i tłucze na miliony lśniących kawałeczków. Rozlewa się na stole plama. Strumienie trunku spływają po drewnianej nodze na klepki podłogi. Na dębowe. Ułożone w jodłę. Na rozmaite esy floresy sęków i wiekowych słojów, które pamiętają jeszcze kroki mojej matki… Za oknem trwa straszliwy pęd przemieszczania w czasie. Teraźniejszość staje się odległą przyszłością. Omiata mnie blask unicestwienia. Nieokiełznana struktura kryształu. Postać dziwnego słońca, jak w kalejdoskopie. Oślepiająca jasność wydobywa się z wnętrza przedmiotów. Ze wszystkiego. Ze mnie...   Lecz, co to? Budzę się. Noc. Światło zwykłej wiszącej lampy nade mną. Leżę na podłodze. Tuwim właśnie wychodzi ze swojego mieszkania. Widzę przez ściany, które są przezroczystą szybą. Choć nie. Jestem tam. Na ulicy, w mroźny dzień styczniowy. Nagie drzewa. Wiatr sypiący w oczy drobinkami lodu. Niebo stalowe. To znowu słońce. I znowu cień obłoku na twarzy… Stoję opodal, niewidzialny. Przezroczysty jak powietrze. Jak absolut nieistnienia. Jak nic. Tuwim w ciemnym płaszczu i w kapeluszu. Wychodzi z kamienicy. Wychodzą. On i jego żona w futrze. Kilka rzeczy. Kartonowe pudła nikną na pace ciężarówki. Ktoś się patrzy. Obserwuje z ukrycia. Z któregoś piętra. W oknie. Spoza firanki. W szarości dnia. W szarej poświacie mżącej pikselami czasu. W szarym oknie przesłoniętym szarą firanką zapomnienia. Ktoś się patrzy. Nikt. Już nikt... Zaciskam mocno powieki. Otwieram...   Na ulicy oślepiająca plama czerwcowego słońca. Na chodniku rozedrgane cienie gałęzi. Drzewa szumią zielone. I kwiaty w donicach. Te właśnie róże czerwone. Uśmiechnięte. Ogromny skwar osiada leniwie na twarzy. Na włosach. W którejś godzinie upalnego, dusznego lata. Wspomnienie przeszło, minęło. Jakieś dzieci biegną piskliwie niczym owadzie piszczałki, machając radośnie pół-przezroczystszymi skrzydełkami. Faeries. Przebiegają po dawnych śladach, kogoś, kogo już dawno nie ma. Przechodnie. Samochody. Rozgwar szumiącego miasta i obojetności. Ściana kamienicy niby ta sama. Te same drzwi. I okna te same. Lecz nie ma już.. Lecz już… Rozpływa się wszystko w teraźniejszości opadającej powoli. Tak zwyczajnie. Tak najzwyklej.   (Włodzimierz Zastawniak 2026-06-22)    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...